Moda na Francję nie przemija i chyba nigdy się nie skończy. Francja to niekwestionowana stolica mody, Francuski są ikonami stylu i elegancji, od francuskich perfum kręci nam się w głowie z zachwytu. To samo tyczy się jednych z lepszych win i serów, również mają metkę made by France. A co powiecie na temat francuskiego kina? Na przełomie kilku ostatnich lat francuska kinematografia zgarnęłam wiele pochlebnych opinii na temat produkcji, które pojawiają się na dużym ekranie. Oglądanie kina francuskiego dla mnie stało się nie tylko sezonową moda na kino niezależne, ale czystą przyjemnością. Jeśli po raz kolejny macie pustkę w  głowie co obejrzeć w wolny wieczór, zapraszam na 5 seansów z kinem francuskim – każdy znajdzie tu coś dla siebie…

1. “Yves Saint Laurent” – nie tylko dla fanek mody i sztuki

Biografia jednego z najzdolniejszych i największych projektantów mody Yves Saint Laurent w końcu doczekała się ekranizacji. Jako wielka miłośniczka tego projektanta szłam do kina na ten seans z szybciej bijącym sercem, obawiając się w duchu o to, czy Ukochany nie zanudzi się na śmierć. Jak pięknie się rozczarowaliśmy: film nie jest nudą opowiastką o modzie, tylko jest przepiękną historią geniusza mody, który prowadził bardzo pasjonujące życie. W całej historii nie brakuje szybkich zwrotów akcji, pojawia się dużo faktów z życia YSL, sława i pieniądze mieszają się z ogromną nieśmiałością i samotnością. Walka o wielką miłość, o przetrwanie o dobre imię. Jest to historia o człowieku, który potrafił walczyć o swoje marzenia, oraz historia człowieka o którego miłość wałczono do końca jego dni. Film polecam dla par na romantyczny wieczór, dla przyjaciół, którzy będą chcieli później z wypiekami na twarzy podyskutować o życiu Yves Saint Laurent lub dla każdego, kto interesuje się modą, jest romantykiem i wierzy w siłę własnych marzeń. Ogromnym plusem całego filmu są zdjęcia okazujące piękno Paryża. Wisienką na torcie jest mistrzowska gra Pierre Niney wcielającego się w ekscentrycznego projektanta. Film, który powoduje kaca i atak duszności spowodowany lawiną łez. Piękny.

7605557.3.jpg

2. “Przychodzi facet do lekarza” – najśmieszniejsza komedia od czasów “Dyktatora”

Zmieniając trochę klimat na lżejszy szczerze wam polecam komedię, moim zdaniem najśmieszniejszą jaką udało mi się dotychczas obejrzeć o wdzięcznym tytule “Przychodzi facet do lekarza”. Jeśli znacie sytuacje, kiedy podczas oglądania seansu w kinie obawiacie się o zsikanie w gacie ze śmiechu, to dobrze zrozumiecie co mam ny myśli mówiąc o tym filmie. Historia wydaje się prosta. 40-letni hipochondryk Romain Faubert (Dany Boon) cierpi na poważne zaburzenia na tle obsesji o swoim zdrowiu,  które w konsekwencji paraliżują całe jego życie. Główny bohater jest zdrowy jak ryba jednak w to nie wierzy i codziennie dopatruje się w swoim organizmie symptomów wieszczących rychły zgon. Paniczny strach przed bakteriami, wirusami i zakażeniem się jakąś chorobę czyni z niego totalnego odludka. Romain nie jest w stanie normalnie funkcjonować w społeczeństwie, nie mówiąc o byciu w związku. Jego przypadłość powoduje, ze staje się odludkiem i jest strasznie samotny…  Jedyna nadzieja w jego psychoterapeucie doktorze Dimitrim Zvence (Kad Merad). Relacja tych dwoje już dawno przekroczyła granicę stosunków lekarz-pacjent. Zaangażowanie doktora Zvenki w swojego najwierniejszego pacjenta wystawia na próbę jego małżeństwo. Żeby ratować rodzinę, terapeuta postanawia raz na zawsze wyleczyć swojego pacjenta serwując mu serum stare jak świat: pragnie, aby Romain się zakochał. Czy miłość okaże się lekarstwem na wszystko? Sprawy trochę się komplikują, kiedy główny bohater zakochuje się w zamężnej siostrze doktora… Film to ciągła akcja, zawiera w sobie elementy dramatu, komedii, absurdu, a nawet romansu. Po obejrzeniu “Przychodzi facet do lekarza” nie możesz przestać się śmiać, a koktajl endorfinowy uderza lepiej niż nie jeden trunek alkoholowy.

7618140.3.jpg

3.”Za jakie grzechy, dobry Boże?”, czyli o tym jak rodzina uczy tolerancji

Następna pozycja z kina francuskiego, to również komedia, która mija błyskawicznie mimo swoich 100 minut. Jest to film, który swoją treścią skłania nas do zastanowienia się nad tym na ile tak naprawdę jesteśmy tolerancyjni? Tradycyjne francuskie małżeństwo katolików, ciężko znosi  małżeństwa swoich trzech starszych córek z przedstawicielami odmiennych religii i narodowości. Jedyna nadzieja w najmłodszej córce. Jeśli w rodzinie masz już: Żyda, Muzułmanina i Azjatę, to czy może być gorzej? Okazuje się, że tak. Do kompletu brakuje tylko “Czarnego” za to katolika… “Za jakie grzechy, dobry Boże?” to komedia uroczy pomyłek i absurdów. Chyba wszystkie możliwe konwenanse i stereotypy zostają tutaj wyolbrzymione i wyśmiane. Mimo, że film osadzony jest we francuskich realiach, myślę żem, nam Polakom również przypadnie do gustu. Dystansu do swoich przywar narodowych powinniśmy się z tego filmu uczyć od Francuzów. Ogromna dawka czarnego poczucia humoru, duża doza ironii i nieprzewidywane zwroty akcji gwarantują nam 100 minut dobrego seansu. Polecam smutasom, osobom które są strasznie poważne, a również tym, którzy myślą o sobie,że są bardzo tolerancyjni. Jak się okazuje dopiero w obliczu własnych doświadczeń możemy przekonać się o tym ile naprawdę jesteśmy znieść w imię rodziny…

