Żyj tak, jakby nie było jutra

//Żyj tak, jakby nie było jutra

Jedyne, czego w naszym życiu możemy być pewni to fakt, że kiedyś umrzemy. Piszę to, mówię na głos, wiem ale nadal nie potrafię się z tym pogodzić. Rozważania na temat kresu naszego życia mimo mojej optymistycznej natury towarzyszą mi niemal codziennie… Wiem, wiem, brzmi trochę przerażająco, ale zapewniam was, że żadnej depresji nie mam, a na tamten świat też mi specjalnie nie jest śpieszno.

Wczoraj dotarła do mnie wieść o śmierci mojej rówieśniczki Maddinki – jednej z blogerek modowych, które czytałam od niemal początku. Wiecie jak to jest, jak się kogoś czyta i obserwuje na portalach społecznościowych niemal codziennie, ma się poczucie więzi. Mimo, że nigdy nie udało mi się jej poznać osobiście, wczoraj poczułam się tak jakby ktoś z grona moich znajomych odszedł na zawsze…

Kult nieśmiertelności

XXI wiek to czas, w którym ludzie totalnie odrzucają ze swojej świadomości fakt przemijania, starzenia się, chorowania i w końcu śmierci. W pogoni za lepszym ciałem, obsesyjnym odmładzaniu się i nierównej walki z upływającym czasem zapominamy o tym, że prędzej czy później umrzemy. Nasz byt na padole ziemskim skończy się. Nasza rodzina kiedyś się wykruszy, znajomi odejdą i być może nasza egzystencja przeniesie się w inny wymiar, w zależności od naszego podejścia do wiary w życie pozagrobowe… Uświadomienie sobie kresu naszych dni do niczego przyjemnego nie należy, jednak życie jakbyśmy byli nieśmiertelni też nie jest fair.

Strach przed końcem

W wieku ośmiu lat straciłam ukochaną babcię. W wieku dwudziestu czterech lat straciłam ukochaną mamę. W swoim życiu uczestniczyłam już w wielu pogrzebach. Raptowne odejście babci tak mocno utkwiło mi w pamięci, że właściwie od dziecka obsesyjnie bałam się straty mamy… Dziś mój lęk przed śmiercią przede wszystkim dotyczy męża i córki. Zgodnie z prawem natury mam nadzieję nie doświadczyć pogrzebu własnego dziecka, jednak w przypadku Ukochanego myśl, że „przeżyję męża” mnie paraliżuje. Mimo wiary w Boga boję się również własnej śmierci. Bardzo ciężko jest mi to ogarnąć, ale staram się żyć tak jakby to było coś dobrego, bo w końcu czeka każdego z nas. Jeśli chodzi o kres życia to zdecydowanie wolałabym zawinąć się pierwsza z tego świata niż mąż – życie bez Pawła to dla mnie byłby T-O-T-A-L-N-Y dramat. Nie chcę się nad tym wątkiem dłużej rozwodzić, bo jest to coś w moim odczuciu bardzo osobistego, ale wierzcie mi, że takie życie byłoby dla mnie chyba nie do zniesienia.

Żyj tak żeby niczego nie żałować

Każdego dnia staram się żyć zgodnie z zasadą: „niczego nie żałuj”. Oczywiście jest to niewykonalne, bo każdemu z nas zdarza się popełniać błędy. Ludzka rzecz. Nie chodzi też o to by każdy twój dzień był tak intensywny, by czuć tak mocno, że już bardziej się nie da. Nie, to również destrukcyjne. Staram się za to nie zasypiać z poczuciem: nie powiedziałam czegoś, obraziłam się na kogoś, nie pogodziłam, tkwię w konflikcie. Wiecie jak jest, czasami nie damy rady jakiejś sprawy doprowadzić do końca od razu, jednak w przypadku Ukochanego i przyjaciół staram się nieporozumienia załatwiać od ręki, żeby nie mieć wyrzutów sumienia, że nie powiedziałam czegoś na czas. Przykładowo nieraz w czasie sprzeczki z mężem obiecuję sobie, że tym razem nie wyciągnę pierwsza ręki na zgodę i zasnę w milczeniu. Wytrzymuje maksymalnie pięć minut i jednak zakopuję topór wojenny. Zdaje sobie sprawę, że to nie do końca dobra taktyk, bo czasem druga strona powinna schować dumę do kieszeni i się pojednać…

