Dlaczego, warto umawiać się z mężem na randki? Stało się, jesteście małżeństwem. Nie ma znaczenie, czy Ten Dzień nastąpił szybko, czy zwlekaliście z decyzją przez kilka lat. Od teraz jesteście na siebie skazani. Wspólne kolacyjki na mieście zastępujecie gotowaniem na szybko w domu. Spontaniczny seks w dziwnych miejscach zastąpiła dobrze znana, wygodna sypialnia. Wolny czas? Najchętniej wybieracie zakupy, czas w galerii lub obiad u teściów, bo wtedy przynajmniej nie trzeba zmywać naczyń. Każde młode małżeństwo może popaść w taką pułapkę. Zatem co zrobić, żeby czarny scenariusz w Waszym przypadku nie miał miejsca? To proste, zacznijcie umawiać się na randki.

Randka z mężem – brzmi głupio?

Księżniczki, które uważają, że po ślubie to już nie ma co randkować z “Poślubionym” powinny zejść na ziemię. A z kolei żonaci rycerze powinni mieć zakodowane z tyłu łba, że starać się nadal trzeba i tak aż do śmierci. A skoro starać, to i randkować też. Pewnie myślicie, dlaczego tak uczepiłam się tego wspólnego randkowania? Po jaki grzyb mi wyjście z facetem (którego mam przez całą dobę, tydzień, dzień w dzień przy sobie). Czy naprawdę biorąc ślub jedyną rozrywką jaką mnie czeka to spotkanie z tym, z którym dzielę życie na co dzień?!

Cofnijmy się trochę w czasie

Pamiętasz okres waszych pierwszych randek? Szalejące endorfiny w powietrzu, motylki w brzuchu i całą tą atmosferę magii, seksu i namiętności? Kurczę, no postaraj się, na pewno sobie przypomnisz. To ten okres sprzed prania brudnych skarpetek rozrzuconych po całym domu. Tak, to wtedy kiedy jemu nie zdarzało się nie umyć zębów tuż przed spotkanie z tobą. To ten czas, gdy kwiaty dostawałaś co drugi dzień, a ty mogłaś się kochać non stop, kilka razy pod rząd. Przypomniałaś już sobie? Dobra, to właściwie dlaczego nie moglibyście wrócić do tego cudownego okresu teraz?

Rutyna nas zabija

A obowiązki? Kto odkurzy mieszkanie, umyje ona i zrobi zakupy? Trzeba zaplanować obiady na cały tydzień, odwiedzić rodziców, zadzwonić do przyjaciółki, odebrać dzieci z przedszkola i jeszcze zawieść kota do weterynarza. W domu zawsze jest coś do zrobienia. A na myśl o tym, że masz się wyszykować (ostatni raz u kosmetyczki byłaś chyba przed waszym ślubem, fryzjer już nie kojarzy twojej twarzy, a  po ciąży darowałaś sobie kupowanie nowych sukienek, i tak w niczym nie wyglądasz seksownie). Randka? Po chwili zastanowienia on sobie przypomina, że musiałby się ogolić, podnieść dupę z fotela, przerwać oglądanie seriali o zombiakach i jeszcze wyprasować koszulę?!

Chłodna kalkulacja

Do tego wszystkiego, jak dojdą koszty wyjścia: benzyna 50zł, przynajmniej 150zł za obiad na mieście dla dwóch osób, czas z Ukochaną – może być “bezcenne”, to się nie opłaca. Czas ucieka (w końcu nie wiesz ile czasu będziecie czekać na stolik) – tak dawno nie wychodziliście razem, że nie bardzo wiecie gdzie iść. A co jeśli jedzenie będzie niesmaczne? Jednak mielony z buraczkami i ziemniaczkiem w sobotę to sprawdzony przepis na udany obiad. A te nowości,  futurystyczne nazwy, dziwne kolory i jakieś egzotyczne smaki? Do tego porcja jak dla dziecka, nie to w ogóle nie ma sensu. A na tej randce, to wypadałoby się uśmiechać, porozmawiać, a może nawet ją pocałować? Czy naprawdę jest sens,aż tak się męczyć w dzień wolny od pracy?!

Błędne koło

Oczywiście nie każde małżeństwo od razu dziadzieje. Sama wiem jak to jest, kiedy ma się małe dziecko, kolejne w drodze. Wyścig z czasem trwa od zmierzchu do świtu. Wasze wieczorne rozmowy dotyczą głównie ustalenia tego co jutro jecie, kiedy mija termin spłacenia raty lub przypomnienia o szczepieniach dziecka… Albo jeszcze lepiej kiedy ze zmęczenia padacie na pysk i zamiast obejrzeć ulubiony serial, napić się wina, czy też po prostu poprzytulać – ustalacie: że prysznic weźmiecie rano, ewentualnie myjecie zęby i wleczecie się padnięci w kierunku sypialni. Kto tak ma ręka do góry? Aż tyle – wiedziałam, u nas też średnio raz w tygodniu tak kończą się romantyczne momenty. W konsekwencji wasze dni przypominają nieustanny maraton, no właśnie właściwie bieg do czego? Co jest na mecie? Tak naprawdę nic nadzwyczajnego. Nie czeka was żadna nagroda, miliony, diamenty czy nawet czekolada.

