Żeby kózka nie skakała…

//Żeby kózka nie skakała…

Julian Tuwim miał naprawdę nie lada główkę do pisania wierszyków. Okazuje się, że nie tylko dla dzieci. Dla mnie wierszyk o kózce: ” Żeby kózka nie skakała,  toby nóżki nie złamała” jest absolutnym hitem. Tak naprawdę stanowi to tylko pretekst, zaczepkę do dzisiejszego wpisu, który w  mojej głowie się ułożył następująco: „Gdyby Nieidealnaanna, więcej hejtowała – to by więcej wejść na bloga miała”. Taki powinien być tytuł tego tekstu, jednak czego się nie robi dla nagłówka, który ma za zadanie zaintrygować?

Kto nie hejtuje – ten ryzykuje

Rozmawiając dzisiaj z inną blogerką Zaniczka http://zaniczka.blogspot.com/ doszłyśmy do winsoku, żeby być na czasie i topie trzeba się żalić, wylewać pomyje lub odgrywać Pierwszą Cierpiętnicę RP. I nawiasem mówiąc mam takich „prawdziwych”, „chwytających za serce”, „poruszających” blogów po dziurki w  nosie. Moim celem jest stworzenie miejsca w sieci, gdzie zawsze świeci słońce. Otwartego na innych. Tolerujących odmienność, wspierających tych, którym ciężko. W końcu najbardziej przyjacielski kąt znajdziecie właśnie u Nieidealnej, bo mimo wszystkich porad o blogowaniu, SEO itd. Dla mnie liczy się człowiek-czytelnik i kontakt z nim.

Kac po lampce wina

Moje dzisiejsze wypociny będą luźnym zbiorem przemyśleń, ze względu na mój stan. Od dłuższego czasu mam kilka naprawdę dobrych tematów, które niestety wymagają czasu, którego jako mama na redukcji nie mam. Ale, że bardzo mi się chciało do Was coś dziś napisać to pisze mimo kaca. Rozumiecie to?! Ja Matka Polka Karmiąca Piersią mam kaca po wczorajszej lampce, no dwóch, solidnie rozcieńczonych wodą. Moja diagnoza jest taka: białe wino nigdy  mi nie służyło, szczególnie półsłodkie (przepraszam cię moje Najukochańsze Czerwone Półwytrawne, obiecuję już nigdy cię nie zdradzę…).

Piszę to, a Zuza mnie kopie z całych sił tymi małymi, tłuściutkimi nóżkami, bo fajnie tak mamę trochę pozaczepiać no nie. Ale wracam do tego smęcenia w sieci. Nie u mnie tego nie będzie. Gdybym naprawdę mówiła jadowitym, pełnym ironii i krytyki językiem byłabym bardziej popularna niż Wojewódzki, Korwin, czy nawet Urban. Ale nie zależy mi na tym.

Szczęście to banał, który jadam na śniadanie

I o to dzisiejsza konkluzja (trudne słowo, ale lubię jego brzmienie): szczęście to banał, który jem na śniadanie. Nie znajdziecie u mnie porad typu: zmień swoje życie w 100 dni, projekt szczęście, techniki relaksacji czy wyjście ze swojej strefy komfortu. Pewnie, że czasem czytam takie pierdoły bo jako Wasza Superaśna Blogerka (coraz częściej tak o sobie myślę i to całkiem miłe), muszę wiedzieć co w trawie piszczy.

Jednak…

Chodzi o to, że szczęście dla każdego z nas znaczy coś innego. I nie ma jednego wspólnego mianownika, żeby wszystkich uszczęśliwić. Natomiast wierzę głęboko, że malutkie, malusieńkie rzeczy każdego dnia, kiedy się je zsumuje dają nam coś co sprawia, że się uśmiechamy, łaskocze nas w brzuszku i rozluźnia. I właśnie dlatego, Nieidealnaanna będzie Wam o tym przypinać każdego dnia, że banały: poranna kawa, spacer, książka, film, zabawa z kotem, wygłupy z dzieckiem, czy też przytulanie to składowe tego co nazywamy Szczęściem przez duże SZ.

******

„Aby być szczęśliwym, nie należy przeglądać się w lustrze ulicy.”

– Jacek Bocheński

By | 2016-11-23T21:03:55+00:00 Wrzesień 17th, 2015|Categories: STYL ŻYCIA|Tags: , , , , , , , , |34 komentarze

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.