jak pokochać siebie
STYL ŻYCIA

Jak pokochać siebie? 5 sprawdzonych sposobów, które zrobią z ciebie Boginię Obfitości

Ktoś, kto widzi mnie na pierwszy rzut oka może pomyśleć: ale gruba baba! Do tego czerwona jak burak i ciągle tępo się uśmiecha. On pomyśli o mnie: “kocham jej kształty, jest tak słodko zarumieniona, nic tylko kochać”. W końcu ja, wstająca rano z łóżka, powiem sobie: “Cześć Piękna. Widzę, że urlop i nadmorskie słońce ci służy.
Z uroczego buraczka powoli stajesz się brzoskwiniową Królową Obfitości. Jesteś cudowna, życzę ci udanego dnia. Skarbie.” Jeszcze tylko buziak wysłany do własnego odbicia w lustrze i można iść podbijać świat swoją zajebistością!

Nie zawsze tak było, ale skończyłam z tym!

Jak pokochać siebie? Szczerze przyznaję, że nie zawsze czułam się dobrze we własnej skórze. W mojej garderobie znajdziesz ubrania w rozmiarach od 38 do 44 włącznie, mam nawet kilka sukienek w rozmiarze 46! I co z tego wszystkiego wynika? Pewnie to, że jestem cholernie wrażliwa, emocjonalna i inteligentna. Między wierszami możesz wyczytać też to, że miałam lub mam zaburzenia odżywiania. Jeśli czytasz tego bloga regularnie, szybko odkryjesz, że poza trudną przeszłością mam do ogarnięcia dwie wykluczajace się choroby i moja waga to skutek historii mojego życia. Nie mam zamiaru się tłumaczyć. Pierwszy raz w życiu przestałam zadręczać się swoim wyglądem i zrobiłam sobie urlop, nie tylko od pracy zawodowej i codziennych problemów. Zrobiłam sobie wolne od diet i katowania umysłu oraz myśli tematem tego, że jednak muszę schudnać. Schudnę, wiem to na pewno. Ale  w swoim czasie, na własnych warunkach, bez katowania samej siebie o to ile mam centymetrów w biodrach i jaki rozmiar ubrania obecnie noszę. 

Jestem piękna bo jestem sobą

Kiedy zaczęłam koncentrować się na tym jaka jestem, kim jestem i co we mnie dobrego – zauważyłam, że naprawdę jestem piękna. Nie oszukujmy się, ale klawa ze mnie babka! Jestem oczytana, błyskotliwa, mam duży dystans, niebanalne poczucie humoru, umiem zrobić efekt wow i generalnie widzę w ludziach piękno. Mało tego, mówię innym wprost, że są cudowni. Przekazuję im to, że naprawdę są fajni, że robią ciekawe, wartościowe i fantastyczne rzeczy. Nie podlizuję się, tylko mam odwagę mówić wprost, to co jest FAJNE w innych.
W tej dziedzinie jestem na zaawansowanym poziomie. Wytrenowałam tę umiejętność na samej sobie. Kiedy zaczęłam wyolbrzymiać swoje dobre strony, wszystko ruszyło z miejsca. Brzmi dobrze, prawda? Kiedy ostatni raz ktoś powiedział ci coś dobrego? Kiedy ostatni raz to ty kogoś pochwaliłaś spontanicznie, prosto z serca?

1. Wyolbrzymiaj mocne strony

Zanim zaczęłam postrzegać siebie jako Boginię Obfitości, a nie Wieloryba którego z plaży zgarnie Greenpeace, minęło sporo czasu. Nie osiągnęłam takiego stanu w pięć minut, w dwa tygodnie, ani kilka miesiecy. Ten proces zachodził we mnie bardzo długo. Mam wrażenie, że rozpoczął się dawno temu, kiedy jako dziecko słyszałam od mamy, że jestem mądra, fajna, wspaniała, cudowna i że mnie kocha. Potem każde sukcesy (w szkole, w sporcie, na studiach, czy na gruncie zawodowym) umacniały mnie w przekonaniu, że jednak naprawdę jestem fajna taka jaka jestem. Że nie warto tracić życia na dostrzeganie w sobie wad, lepiej skupić się na tym co we mnie dobre. I tak zaczęłam widzieć w sobie wspaniałe, fantastyczne wręcz rzeczy.

 

jak pokochać siebie
Polecam wam ten wątek na moim Facebooku. Poczytajcie komentarze, polubcie mój profil. Dzieje się magia!

