parówki
STYL ŻYCIA

O dwóch takich co ukradło parówki, co w nich takiego jest?

Nocni łowcy, drapieżnicy, złodzieje, wspólnicy. Są szybcy, przebiegli, smukli, wysportowani, a na dodatek czarni. Ich oczy widzą w ciemności, ciała poruszają się bezszelestnie, a szybkość z jaką się poruszają powoduje zazdrość i zakłopotanie. Ich gracja, sposób w jaki się poruszają, dosłownie płyną, a nie idą. Delikatne futerko, błyszcząca sierść, a do tego te słodkie mruczenie i ocieranie się o łydki… Kochają też parówki co w nich jest? O kim mowa?

Dzień Kota – to może parówki?

Dziś wypada Światowy Dzień Kota, jest to bardzo ważne święto, zaraz po Bożym Narodzeniu i Wielkanocy zajmuje ścisłą czołówkę. Wiem co mówię, na pewno każdy posiadacz Kociej Eminencji poświadczy moje słowa. Nie, nikt mnie do to tego nie zmusza, serio, naprawdę, nie boję się. Żadne naciski, po prostu mam “kota” na punkcie swojego kota, a raczej dwóch. Moje koty mają już po dobre 5 lat, pomyślała że w tak ważnym dniu nie mogę postąpić inaczej niż napisać o nich.

Wychowany z psami

Ale wszystko od początku. Historia Hektora, który charakteryzuje się aksamitnie gładką i lśniąca czarną sierścią, oraz miodowymi oczami zaczęła się ponad pięć lat w domu pełnym psów. Nie wiem dlaczego, ale mój ojciec ma ogromną słabość do czarnych kotów. Przez całe życie przynosił do domu czarne sierściuchy i tym razem było podobnie. Pewnego razu po pracy postanowił odwiedzić kumpla, totalnego świra na punkcie zwierząt. Rybki, jaszczury, koty, psy, ptaszki i bóg wie co jeszcze znajduje się u tego pasjonata stworzeń. Hektor został wypatrzony przez ojca, kiedy usiłował zjeść coś z miski razem między trzema psami… Mały, kudłaty, czarny kociak od razu wpadł tacie w oko. Akcja była szybka: uparł się , że go bierze i zabrał. Do dziś śmiejemy się, ze uratował Hektorowi życie, bo zabrał go z domu, gdzie o miskę jedzenia trzeba było walczyć dosłownie.

Wzięta z ulicy

Hera w moim życiu pojawiła się jak grom z jasnego nieba, albo raczej jak mrucząca kulka, wspinająca się po mnie w ostry mróz. Wracając z ówczesnej pracy, postanowiłam wstąpić do bratowej na kawę, gdy mnie odprowadzała, w połowie stycznia,w środku mroźnej, podlaskiej zimy usłyszałyśmy przeraźliwe miauczenie. Nagle spod samochodu wybiegła mała, wydzierająca się kulka – cała czarna z uroczymi białymi skarpetkami. Trzęsła się z zimna, dygotała, wyglądała jak kupa nieszczęścia, po czym wdrapała się po nas na górę i zaczęła mruczeć. Nie pozostało mi nic innego jak zabrać tą sierotkę do domu, zdjęłam czapę, wrzuciłam ją do środka i pojechałam autobusem do domu.

Księciunio, ale lubi parówki, co w nich jest

Hektor bardzo szybko zapomniałam o swoim psim losie i marnym życiu. Księciunio nabrał masy, zaokrąglił się i całymi dniami wylegiwał na kanapie. Czasem coś strącił, kogoś zaczepił, upolował i od początku okazywał swoją wyższość nad resztą domowników. To kot, który jest ogromnym indywidualistą, raczej płochliwy, nieprzewidywalny, ale w gruncie rzeczy łagodny i spragniony kontaktu z człowiekiem. I drze japę jak opętany. Gada non stop. Mam czasami dosyć tego maiuku. Nie wiem co to cisza, dom wariatów, mówię wam!

