Można żyć bez po­wiet­rza?

Czasami sobie myślę, ile jeszcze wytrzymam? Ile zniosę tych wszystkich kłód pod nogi, tego cierpienia, walki o lepsze jutro. Wolę nie analizować, który to już raz  wżyciu zaczynam od nowa. Ile razy życie bezczelnie pokazało mi środkowy palec. Ile razy spadły na mnie grzechy innych.  Po raz który wstaję z kolan, otrzepuję to całe bagno, w którym tkwię po pas i idę dalej. Zawsze w kierunku słońca. Nawet jeżeli jest ciemno, dni są bardzo krótkie, a noce totalnie długie, chcę wierzyć, że zmierzam w kierunku czegoś jasnego. Można żyć bez powietrza?

żyć bez powietrza
żyć bez powietrza

I jeszcze jeden, jedyny raz

Jeżeli wszystkie te złe rzeczy, które mnie spotykają przyjmuję bez mrugnięcia okiem to znaczy, że się do nich przyzwyczaiłam? Hiobowe wieści przeplatają się z małymi sukcesami, jakby od tego miało zależeć moje istnienie. Tydzień dobry, tydzień do dupy. Jeden, mały sukces, pięć kroków w tył i powrót do przeszłości. Jeden malutki, nieśmiały uśmiech, na pięć, bolesnych grymasów z powodu, tego co mnie znowu dotyka. Karma wraca, od kiedy zaczęłam samodzielnie myśleć, wierzę w to całą sobą. Skoro karma wraca, to czy ja naprawdę jestem wybrakowana? Czasami się zastanawiam, czy nie spoczywa na mnie jakaś klątwa, fatum, albo po prostu odpokutuję grzechy z innego życia?

Odczuwanie jest przereklamowane

Momentami, mam ochotę zanurzyć się cała pod wodą, wstrzymać oddech na dłużej i nie myśleć. Przestać oddychać, przestać czuć, nie odczuwać. Odczuwanie w tym wszystkim jest najgorsze. Nawet jak coś mi się uda i wiem, ile pracy mnie to kosztowało, boję się tym cieszyć. Jakby całe to moje szczęście miało sprowokować coś złego, do tej lawiny nieszczęść, która ciągnie się za mną od kiedy pamiętam. I gdyby tak te wszystkie uporczywe myśli po prostu zniknęły? Gdybym nie słyszała tych wszystkich głosów w głowie? Albo gdybym nie bała się, mówić, że jestem szczęściarą.  Może, wtedy byłoby łatwiej? Czy można żyć bez powietrza? Czy można tkwić bez sensu?

żyć bez powietrza
żyć bez powietrza

Jedna krótka rozmowa, to wystarczy

I wtedy przychodzi on z tą swoją zatroskaną twarzą. I uświadamiam sobie, że tak naprawdę jestem cholernie silna. Krucha, delikatna, wrażliwa, ale przy tym wszystkim jak skała. I wtedy przyznaję się przed sobą, że najbardziej boję się o niego. O  to, aby to on się nie martwił. Bo ja, ja wiem, że to wszystko przetrzymam, że dam radę. Ale jego straty bym nie wytrzymała. To byłby ostateczny cios i czułabym się martwa. W ogóle nie wiem, czy można się tak czuć, wtedy już by mnie nie było. Bo to wszystko co pisali poeci, to co mówią aktorzy w teatrze i to o czym piszą, niektórzy pisarze to prawda. Miłość jest moim tlenem. Bez niej byłabym martwa. Nie chcę żyć bez niego, dlatego się tak martwię, gdy on się martwi. Chciałabym go ochronić. Zapewnić, że to tylko chwilowe problemy. Wytłumaczyć, że ja, to znaczy, że my zawsze spadamy na cztery łapy, a tak właściwie na cztery, zakochane ręce.

Nasze słońce nie zajdą

Dlatego zawsze, gdy musimy porozmawiać o czymś ważnym, najpierw martwię się o to, jak on zareaguje. Czy się podniesie, czy znajdzie w sobie siłę, by zmierzyć się w prozą zwaną życie. Czy po raz kolejny zaufa mi i uwierzy, że kasa to nie wszystko i przecież da się ją zorganizować. Czy da się nabrać, na to moje wesołe mędrkowanie o tym, że nie wszystko jest chujowe, bo przecież mamy dom, pracę, sukcesy, a nasze dzieci są zdrowe. Że przecież mamy fajne życie, mamy siebie, kochamy się, lubimy, kochamy się kochać. Jak długo będzie do mnie wracał? Czy na jego twarzy w końcu pojawi się uśmiech? Najbardziej na świecie boję się tej jego zatroskanej twarzy. Oczu, które pytają dlaczego? Rąk, które nieustannie potrzebują ciepła. Ust, które mimo milczenia, zadają miliony pytań. Tego jak leży skulony i udaje, że śpi, a ja udaję, że nie słyszę jak szlocha. Boję się tego, że on się kiedyś dowie. Przejrzy mnie na skroś i będzie wiedział, że wcale nie jestem skałą, że to tylko poza. Boję się gdy, on się martwi, bo ja nie potrafię bez niego już być.

żyć bez powietrza

„Nie widziałam cię już od miesiąca.
I nic. Jes­tem może bledsza,
Trochę śpiąca, trochę bar­dziej milcząca,
Lecz wi­dać można żyć bez po­wiet­rza”.

–  Maria Jasnorzewska-Pawlikowska

„Pocałunki”