Jak znaleźć się w Rankingu Jasona Hunta?

//Jak znaleźć się w Rankingu Jasona Hunta?

Jak znaleźć się w Rankingu Jasona Hunta?

Dwa miesiące po tym jak ukazał się Ranking Najbardziej Wpływowych Blogerów Jasona Hunta, postanowiłam zdradzić wam sekret. Chcę odpowiedzieć na pytanie, które każdy bloger zadał sobie chociaż raz z życiu (w myślach też się liczy). Jak znaleźć się w Rankingu Jasona Hunta? Co zrobić, aby zostać zauważonym? W jaki sposób przebić się w blogosferze, w której kolejne blogi wyrastają jak grzyby po deszczu? Czy wykupienie szkolenia u Kominka jest gwarancją znalezienia się w Rankingu?

Kryteria Rankingu Jasona Hunta

Jason Hunt kieruje się różnymi kryteriami przy tworzeniu swojego rankingu. Między innymi zwraca uwagę na osobowość, obecność w mediach tradycyjnych, działalność wokół swojej marki czy liczbę cytowań danej osoby. Konstruując zestawienie galerii Wschodzących Gwiazd Blogosfery (w której miałam przyjemność się znaleźć), uwzględniał polecenia innych blogerów, czy też czytelników, którzy zgłaszali swoich kandydatów mailowo i wiadomościach prywatnych do Tomka Tomczyka.

„Ranking blogerów to nie jest lista najlepszych. Mogę to porównać do Oscarów. Oscary zawsze dostaje się za role w filmach poprzedzających rok nominacji. To, że dany aktor w danym roku nie otrzymał Oscara, w żaden sposób nie świadczy o jego talencie. Po prostu ktoś inny miał na koncie lepsze role” – Jason Hunt.

Co robić, aby znaleźć się w Rankingu
Najbardziej Wpływowych Blogerów?

Dzisiejszy wpis otwiera cykl, w którym będę opisywała doświadczenia innych twórców internetowych, którzy w ubiegłym roku znaleźli się w Rankingu Najbardziej Wpływowych Blogerów Jasona Hunta. Dzieląc się spostrzeżeniami na temat kontrowersji wg zestawienia Tomka Tomczyka, chcę was uspokoić. Ranking jest przygotowywany rzetelnie, nie da się w nim kupić miejsca. Jason Hunt nie umieszcza tam friendsów, jak często można przeczytać w sieci. Nawet wykupienie szkolenia u Jasona Hunta nie jest gwarantem tego, że znajdziesz się w rankingu. Statystyki? Ranking z 2017 r. pokazał, że nie tylko liczba Unikalnych Użytkowników, odsłon bloga czy ilość zgromadzonej społeczności w Social Media determinuje obecność w zestawieniu. Zatem co zrobić, by znaleźć się w Rankingu Jasona Hunta?

„Ten ranking porządkuje blogosferę, pokazuje, kto się w niej liczy, i jest podpowiedzią, na kogo warto zwracać uwagę przy współpracach komercyjnych” –  Jason Hunt.

Nieidealnaanna znalazła się w Rankingu Najbardziej Wpływowych Blogerów

Dwa tygodnie przed ogłoszeniem zestawienia Jesona Hunta, wypaliłam do męża podczas śniadania w kuchni: „wiesz Kochanie, chciałabym się kiedyś znaleźć się w tym rankingu”. Możesz się śmiać, ale ja nadal wierzę w to, że marzenia wypowiadane na głos mają większą moc sprawczą. Skąd te przepuszczenia? Jako nastolatka mówiłam głośno, że chciałabym być najlepsza w judo. Prawda jest taka, że latami byłam najgorsza. „Tak cienka jak zupa więzienna”, jak mawiał mój trener. Ale po kilkunastu latach morderczych treningów, po wylaniu hektolitrów potu oraz oceanu łez, udało się! Dwa razy byłam Mistrzynią Polski w judo. Potem już jako dorosła kobieta, wymawiałam coraz śmielej moje marzenia na głos, te prozaiczne o własnym mieszkaniu (spełniło się), o tym by mieć dwie córki (udało się), by znaleźć miłość swojego życia (Pan Nieidealny), by podróżować (częściowo) i by żyć z pisania (well done Anna).