Kocia księżniczka, również kocha parówki

Z racji tego, że Herę wzięłam z ulicy, pierwsza nasza wycieczka skierowana była do gabinetu weterynarza. Zapchlona, z robakami, świądem w uszach i wzdęciami dostała masę lekarstw na starcie. Po miesiącu doszła do siebie i nie przypominała już siedmiu nieszczęść, tylko zaczynała wyglądać jak urocza, puszysta koteczka. Życie na mrozie od małego dało Herce nieźle w kość, okazało się że nabawiła się krzywicy i w konsekwencji nie urosła zbyt duża, plus jej struny głosowe zostały uszkodzone. Kotka nie miauczy jak normalny kot, raczej grucha jak gołębica lub wydaje tzw. “nieme miałki”, czyli próbuje miauczeć, ale bez wydawania dźwięku. Na szczęście mruczy bardzo głośno i chrapie jak stary traktor, tak dla równowagi.

Parówkowi skrytożercy

Mam dla was pewną anegdotkę z życia moich kotów. Dwa lata temu jak przeprowadzaliśmy się z Powiśla, przez jakiś tydzień czasu byliśmy w powijakach. Przeprowadzka, praca i ciąża. Zanim się urządziliśmy trochę minęło. Pierwszy tydzień w nowym miejscu był dosyć szalony, bo głównie wyglądał tak, że wychodziliśmy do pracy, a potem urządzaliśmy maraton po Ikei. Pewnego razu wróciliśmy dopiero koło 23 do domu. Wiecie, koty od rana miały “tylko” wodę i suchą karmę. Co postanowiły zrobić kocie wspólniki? Otóż, zrobiły włam na lodówkę, wyciągnęły paczkę Berlinek i pożarły je w całości razem z folią. Dodam tylko, że kotom nic się nie stało, a my nie mogliśmy wyjść z osłupienia. Po kuchni walały się tylko gdzieniegdzie resztki odgryzionych parówek – widać koci biesiadnicy mieli już dość jedzenia…

Dzień wcześniej

Trzecia w nocy dzikie miauki i jakieś mruczenie budzi mnie i męża. Hera na naszej poduszce w sypialni konsumuje szynkę, wyciągniętą świeżo z lodówki. Hektor pałaszuje resztę w kuchni, w konsekwencji Paweł nie ma z czym zrobić rano kanapek do pracy. To chyba było ostrzeżenie. Rano po “incydencie” mówię do męża: “Kochanie tylko zabezpiecz lodówkę, przed Wspólnikami”. Mój zaradny mąż zapewnił mnie, że panuje nad sytuacją i teraz nie pokonają jego “przeszkody z krzeseł”… A jednak pokonały, odsunęły i we dwójkę wrąbały paczkę parówek, na zdrowie? W konsekwencji jeszcze na długo przed narodzinami Zuzi na naszej lodówce pojawiło się zabezpieczenie “przed dziećmi” lub kotami jak to woli.

Doba z życia kota

Na koniec streszczę wam dzień moich kotów. 21 godzin z doby przeznaczają na sen. Godzinę na jedzenie. Kolejna godzina to kocia higiena: nie tylko mycie się… Ostatni godzina, która im pozostaje to: zwalanie wszystkiego łapką, chodzenie krok w krok za tobą, asystowanie w twojej toalecie, próba wymuszenia jedzenia, ostentacyjne pokazywanie, że mają nas w nosie,prowokowanie do zabawy, pakowanie się w najmniej oczekiwanym momencie na kolana lub mruczenie.

Koty to nie są łatwe zwierzęta i nie nadają się dla wszystkich przede wszystkim dlatego, że są inteligentne, charakterne i bywają absorbujące jak dzieci. Znudzony, niewybawiony, niedopieszczony, albo nienajedzony kot, to natrętny kot. Stereotyp, że kot chodzi własnymi ścieżkami i nie potrzebuje człowieka jest bujdą na resorach. Tak kot to indywidualista, jak kogoś nie polubi to nie będzie się wdzięczył, jak pokocha to z całym dobrodziejstwem inwentarza, jak się obrazi to trzeba uzbroić się w cierpliwość… W moim życiu od zawsze były koty, mogę śmiało stwierdzić też, że będą. Bardzo podobają mi się rasowe futrzaki, ale wolę podarować dom bezdomnym włóczęgom. Nie wyobrażam sobie, żeby mój partner nie kochał kotów – kot na punkcie kotów, to coś co absolutnie scala związki. Moja 11 miesięczna córka obok słowa: mama, tata, nie – mówi równie często kotek. Mam nadzieję, że ten tekst spodoba się moim czarnym domownikom i przejdzie ich kocią autoryzację. Zdjęcia kotów mile widziane. Dla prawdziwych fanów kotów i kryminałów polecam książkę, Kot, który czytał wspak.

