O matko i córko, co dzieje się w moim domu i życiu po urlopie, powiedziała nieidealna Anna dziś rano! Bruce Willis w “Armageddonie” miał lżejsza misję do wykonania, niż codziennie o godzinie 19 ma mój mąż, gdy wraca do nas po pracy. Od kilku dni moje młodsze dziecię nie śpi w dzień, co jest dla mnie ciosem prosto w moje nieidealne serduszko. No bo jak to?! Co z moim trybem, regularnością i czasem w ciagu dnia, który przeznaczałam na pracę? Co z ciszą (opcjonalnie, bo nie liczę dźwięków bajki i miauków kotów, które są i tak balsamem dla mej duszy w porównaniu do wisku dwóch małych Ancymonków). Jeszcze jedno miauknięcie kota, jedno drapnięcie w drzwi, jednen krzyk, jedno wyrwanie zabawki i czuję, że ekspoloduję. Ale nie, zaraz, przecież mam ci zdradzić sekret mojego nieidealnego, ale szcześliwego życia. Wybacz, już pędzę pisać, jak to u mnie jest naprawdę?

Wymagania wobec samej siebie, kto ich nie ma?

Urlop był mi naprawdę potrzebny. Złapałam nieco dystansu, odetchnęłam, nadrobiłam zaległości czytelnicze i towarzyskie. Fajnie, naprawdę było fajnie. Ale dlaczego od tygodnia po powrocie z urlopu moje życie wywróciło się do góry nogami?! Burze naprzemienne z upałem, parnością i brakiem tlenu nie sprzyjają ani mojej chorej i pokręconej tarczycy (choruję na Hashimoto), ani tym bardziej nie pomagają dzieciom. Jak żyć, panie prezydencie? Zasada jest prosta. Mimo kłód pod nogi, mimo przeciwności losu, trzeba robić swoje. Zawsze, bezwzględnie, no chyba, że akurat jesteś na etapie odpuszczenia czegoś i wiesz, że mały odpoczynek, da ci dodatkową energię do działania? 

Właśnie dlatego pogodziłam się z faktem, że nie uda mi się dzisiaj opublikować ani obiecanego wcześniej wywiadu z Asią z My Na Swoim, ani nie napiszę dziś relacji ze zwiedzania winnicy, ani też nie zrealizuję projektów komercyjnych, których terminy bezlitośnie się kończą za moment. Pech chciał, że zepsuła nam się karta pamięci, na której mamy zdjęcia (a jak się domyślacie, zdjęcia dla blogerki są wszystkim). Także grzecznie słucham karmy i odpuszczam. Wywaliłam rodzinę (łącznie z kotami za drzwi), odpaliłam muzykę klasyczną i piszę do was ten wpis, prosto z serca, bez korekty – obiecuję, że błędy poprawimy do końca tygodnia.