Temat samoakceptacji wydaje się być się niewyczerpalny. Bez względu na to, jak często, długo i w moim odczuciu szczegółowo poruszam kwestię akceptowania samego siebie, nadal to temat na czasie. Czasem zastanawiam się nad tym, dlaczego my kobiety nie potrafimy pokochać siebie po prostu? Z dobrodziejstwem inwentarza, z tym co w nas fajne i niedoskonałe równocześnie?

Czym jest samoakceptacja i o co w niej chodzi?

Jako gruba osoba, zmagająca się z Hashimoto, dawnej depresją i zaburzeniami odżywiania, a teraz insulinoopornością, bardzo często jestem atakowana, że promuję otyłość. Jakby samo bycie otyłym było jawnym zachęcaniem do tego by się obżerać, nie ćwiczyć, prowadzić niezdrowy styl życia i do tego nie korzystać z profilaktyki. Być może jak o tym mówię wprost lub piszę, to niektóre osoby czują się zszokowane, ale takie właśnie jest moje życie. Większości nie interesuje to, czemu jestem gruba, jaka jest moja historia i skąd nadprogramowe kilogramy. Liczy się tylko to, że faktycznie jestem za ciężka i moja obecność w świecie, to jawne namawianie do tego by być otyłym.

Brzmi absurdalnie? Dla mnie na pewno, bo poprzez promocję czegokolwiek,rozumiem zachęcanie/namawianie do czegoś, reklamowanie tego jako fajne/dobre/najlepsze. Szczerze mówiąc nie znam grubych osób, które cieszą się z tego, że są grube i nie mogą schudnąć. Za to znam bardzo dużo fantastycznych kobiet, które mimo nadprogramowych kilogramów nie mają problemów z samoakceptacją, przy czym gdyby mogły zamieniłyby się na mniejszy rozmiar bez mrugnięcia okiem.

 

samoakceptacja

Czy w samoakceptacji ważna jest waga i rozmiar ubrania?

Dla niektórych samoakceptacja sprowadza się do wyglądu zewnętrznego. Czyli akceptacji własnego ciała, jego rozmiaru, wyglądu itp. Kobiety cały czas porównują się do innych i bardzo często do narzuconego przez media “ideału piękna”. Przykład z życia: otyła kobieta czuje dyskomfort rozbierając się na plaży, więc rzadko decyduje się na bikini, albo jakikolwiek strój kąpielowy. Mężczyzna z ogromnym brzuchem nikogo w Polsce nie dziwi. Widok pana z brzuchem wielkości tego z zaawansowanej ciąży nie jest przecież promowaniem otyłości. Od mężczyzn nie wymagamy nienagannej sylwetki, jędrnego i wydepilowanego ciała. W przypadku kobiet natomiast non stop spotykam się z opiniami, że nam nie wolno: “się zapuścić”, “pokazać bez makijażu”, “mieć odrosty”, “z rozstępami/cellulitem”, “przebarwieniami skóry”, “siwymi włosami”, będąc po prostu grubą.

Skąd te różnice w podejściu do samoakceptacji kobiet i mężczyzn?

Wpływu na to jak traktowane i oceniane są kobiety należy upatrywać się w wielu płaszczyznach. Kulturowa, społeczna, religijna. W Polsce kobiety są pod ciągłym obstrzałem innych. Od dziecka wmawia się dziewczynkom, że mają być ładne, miłe, szczupłe i usłużne, bo inaczej nikt ich nie zechce (w domyśle nie znajdą sobie męża). Nie mówcie mi, że tak nie jest, bo mimo, że urodziłam się w latach osiemdziesiątych to nadal mnie częstowano tego typu uwagami. Może niekoniecznie rodzice, ale bracia, ciotki, dziadkowie już tak. Dziewczynka, która zje więcej niż wróbelek jest krytykowana, mimo tego, że może być akurat w fazie dojrzewania i potrzebuje zwiększyć swój bilans kaloryczny. Od początku wpędza się nas w poczucie winy, że lubi łakocie lub porządny posiłek. Pojawiają się pierwsze sygnały, które młoda dziewczyna rozumie jednoznacznie – liczy się wygląd, waga i rozmiar ubrania. I od tego momentu, mając zaledwie kilka, czasem kilkanaście lat zostajemy sprowadzone do roli lalki, która ma być zadbana, szczupła i w domyśle seksowna.