Nieidealny dom

Świat się nie zawali, kiedy okna będą brudne, co najwyżej teściowa wam to wypomni, ale wy wprawieni  takie gadki, wręczycie jej ręcznik papierowy, ocet i wodę zachęcicie do pomocy. Koty jakoś dotrwają dwa dni na suchej karmie, ewentualnie wywalicie je za drzwi o trzeciej w nocy i wrócicie do spania. Dziecko jak raz na obiad zje kanapki lub drożdżówkę nie zrujnuje sobie zdrowia,a  wręcz ucieszy się z tak “miłej odmiany” bez znienawidzonych warzyw. Wasz budżet domowy nie ucierpi jak raz w tygodniu, tak dobrze widzisz RAZ W TYGODNIU, zorganizujecie sobie randkę.

Małe, wielkie rzeczy

I teraz najważniejsze, naprawdę nie musicie wydawać fortuny, rujnować grafiku tygodnia, czy jakoś specjalnie się naginać, żeby raz w tygodniu spędzić ze sobą czas jako para, jak ukochani, zakochani, randkowicze po prostu. Wasz wspólny czas to może być 30 minut, godzinka, dwie w zależności od tego jakimi czasem, chęciami i możliwościami dysponujecie.

Pomysły na randki we dwoje – moje ulubione:

  • wspólny trening w siłowni, basen, sauna, jacuzzi, lub po prostu spróbowanie czegoś nowego ze sportem,
  • jedzenie: na mieście, grill, piknik z kanapkami i herbatą w termosach, fast foodowe grzeszki, wspólne gotowanie,
  • kino, teatr, wernisaż (masa takich imprez organizowana jest za darmo, wystarczy wyklikać w Internecie),
  • randka w domu: wspólne oglądanie seriali, nadrobienie zaległości filmowych, głupie filmiki na You Tubie, przeglądanie wspólnych zdjęć, przytulasy na kanapie,wzajemny masaż,  ars amandi w innym miejscu niż łóżko, wieczór z winem – dużo wina, wspólne czytanie książki,
  • wypad na weekend, spa, wycieczka rowerowa, lodowisko, sesja fotograficzna własnym aparatem, wesołe miasteczko, zoo, grill u znajomych.

Lista moich pomysłów nie jest jakaś oryginalna, ale przypominam wam o tym, bo okazuje się, że najprostsze rozwiązania są najlepsze. Uwaga, wiem że czasami ciężko wyrwać się bez dziecka, gdzieś tylko we dwoje – rozumiem to, ale właśnie dlatego podałam wam listę rzeczy, które można robić “rodzinnie”. Nasz patent na randkowanie jest taki, że wybieramy się z Zuzą gdzieś, przed jej drzemką. Zajmujemy się córką z dwie godzinki, potem mała nam pada do spania i my cieszymy się “intymnością” we dwoje. Czasem jest to godzinka, czasem trzy. W zależności od pogody to czas spędzony w domu lub na świeżym powietrzu. Mimo zaawansowanej ciąży (co ja mówię, mimo tego że jestem już po terminie porodu), co weekend spędzamy czas we dwoje. Wycieczka w zoo – proszę bardzo,a potem sushi we dwoje. Wyprawa do parku, a później piknik na trawie i leżenie przytulonym na kocyku pod chmurką. Zwiedzanie nowych miejsc z chustą i dzieckiem śpiącym na ramieniu. I mogłabym tak wymieniać… Rozumiesz, to tylko od ciebie, od was zależy co zrobicie z własnym życiem, wolnym czasem i małżeństwem.

Wiem co mówię

Napatrzyłam się w życiu na różne małżeństwa: rodziców, braci, znajomych, bliskich i dalszych mi osób. Znam ludzi niezamożnych, szczęśliwych i spełnionych. Dlaczego? Dlatego, że nigdy sobie nie odpuścili i nie przestali się starać. Dla nich ich rytuały, sobotnie sprzątanie, niedzielna wyprawa na spacer, lody czy rower to coś co ich do siebie zbliżało. W naszej kulturze zwykło się negatywnie oceniać trzeci etap miłości (po namiętności i przyjaźni), czyli czas na przywiązanie. A tak naprawdę to od nas zależy, czy owe przywiązanie będzie cementem miłości, czy niewygodnym łańcuchem i uwiązaniem. Randka to taki banał, ale szalenie ważny, szczególnie po ślubie. Naprawdę warto raz w tygodniu się postarać. Ubrać trochę inaczej, tak jak nasza Połówka lubi. Użyć wody kolońskiej, którą ona uwielbia czuć na twojej skórze. Uśmiechnąć się, przytulić i pobyć razem. Zamiast przelotnego buziaka, pocałować się długo i namiętnie, zrobić coś wspólnie, porozmawiać i być razem tu i teraz.

 

*********

“Małżeństwo jest jedyną konkurencją, w której nie wygrywa lepszy”.

  • Lidia Jasińska