„Wrześniowe PodsumowAnie”, czyli o tym jak mi minął miesiąc.

Home/LIFESTYLE/„Wrześniowe PodsumowAnie”, czyli o tym jak mi minął miesiąc.

Zawsze lubiłam wrzesień. Niby to dziwne, ale po wakacjach fajnie było wrócić do szkoły, obowiązków, treningów i stałego rytmu. Lata szkolne minęły błyskawicznie, studenckie jeszcze szybciej (choć nadal trochę udaję, że studiuję) i zaczęła się praca, praca, praca. I bardzo dobrze, że zaczęła się praca, bo dzięki temu znacznie unormował mi się grafik dnia codziennego. Fajnie jest mieć po co codziennie wstawać i fajnie jest wstawać dla  kogoś (w domyśle nie tylko kotów).

 11111111.png

Zdecydowaniem wrześniowym, długo oczekiwanym wydarzeniem było wesele Państwa M., u których to mój „osobisty” pełnił funkcję drużby. Działo się: była zabawa, było głośno i zgodnie z polską tradycją weselicho było suto zakrapiane. Moim osobistym osiągnięciem w ten wieczór było złapanie welonu Panny Młodej, co jednoznacznie potraktowałam jako pozytywny omen i wróżbę rychłego zamążpójścia. W bitwie o ten awans społeczny w rezultacie złapałam owy przymiot przyszłych zaślubin, jednakże nie obyło się bez małych dramatów w postaci zerwania mojego nowego żelowego paznokcia razem ze swieżutko zrobionym na tę okazję tipsem. Na samo wspomnienie o tym myślę auć! I tym sposobem przez cały miesiąc chodziłam z nieidealnym środkowym palcem, bo zawsze coś nie po drodze było mi do kosmetyczki.

444444444.png

Po weselu jak wiadomo było też trochę czasu wolnego, który spożytkowałam na książkę, bloga, domowe spa, oraz spacery z ukochanym.

mosaic4309a8eef5ebc8f6419fca56617ceab66b16cf66.jpg

Nowa praca okazała się dobrą okazją do zorganizowania babskiego wieczoru przy świeczkach, winie i muzyce. 22222222222.png

CN_BlueJasmine_0.jpgWychodzę z założenia, że każda okazja do ukulturalnienia się jest dobra, tym samym nigdy zbyt wiele książek (szczególnie dla kobiet, o kobietach, z kobietami). Muszę przyznać, że początek jesieni był tez bardzo smaczny i udany pod względem nowych doznań kulinarnych. W tym miejscu pragnę pochwalić się faktem, iż było mi dane zjeść domową pizzę przygotowaną od A do Z przez moją brzydszą polówkę. Nieobiektywnie stwierdzam, że była to najlepsza pizza jaką w życiu jadłam! Mniammmm… Wspomnę też o tonie ciasta, którym mnie raczona w pracy z najrozmaitszych okazji, pyszne ale niewskazane dla mojej „idealnej” figury w kształcie cegły.

mosaicfa3a09d20d9ead09f0f1a8703128c31af3b0e13e.jpg

Eksperymentując z kuchnią zaliczyłam również klasyczną budką z kebabem, pod która delikatnie rzec ujmując wyglądałam jak niepasujący element układanki. Tuż po pracy, wystrojona w szpilki, czarne rurki i czerwony płaszczyk „gryzłam się” bądź dodawałam egzotycznego uroku wśród ulicznego looku. Takie rzeczy tuż przy Dworcu Śródmieście w stolicy. Jest to nie tylko ciekawa i smaczna przygoda dla kubków smakowych, ale również ekstremalne przeżycie wizualne i słuchowe. Otóż pod taka budką można spotkać dosłownie każdego...

elvis-presley-thesuiteworld.jpg

7515772.3.jpgpop-art-poduszka-40x40-cm-b-iext22984464.jpg

Ktoś kto naprawdę wywarł na mnie wrażenie w tym miesiącu, okazał się najbardziej kulturalną i wrażliwą osobą jaką dotychczas poznałam. Któregoś dnia, odprowadzając Justynę po pracy na kolejkę, spotkałam bezdomnego, który „handlował” tym co ma, żeby zarobić na jedzenie. Pan był dość zniszczony życiem, dlatego szacuje iż miał 40-50 lat może więcej… Po pierwsze ten człowiek w sposób naturalny urzekł mnie swoją pogodnością i łatwością nawiązywania kontaktów. W pobliżu Pałacu Kultury i Nauki stał rozłożony ze swoimi reklamówkami. Podeszłam by pooglądać „łupy” i po atrakcyjnej cenie nabyłam jedną z płyt Presleya, oraz nowiutkie DVD z filmem „Nieulotni” (Przy okazji zakupów w tym miesiącu w Empiku na wyprzedaży dorwałam dwie poduchy z Pop Artowym nadrukiem – kocham). Pan okazał się wielce artystyczną duszą, z którą miło gawędziło się o muzyce, sztuce, kinematografii, a nawet teatrze i operze. Wszystkie jego łupy odzwierciedlały jego gust kulturalny. Ponownie zostałam bardzoooo pozytywnie zaskoczona. Mimo tego, że ten człowiek był biedny, schorowany i bezdomny ciągle się uśmiechał i swoją postawa coraz ściągał nowy tłum gapiów. 

3333333333.png

Jak widać na zdjęciach, szwendając się któregoś razu po Powiślu natknęłam się na zawody w jeździe wyczynowej na hulajnodze. Takie są plusy posiadania skateparku blisko domu. Plusy całego eventu: mega widowisko, dobra oprawa muzyczna, plus fajne darmowe gadżety (m. in. okularki, które dostałam za free). 

mosaicee6761295ffd0a722d56bc9c23574383436d4282.jpg

Ostatnią rzeczą, którą chcę się z wami podzielić, to moje wrażenie z pokazu mody, na który się wybrałam za namową Kamilli B. Pokaz był organizowany na Wydziale Architektury w Białymstoku. To, co mnie urzekło, to przede wszystkim piękne kobiety. Dziewczyny z wybiegu było śliczne. Powiem tak: Polki są piękne, a Podlasianki już szczególnie. Miesiąc wrzesień podsumowuję jako dobry miesiąc, dużo się działo i miałam wiele radosnych chwil. Zastanawia mnie jak wam minął pierwszy miesiąc po wakacjach? Czy tak jak ja wróciliście do starego-nowego rytmu? Piszcie w komentarzach co najfajniejszego przytrafiło się wam tym czasie.

*********

„Żad­na noc nie może być aż tak czar­na, żeby nig­dzie nie można było od­szu­kać choć jed­nej gwiaz­dy.

Pus­ty­nia też nie może być aż tak bez­nadziej­na, żeby nie można było od­kryć oazy.

Pogódź się z życiem, ta­kim ja­kie ono jest.
Zaw­sze gdzieś cze­ka ja­kaś mała ra­dość.

Is­tnieją kwiaty, które kwitną na­wet w zimie.”

Phil Bosmans

 

By | 2016-11-23T20:25:28+00:00 Październik 1st, 2013|Categories: LIFESTYLE|Tags: , , , , , , , , , , , , , , |0 Comments

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.