7650533.3.jpg

4. “Pożądanie” – dojrzały erotyzm w pięknej oprawie

Szczerze przyznam, że na film “Pożądanie” wyczekiwałam bardzo długo. W konsekwencji różnych osobistych zawirowań nie udało mi się wybrać do kina na ten seans, jednak zapłaciłam, żeby obejrzeć go online jak tylko ukazał się dostępny. Elsa (Sophie Marceau) to pisarka, Pierre (François Cluzet) jest żonatym prawnikiem. Losy głównych bohaterów splatają się podczas targów książki organizowanych przez wspólnego znajomego. Niepozorne spotkanie dwóch dojrzałych i świadomych siebie osób zaczyna być początkiem nowej historii. Elza ma za sobą nieudane małżeństwo, jako niezależna i silna rozwódka nie ma ochoty pakować się w kolejny romans bez przyszłości. Pierre jako ceniony adwokat wiedzie harmonijne, poukładane życie rodzinne ze wspaniałą zoną u boku. Na pierwszy rzut oka tych dwoje dzieli więcej niż mogło by łączyć. Jednak jedno niewinne spotkanie, powoduje lawinę zdarzeń i zmian w dotychczasowym tempie życia obojga. “Pożądanie” to nie jest kolejna odsłona ckliwego romansu z happy endem. Historia opowiada o naszych tęsknotach, strachu przed utratą tego co mamy, niepewności jutra, oraz brak śmiałości na byciu sobą. Film trwa niespełna 80 minut, ale potrafi rozgrzać do czerwoności. Erotyzm miesza się tu z wysublimowaną estetyką. Nie chodzi tylko o seks i pożądanie cielesne. Bohaterzy zakazanej relacji nie mogą się nasycić swoim towarzystwem. Atmosfera ukazana w “Pożądaniu” ma w sobie coś, co czułam czytając pierwszy raz “Samotność w sieci”. Film pozostawia nas z szeregiem pytań i pewnym niedosytem. Polecam estetom, romantykom i tym, którzy pragną uwierzyć, że w życiu miłość może być na pierwszym miejscu.

7619801.3.jpg

5. Nieobliczalni – znani i lubiani w nowej odsłonie

Moja ostatnia propozycja filmowa na wieczór z kinem francuskim to troszkę starsza produkcja. Tym, którzy oglądali “Nietykalnych”, pewnie o “Nieobliczalnych” nie muszę opowiadać. Sympatia widzów do francuskiego aktora Omar Sy spowodowała, że z dania na dzień stał się prawdziwa gwiazdą. Po sukcesie “Nietykalnych” nieuniknione stało się nakręcenie kolejnego filmu z  ulubieńcem Francji. Treść filmu nie jest odkrywcza, jednak w przyjemny sposób wciąga i odprężą. Jest to komedia inspirowana trochę “Gliniarzem z Beverly Hills”, trochę “Starskym i Hutchem” z dodatkiem kryminalnej zagadki. Wszystko dzieje się we współczesnej Francji. Główni bohaterowie to dwaj policjanci. Jeden z wyższych sfer i ten z przemieści. Obydwoje muszą wspólnie doprowadzić śledztwo do końca. Różnice w poglądach, wyglądzie i sposobie pracy dostarczają im tylko kłopotów, które widzowi na ekranie dostarczają wielu emocji rodem z dobrego kina akcji. Film jest energiczny, zabawny i lekki. Myślę, że mogę go polecić do obejrzenia jako film na rodzinny wieczór dla rozluźnienia, lub jako odskocznia od bardzo trudnych spraw, którymi zaprzątamy sobie głowę na co dzień.

7531952.3.jpg

Kino francuskie zdobyło moje serce przede wszystkim dlatego, że posiada szeroką ofertę gatunkową. Nie sztuką jest klepać co roku filmy z tego samego gatunku o ważnych sprawach. To za co lubię francuskie produkcje to fakt, że filmy bez względu na tematykę są świetnie zrealizowane (dobre zdjęcia), mają spójną fabułę (nie ciągną się w nieskończoność) oraz mają w sobie to “coś” – magię, która sprawia, że widz totalnie wsiąka w klimat, któremu się obecnie oddaje. Zachęcam wszystkich do zrobienia sobie tygodnia z kinem francuskim. Pięć wieczorów, pięć filmów, pięć różnych historii. Najlepiej do wszystkiego zaserwować sobie czosnkową bagietkę, czerwone wino i przekąski z serów pleśniowym. Zachęcam, i ty możesz zakochać się w kinie francuskim.

 

******

“Nie można zjednoczyć narodu,

który posiada 365 gatunków sera.”

– Charles de Gaulle, wypowiedź po wyborach w 1951 roku