Nieidealne marzenia blogerki

Rozumiesz więc, że to moje wypowiadanie na głos własnych pragnień jest dla szczególnie ważne, prawda? Nie zagłębiając się czy mówienie głośno o swoich marzeniach naprawdę pomaga im się spełnić, chcę ci powiedzieć, że miałam kilka tych blogowych marzeń. Przede wszystkim chciałam żyć z pisania, łącząc macierzyństwo z rozwojem bloga. Jak już wiesz udało mi się to zrobić. Po drugie, chciałam być zapraszana do mediów. Tak, to też się udało. Odwiedziłam radio, telewizję, pisała o mnie prasa tradycyjna i oczywiście ta internetowa. Zawsze marzyłam o tym by pisać felietony i robiłam to przez ostatnie cztery lata. Swoją miłość do kultury opisywałam w Magnifierze. O emocjach i walce z depresją opowiadałam na łamach Kobbieciarni. Na Veroniq przechodziły moje najbardziej kontrowersyjne, trudne i zboczone teksty. Dla odmiany na Famillie pisałam o macierzyństwie. Czego chciałam jeszcze?

Chciałam znaleźć się w Rankingu i udowodnić sobie, że jestem najlepsza

Jestem typem wojowniczki, która zawsze zmierza w wyznaczonym kierunku. Ranking Jasona Hunta był dla mnie jednym z punktów do odhaczenia na blogowej liście. Dlaczego? Chciałam usłyszeć opinię profesjonalisty na temat tego co robię. Byłam w takim momencie, kiedy stwierdziłam: „mam tego dość, skoro moja ciężka praca nie przekłada się na statystyki, będę przynajmniej zarabiać na tym blogu”! Jak postanowiłam, tak się stało, ale nie sądziłam, że tak szybko znajdę się w galerii Wschodzących Gwiazd Blogosfery… Potrzebowałam zielonego światła, aby uwierzyć w siebie i całkowicie rozwinąć skrzydła. Liczyłam na to, że mój debiut w końcu zostanie zauważony, a ciężka praca się opłaci. Mimo tego, że nic spektakularnego nie wydarzyło się w moim blogowaniu z dnia na dzień, z tyłu głowy miałam jedną myśl: „bądź sobą, ciężko pracuj, a to zaowocuje”. Zaowocowało, o czym świadczy fakt, że wiem co zrobić by znaleźć się w Rankingu.

Mity na temat Rankingu Jasona Hunta

Blogując te pięć lat zdążyłam się już dużo naczytać i nasłuchać na temat Rankingu Najbardziej Wpływowych Blogerów. Opinie na temat tego zestawienia były podobne. Najczęściej negatywne, szczególnie od osób, które mają parcie na szkoło, ale w Blogosferze nigdy nic nie znaczyły. Przypadek? Nie sądzę, ale wiesz jak to jest, kiedy jakiś frustrat próbuje zgrywać eksperta – zazwyczaj nic dobrego i wiarygodnego z tego nie wynika. Kiepskie opinie na temat Rankingu to najczęściej mówienie że jest ustawiony, nieobiektywny, niesprawiedliwy oraz że można sobie kupić w nim miejsce. Wszystkim życzliwym, którzy twierdzili, że i ja kupiłam sobie miejsce u Jasona Hunta odpowiem raz jeszcze: nie zrobiłam tego. Jestem na to zbyt szczera, ambitna i dumna, po za tym był to fake news. Miejsca w rankingu Jasona Hunta nie da się kupić za kasę, ani po znajomości. A i jeszcze jedno, moja wpadka z prośbą o rekomendację mnie przez moich Czytelników, nie była przeze mnie reżyserowana. Taka właśnie jestem, zakręcona, spontaniczna i nieidealna. Moje działanie nie było strategią marketingową, nadal bawi mnie to, że ktoś w ogóle mógł tak pomyśleć.

