Ktoś, kto widzi mnie na pierwszy rzut oka może pomyśleć: ale gruba baba! Do tego czerwona jak burak i ciągle tępo się uśmiecha. On pomyśli o mnie: “kocham jej kształty, jest tak słodko zarumieniona, nic tylko kochać”. W końcu ja, wstająca rano z łóżka, powiem sobie: “Cześć Piękna. Widzę, że urlop i nadmorskie słońce ci służy.
Z uroczego buraczka powoli stajesz się brzoskwiniową Królową Obfitości. Jesteś cudowna, życzę ci udanego dnia. Skarbie.” Jeszcze tylko buziak wysłany do własnego odbicia w lustrze i można iść podbijać świat swoją zajebistością!

Nie zawsze tak było, ale skończyłam z tym!

Jak pokochać siebie? Szczerze przyznaję, że nie zawsze czułam się dobrze we własnej skórze. W mojej garderobie znajdziesz ubrania w rozmiarach od 38 do 44 włącznie, mam nawet kilka sukienek w rozmiarze 46! I co z tego wszystkiego wynika? Pewnie to, że jestem cholernie wrażliwa, emocjonalna i inteligentna. Między wierszami możesz wyczytać też to, że miałam lub mam zaburzenia odżywiania. Jeśli czytasz tego bloga regularnie, szybko odkryjesz, że poza trudną przeszłością mam do ogarnięcia dwie wykluczajace się choroby i moja waga to skutek historii mojego życia. Nie mam zamiaru się tłumaczyć. Pierwszy raz w życiu przestałam zadręczać się swoim wyglądem i zrobiłam sobie urlop, nie tylko od pracy zawodowej i codziennych problemów. Zrobiłam sobie wolne od diet i katowania umysłu oraz myśli tematem tego, że jednak muszę schudnać. Schudnę, wiem to na pewno. Ale  w swoim czasie, na własnych warunkach, bez katowania samej siebie o to ile mam centymetrów w biodrach i jaki rozmiar ubrania obecnie noszę. 

Jestem piękna bo jestem sobą

Kiedy zaczęłam koncentrować się na tym jaka jestem, kim jestem i co we mnie dobrego – zauważyłam, że naprawdę jestem piękna. Nie oszukujmy się, ale klawa ze mnie babka! Jestem oczytana, błyskotliwa, mam duży dystans, niebanalne poczucie humoru, umiem zrobić efekt wow i generalnie widzę w ludziach piękno. Mało tego, mówię innym wprost, że są cudowni. Przekazuję im to, że naprawdę są fajni, że robią ciekawe, wartościowe i fantastyczne rzeczy. Nie podlizuję się, tylko mam odwagę mówić wprost, to co jest FAJNE w innych.
W tej dziedzinie jestem na zaawansowanym poziomie. Wytrenowałam tę umiejętność na samej sobie. Kiedy zaczęłam wyolbrzymiać swoje dobre strony, wszystko ruszyło z miejsca. Brzmi dobrze, prawda? Kiedy ostatni raz ktoś powiedział ci coś dobrego? Kiedy ostatni raz to ty kogoś pochwaliłaś spontanicznie, prosto z serca?

1. Wyolbrzymiaj mocne strony

Zanim zaczęłam postrzegać siebie jako Boginię Obfitości, a nie Wieloryba którego z plaży zgarnie Greenpeace, minęło sporo czasu. Nie osiągnęłam takiego stanu w pięć minut, w dwa tygodnie, ani kilka miesiecy. Ten proces zachodził we mnie bardzo długo. Mam wrażenie, że rozpoczął się dawno temu, kiedy jako dziecko słyszałam od mamy, że jestem mądra, fajna, wspaniała, cudowna i że mnie kocha. Potem każde sukcesy (w szkole, w sporcie, na studiach, czy na gruncie zawodowym) umacniały mnie w przekonaniu, że jednak naprawdę jestem fajna taka jaka jestem. Że nie warto tracić życia na dostrzeganie w sobie wad, lepiej skupić się na tym co we mnie dobre. I tak zaczęłam widzieć w sobie wspaniałe, fantastyczne wręcz rzeczy.

 

jak pokochać siebie

Polecam wam ten wątek na moim Facebooku. Poczytajcie komentarze, polubcie mój profil. Dzieje się magia!

2. Wady? Są to są, nic w tym elektryzującego

Tutaj zawsze będzie mi się przypominało debilne rekrutowanie do pracy. Kiedy osoba z rekrutacji zadaje pytaniu w stylu: “Wymień swoje 3 wady”? A ty nauczona z for internetowych, przygotowałaś się na litanię wado-zalet, które niby świadczą o tym, że jesteś nieidealna, ale przedstawiają cię w świetle superlatyw. Wtedy się ściemniało, że jest się pracoholikiem, perfekcjonistą i innym człowiekiem  z “holizmami”, które przyszły pracodawca miał przyjąć jako dobrą monetę. Po jednej z takich debilnych rekrutacji powiedziałam dosadnie co myślę o tego typu przesłuchaniach, przestarzałych metodach. Wykpiłam te gówniane zabawy w psychologa i wiecie co? Dostałam tę robotę i dobrą kasę na starcie, głównie dlatego, że powiedziałam wprost, że jestem zajebista a moje wady w żadnym przypadku nie rzutują na moje życie zawodowe. Dodałam jeszcze, że życia prywatnego z zawodowym nie łączę, więc nie mają czego się obawiać.