Moje piersi się skurczyły – mąż nie chce ze mną sypiać

//Moje piersi się skurczyły – mąż nie chce ze mną sypiać

„Po ciąży moje piersi zmniejszyły się o trzy rozmiary! Mój mąż uważa, że nie mam biustu, a ja sama wstydzę się przed nim rozebrać. Nie sypiamy ze sobą. Co robić?”. Spokojnie, to nie jest list jednej z czytelniczek Bravo. Okazuje się, że istnieją na świecie kobiety, które są dorosłe, są matkami, żonami, a w dalszym ciągu swoją wartość uzależniają od wielkości cycków. Wczoraj obejrzałam w telewizji program „Druga twarz”. Scenka, którą przywołuję miała miejsce naprawdę. Nie wiem na ile ten program był reżyserowany, ale sądząc po tym, że wspomniana kobieta poddała się zabiegowi powiększenia piersi i była z tego powodu przeszczęśliwa, spowodował że chciałam wam coś powiedzieć na temat samoakceptacji.

„Cycki se usmaż!”

Jestem mamą dwóch córek. Obydwie karmiłam po 11 miesięcy piersią. Mój obecny rozmiar to 90C. Nie ma czym się chwalić, nie ma też się czego wstydzić, bo na plaży możesz mnie zobaczyć w bikini i będziesz wiedziała, że nie kłamię. Mimo tego, że jestem gruba nie jestem posiadaczką wielkiego biustu. Jak trenowałam judo moje piersi były jeszcze mniejsze. Taki typowy sportowy biust, z miseczką B. Dawniej miałam ogromny problem i kompleks z zaakceptowaniem swojego małego, nikłego, niekształtnego biustu. Narzekałam, że mój biust jest za mały, że piersi są za bardzo od siebie rozstawione, że w ogóle to nie jest mocna strona mojego ciała i że brakuje mi wiele do tego bym czuła się ze sobą kobieco i dobrze. Bardzo często rozważałam operację powiększenia biustu. Gdyby nie fakt, że panicznie boje się igieł oraz mam awersję do wszelkich interwencji medycznych, pewnie już dawno nosiłabym w sobie silikony .

Co się zmieniło?

Podjęłam długi proces pokochania samej siebie. Miłość zamiast skalpela to w moim odczuciu jedyna słuszna droga do akceptacji tego kim jesteśmy. Wiele kobiet błędnie uważa, że jak będą miały partnera to ich kompleksy znikną. Powiem wam szczerze, że moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Kiedy znajdujesz już faceta, a nadal nie żyjesz w zgodzie z samą sobą, zaczyna się prawdziwa jazda. Zaczynają się rozkminki na temat tego: „co on we mnie widzi?”, „dlaczego ze mną jest?” lub zaczynasz go podejrzewać o złe intencje i wydaje ci się, że w powietrzu wisi zdrada.

Mężczyzna nie służy do tego by się dowartościować.

Mężczyznę się kocha za to jaki jest.

Mężczyznę się bierze z dobrodziejstwem inwentarza i po prostu razem żyje.

Mężczyzna nie leczy z kompleksów, może jedynie cię umocnić w tym, że jesteś CUDEM.

Co mówi twoje odbicie w lustrze?

Wartość siebie budowana w jego oczach to błąd. Kolosalny błąd, za który zapłacisz bardzo mocno. Jeżeli godzisz się na to, by twój facet, by twój partner, Ten Jedyny oceniał się wyłącznie przez pryzmat twojej fizyczności, to z całym szacunkiem do twoich wyborów, jesteś bardzo naiwna. Jestem kobietą asertywną i przez bardzo długi czas nie mogłam się zaakceptować. Toczyłam w swojej głowie wewnętrzne batalie. Ale kiedy w końcu zrozumiałam, że pięć kilo w jedną czy drugą stronię nie ma znaczenia, ulżyło mi i poczułam się naprawdę fajna. Wstępując w relację z mężczyzną mojego życia zależało mi na tym, by mój facet pokochał mnie taką jaka jestem. Bez ulepszaczy, bez stanika z pushupem, bez wyprostowanych włosów, teatralnego makijażu i dodatkowych centymetrów szpilek. Facet który kocha mnie prawdziwą, naturalną, z małym, nieidealnym biustem, który nie wypomina mi nadwagi, rozstępów po ciąży, oraz nieudanej fryzury, jest jedynym słusznym wyborem.

