Ten kto śledzi bloga od początku na pewno wie, że w moim przypadku rozmiar ubrania zmienia się z każdym sezonem, naprzemiennie od rozmiaru 38 poprzez 46. Można powiedzieć, że ponad połowę swojego życia spędziłam testując na sobie masę najróżniejszych, aktualnie będących na topie diet. Nigdy nie byłam typem „szczypiora”, ale trenowanie 13 lat judo spowodowało, że przez długi czas moja waga była stabilna. Wraz z zakończeniem kariery sportowej, zaczęły się moje pierwsze poważne problemy ze zdrowiem i stabilizacją wagi.

Pierwsze poważne problemy z wagą

Zdiagnozowano u mnie Hashimoto i niedoczynność tarczycy. Nie trzeba być lekarzem by wiedzieć, że zaburzona gospodarka hormonalna może nieco utrudniać stabilizację wagi. Napisałam może, bo tak naprawdę nie musi, wszystko jest kwestią indywidualną i zależy od ustawienia odpowiedniej dawki leków (wyrównania poziomu TSH), stylu życia (diety i ruchu), poziomu stresu, motywacji i kilku innych czynników, o których szerzej opowiem w kolejnych artykułach z cyklu „Odchudzam się z Super Ty”.

Jakie zmiany muszę zajść we mnie, żebym schudła?

Jako były sportowiec zdawałam sobie sprawę z tego, że styl życia, a przede wszystkim sposób odżywiania odgrywa kluczową rolę w przypadku zdrowia i wagi. Mogłabym napisać oddzielną książkę na temat błędów, które popełniałam latami próbując odchudzać się na własną rękę. W zależności od tego co było modne w danym sezonie, katowałam się głodówkami, dietą kapuścianą, dietą wysokobiałkową, beztłuszczową i mogłabym wymieniać tak jeszcze długo. Naprawdę długo mi zajęło zrozumienie, że w życiu każdego z nas nie chodzi o to by z czegoś rezygnować, ale by dostarczać organizmowi to czego potrzebuje. Produktów wysoko odżywczych, dobrej jakości i w końcu najważniejsze – w ilościach jakie potrzebuje nasze ciało.

Czy mniej znaczy naprawdę więcej?

Po pierwszym porodzie zapragnęłam schudnąć raz na zawsze. To było dla mnie bardzo ważne, bo wiedziałam, że w moich rękach tkwi kształtowanie przyszłych nawyków żywieniowych mojej córki. Ze wszystkich sił chciałam jej oszczędzić tych wszystkich diet, przez które przechodziłam od czternastego roku życia. Wiedziałam, że jedyną drogą jest bycie przykładem. Pierwsza redukcja w ciągu ostatnich trzech lat mego życia udała się i odniosłam ogromny sukces. Ważyłam upragnione sześćdziesiąt kilogramów. Oponka z brzucha zniknęła, nosiłam rozmiar 38 i wszyscy w koło gratulowali mi tak „pięknej przemiany”. Wszystko fajnie, poza tym że ja w lustrze nadal widziałam grubaskę, którą czułam się od dziecka. W odbiciu lustrzanym wydawało mi się, że ważę ze 120 kilo… Chwilkę później zaszłam w drugą ciążę i w pewnym sensie wróciłam do dawnego stylu życia i odżywania. Nie wszystko było stracone, bo świadomie wybierałam zdrowe produkty, ale przestałam kontrolować ilość spożywanych kalorii. Tamta redukcja skończyła się dla mnie boleśnie, ponieważ całkowicie odstawiłam gluten, mimo że nie mam alergii na pszenicę. Przypadkowe spożycie produktu z glutenem skutkowało wezwaniem pogotowia, miałam tak silne skurcze jelit, że nie dałam rady się poruszać.

Konsekwencje nieliczenia makro

Szybko okazało się, że mój organizm w drugiej ciąży (18 miesięcy po pierwszym porodzie) wariuje. Hormony znów były totalnie rozregulowane, tym razem tyłam szybciej i więcej niż za pierwszym razem. Po porodzie okazało się, że do kompletu chorób doszła insulinooporność. W tamtym roku też podjęłam próbę zrzucenia coraz to większej ilości kilogramów. Szło mi nieźle, ale nagła śmierć ojca i konsekwencje prawne i finansowe z tego wynikające rozbiło mnie na najmniejsze kawałeczki. Mówiąc wprost, odpuściłam sobie redukcję, nie miałam głowy do wielu spraw, również do szczegółowego dbania o siebie. Mimo, że nie udało mi się spektakularnie schudnąć w 2018 roku, nie uważam tego roku za stracony. Wykonana praca z psychodietetykiem dużo mi dała. Przepracowałam swoje demony i zrozumiałam dlaczego mam emocjonalny związek z jedzeniem.

2019 nowy początek z Super Ty

Nie jest lekko przyznać się publicznie do swoich słabości i porażek. Ale będąc wojowniczką nie widzę innego wyjścia niż bycia z Wami szczerą. Zbierałam się bardzo długo w sobie, wiedząc że znów podejmę walkę z nadprogramowymi kilogramami. I naprawdę nie chodzi tutaj o akceptację, czy poczucie własnej wartości. Po prostu moje kilogramy ograniczają moją energiczną osobowość. Jest mi wstyd, że niegdyś wysportowana dziewczyna i miłośniczka różnych form aktywności jest obecnie tak mało sprawna. To wszystko o mnie. Znam swoje możliwości, wiem ile jestem w stanie wytrzymać i chciałabym po prostu odzyskać ciało, które współgra z moim charakterem. Dlatego zdecydowałam się na odchudzanie z programem „Super Ty”.

