Luty ma w sobie tę magiczną moc. Dobra, wiem co zaraz powiesz, że te całe Walentynki to jeden wielki kicz i komercha, służące do zarabiania kasy na tych wszystkim naiwniakach. Czasem myślę, że takie sformułowania muszą padać tylko z ust bardzo “poważnych” osób. Ci najbardziej romantyczni będą bronili etosu miłości sądząc, że okazywanie uczucia powinno mieć miejsce cały rok, a nie tylko w czasie Święta Zakochania. Mimo wszystko zastanawiasz się jak dbać o związek? Moja spowiedź powinna nieco ułatwić ci zadanie, odważysz się sprawdzić?

Przestań pieprzyć głupoty

Mam ochotę dać ci pstryczka w nos i powiedzieć: “Ej stary, serio?! Jesteś taki ideałem, który przez te 365 dni w roku dba o swoją połówkę? Nie masz sobie nic do zarzucenia?”. No właśnie, tak myślałam, jednak nie jesteś ideałem i coś kuleje? Dlatego uważam, że Walentynki, Mikołajki, w ogóle jakiekolwiek okazje do tego, by porozpieszczać trochę ukochaną osobę (lub siebie) są idealnym pretekstem by zaszaleć i świętować. Więcej sporów o Walentynki nie przewiduję, obiecuję, ale dzisiaj jest ten magiczny, lutowy czas kiedy to mija, uwaga: 5 lat od naszej pierwszej randki, która też została okrzyknięta umownie naszym pierwszym dniem bycia razem. Gdybyś szukała czegoś inspirującego na prezent dla Ukochanego, sprawdź koniecznie 52 powody, za pomocą których wyznasz jemu miłość. Mi wystarczyła jedna talia kart, co prawda w rozmiarze XXL.

Historia jak z filmu

Do dzisiaj nie jestem w stanie w sposób racjonalny wytłumaczyć, dlaczego Paweł jest moim mężem. Jeszcze na studiach, w czasie wakacji szukałam dorywczej pracy. W moim rodzinnym Białymstoku, jedyna sensowna opcja na pogodzenie studiów dziennych z pracą i ewentualnymi treningami to McDonald’s. Zostawiając ulotkę z własnymi danymi dla pracodawcy, jak to ja (legendarny już przypałowiec) zaczepiłam miłego (seksownego) chłopaka, który mopował akurat podłogę. (Przyznacie, że sceneria nie jest dość romantyczna). To był właśnie Paweł, jak się później okazało mój mąż, miłość mojego życia. Nie byłam tym razem wyfrezowana, na szpilkach i w pełnym mejkapie. Po prostu ubrana w skórzaną ramoneskę, oldskulową koszule  w kratę, leginsy, trampki i bryle kujonki, postanowiłam “zawalczyć” o pracę w maku. On nie wyglądał jak napakowany Ken, nie przypominał amantów z kina lat 40., a od Alvaro w stylu południowym dzieliło go wszystko: począwszy od koloru oczu, włosów, poprzez karnację i nieco wycofany temperament. To wszystko nie miało znaczenia, nawet to, że byłam wtedy w najbardziej szalonym i wybuchowym związku w swoim życiu. Wtedy, jako zwariowana i nieco zbyt wygadana studentka historii kultury doznałam olśnienia: to właśnie on będzie moim mężem.

Jak grom z jasnego nieba

Nigdy nie wierzyłam w takie bzdury o miłości od pierwszego wejrzenia. Śmiałam się cynicznie  z takich pierdół, ale wtedy gdy zobaczyłam tego szczupłego, młodego chłopaka przy mopie, poczułam (totalnie nie rozumiejąc dlaczego) że spędzę z  nim resztę życia. Jak pomyślałam, tak się stało.

Nasz bilans zysków na te pięć lat przestawia się następująco:

  • 2 śluby (cywilny i konkordatowy w odstępie roku),
  • 2 córki (w odstępie 1,5 roku),
  • 2 koty od początku razem z nami.