2. Wady? Są to są, nic w tym elektryzującego

Tutaj zawsze będzie mi się przypominało debilne rekrutowanie do pracy. Kiedy osoba z rekrutacji zadaje pytaniu w stylu: “Wymień swoje 3 wady”? A ty nauczona z for internetowych, przygotowałaś się na litanię wado-zalet, które niby świadczą o tym, że jesteś nieidealna, ale przedstawiają cię w świetle superlatyw. Wtedy się ściemniało, że jest się pracoholikiem, perfekcjonistą i innym człowiekiem  z “holizmami”, które przyszły pracodawca miał przyjąć jako dobrą monetę. Po jednej z takich debilnych rekrutacji powiedziałam dosadnie co myślę o tego typu przesłuchaniach, przestarzałych metodach. Wykpiłam te gówniane zabawy w psychologa i wiecie co? Dostałam tę robotę i dobrą kasę na starcie, głównie dlatego, że powiedziałam wprost, że jestem zajebista a moje wady w żadnym przypadku nie rzutują na moje życie zawodowe. Dodałam jeszcze, że życia prywatnego z zawodowym nie łączę, więc nie mają czego się obawiać. 

 

11 KOMENTARZY

  1. Bardzo mi się podoba sesja, bardzo podoba mi się ten wpis. Walisz prosto z mostu, tutaj nie ma miejsce na ściemę bo i po co? Skoro Tobie jest dobrze, ze sobą to jest najważniejsze. Masz wspaniałą rodzinę, ukochane dzieci i faceta, który jara się Tobą Aniu. Mnie osobiście bardzo miło się na Ciebie patrzy, widzę super kobietę, pełną energii i życzliwości. Nastawioną pozytywnie, serdecznie. Jeśli ktoś ma z Tobą problem to najprawdopodobniej ma poważny problem ze sobą. Trzeba to wziąć na klatę (choć to chyba bardziej obciążające niż mieć taki bezsensowny hejt w zadku 😉 ). Przyznam się, że mam tych kompleksiorów jeszcze trochę, ale z wiekiem one naprawdę zaczynają maleć?! Chyba właśnie tak, z wiekiem zaczynam coraz bardziej szanować siebie, doceniać swoje atuty, być może podkreślać. Pewnych rzeczy ,, wybryków natury” w swoim ciele nie naprawię 🙂 Pozdrawiam Cię!

    • Dominika, bardzo ci dziękuję za tak piekne i optymistyczne słowa <3 Super o takie Czytelniczki walczyłam 🙂 Każda z nas ma swoje demony i komleksy, ale nie dajmy sobie wmówić, że ilość cm w biodrach coś zmieni. Lubię swoje życie i wiem, że nie wszystko naraz. Fajnie jest jak i jest i na tym się koncetrujmy 🙂 Ściskam cię serdecznie 🙂

  2. Świetny tekst! Ostatnio też zaczęłam o tym myśleć. Przygotowuję się do ślubu i jak to zawsze bywa: trzeba schudnąć, trzeba tamto, a jak coś nie idzie to najlepiej zakopać się pod stertą koców. A wystarczy po prostu przestać jęczęć, lubić to, co się ma, a i reszta przychodzi. W swoim czasie. ale i wtedy daje dużo więcej radości.

  3. Aniu, a mi najbardziej w docenianiu siebie pomogło stwierdzenie aby nie porównywać siebie z innymi i żyć swoim życie. To pięnie brzmi po angielsku “Live your own life, not theirs”. Bo nigdy nie wiesz kim oni są tak na prawdę. Te piękne twarze, długie nogi wyskakujące z socila mediów… Oni też mają jakieś problemy, jak kady zresztą. Warto się zatem skupić na sobie

  4. Pingback: nieidealna
  5. Samo dobre się tu czyta :-* Kiedyś bardzo przejmowałam się opinią innych, zwłaszcza jako nastolatka, ale w pewnym momencie życia (szkoda, że tak późno) zrozumiałam, że gdy ktoś się ze mnie wyśmiewa, próbuje przez to pomniejszyć swoje słabości i nie ze mną jest coś nie halo, ale z nim. Kiedy to odkrylam, zaczeło mi się żyć o niebo lepiej. Dzięki Ci za ten tekst 🙂

    • Magdalena, wiesz każda z nas się przejmowała, nie jest to proste. Szczególnie my kobiety w temacie wyglądu mamy pod górkę. Czasy są trudne, bo przecież ocenia nas się od stóp do głów, ale trzeba budowac swoją wartość na czymswiecej niż zgrabny tylek 🙂 Ciało nie jest wieczne…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.