12 tygodni do bycia sobą

Przez najbliższe trzy miesiące będę opisywała Wam moje wrażenia z odchudzaniem pod okiem specjalistów z „Super Ty”. O co w tym wszystkim chodzi? Nie jestem na żadnej diecie, nie mam żadnej rozpiski tego co mogę, a czego nie mogę jeść. Brzmi super, prawda? W moim odchudzaniu z programem „Super Ty” chodzi wyłącznie o dostarczanie organizmowi odpowiedniej ilości zapotrzebowania kalorycznego, z uwzględnieniem rozkładu makroskładników: białka, tłuszczy i węglowodanów.

W jaki sposób Super Ty pomoże mi schudnąć?

„Aby pozbyć się tkanki tłuszczowej, Twój organizm musi znajdować się w deficycie kalorycznym (stan hipokaloryczności). Na początek starannie obliczamy, jaka jest liczba kalorii, jakie musisz spożyć dziennie, aby utrzymać masę ciała bez zmian. W dietetyce ta wartość nazywa się Całkowitą Przemianą Materii (CPM). Innymi słowy, to ilość energii, jakiej organizm potrzebuje, aby pozostał w stanie homeostazy (równowagi energetycznej). To właśnie na tym etapie wkracza spersonalizowany coaching dietetyczny. Po wyznaczeniu wartości CPM, w zależności od Twojego celu, musimy dostosować liczbę kalorii, jaką musisz spożywać. Można tego dokonać poprzez restrykcyjną redukcję kalorii w stosunku do CPM lub przez stopniowe zmniejszanie wartości kalorycznej jadłospisu, bardziej rozciągnięte w czasie. W Super Ty wolimy to drugie podejście, ponieważ organizm nie lubi nagłych zmian”.

Podstawą każdej diety powinno być makro

Nie wierzę w żadne diety cud i wiem, że z Super Ty moja przemiana to wyłącznie kwestia czasu. Przy moim obecnym stylu życia, czyli bycia zapracowaną mamą dwójki małych dzieci potrzebowałam czegoś normalnego, co nie będzie powodowało w moim odczuciu ograniczeń. Zależało mi na tym, aby moje odżywianie nie zajmowało mi dużej ilości czasu, abym mogła nadal gotować to samo dla całej rodziny i by były to rzeczy proste, szybkie, które lubimy, a nie, które „muszę jeść bo się odchudzam”. Znam się jak nikt i zgadzam się z podejściem twórców tego programu, że czasem jest lepiej „zgrzeszyć i dać organizmowi luz od idealnego odżywiania”, niż porzucać kolejną dietę i rozpiskę z powodu restrykcji, które nam narzuca. Wszystko powinno odbywać się w granicach rozsądku, którym jest rozkład makroskładników. Jeśli zaszalejesz na imieninach babci i zjesz jej popisowy sernik, musisz go wrzucić w rozkład dziennych kalorii i planując kolejne posiłki dostosować je do odpowiedniej ilości białka, tłuszczy i węglowodanów.

Tylko tyle, przecież to takie proste

Można by pomyśleć, że zdrowe odżywianie, które proponuje Super Ty to pestka. Ale żeby wiedzieć, ile makroskładników potrzebujesz i w jaki sposób ustawić ich wartości potrzebujesz pomocy specjalisty. Tutaj do pomocy mam coacha, który nie tylko odpowiada za to, by wyliczyć mi odpowiednie wartości, ale jest też całodobowym wsparciem, siedem dni w tygodniu. Nim przygotowano mi wartości odżywcze, zostałam dokładnie przepytana o styl życia, doświadczenia z odchudzaniem, o to czy choruję, jakie mam cele i motywację. Na podstawie pogłębionego wywiadu ustalono indywidualny plan, który co tydzień jest modyfikowany tak, by pasował jak najlepiej do moich celów – czyli odchudzania.

Współpraca z Super Ty

Moim coachem jest Żaneta Michalak, która w ciągu ostatnich dwóch tygodni błyskawicznie odpowiadała na wszystkie moje wiadomości. Jeśli czegoś nie wiem, mogę do niej pisać, dzwonić (wybór należy do mnie) i prosić o pomoc, wsparcie, naprowadzenie, czy też po prostu rozwiązanie mojego problemu. Na pewno interesują Was wyniki tych 14 dni? Można powiedzieć, że mój organizm powoli się rozkręca, ale i tak jestem zadowolona. Za mną ponad kilogram mniej, za to w obwodach pomiary pokazały aż trzy centymetry mniej w talii. Szczerze mówiąc jestem zadowolona. Nie napalam się jak szczerbaty na suchary, bo ostatnie dwa tygodnie były dla mnie niesamowicie ciężkie pod względem ilości pracy i stresu. Pisanie własnej książki „Nieidealnik. Sztuka szczęśliwego życia”, pochlania mnie bez reszty. Przez ostatnie 14 dni, realizowałam swoje założenia na 85-90% ze względu na wdrażanie się w liczenie makroskładników i dużą liczbę podróży (jedzenia poza domem). Mam nadzieję, że za kolejne dwa tygodnie będę miała jeszcze lepsze wyniki i będę mogła Was zmotywować do zadbania o siebie wraz z Super Ty.

Więcej o programie Supert Ty znajdziesz na stronie, Facebooku i Instagramie.

Zdjęcia wykonali Pawel i Magda z Lawreszuk.eu.

Wpis powstał w ramach współpracy z marką Super Ty i jest początkiem cyklu “Odchudzam się z super Ty”.