Wystarczy jedna rzecz, żeby uratować siebie

Postanowiłam sobie odpuścić perfekcyjnie czysty dom i idealne macierzyństwo. Zaczęłam od samej siebie. Metodą małych kroków zawalczyłam o pozostanie sobą. Najpierw udałam się na pielgrzymkę do lekarzy. Potem ruszyłam z dietą – koniec z pomijaniem posiłków, bo to ja jako matka jestem najważniejszym ogniwem rodziny. To ja muszę być silna, zdrowa i dawać przykład dzieciom. Odgruzowałam swój wygląd, nie ma znaczenia czy zrobisz sobie domowe SPA, czy udasz się do kosmetyczki, grunt to abyś zrobiła siebie na bóstwo – minimum raz w tygodniu. Dla samej siebie, dla komfortu psychicznego, dla pamiętania, że to Ty jesteś Boginią. Cudowną i piękną Boginią, która wydała na świat życie. I w tym momencie naprawdę nie ma znaczenia, że zostały ci rozstępy po ciąży, brzydka blizna po cesarce, obwisły cycki, czy zmatowiła cera – i tak jesteś piękna. Mimo że mam mało czasu i wymagające dzieci, to postanowiłam sobie, że muszę znaleźć sposób na to, by w ciągu dnia pobyć sam na sam ze sobą.

Nieidealne rozwiązanie

Moja dwuletnia córka odpuściła sobie popołudniowe drzemki, co powoduje we mnie wieczną frustracje. Jak Zuza nie śpi, jest zmęczona, ma głupie pomysły i zachowuje się jak ktoś z małpim rozumem, to tak w telegraficznym skrócie. Jest jednak na tyle kumata, że rozumie iż Mania, jej młodsza siostra, śpi i trzeba być cicho – więc godzina czasu jest godziną zero, kiedy zaczynam myśleć o samej sobie na poważnie. Kładę Mańkę w sypialni spać, Zuzę oddelegowuje do jej pokoju, żeby spała, odpoczywała lub się pobawiła, a w tym czasie zamykam się w salonie i… jest bardzo różnie. Czasem nie robię nic tylko odpoczywam. Często czytam książki, odpisuje na maile, robię “wrzutki” w social media, gadam przez telefon, robię zakupy online, głaszczę koty, myślę – jestem sama.

“Rodzi nie tylko matka dziecko, lecz także dziecko matkę”.

Gertrud von le Fort