Jak znaleźć się w rankingu Jasona Hunta – moja historia

Uważam, że moje miejsce w Rankingu jest konsekwencją ciężkiej, mrówczej pracy. Wyglądało to mniej więcej tak, że 5 lat temu założyłam darmowego bloga na Wirtualnej Polsce. Nie miałam zielonego pojęcia o blogowaniu, o pisaniu, nie czytałam żadnych blogów. Zrobiłam to spontanicznie, z bardzo prostej potrzeby serca. Miałam depresję po śmierci mamy i chciałam pokazać innym (a tak naprawdę samej sobie), że nieidealne życie może być fajne. Rozumiesz, taka terapia słowem. Skupianie się na pozytywnych aspektach mojej codzienności, mimo że życie mnie nie oszczędzało i wielokrotnie potraktowało gorzej niż dziwkę. Z wielkim bananem na ustach wspominam sobie te moje początki. Tragiczny szablon, wkuwająca czytelników czcionka, brak systemu komentowania, kiczowate obrazki do artykułów, oraz sam styl pisania i tematy – dno.

Bardzo dobrze, że nie przebiłam się od razu

Nic dziwnego, że początkowo nikt nie wiedział o tym, że mój blog istnieje. Prowadziłam go hobbystycznie, nieregularnie i totalnie od czapy. Wszystko się zmieniło w 2015, kiedy to zaczęłam rozumieć o co w tym całym blogowaniu chodzi. Bardzo dużo dało mi adminowanie jednej z największych grup wsparcia dla blogerów. Mam tu na myśli grupę Beaty Redzimskiej z Vademecum Blogera. Razem z Pawłem z Book Worm On The Run i Renatą z bloga Zaniczka ogarnialiśmy grupę, która rozrastała się z tygodnia na tydzień. Na własnej skórze doświadczyłam wszystkich możliwych bolączek blogerów. Niski przyrost fanów na Facebooku (3 lata zajęło mi uzbieranie pierwszego tysiąca fanów). Tragicznie niskie statystyki bloga (jak miesięcznie było ze 3000 osób, to naprawdę się cieszyłam). Mała ilość komentarzy, albo takie w stylu: „fajny tekst”, które powodowały nieustającą frustrację. Do tego dorzućmy brak wiedzy z zakresu technicznej strony bloga: jak postawić go na Word Pressie, jak mieć własną domenę, co to jest SEO, jak ogarnąć newsletter, jak zrobić ładny szablon, jak zainstalować Disqusa, jak budować networking w sieci, jak pozyskiwać nowych czytelników, jak ich zatrzymać, jak rozwijać równocześnie kanały social media (każde medium rządzi się własnymi prawami), jak pisać bloga, mimo żadnego odzewu, jak wytrwać, jak na nim zarabiać, jak się przebić, jak pisać, a by ktoś chciał to czytać? To wszystko było dla mnie czarną magią, ale dziś już nie jest. Oczywiście tworzenie treści w Internecie to jak operacja na żywym organizmie, wszystko może się zdarzyć, nic nie jest na zawsze i nic nie jest pewne.

Jak znalazłam się w Rankingu Jasona Hunta?

Zacznijmy od tego, że przeniosłam się z bezpłatnej platformy blogowej na własną domenę. Nie zrobiłam tego samodzielnie, ale osoba, która ogarnia zaplecze techniczne tej strony, to nie tylko webmaster, grafik, mój mentor, ale dziś również przyjaciel i główny konsultant biznesowy. Układ z moim mentorem był prosty: on daje mi wędkę, ja mam łowić ryby. Jak to wyglądało w praktyce? Pokazywał mi jak coś technicznie zrobić, ale nie robił. Tłumaczył jak sobie z czymś poradzić, ale nie robił tego za mnie. Dzielił się swoją wiedzą i doświadczeniem, ale nigdy nie narzucił mi swojej wizji. Był drogowskazem, krytykiem, wsparciem, katem i wszystkim  tym, na co trzeba być gotowym, kiedy marzy ci się prowadzenie bloga na serio. Dzięki niemu dziś mogę sama stawiać i tworzyć strony. Wiem jak obrabiać zdjęcia, jak tworzyć grafiki, jak założyć newsletter, ogarniać SEO, monitorować ruch na blogu, rozumieć funkcjonowanie social mediów i dbać o monetyzację własnej pracy.