samoakceptacja

Patriarchalny model rodziny, w którym nadal funkcjonuje duża cześć Polek, również sprowadza rolę kobiet do tego, by była przykładną matką i piastunką ogniska domowego. W ten sposób nadal utrwala się sterotyp, że kobieta ma się zawsze starać dla męża być atrakcyjną i seksowną (sprowadzoną po raz setny wyłącznie do wyglądu zewnęrznego, a nie tego jakim jest człowiekiem w ogóle). Jakoś nie spotkałam się specjalnie z kazaniami na temat budowy ciała chłopców, oraz ich tężyzny. Mają w tej kwestii o wiele większy luz od samego początku. Nie wiedzieć czemu, kobiety tolerują często niehigieniczny styl życia partnerów i przymykają oko na piwny brzuszek, czy typowo kanapowy styl życia. W drugą stronę nie ma już przyzwolenia społecznego na to, by kobieta zaniedbała się i była gruba.

Gdyby przyszło nam oceniać się wyłącznie po okładce, jaki byłby sens naszego bycia razem?

Jestem przeciwniczką sprowadzania procesu samoakceptacji wyłącznie do kryterium wyglądowego, a już szczególnie wagowego. Poświęciłam obszerną część tego artykułu na temat wagi kobiet, dlatego że nadal jestem bombardowana zewsząd tym tematem. Dla mnie samoakceptacja to lubienie siebie całościowo. Szanowanie siebie i akceptowanie mimo wad, niedoskonałości, przy jednoczesnej świadomości mocnych stron i zalet. Akceptować siebie to rozumieć, że wygląd zewnętrzny i osobowość stanowią integralną całość. Być siebie świadomą, że te fajne, ładne i miłe w nas rzeczy, równoważą się z brzydkimi, słabymi, z którymi nam czasem ciężko. Nie ma tutaj mowy o tym, aby z powodu akceptowania siebie, przekonywać raptem innych, że kocha się w sobie absolutnie i bezkrytycznie wszystko. Zarówno w aspekcie wygladu jak i charakteru. Samoakceptacja to tolerowanie tego kim się jest i życie w zgodzie ze sobą. Nie pod dyktando innych, trendy i wymagania, które mają wobec nas inni.

Jeśli godzisz się na to by ktoś oceniał Cię wyłącznie przez pryzmat Twojego wygladu, nie mam dla Ciebie zbyt dobrych wieści. Stajesz od razu na przegranej pozycji. Jeśli kwintesencją Waszej relacji jest to jak wyglądacie, prawdopodobnie nie myślicie o sobie serio i nie ma co wierzyć w perspektywę dożycia razem wspólnej starości. Bo jak to sobie wyobrażacie? Jeśli po ciąży pozostaną na Twoim ciele rozstępy? Jeśli w wyniku choroby Twoje ciało będą zdobiły blizny? Jeśli schudniesz lub przytyjesz? Twoją skorę pokryją zmarszczki, a włosy siwizna? To czy w takich warunakach nadal będziesz dla niego atrakcyjna? Czy Wasz związek opiera się wyłącznie na cielesności?

Samoakceptacja, a miłość do samego siebie

By kochać innych, najpierw należy pokochać siebie. Jeśli szczerze odpowiesz sobie na pytanie, za co siebie kochasz, będziesz wiedziała, jak mniej więcej oceniasz innych i jak jednocześnie jesteś oceniana z zewnątrz. Jeśli swoją wartość sprowadzasz wyłącznie do tego, czy mieścisz się w danym rozmiarze, czy też widełkach wagowych – trudno wymagać by ludzie dostrzegali w Tobie coś więcej.