I nie było tu żadnej magii, dzikiej żądzy i moich podchodów. Byłam sobie beztroską studentką, miałam “rockowego” chłopaka i pracowałam w macu, nocami pisząc licencjaty i wydając niebotyczne kwoty na ciuchy, torebki i buty (setki par butów – serio). Dacie wiarę? W pracy zgadywałam “tego chłopaka” próbując dowiedzieć się czegoś więcej, ale bezskutecznie. Po kilku próbach sądziłam wręcz, że mnie nie lubi, unika i ogólnie jakoś nam nie po drodze do siebie. Do momentu pewnej imprezy pracowniczej, o której nie będę się tutaj rozpisywała, bo to jednak nasza słodka tajemnica.

Miłość ci wszystko wybaczy

Okazuje się, że w momencie kiedy spotykasz miłość swojego życia, wszystkie dotychczasowe reguły, nawyki, nawet światopogląd mogą runąć niczym domek z kart. Endorfiny uderzają do głowy, w żyłach buzuje gorąca krew i mówiąc wprost przestaje się racjonalnie zachowywać. Na szczęście w naszym przypadku poza odurzeniem miłosnym, nie było żadnych innych “głupstw”. Po tym nieco przydługim wstępie, czas na zdradzenie mojej tajemnicy – sposobów na to jak dbać o relację z drugą połówką.

Po pierwsze rozmowa

To coś co jest oczywistą oczywistością, jednak tak często zapominamy o tym, by po prostu porozmawiać z Ukochaną osobą o tym czego pragniemy, czego się boimy, lub po prostu by powspominać stare, dobre czasy. W każdej relacji komunikacja i rozmowa są kluczem do sukcesu, zawsze i bezwzględnie. Skoro o tym wspomniałam pewnie myślisz, że jestem guru od komunikacji? Nic bardziej mylnego. Wiadomo, jak w każdym związku mamy wzloty i upadki, ale jest kilka zasad, których (mam nadzieję), twardo się trzymamy:

  • nie zasypiamy w gniewie i pokłóceniu,
  • nie zostawiamy nie dokończonych rozmów na “jutro”,
  • nie mamy cichych dni.

Po drugie nie bój się być sobą

Nasz związek często jest krytykowany, bo: jesteśmy za często razem, bo mamy swoje rytuały, bo nie podejmujemy decyzji sami – tylko staramy się obgadać partnersko sprawę. I to jest czasami mega trudne, czasami bolesne, ale po takim czasie razem wiem, że opłaca się tylko i wyłącznie być sobą. Nie próbować spełniać oczekiwań innych, nie udawać że coś nam pasuje, nie godzić się na wszystko co chcą inni, bo tak wypada. To nie oznacza, że nie mieliśmy chwil, kiedy nie popełniliśmy błędów. Uważam, że do tej pory wyniosłam jedną bardzo ważną lekcję: na własnego męża, nawet jeśli cię czasem denerwuje nie narzekaj przy innych. Nawet w chwilach słabości warto zostawić taką rozmowę na później z mężem, niż szukać wsparcia u innych. Wydaje mi się, że taka lojalność jest bardzo istotna szczególnie dla mężczyzn i tego się nauczyłam metoda prób i błędów.

Po trzecie razem, a jednak osobno

Odwieczny problem, czy puścić faceta na męskie wyjście, na piwo po pracy, na spotkanie ze znajomymi? Jedyna słuszna odpowiedź brzmi: tak. To samo tyczy się w drugą stronę, czy żona i matka powinna wychodzić sama na babski wieczór, do kina, na imprezę branżową? Oczywiście, że tak. Właśnie te wasze osobne wyjścia, z waszymi, indywidualnymi znajomymi powodują, że macie więcej tematów do rozmów, macie okazję odetchnąć, złapać dystans i zatęsknić za swoim towarzystwem. Czy to oznacza, że wspólne wyjścia są passe? Jasne, że nie, ale wyjście bez Połówki naprawdę robi dużo dobrego dla każdej relacji. Mamy taką zasadę, że zawsze jak zależy nam na jakimś wyjściu, organizujemy się tak, żeby ta druga osoba mogła jednak skorzystać. To co jest ważne, mając dwójkę dzieci: trzeba umawiać się wcześniej, ustalać podział obowiązków i jakoś sobie radzić.