 

*******

“– Chciałem powiedzieć (…) że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.”

Terry Pratchett, Czarodzicielstwo, tłum. Piotr W. Cholewa

42 KOMENTARZE

  1. Ciekawe te Twoje kocie historie. I dobrze, że wszyscy kochacie koty. U mnie już tak różowo nie jest. Miłość do kotów odziedziczyła po mnie tylko córka. W swoim nowym mieszkaniu sprawiła sobie właśnie małego kotka, adoptowała go ze schroniska. 🙂

  2. No i teraz wiem kogo oglądam na Insta ;).
    O kotach krąży masa krzywdzących stereotypów. Ja dopóki nie mieszkałam z 7 ką Maine Coonów też w niektóre wierzyłam. Teraz próbuje dojść do siebie po nagłej śmierci jednego z dwóch braci którzy z całej ferajny zostali w nami. Koty to cudowne zwierzęta często czujące i rozumiejące znacznie więcej niż ludzie. A to że urwisy i złośliwce czasami – to ich taki urok 😉

  3. ja kiedys usłyszałam, że koty nie przywiązują sie do ludzi, przywiązują się do miejsca w którym zyją. Jassne, dlatego nasz kot zawsze czeka na nas pod drzwiami. Wiadomo ze pó sekundy wczesniej spał w najlepsze, ale na dzwięk naszych kroków biegiem leci pod drzwy wydzierać paszczę, by nam udowodnic, że cały dzień tęsknił i czekał pod tymi drzwiami 🙂

  4. Ze mnie też jest kociara, ale na tą chwilę na odległość ;(. Kot to niesamowite stworzenie przed którym trzeba czuć respekt 😉 Idealnie widać po Waszych fotkach jak Wam dobrze razem!

  5. Najbardziej lubię cudze koty 🙂 Mogę się nimi czasem zaopiekować, a jak jestem z wizytą głaszczę ile wlezie (a one z reguły mnie uwielbiają) ale swojego mieć na razie nie planuję. Może dlatego, że sama mam coś z kota w sobie – jakąś taką niechęć do dopasowywania się – i nie mam ochoty wykłócać się z nimi, kto jest górą i kto powinien chodzić po stole a kto nie? Za to oglądanie cudzych kotów – zawsze chętnie 😀

  6. Fakt, kocia pomysłowość i inwencja twórcza wprawiają niekiedy w osłupienie;)
    Na temat kotów jest wiele stereotypów – ale rozpowszechniają je ci, którzy tych zwierzaków nie znają i nie mieli z nimi do czynienia.

  7. Mój kocurek, teraz już leciwy starszy 25letni pan, nieraz nam udowadniał, że polowanie w kuchni to dla niego mega frajda. Co prawda, nigdy nie nauczył się otwierać lodówki, ale za to wspaniale kradnie jedzenie z garnków, bo otwieranie pokrywek nie stanowi dla niego problemu. Nawet teraz, kiedy zdecydowanie mniejsza kondycja fizyczna, brak słuchu i słaby wzrok, ukradnięcie smażącego się kotleta, wydaje się być dla niego wielką frajdą. 🙂

  8. Dzień z życia kota – wiesz, że nawet sobie tego nie uświadamiałam, że to tak wygląda…:) 😉 Poza tym no cóż – z kotami można zwariować, czy pisząc mniej ładnie dostać kota 😉

  9. Mój kot nie lubi parówek i nie tyka kiełbas naszpikowanych chemią. A tym bardziej kabanosy są ble. Niedomknęłam raz lodówki, i jak wróciłam z pracy to wszystko było wymiecione prócz sera 😀 i uszkodzona jedna półka, musiał nieźle tam buszować. Swoją drogą – ciekawe są te twoje historie 😉

  10. Chociaż jestem psiarą, to koteły też są mi miłe. Miałam raz nie parówkową, ale czekoladową historię z piesełem w tle, a raczej nawet w centrum. Do tej pory nie mam pojęcia jakim cudem, ale zdjął z najwyższej półki torebeczkę prezentową (dodam może dla pełności obrazu, że był to stary, kulawiejący psiak, beczkowatej postury;) ), w której spoczywała cała, wielka czekolada. Chociaż napędził nam niezłego stracha, to historia miała ostatecznie słodkie zakończenie, bo nie doszło do zatrucia, a przez najbliższą dobę musieliśmy się jedynie zmierzyć z nadmierną pobudliwością i pragnieniem psiaka. 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.