Prawda o blogowaniu i tylko blogowaniu

Jak to się stało, że znalazłam się w rankingu Jasona Hunta? Prowadziłam bloga od 2013 roku, z dwiema przerwami na okres ciąży. Pogodziłam się z tym, że przeniesienie się na własną domenę to np. utrata komentarzy. Zaczęłam znów od nowa. Szukałam bardzo długo swojej tematyki. Próbowałam różnych sposobów na dotarcie do czytelników. Pisałam bloga mimo braku komentarzy i mimo bardzo małej publiczności. Miałam ambicję nauczyć się ogarniać od A do Z bloga, łącznie z treścią i obróbką lub nawet wykonaniem zdjęć. Każdego dnia publikowałam i publikuję dwa posty na Facebooku. Do tego jeden lub dwa posty na Instagramie. Bez względu na wszystko trzy razy w tygodniu publikuję nowy tekst na blogu. Każdy „stary” tekst przed ponownym podaniem czytelnikom aktualizuję, dopieszczam graficznie i optymalizuję pod kątem pozycjonowania strony. Nadal czytam i komentuję inne blogi. Odpowiadam na bieżąco na komentarze czytelników na blogu, Fejsie, Insta oraz mojej facebookowej grupie. Jestem aktywną członkinią kilku grup blogerskich. Moje felietony ukazują się w kilku miejscach. Bywam na imprezach branżowych związanych z blogowaniem.

Bardzo często miewam kryzysy, a mimo to nadal piszę, zgodnie z harmonogramem wpisów i ustaloną strategią. Każdego dnia staję przed dylematem: ja, rodzina czy blog? Jestem matką dwóch córek rok, po roku (Zuza 3 lata, Mania 18 miesięcy). Nie mam do pomocy niani, ani nikogo innego. Blog rozwijam we własnym tempie. Pracuję wtedy, gdy moje córki śpią, ale sama chodzę spać maksymalnie o północy. Ostatni rok mojego życia to prawie wyłącznie imprezy blogowe. Zamiast kawki z przyjaciółką piszę bloga. Zamiast filmu z mężem, ogarniam social media. Zamiast drzemki popołudniowej z córkami, odpowiadam na maile. Często zamiast rozmowy na messengerze lub telefonie z kimś bliskim, odpisuję na komentarze moich Czytelników. Zamiast ukochanych książek, czytam te o blogowaniu, social media i e-marketingu. Zamiast pójścia na siłownię, ćwiczę w domu słuchając podcastów. Zamiast malować dla relaksu, projektuję produkty do mojego internetowego sklepu. Zamiast spać, czasem zarywam nocki i kończę pisać moją książkę. Teraz już wiesz, co trzeba zrobić, aby znaleźć się w rankingu Jasona Hunta.

Skoro już tu jesteś, to jestem pewna, że zainteresuje cię inny tekst o Rankingu, o wdzięcznej nazwie A kto to jest ten Kominek, czy inny piec?

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  

3 komentarze

  1. Katarzyna Mierzwa Kwiecień 16, 2018 at 10:33 am - Reply

    Aniu ja Ciebie bardzo podziwiam za to co robisz i cieszę się że tak dobrze Ci to wychodzi. Chciałabym bardzo mieć tyle silnej woli, samozaparcia i entuzjazmu. Ja mam ostatnio jakiś dołek i lekki kryzys blogowy.

    • Nieidealna Anna Kwiecień 16, 2018 at 10:49 am - Reply

      Kasiu, dołki w przypadku blogowania są wpisane, wkalukolwane po prostu w jego istnienie. Co mogę Ci powedzieć, żeby podnieśc Cię na duchu? Może warto usiąść z kartką i na papieprze spisać: plusy blogowania, minsuy blogowania i porownać listę? Może warto porozkminiać, czego oczekujesz od swoejgo bloga? Jakie są twoje mocne strony? Co kuleje? I dopiero wtedy podjać jakieś działania? Mi zawsze pomaga rozmowa z najbliższymi an ten temat, chodź niezastąpiona jest dla mnie Monika z @mojasztukoteka <3. Zawsze dobrze tez zrobićrestet, odpoczać od netu i wrócić ze zdwojoną siłą.

  2. […] Jak znaleźć się w Rankingu Jasona Hunta? […]

Leave A Comment

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.