Po czwarte wspólne rytuały

Może ciebie to zaskoczy, ale to właśnie te wasze wspólne rytuały powodują, że tak bardzo dobrze siebie znacie, lubicie swoje towarzystwo i cenicie ten wspólny czas. Nie daj wmówić sobie, że wspólne jedzenie posiłków nie jest istotne, wspólna godzina zasypiania to brednia, wspólne przytulanie, wspólna poranna kawa, wspólna rozmowa, czy też maraton serialów nie jest istotny. Jest. To wszystko powoduje, że każdego dnia dajecie sobie wzajemnie sygnał, że jesteście nadal dla siebie najważniejsi na świecie, kochacie się lubicie i szanujecie wspólnie spędzony czas z rodziną. Naprawdę, nic mnie bardziej na świecie nie irytuje, jak gwałcenie naszych rytuałów i zaganianie do świątecznego stołu. Serio, wolę wypić zimny barszcz, ale w towarzystwie męża, niż gorący bez niego. Mega wkurza mnie to, że niektórzy nie szanują naszej wspólnej przestrzeni i zlewają te “małe wielkie rzeczy”, które dla nas tyle znaczą.

Po piąte zaopiekuj się mną

Czyli codzienna troska, która objawia się w drobnostkach. Zalegliście obydwoje na kanapie. Za nic nie chce wam się podnieść tyłka po coś do picia. Droga do lodówki jest taka daleka, ale mimo to wstajesz i niesiesz mu ulubiony napój. Albo kiedy jesteś cholernie zmęczona, a on to rozumie i bez słowa przejmuje dzieci, koty i ogarnia dom. Albo kiedy macie jakiś mega kryzys, nie pyta, nie osądza, nie krzyczy, że znów coś zjebałaś, tylko mocno przytula, daje buziaka i zapewnia, że się uda. I dla mnie rzecz szalenie ważna: kiedy czuję, że jest do bani, po prostu przyjdzie, rozśmieszy i zapewni, że jutro też wstaje słońce – banał, ale jak często potrzebny do tego by przetrwać wszystkie armageddony dnia codziennego.

Po szóste dbaj o zmysły

Nie odkryję Ameryki mówiąc, że satysfakcjonujący seks, przytulanie, całowanie, dotyk, chwytanie za rękę, mizianie oraz po prostu wspólne śmianie się na całą japę zrobi wam dobrze, prawda? To są takie proste rzeczy, które potrafią bardzo mocno nas rozluźnić, wzmacniają odporność lepiej niż Body Max, a poprawiają humor skuteczniej niż ulubiona czekolada. Trzeba też dbać o nasz zmysł słuchu – komplementy, pochwały, mówienie: “Kocham cię, dziękuję ci…, jestem wdzięczna ci za to…” są szalenie istotne dla obydwu stron. Jak się okazuje nie tylko kobiety lubią słuchać takich rzeczy, codziennie.

Po siódme – najtrudniejsze daj żyć i żyj

To coś, co z jednej strony jest dla mnie podstawą podstaw, a z drugiej strony jest takie trudne do zrealizowania. Musimy żyć ze sobą w zgodzie i pozwolić zarazem żyć po swojemu. Mężczyźni najczęściej uważają, że kobiety gadają i się czepiają. My kobiety, za to uważamy, że nikt nas nie rozumie. To błędne kolo, szczerze mówiąc, sama nadal się uczę i szukam sposobu na to jak nie popełniać tego oklepanego błędu. Warto pozwalać sobie wzajemnie na błędy, ale warto też szanować rzeczy typu: wspólna przestrzeń, podział obowiązków, zasady wspólnego mieszkania i wychowywania dziecka. Takiej najbardziej popularne to: talerze same się nie odnoszą do zmywarki, lodówka sama nie zapełnia, śmieci po za koszem również istnieją, pranie samo się nie chowa do szafy… Piąta rocznica byciem razem to dobry moment na podsumowanie tego co za nami, ale również to świetny moment by określić wspólny cel, może marzenie na kolejną okrągłą rocznicę. A jak to wygląda u ciebie? Dbasz o związek? Masz jakieś triki jak podniecać ogień miłości?

 

******

Brzydka ona, brzydki on, A taka ładna miłość.

  • Grażyna Łobaszewska, Brzydcy