Mężczyzna prawdy ci nie powie

Te wszystkie stereotypy, że „łobuz kocha najmocniej”, „samiec alfa sprawdza się w łóżku”, czy to, że cenisz sobie prawdomówność twojego partnera, można sobie o kant dupy rozbić. Nigdy, ale przenigdy tego nie zrozumiem, dlaczego my kobiety sobie to robimy. Dlaczego godzimy się być oceniane przez pryzmat rozmiaru naszych cycków? Dlaczego aby czuć się ładna, musisz robić ciężki makijaż na co dzień? Przecież dokładnie wiesz, że ten rodzaj malowania się powinien być przeznaczony na wielkie wyjścia i wyjątkowe okazje. Dlaczego brunetki farbują się na blond, żeby poczuć się sexy, „bo on lubi blondynki” właśnie. Dlaczego kobiety męczą się na grillu w szpilkach i nie mają odwagi wyjść ze śmieciami w dresie? Dlaczego by siebie szanować musisz nosić rozmiar 34?! To wszystko jest naprawdę słabe, smutne i nadające się na kozetkę do psychoterapeuty.

Nie musze być idealna, żeby mnie kochał

Chcę powiedzieć każdej kobiecie, która nie wierzy w to, że są na świecie mężczyźni, którzy pokochają ją taką jaka jest, że to bzdura. Wiem, bo sama posiadam takowy egzemparz w domu. Tak jak wspomniałam wcześniej, będąc w relacji z drugą osobą bierzemy ją w całości. I teraz, jak widzę w programie telewizyjnym piękną kobietę, z małymi ale jędrnymi piersiami, która rezygnuje z bliskości z mężem, bo ma za małe cycki, to szlag mnie trafia. Bo jak mogła sobie na to pozwolić, by ten jej facet oceniał ją w ten sposób? Dla mnie nie ma na to żadnego wytłumaczenia. Osobnicy tego kalibru to zwyczajne świnie, prostacy i pomyłki. Zamiast zabiegu powiększenia biustu, doradziłabym tej pani zmianę partnera na egzemplarz myślący mózgiem, a nie fiutem. Nie wiem, czy któraś z was chciałaby, aby wasz facet traktował was instrumentalnie? Brzmi okropnie? Dla mnie brzmi strasznie.

A co gdy skończy się twój termin przydatności?

Bardzo się proszę, nie szukaj potwierdzenia tego, że jesteś CUDEM w oczach innego mężczyzny. Nie szukaj atencji w oczach innych. Doceniaj to kim już jesteś. Podkreślaj w sobie to, co lubisz. Eksponuj to jaka piękna jesteś nie tylko z powodu urody, ale również z powodu tego jaka jesteś. Pamiętaj o tym, że jeśli na początku waszej relacji pozwalasz być doceniana wyłącznie ze względu na ciało, będziesz zniewolona już na zawsze. Co wydarzy się w waszej relacji, gdy po porodzie zostanie okropna rana? Jak twój facet będzie mógł na ciebie patrzeć, gdy w wyniku choroby przytyjesz? Czy tylko dlatego, że doświadczysz czegoś trudnego, co spowoduje, że nie będziesz wiecznie gładka, jędrna i ładna jest powodem, aby od ciebie odejść? Nie rób sobie tego. Kochaj i bądź kochana, ale tak wiesz, bez terminu przydatności.

By | 2018-05-21T18:55:38+00:00 Maj 21st, 2018|Categories: STYL ŻYCIA|4 komentarze

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  

4 komentarze

  1. http://rzepaczki.pl/ Maj 24, 2018 at 6:51 am - Reply

    Moje ciało, mój wygląd nie są idealne. Od wielu lat staram się pokochać siebie taką jaką jestem, wychodzi mi to średnio, ale żyję z tym i jest odrobinę lepiej niż kiedyś 🙂

    • Nieidealnaanna Maj 27, 2018 at 4:47 pm - Reply

      I bardzo dobrze! 🙂 Warto starać się zaakceptować to co mamy i koncetrować uwagę na tym, co jest dobre <3

  2. Nat Maj 29, 2018 at 8:59 pm - Reply

    bardzo dobry wpis. Nic więcej nie trzeba. Tylko samoakceptacja i ta wieloletnia nieraz walka o miłośc własną 🙂 To czyni nas dojrzałymi.

    • Nieidealnaanna Czerwiec 4, 2018 at 5:44 pm - Reply

      Zgadzam się z twoimi słowami. Uroda przemija i co potem ?:)

Leave A Comment