Turecki granat – dlaczego warto odwiedzić Side

Home/PODRÓŻE/Turecki granat – dlaczego warto odwiedzić Side

Follow my blog with Bloglovin

Zima zbliża się dużymi, coraz większymi krokami, a mi zamarzyło się słońce. Zanim zacznę was bombardować typowo świątecznymi postami zapraszam w małą podroż sentymentalna do Turcji… Nic co dobre, nie trwa wiecznie. Niestety. Dział podróże na blogu świeci pustkami, aż wstyd. Mimo, że trochę w swoim życiu się na zwiedzałam i dysponuję bogatym materiałem fotograficznym, to przybranie się do posta podróżniczego wymaga nie lada poświecenia.

Zamiast wstępu

Side można najkrócej opisać jako „kurort położony na ruinach antycznego miasta”. Jest to miasto położone w południowej części Turcji, a w językach anatolijskich nazwa miasta oznacza granat. Nie wiem dokładnie dlaczego tak jest, ale fani tego słodkiego owocu będą rozczarowani, gdyż nie natkną się w Side na granat na każdym miejscu (w alternatywie pozostają przecudne pomarańcze dostępne dosłownie na wyciągniecie ręki).

Mity i fakty o All inclusive

Każdy urlopowicz najczęściej marzy o „wakacjach życia”. Mnie i Ukochanemu zależało na połączeniu zwiedzania z aktywnym wypoczynkiem. Skorzystaliśmy z atrakcyjnej cenowo oferty (Turcja nadal najtańsza) biura podróży Wezyr z dosyć konkretną historią. Wiadomo, jak człowiek się na słucha i naczyta opowieści na temat „kryzysu i oszustów” to próbuje jakkolwiek się zabezpieczyć. Dementuję plotki o strasznych warunkach, rozcieńczonym alkoholu  i kiepskim jedzeniu. Co to, to nie. Jedzenia nie da się przejeść, tyle tam wszystkiego, smacznego, urozmaicone, kolorowe i aromatyczne. Kulinarny raj. Dostęp do drink baru moim zdaniem wystarczający: wino, piwo, wódka (czysta i lokalna rakjija), oraz drinki jednorodne wliczone  w cenę wycieczki. Tureckie trzygwiazdkowe hotele nie mają choćby naszego polskiego standardu, ale warunki były dobre. Schludnie, codziennie sprzątane, ręczniki wymieniane, WiFi, basen i sauna. Do tego codzienne animacje hotelowe, dostęp do Łaźni tureckiej i wiele, wiele innych udogodnień. Minusem może okazać się dostęp do plaży (ale tylko dla zwykłych narzekaczy). Busik hotelowy kursował co godzina, a sama podróż trwała około 7 minut. Uroki tureckiego życia plaż publicznych brak.

Poczuć się jak Indiana Jones

Łowcom wrażeń i miłośnikom zwiedzania na pewno do gustu przypadną antyczne ruiny Side. Bogactwo architektoniczne robi duże wrażenie. Ruiny świątyń Apollina i Ateny znajdują się nad samym morzem co daje wrażenie przeniesienia się w czasie… Pozostałości amfiteatru znajdują się za ogrodzeniem, wstęp jest płatny, jednak koszt biletu wynosi mniej niż w polskich muzeach. Uderzający jest krajobraz starożytnych zabytków usytuowanych we współczesnych realiach, w których pewne części miasta są zaniedbane daje efekt hiper realności. Do tego polecam Antyczne Muzeum Side, które dysponuje naprawdę ciekawymi eksponatami, co dziwne znajdują się tam ludzie szczątki wystawione na widok publiczny… kustosze tego miejsca są przesympatyczni i uratowali mi skórę. Pierwszego dnia naszego pobytu zwiedzając muzeum użądlił mnie bąk. Całą sytuacja była przezabawna ze względu na to, że w Turcji nazywają go „Bo-Bo”, co mimo bólu totalnie mnie rozbawiło. Ponadto szybka akcja ratunkowa polegała na wszczęciu alarmu, przyniesieniu mi cytryny (naturalny antybiotyk na użądlenia) oraz, bez zbędnego cackania „na żywca” bez pytania obcy mężczyzna sprawdzał czy nie zostało mi żądło… Turecka bezpośredniość i serdeczność urzekła mnie od samego początku naszego pobytu. A i jeszcze godne zaznaczenia jest to, ze w Side po Antycznym Muzeum chodzą sobie kurki i nikomu jakoś specjalnie to nie przeszkadza. Widok co najwyżej uroczy.

