“Miałam kiedyś chłopaka, który powiedział mi, że nigdy nie osiągnę sukcesu, że nigdy nie będę nominowana do Grammy, nigdy nie nagram hitu – i miał nadzieję, że wszystko co robię, będzie porażką. Powiedziałam mu, że kiedyś – jak już nie będziemy razem – nie będzie w stanie zamówić kawy w pierdolonej kawiarni, nie słuchając mojej piosenki i nie oglądając mojego teledysku. Jeśli siedzisz teraz na kanapie i to oglądasz – to chcę Ci powiedzieć, że to była ciężka praca. Pracowałam ciężko przez długi czas. Tu nie chodzi o wygrywanie – ale o to, że nigdy się nie poddałam. Jeśli masz marzenie – walcz o nie! To dyscyplina i pasja. Nie chodzi o to, ile razy coś Ci się nie powiodło – ale o to, ile razy upadłaś i wstałaś ponownie! Bądź dzielna i walcz o to, czego chcesz!”. 

Oscar dla piosenki z filmu “Narodziny Gwiazdy”

Przytoczone słowa to fragment przemowy Lady Gagi podczas tegorocznych rozdań Oscarów. To była bardzo wzrusząca przemowa, pełna emocji i łez szczęścia. Lady Gaga jest jedyną piosenkarką w historii, która zdobyła w ciągu jednego roku nagrody: Grammy, Bafta, Złotego Globa i Oscara.  Jeśli ktoś jeszcze nie zna piosenki “Shallow” propOnuję posłuchać wersji z rozdania nagród Akademii Filmowej. Nic dziwNego że serwisy plotkarskie insynuują romans na linii Gaga – Bradley. Zaznaczę tylko, że dalsza częsć artykułu jest recenzją filmu “Narodziny Gwiazdy”. 

Bradley Cooper reżyserem? Porażka!

“Narodziny Gwiazdy” w reżyserii Bradleya Coopera, to już piąta ekranizacja dobrze znanej historii, gdzie “uczennica” zakochuje się w “mistrzu”. Wierzę w to, że jeśli ktoś będzie miał ambicję i chęci, sięgnie do dramatów z lat: 1932 i 1937 lub musicalów z roku z 1954 i roku 1976. W pierwszej ekranizacji “Narodzin Gwiazdy” początkująca piosenkarka zakochuje się w sławnym aktorze. Historia na przestrzeni lat się nieco zmienia, ale schemat jest ten sam. W reżyserii Coopera, Lady Gaga wciela się w rolę początkującej (jeszcze nieodkrytej) piosenkarki, a Bradley jest światową sławą muzyki country. Zanim wyrażę swoją opinię na temat filmu, zaznaczam, że decydując sie na seans, czytacie chociaż dwa zdania opisu producenta, aby mieć świadomość “z czym to się je”.

“Narodziny Gwiazdy” z Lady Gagą, kocham!

Powiem krótko. Można być zawiedzionym i krytycznym, ale gdy idzie sie na film z kategorii: dramat i rozrywka, to trudno oczekiwać skomplikowanej fabuły, oraz refleksji jak po seansie z kinem peruwiańskim, granym wyłącznie w kinach studyjnych. No trochę jakby nie ten klimat. Szłam na “Narodziny Gwiazdy” z czterech powodów:

  1. Najważniejszy – Bradley Cooper (sorry Kochanie, ale kocham gościa!).
  2. Lady Gaga – uwielbiam twórczość, osobowość, cenię za wszystko co osiagnęła i jak to zrobiła.
  3. Znam motyw “Narodzin gwiazdy” i lubię takie wyciskacze łez, bo jestem ultraromantyczna.
  4. Musiałam sprawdzić na własne oczy i uszy z czym konkuruje mój ukochany i nagrodzony oscarami film “Bohemian Rhapsody“.

I ja “Narodziny Gwiazdy” z duetem Lady Gaga i Bradley Cooper kocham, kupuję i polecam.

Kiczowate lovestory też może być dobre

Wychodząc z kina wyłam jak bóbr! Zresztą nie tylko ja, bo co druga lub trzecia osoba ocierała łzy wzruszenia i wierzcie mi, że nie dotyczyło to wyłącznie płci pięknej.

“Narodziny Gwiazdy” są takie jakie być powinny. Oscylują niebezpiecznie na krawędzi kiczu i cudowności, w ktorej człowiek się rozpływa, bo każda z nas w głębi serca marzy o jednej, prawdziwej, wiekiej miłości na całe życie.

I przepraszam za wyrażenie, ale pierdolenie że film był przewidywalny (sorry, piąty raz ekranizowany, więc ciężko spodziewać się fajerwerków). Doszukiwanie się banalności w fabule (jak wspomniałam, to gatunek dramat/musical a nie filmy Bergmana). Czepialstwo i “męczybułostwo”, że Bradley reżyseruje i gra pierwsze skrzypce są na moje oko z dupy wyjętę. Zarówno doskonale poprowadził “Narodziny gwiazdy” od strony reżyserskiej jak i aktorskiej. Spotkałam się z opiniami,że grał alkoholika i lekomana źle, bo wyszedł bardzo stereotypowy obrazek. Jako córka i siostra alkoholika zupełnie nie odniosłam takiego wrażenia, więc sorry, nie kupuję tej krytyki. I wisienka na torcie, czyli Lady Gaga, która udowadnia swoją klasę i talent, bo nie tylko jest doskonała wokalistką, ale również aktorką. na marginesie Sam Elliot jako postać drugoplanowa wymiata, dla niego to nie poskąpiłabym Oscara.

Zdjęcie www.wefornews.com

Dziękuję i pozamiatane!

“Narodziny gwiazdy” polecam i zupełnie nie rozumiem czepiania się do filmu, bo strasznie wkurza mnie silenie się na inteligencję i doszukiwanie drugiego dna tam, gdzie go nie ma. Prosta historia może trafić nie tylko do prostych ludzi. Jestem zwolenniczką mówienia o wszystkim bez patosu i w sposób łatwo przyswajalny. Oceniam ten film sercem, bo przecież jeszcze nie zamieniłam się w starego dziadka pierdzącego w stołek Akademii Filmowej, aby robić z tego analizę doktorską. Kocham całym sercem “Narodziny Gwiazdy” i od kiedy wyszłam z kina śpiewam “Shallow” non stop. Oglądałaś ten film? Podziel się opinią.