Jak nie zostałam pin-up girl?

Miałam kiedyś taką fantazję, że będę jak pin-up girl. Będę nosić wysokie szpilki, mieć obłędnie podkręcone rzęsy, równe kreski na powiekach wykończone perfekcyjnymi, zalotnie wywiniętymi jaskółkami i krwiście czerwone usta. Będę chodzić w szytych z koła kwiecistych sukienkach, skrywając pod nimi ponętnie szeleszczące pończochy. Będę ociekać seksem i przyprawiać otoczenie o niepokojące, pełne rozkoszy dreszcze. Taką właśnie fantazję MIAŁAM – to dla niniejszej opowieści słowo-klucz.

Zdesperowanej kobiecie burze niestraszne

Swą spektakularną metamorfozę postanowiłam zacząć od nabycia szminki. Dzień był koszmarny, śnieg napierdzielał od rana w ilościach hurtowych, wiatr wył i hulał jak wściekły. No ale przecież jak się na coś ostro najaram, to nie ma, że boli. Ma być już. Wytoczyłam się z domu uzbrojona w wątłej jakości parasolkę, z której mniej więcej po 10 minutach zostały sterczące druty przyozdobione posępnie furkoczącymi resztkami materiału. Zamiast puknąć się w czoło i zawrócić, brnęłam w tę cholerną zawieruchę dalej. Gdy w końcu doczołgałam się do drogerii, przedstawiałam obraz nędzy i rozpaczy – dzierżąc w dłoni strzępy parasolki, ociekając, z totalnie rozmazanym makijażem. Szminkę kupiłam. Nawet dwie – lecz żadnej z nich potem nie używałam.

Chcę być waszym psem

Był to taki czas w moim życiu, kiedy nie bardzo wiedziałam, dokąd zmierzam. Nie miałam na siebie pomysłu, funkcjonowałam z dnia na dzień i pozwalałam innym decydować o tym, jak się czuję. Opinie na swój temat chłonęłam niczym gąbka – niewiele było trzeba, by zagonić mnie do kąta i doprowadzić do łez. Na własnej skórze przekonałam się o tym, jak podli i perfidni potrafią być ludzie, jeśli tylko zwietrzą sposobność władowania się komuś na łeb. Robiłam zatem za treningowy wór dający upust cudzym porażkom, kompleksom i rozczarowaniom.

Sama przy tym dolewałam oliwy do ognia, gdyż w tamtym okresie reprezentowałam ten przykry gatunek ludzkości, który z jednej strony za swe klęski obwinia cały świat, a z drugiej do tegoż świata lgnie, żałośnie chcąc mu się przypodobać. Stąd czerwone szminki, stąd ciuchy leżące na mnie jak suknia balowa na strachu na wróble, stąd buty raniące stopy. Stąd to wszystko, w czym czułam się przebrana i pomalowana jak kukła, ale w imię tzw. wyższych idei męczyłam się. Im mocniej łaknęłam poklasku i akceptacji, tym solidniejsze kopniaki w tyłek zbierałam. I nie rozumiałam, dlaczego tak się dzieje.

Ta szczególna chwila w życiu

Aż przyszło olśnienie. Pamiętam dokładnie ten moment, ale wspomnienie o nim zachowam dla siebie, gdyż to już zbyt prywatne rewiry. Wiecie, przykre potwornie jest to, że nie każdy doznaje takiego opromienienia – na tyle silnego, by chcieć coś zmienić. Ludzie latami tkwią w sztywnych ramach durnych norm i nakazów oraz krzywdzących stereotypów, latami płyną z prądem – chociaż gdzieś tam w głębi duszy wiedzą, że się okaleczają. Lecz i to przecież można w sobie zdusić. I wegetować dalej.

Uwielbiam styl pin-up. Na zdjęciach. Na innych kobietach, dla których jest wręcz stworzony. Ja mam dość przebieranek. Znudziły mi się. Nie widzę najmniejszego powodu, dla którego miałabym stroszyć piórka jedynie ku uciesze tłumu. Pojęłam bowiem ważną rzecz. Oczywistą niby, ale im coś jest prostsze, tym trudniej nam to przyjąć do wiadomości i wdrożyć w życie. Paradoks taki – świat jest ich pełen.

Obudzić bestię

Szacunek do siebie to podstawa. Bez tego nie ma mowy o jakichkolwiek zmianach, o odkrywaniu siebie na nowo i uczeniu się samoakceptacji. Bez tego jest się wystrojoną jak na odpust lalką, którą uwiera każdy jeden milimetr jej jestestwa. I na nic się zdadzą tony poradników i wymyślne kursy, których większość – nawiasem mówiąc – o kant dupy można potłuc. Najpierw muszą przestawić się trybiki pod czaszką, aby w człowieku obudziła się bestia i głód walki o lepsze, świadomie przeżywane jutro. Bestia da sobie radę – nawet gdy los zrzuca na barki tony gruzu.

Więcej tekstów Moniki znajdziesz na jej blogu Moja Sztukoteka. Monika Dudzik jak na typową kociarę przystało chadza własnymi ścieżkami (nie tylko tymi zawodowymi, ale również blogowymi). Estetka, rękodzielnik, wschodząca gwiazda słowa pisanego, o której jeszcze będzie głośno. Prywatni mama, żona i właścicielka trzech, kocich ślicznotek. Monika Dudzik to artystyczna dusza, która prócz pisania, tworzenia unikatowych rzeczy, lubi mocnego rocka, czekoladę oraz jest pozytywnie zakręcona na punkcie tatuaży. Poznasz ją po hipnotyzującym spojrzeniu oczu  kolorze lazurowego nieba, oraz zapachu – bowiem Monika to prawdziwa pasjonatka perfum, ale o tym dowiesz się więcej czytając jej bloga do czego z całego serca zachęcam .

******

Dojrzeć czarownicę w kobiecie oznacza odrzucić jej kobiecość.

  • Cyril Collard