A teraz szczerze, przyznaj się sama przed sobą ile razy to zrobiłaś? Ile razy porównywałaś się do matki Zosi, mamy Krzysia z piaskownicy i mamy tej małej Oliwii spod czwórki? Sto razy, tysiąc razy, a może nawet milion. Porównywałaś się i nadal to robisz. Że matka Tomka to taka zawsze zrobiona, pewnie jej facet dobrze zarabia. Matka Kamili z przedszkola wiecznie jakaś skwaszona, znerwicowana i jakoś tak dziwnie się śpieszy. Matka tej grubej Karolinki to w ogóle jakieś przegięcie, raz że sama jest gruba, to jeszcze dziecko tuczy drożdżówkami i bezczelnie się uśmiecha i zagaduje do każdego, że niby jest taka koleżeńska. Nie jesteś idealną matką i nigdy nie będziesz. Ale mam też dobrą informację. Nie musisz być idealną matką, by być dobrą, najlepszą matką dla własnego dziecka!

Twoje dzieci są najbardziej wymagającymi
i niecierpliwymi szefami

Niestety, ale tak to już jest, że macierzyństwo to kawał ciężkiego chleba. To nieustanne wybory, między być z dzieckiem, a pozostać choć trochę sobą. To sztuka kompromisów na ekstremalnie zaawansowanym poziomie, gdzie po raz kolejny ulegasz presji trzylatka i za moment ciszy godzisz się na godzinę bajek. To te wszystkie momenty, kiedy jesteś tak bardzo szczęśliwa, przepełniona miłością, że czujesz iż możesz dosłownie wszystko. Ale to również te dni, kiedy nie możesz patrzeć na własne dziecko, własne odbicie w lustro cię straszy, a kolejne: “mamo” powoduje, że masz ochotę zamknąć się w łazience na najbliższe sto lat. Dzieci tak bardzo nas potrzebują (wiem o tym), ale wiesz, w tym wszystkim to jeszcze ważniejsza jesteś TY. Tak, dobrze słyszysz i to właśnie Ty potrzebujesz najbardziej na świecie siebie. Siebie jako kobiety, siebie jako osoby która lubi czytać, chodzić do kina, upijać się na smutno przy butelce czerwonego wina i słuchać tych romantycznych ballad. Siebie, która rozpieszcza małym szopingiem raz na jakiś czas, tak wiesz po kobiecemu – totalnie bez okazji, po prostu dla poprawienia samopoczucia. Bycia sobą w relacji ty i partner, kiedy czujesz się kochaną osobą, a nie tylko matką, sprzątaczką, nianią, sekretarką swojego faceta i sługusem kotów.

Gdzieś pośrodku

I ciągle nie wiesz co możesz, a czego totalnie nie powinnaś robić jako matka. Czy na pewno dobrze zajmujesz się swoimi dziećmi? Czy jesteś dobrą kucharką? Czy udaje ci się prowadzić dom w miarę na bieżąco? Co będzie z twoim życiem zawodowym, kiedy skończy się macierzyński? Czy zmieścisz się w ciuchy sprzed ciąży? Czy znajomi wybaczą ci to, że od kiedyś zostałaś matką jesteś nieosiągalna? W swojej głowie nieustannie robisz listę rzeczy, czego musisz: zrobić zakupy, ugotować ogórkową, odmrozić rybę żeby była na jutro, zrobić pranie, uprasować stertę ubrań z zeszłego tygodnia, kupić nowe buty dla córki, odrobić lekcje z synem, zamówić prezent dla teściowej na imieniny i wiele, wiele innych, absurdalnych rzeczy, które tak naprawdę wcale nie są istotne. Wiem co mówię, bo do niedawna sama tak miałam. Zrywałam się z rana i pędziłam ze wszystkim co “powinnam” zrobić w domu, żeby tylko udowodnić (chyba samej sobie), że tak świetnie sobie radzę i ogarniam.