Dzień mojej śmierci

Gdybym jutro nie żyła powiedziałabym, że moje niespełna dwudziestosiedmioletnie życie było wyśmienite. Co prawda było w nim dużo ciężkich spraw i przykrych momentów. Moje korzenie są totalnie porąbane, a relacja z rodziną nigdy nie była i nie będzie zadowalająca mimo to osiągnęłam dużo. Za swoje największe życiowe osiągniecie uważam fakt, że mam Ukochanego, kocham i jestem kochana. Paweł zaserwował nam początek znajomości jak z filmu – bardzo ekscytującej i romantycznej komedii. Na swoim koncie mam zrealizowanych wiele cudownych randek z mężem, które nadawały by się na scenariusz bestsellerów kina. Każdego dnia dziękuję Bogu za to, że jestem z Ukochanym i mam takie świetne życie.

Po drugie czuję się spełniona jako przyjaciółka – moje grono znajomych od siódmego roku życia jest całkiem stałe, a z roku na rok zostaje wzbogacone o kolejne interesujące postaci. Z paczką przyjaciół przeżyłam wiele ciekawych historii, wypiłam morze alkoholu, przetańczyłam niejedną noc i przegadałam masę dni i nocy, często trawiąc słodko-gorzkie momenty ich i własnego życia.

Moja próżność o „sławie” w pewnym sensie została zaspokojona, gdyż dzięki sportowi i wynikom w judo byłam kilka razy w prasie (raz nawet okładka tygodnika regionalnego) i telewizji. Dzięki blogowi i wam mam poczucie tego, że jednak moje pisanie nie jest takie złe, jak polonistki w szkole by o tym mówiły. I oczywiście Nieidalnaanna doczekała się również odwiedzin w radiu. W Internetach kiedyś o mnie pisali, a mam nadzieję, że za jakiś czas za sprawą bloga zrobi się o mnie jeszcze głośniej.

W życiu zawodowym nie powiedziałam jeszcze dość, ale dotychczas udało mi się zrealizować wszystkie zakładane projekty z dużym powodzeniem i satysfakcją. Jako dziecko „klasy robotniczej” we własnym domu jako jedyna osiągnęłam wykształcenie wyższe i  to z bardzo dobrymi wynikami. Jako były sportowiec liznęłam trochę „wielkiego świata”, dzięki czemu wiem co to ciężka praca i profesjonalizm. W przypadku dotychczasowego doświadczenia na rynku pracy jestem dobrej myśli z roku na rok zarabiam więcej i robię ciekawsze rzeczy.

Na co dzień mam dostęp do szeroko pojętej kultury i sztuki, którą ubóstwiam co czyni mnie niezwykle szczęśliwa. Doczekałam się własnej rodziny, cudownych poranków z Ukochanym, wspólnych śniadań i kolacji. Zostałam matką najbardziej fascynującej istoty w galaktyce i mam dwa koty. Naprawdę uważam, że moje życie jest świetne.

Nie wstydzę się jutra

Nigdy nie mamy pewności kiedy nadejdzie kres naszych dni. Jednak starajmy się żyć tak, by jutro, które nie nastąpi nie pozostawiło po nas kłopotliwego wrażenia. Żyj własnym życiem, ciesz się małymi rzeczami, celebruj każdą z chwil i nie porównuj się do innych. Nie mam miliona monet na koncie, nie zwiedziłam całego świata, a chciałabym mocno. Jednak mimo wszystko kocham moje życie i nie zamieniłabym go na żadne inne.

******

„Jeśli potrafisz iść przez życie bez zaznawania bólu,

to prawdopodobnie jeszcze się nie urodziłeś.”

Neil Simon

By | 2016-11-23T21:10:07+00:00 Lipiec 9th, 2015|Categories: LIFESTYLE|Tags: , , , , , , , , , |0 Comments

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.