BLOGOWE ABC

BLOGOWIGILIA 2016 dlaczego warto być na tej imprezie?

Blogowigilia to jedyna taka impreza, kiedy możesz poczuć prawdziwą magię świat. W tym roku Blogowigilia została zorganizowana już po raz piąty. Jubileuszowa impreza nawiązywała do korzeni, o tym co to znaczy dowiesz się w następnej części.

 

Blogowigilia 2016 – idea

Blogowigilia to spotkanie blogerów w iście przedświątecznej atmosferze. Od pięciu lat blogerzy spotykają się w grudniu, aby wspólnie się bawić, wymieniać spostrzeżenia i po prostu celebrować wspólny czas. Jeżeli poważnie myślisz o blogowaniu, nie powinieneś odpuszczać sobie tego typu spotkań.

 

 

 

Dlaczego warto iść na Blogowigilię?

 

Przede wszystkim by poznać innych blogerów. Osoby które czytasz, oglądasz, podziwiasz lub po prostu lubisz. Spotkanie na żywo kogoś z kim codziennie wymieniamy swoje myśli jest świetnym doświadczeniem i pretekstem do tego, aby zapoznać się bliżej z naszymi ulubieńcami. Blogowigilia to doskonała okazja by nawiązać nowe znajomości, rozwinąć towarzyskie skrzydła, czy po prostu poćwiczyć swoje umiejętności miękkie.

 

 

 

 

 

Powrót do korzeni?

Tegoroczne świąteczne spotkanie blogerów odbyło się w Reducie Banku Polskiego. Wigilijna idea była doskonale odczuwalna dzięki “składkowemu” cateringowi. Tym razem to my – blogerzy byliśmy odpowiedzialni za to, co znajdzie się na naszym “wigilijnym stole”. Szczerze mówiąc, początkowo sceptycznie podchodziłam do tego pomysłu, jednak na szczęście okazało się, że ten pomysł był strzałem w dziesiątkę.

 

 

 

Co na stole?

 

Okazało się, że blogerzy i tym razem popisali się niesamowitą kreatywnością, również kulinarną. Wigilijne smakołyki zawierały tradycyjne potrawy takie jak bigos, barszczyk i pierogi. Fani kuchni bezglutenowej, wegetariańskiej i amatorzy łakoci również mogli liczyć na coś dla siebie. Jednym słowem – każdy na stole znalazł coś dla siebie. Wiadomo, że nie tylko samym chlebem człowiek żyje, dlatego na imprezie można było spróbować regionalnych nalewek czy napić się aromatycznie parzonej kawki. Regionalne nalewki zostały pieczołowicie przygotowane przez babcie z regionu świętokrzyskiego, a to wszystko dzięki Ośrodek Polanika, który mnie osobiście skusił kieliszkiem “Oddechu Łosia”. Nalewka była mocna, smaczna, wyrazista – słowem taka jak być powinna, uważam że taki trunki idealnie wpasowały się w świąteczny klimat imprezy. Mocniejsze trunki również były dostępne, w moim odczuciu niczego nie brakowało.

 

fot. Ja, Frelka

 

 

fot. Ja, Frelka

 

 

 

 

 

 

Blogowigilijne atrakcje

 

Tym razem organizatorki przygotowały kilka stref kreatywnych. Tuż pod sceną można było rozruszać biodra dzięki treningowi Zumby. Nad świątecznym dekorowaniem Gwiazdy Betlejemskiej czuwała niesamowita Kasia Ogórek. A ci, którym było mało artystycznych wrażeń mogli spróbować swoich sił w pakowaniu prezentów. Taki trening przed świętami to fajna sprawa, sama pomyślałam że szkoda, iż mam już spakowane prezenty, bowiem pakując łakocie Milki można było rozwinąć swoją kreatywność. Fajnym akcentem było to, że spakowane paczki trafią do dzieci w ramach akcji Szlachetna Paczka.

 

 

 

Strefa chilloutu

 

Na dole można było się zrelaksować i spokojnie porozmawiać bez głośnej muzyki i hałasu. Z kolei na górze znajdował się wigilijny stół wraz z parkietem do tańczenia. W strefie relaksu można było wykonać selfie lub śmieszny gif świąteczny w gronie ulubionych blogerów. Osoby spragnione fejmu i chwały mogły również pogrzać się w blasku gwiazd blogosfery. Wspólne zdjęcie, rozmowa, czy zapoznanie to cenne doświadczenie, które wiele mi dało. Okazuje się, że “ci najwięksi” są najbardziej wyluzowani, otwarci i sympatyczni – to bardzo budujące, że nasza polska blogosfera zmierza właśnie w tym kierunku.

