jak być aktywną mamą
STYL ŻYCIA

Jak być aktywną mamą i szczęśliwą żoną?

Postawiłam na siebie

Pamiętam, że przynajmniej raz w miesiącu odwiedzaliśmy Białystok, bo tam była możliwość skorzystania z pomocy rodziców męża. Byłam zdeterminowana, aby w tym czasie iść do kosmetyczki i raz w miesiącu odgruzować wycieńczone ciało matki. Robiłam sobie zawsze regulację brwi z henną, przyklejałam rzęsy, dbałam o manicure i pedicure, obowiązkowo z hybrydą, aby dać sobie chociaż namiastkę „normalności”. To jedno wyjście w miesiącu na zabiegi pielęgnacyjne, było dla mnie bardzo ważne. To nie było tylko dbanie o siebie, to był oddech od zapierdolu, jakim jest bycie matką. Były takie chwile, kiedy trzy razy w ciągu robienia paznokci, wracałam do domu, by nakarmić lub przytulić Zuzię, bo potrafiła ryczeć non stop, będąc na rękach u taty, czy babci. Nikt z rodziny nigdy mnie za to nie skrytykował, czułam wręcz, że moi bliscy doskonale nie rozumieją i wspierają.

Metoda małych kroczków

Po narodzinach drugiej córki, byłam mądrzejsza o całe 1,5 roku macierzyństwa z Zuzą. Tutaj od początku nie bałam się korzystać ze smoczka, ściągałam mleko, bo Mania szybko się najadała i była rozkosznym śpiochem. Zaczęłam bardzo szybko wychodzić do znajomych i bez wątpliwości od początku zostawiałam męża z córkami. Prawdą jest to, że Marysia była bezproblemowym dzieckiem, które samo zasypiało, ładnie jadło, a w przerwach się uśmiechało i obserwowało otoczenie. Dla równowagi, w tym czasie, Zuza urządzała dantejskie sceny, które o mały włos nie doprowadziły mnie do załamania nerwowego. Tutaj byłam nauczona jednego, jeśli czujesz, że masz ochotę „udusić swoje dziecko”, potrzebujesz wolnego i zawalczenia o nie.

jak być aktywną mamą
Jak być aktywną mamą, szczęśliwą kobietą, a przy tym pozostać sobą?

Nikt nie zadba o ciebie tak dobrze, jak ty sama

Gdy naprawdę czułam, że już dłużej nie dam rady, postanowiłam uciec od swojego dziecka. Babcia stanęła na wysokości zadania i uratowała sytuację. Weekendowy wypad za miasto z mężem i młodszą córką pozwolił mi się zdystansować, zregenerować i wrócić do obowiązków podwójnej matki. Raz w tygodniu starałam się planować coś dla siebie. Zawsze to było jakieś wyjście, niekoniecznie takie, podczas którego musiałam wydawać gotówkę. Brałam, i nadal biorę, udział w licznych warsztatach, które najczęściej były darmowe. Wyszukuję sobie wcześniej bezpłatne atrakcje, lub rzeczy w przystępnej cenie, tak, aby odpocząć od domu, dzieci, a nawet męża. Nie mam skrupułów by wyjść w trakcie największej histerii dzieci i ukryć się z książką w bibliotece lub ukoić nerwy na kawie, czy saunie. Czasem zamykam się po prostu w łazience i wskakuję do wanny, wiedząc, że mąż sobie poradzi, bo jest z dziećmi 80% czasu mniej niż ja.

Jestem aktywną kobietą, jestem sobą, dopiero potem jestem mamą

Narodziny dziecka zmieniają w twoim życiu wszystko. Nie daj się nabrać na te gadki szmatki, że jest inaczej. Jeśli mogę ci coś podpowiedzieć, to powiem, że bycie „egoistką”, wcale nie oznacza, że będziesz złą mamą i żoną. Matko, najpierw ty – potem dopiero cała reszta. I nie mówię ci o tym, że masz nie przewinąć, czy nie nakarmić małego dziecka. Umówmy się, pierwszy rok jego życia jest nieprzewidywalny i po to masz urlop macierzyński, żeby się jakoś odnaleźć w nowej roli i w tym wszystkim poukładać. Chcę ci powiedzieć, że nie jesteś beznadziejna tylko dlatego, że nie wyrabiasz się z dzieckiem na zakrętach. O twojej wartości i samoocenie niech nie decyduje sterta niezmytych garów, stos niewyprasowanych ubrań, czy nieugotowany obiad. Nie oceniaj siebie zbyt surowo i nie myśl, że zawsze musisz być silną supermenką. Proszę cię, nie łap się na te wszystkie poradniki, które przekonują, że macierzyński, to idealny moment na rozkręcenie biznesu, zrobienie sześciopaka na brzuchu, czy ukończenie kursu włoskiego. Pierwszy rok życia dziecka to wasz czas i w tym okresie szczególnie potrzebujesz wsparcia najbliższych, a jeśli ktoś ma z tym problem, to znaczy, że jest emocjonalnym wrakiem, niedojrzałym i egoistycznym dupkiem, lub dupkową.

7 KOMENTARZY

  1. Trzeba prosić o pomoc Aniu. Czasem inni ludzie może i by nam chętnie pomogli, ale wychodzą z założenia, że skoro nie prosimy, to pewnie nie potrzebujemy.
    Kobiety są na tym punkcie za honorowe. Przypomina mi się jedna analogia z mediacji. Czasem podczas rozwodów zapada decyzja, że dziecko zostaje przy mamie. Mama chce alimentów. Czasem ojciec zaczyna kręcić nosem, że za dużo chce ta jego żona, że na pewno wyda na jakieś pierdoły itd… Kobieta po pewny, czasie unosu się honorem i krzyczy, że sama sobie poradzi i nic nie chce.
    A ja się pytam dlaczego ma nie chcieć? Pieniądze są nie dla niej tylko dla ich wspólnych dzieci. Ona ma prawo nie tylko o nie prosić, ale obowiązek żądać. Dal dzieci! Inaczej to im robi krzywdę bo pozbawia je czegoś co im się należy jak psu zupa!

  2. Jestem z tych, co to nie lubią, jak im się “robi łaskę”, nie potrzebują, żeby ktoś “się litował” i nie chcą “być od nikogo zależne”. Dlatego, kiedy nikt się nie umiał domyślić, że młoda mama potrzebuje odciążenia, nie narzucałam się. Aż do pewnego dnia, kiedy miarka się przebrala, bo miałam brudne nawet firanki tak, że myślałam, że się wszyscy podusimy, a chłop przeżywał bunt, że przestał być pępkiem świata. Wtedy z uśmiechem zaczęłam witać teściów, namawiać ich na częstsze wizyty i wtedy też zadzwoniłam do mamy pożalić się, że niebawem niechybnie zginiemy w brudzie, a ona (huraaa) domyśliła się i zaproponowała, że postara się do nas przyjechać na drugi dzień, żebym mogła cokolwiek zrobić. Tak też było 🙂 do tego zaczęła nam też od czasu do czasu posyłać obiadki i bardziej się angażować. Myślę sobie czasem, że oni się mnie bali trochę, że zacznę marudzić, że się wtrącają 😉 do póki się nie odezwałam. Teraz już nie ukrywam, że potrzebuję pomocy i wręcz jestem nachalna i namolnie się jej domagam

  3. Pingback: motywacja
  4. Pingback: domowe SPA

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.