Po latach walki z bulimią i zaburzeniami odżywiania, odetchnęłam z ulgą kiedy w końcu zaakceptowałam to, że jestem gruba. Bardzo długo zajęło mi przyznanie się przed samą sobą, że miewam słabości i że tym razem uczciwie nie wiem, czy znajdę siłę by po raz kolejny zmierzyć się z procesem odchudzania i robieniem wszystkiego by uniknąć efektu jojo. Dopiero po śmierci mojego ojca pozwoliłam sobie na ten stan. Moment totalnego zawieszenia, gdzie się nie odchudzałam, nie walczyłam, byłam sam na sam ze sobą.

Odpuszczajac sobie dążenie do tego, by inni akceptowali mój wyglad zaczęłam koncentrować się na sobie jako całości. Ważniejsze było dla mnie podążanie za tym, co podpowiada mi intuicja i sygnałami, które daje mi mój organizm. Zaczęłam wsłuchiwać się w swój wewnętrzny głos i metodą małych kroków starałam się wprowadzić we własnym życiu równowagę. Dobre traktowanie siebie, nie tylko swojego ciała, ale również ducha/emocji i psychiki spowodowały, że kilogramy zaczęły same lecieć w dół. Nie jakoś spektakularnie, nie z poświęceniem. Po prostu widzę po rozmiarze ubrań, że chudnę mimo wszystko. Samoistnie odstawiłam kawę, nabiał zwierzęcy, mocno ograniczyłam spożywanie słodyczy, z którymi w stresowych sytuacjach miałam problem. Określiłam swoje własne standardy i mimo szeregu wad w pełni akceptuję to kim jestem. Teraz jest łatwiej mi podążać za tym, czego naprawdę pragnę i tym własnie dla mnie jest samoakceptacja.

samoakceptacja

Waga, to tylko waga

Zwykło się mówić, że w zdrowym ciele – zdrowy duch. A gdyby tak odwrócić sens tego porzekadła? Ze zdrowym duchem, będziesz miała zdrowe ciało? Osobiście nie wierzę w inną drogę do samoakceptacji, niż uporządkowanie swoich własnych emocji, myśli i tego “wewnętrznego głosu”. Trzy dni temu zaczęłam robić post dr Dąbrowskiej, który dla wielu jest bardzo kontrowersyjny. Nie jest to metoda odchudzania, jest to post zdrowotny, na który zdecydowałam sie czwarty raz w życiu, zawsze pod opieką lekarza. Nie ścigam się ze sobą, nie zakładam, ze moim celem jest utrata wagi. Jedyne na czym szczerze mi zależy to zdrowie. Powrót do dobrej formy, tej którą miałam trenując przez 13 lat judo.

Pojekt Soulbody Izy Garbarz

Dlatego gdy wiosną tego roku zdecydowałam się na udział w Projekcie Iza Garbarz “Soulbody”, nie miałam najmniejszych oporów, żeby się przed nią rozebrać i sfotografować moje “nieidealne” ciało. Zdjęcia wykorzystane w tym artykule pochodzą właśnie z tej sesji. Zanim Iza zaczęła robić mi zdjęcia, powiedziałam jej otwarcie jakie są moje mocne i słabe strony. Mimo tego, że akceptuję to jaka jestem w pełni, sesja okazała się miłym zaskoczeniem. Mój dawny kompleks, z okresu gdy zajmowałam się zawodowo judo, zniknął. Mowa o poczuciu, że jestem męska, mam zbyt szerokie barki. Iza widziała mnie pierwszy raz w życiu, a mimo to uwieczniła mnie na zdjeciach, jako ultra kobiecą, seksowną, kokieteryjną z odsłoniętymi ramionami.

To bardzo budujace doświadczenie. Polecam każdej kobiecie raz na jakiś czas zrobić sobie taką samotną, kobiecą sesję. Niech Was wymalują, wystylizują, odpowiednio ustawią i wydobędą piękno, które w Was jest. Po to, abyś w chwilach zwątpienia spojrzała na swoje zdjęcia i powiedziała sobie na głos:

“Jestem piękna, jestem wystarczająco dobra, mimo że jestem nieidealna, jestem szczęśliwa.”

samoakceptacja