 

 

Świąteczny akcent w rozmiarze XL

 

Może zabrzmi to nieskromnie, ale nie będę udawała. Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że imprezę “skradły” blogerki w rozmiarze XL. Większe dziewczyny tym razem udowodniły, że piękno nie zna ograniczeń, a dodatkowe kilogramy mogą być atutem. Jako estetka cieszyłam oko pięknymi dziewczynami, które pomysłowością w  świątecznych stylizacjach pobiły lansowane blogerki modowe. Sorry, ale taka prawda – może i małe jest piękne, ale duże udowodniło, że jest maksymalnie oszałamiające. Na takich imprezach “efekt WOW” ułatwia nawiązanie nowych relacji i właśnie dlatego postanowiłam wspomnieć o niekonwencjonalnym wizerunku dziewczyn-blogerek z pełniejszymi kształtami.

 

 

Blogowigilia, garść wskazówek:

 

  • jeśli to twoja pierwsza impreza blogerska, nie obawiaj się i zrób research wcześniej, może okazać się że ktoś znajomy jednak się wybiera i w końcu będzie okazja poznać się na żywo,
  • nawet jeśli nie lubisz “wielkich imprez” raz w roku powinieneś tu być, ponieważ to najbardziej kameralna i sympatyczna blogowa impreza roku,
  • myśląc na serio o rozwoju bloga, wykorzystaj okazję, aby nawiązać nowe znajomości, podpytać innych o blogowanie, czy po prostu wymienić się kontaktami,
  • bądź sobą, nie izoluj się i po prostu dobrze baw – bloger to taka osoba, która ma zdanie na każdy temat, co oznacza, że z każdym znajdzie wspólny język do rozmowy,
  • nie wstydź się podejść do “znanych osób” i organizatorek – gdy minie pierwsza trema okaże się że to świetnie doświadczenie, a ci, których podziwiasz są taka samo zwyczajni jak ty.

 

 

 

Moje wrażenia

Po pierwsze, dziękuję organizatorkom za kolejną świetną Blogowigilię, Ilona jest bardzo ciepłą i sympatyczną osobą. O tym, jak bawiłam się rok temu poczytasz tutaj. Po drugie zdobyłam nowe doświadczenie, ponieważ zaliczyłam swój pierwszy raz z mężem…na imprezie blogowej. Pytaliście mnie o to jak to zrobiłam? Nie, nie jestem tak wielka (jeszcze), aby mieć jakieś specjalne przywileje. Po prostu Pan Nieidealny jest częścią tego bloga (wsparcie techniczne, korekta, oraz zdjęcia to jego działka), dlatego postanowiliśmy zjawić się razem. Myślę, że warto zaznaczyć, iż nasze wielkie wyjście bez dzieci nie miałoby szans bez mamy, która wykazała się nie tylko sercem, ale i odwagą, żeby zostać z dziewczynkami pod naszą nieobecność. Na pewno znajdą się tacy, którzy będą narzekali na formę imprezy, jedzenie, napoje, sponsorów, muzykę, towarzystwo czy samą ideę. Moim zdaniem to wszystko jest nieistotne. Nie ma znaczenia, czy impreza odbywa się w wypasionym klubie, czy zatłoczonym teatrze. Nie jest ważne to, czy na stole mamy catering, czy potrawy wykonane własnoręcznie w domu. W końcu nie liczy się nawet to ile czasu blogujesz i czy jesteś bardzo, czy mniej poczytny. Najważniejszy jest powód dlaczego postanowiłeś wyjść z domu i być na Blogowigilii. Dla mnie tym powodem była chęć spotkania się z moimi znajomymi z blogosfery, żeby wspólnie spędzić czas i poczuć, ten niepowtarzalny  klimat, który ma tylko ta jedyna impreza, której nie organizuje się nigdzie indziej w świecie.

 

 

 

******

“Gdy jesteś bardzo sławny, to jesteś sławny i dla ludzi mądrych, i dla idiotów”.

  •  Andrzej Stasiuk, A jeśliby nawet to wszystko zmyślił, Wyborcza.pl, 2 marca 2010.

46 KOMENTARZY

  1. Zacznę od tego, że kreację miałaś obłedną!
    Przekonałaś mnie Ania, by się wreszcie przełamać tremę (nie czuję się zbyt dobrze w tłumie czy nawet większym gronie) i na takie spotkanie się wybrać.

  2. A ja popełniłam kilka nieudanych prób rejestracji (czuję się ostro nieogarnięta…) i trochę mi żal, że bie udało mi się dostać. Tym bardziej, że ukochany uważał to za świetny pomysł! Spróbuję następnym razem w końcu się pokazać światu 😉

  3. Faaaajnie. To może za rok? W ubiegłym roku pomyślałam to samo. 🙂 Oj tam, zleci szybko. Czyli za rok. 😀
    Ps. Czy łatwo się zapisać na takie spotkanie? Z tego co wiem, to były konkretne godziny. Serwery nie padły? 🙂

  4. W tym roku nie mogłam przyjechać, ale może w następnym 🙂 Twoja relacja zdecydowanie mnie do tego zachęciła 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.