IMGP0934.JPGIMGP0895.JPGIMGP0945.JPGIMGP0994.JPG

Dla miłośników adrenaliny

Fanom sportów ekstremalnych warto polecić wycieczki fakultatywne. Nie ma co przepłacać u polskich rezydentów, który „straszą i ostrzegają” przed lokalnymi biurami… U Turków można się targować, ba nawet trzeba i jest równie fajnie jak u Polaków, bo rezydencji też organizują wycieczki w porozumieniu z lokalnymi biurami, tylko że dwa lub trzy razy drożej. Oferta naprawdę jest bogata. My zdecydowaliśmy się na dwa fakultety (przy tygodniowym pobycie jest rozwiązanie optymalne), wybraliśmy Jeep safari i rejs statkiem. Naprawdę organizacja fakultetów przerosła moje najśmielsze oczekiwania: pełen profesjonalizm. Zabierają cię z rana około 9 z pod samego hotelu, dowożą w miejsc zbiórki, a potem jeszcze podstawiają pod samą recepcję twojego miejsca noclegu. Czad. Żadnych opóźnień, niedomówień i rozczarowań. W fakultet wliczone są dojazdy, często jakieś główne atrakcje i posiłek. Naprawdę Turkowie są mistrzami „robienia interesów” i wykorzystują każdy moment by zarobić, a już szczególnie na turystach. Wielbłądy, papugi, węże – a wszystko uwiecznione na zdjęciu proszę bardzo. Słodycze, alkohol i przekąski na środku morza? Nie  ma sprawy. Piana party, tańce, pokazy akrobatyczne i wiele innych. Kicz, luz i wakacyjny klimat pełną gębą. Polecam „nasze” fakultety ze względu na masę atrakcji, pyszną kuchnię i piękne widoki. Raj na ziemi.

DSC00338.JPG20140513_155102.jpgIMGP1206.JPGIMGP1271.JPGIMGP1087.JPGIMGP1089.JPG20140512_100217.jpgIMGP1250.JPG

Plażing, smażing, drinking

Zwiedzanie, zwiedzaniem, ale całodniowe łażenie jest po prostu mega męczące. Dla fanów słonecznych kąpieli i drinków polecam hotelowy basen z open barem lub plażowanie leżakami i kąpiel w słonym morzu. Najlepiej tuż po śniadaniu wybrać się nad morze, a w porze obiadowej (lub po zjedzeniu lunchu na plaży) wrócić busem na hotelowy basen, by dalej raczyć się drinkami. Będąc w Turcji nawet w maju bezwzględnie należy stosować kremy z wysokim filtrem ochronnym, nosić okulary przeciwsłoneczne i mieć jakieś nakrycie głowy. Nie ma żartów o poparzenia łatwo. W ekstremalnych przypadkach, gdy jesteście cały dzień na powietrzu warto zasłonić ramiona i kark by ustrzec się udaru i poparzenia.

IMGP1492.JPGIMGP1561.JPG20140515_101959.jpgIMGP1035.JPG20140511_102505.jpg

Kuchnia

Tureckie jedzenie jest po prostu pyszne. Kaloryczne również, ale kto by się tym przejmował na wakacjach. Tradycyjny kebab i placki pita podawane na przeróżniejsze sposoby to „niebo w gębie”. Lokalny kefir „Ajran” skutecznie gasi pragnienie i jest doskonałym dodatkiem do tamtejszych przekąsek. Baranina jest aromatyczna i wyrazista, co a tym idzie bardzo sycąca. Dla mnie rajem okazała się bogata oferta warzyw i owoców. W Turcji naturalnym jest jedzenie: świeżo ciętych ziół, sałat i warzyw do każdego posiłku. Owoce również są szeroko dostępne, szczególnie wspomniane pomarańcze, które rosną dosłownie wszędzie. Będąc w Turcji warto uzupełnić zapasy witaminy C pijąc świeżo wyciskane soki z pomarańczy, które są dostępne na każdym kroku. No i oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o uczcie łakomczuchów. Tureckie desery i słodycze – ambrozja. Pięknie wyglądają, cudownie pachną, a jeszcze lepiej smakują. Niesamowicie słodkie i sycące. Nie wiadomo za co się brać.  Baklawa pod różną postacią, wypieki z mąki jaglanej, deserki jogurtowe i dużo owoców. Pychota po stokroć.20140511_122632.jpg20140509_190415.jpg20140512_144822.jpgIMGP1002.JPGIMGP1583.JPG

Lokalny klimat

Oczywistym jest, że wyżej opisane cuda Side są głównie wyreżyserowane i ubarwione na potrzeby turystów. Turecka serdeczność, „targowanie się i nagabywanie” mają swój urok i niewątpliwie nadal pozostają dla nas pewną egzotyką. Tureckie targi ciągle pełne są turystów, handel i życie towarzyskie kwitnie tam nieomal przez całą dobę. Jeśli naprawdę chcesz poczuć klimat Turcji znajdując się w pobliżu Side, koniecznie wybierz się do Manavgatu, malowniczego miasteczka słynącego z pięknych wodospadów. Oczywiście miasteczko, samo w sobie jest urokliwe i piękne, jednak prawdziwym „sercem” jest lokalny trag organizowany w poniedziałki i czwartki. Można powiedzieć, że mój krótki (ale intensywny) pobyt w Manavgacie skradł mi serce. To właśnie na tym targu zaopatruje się lokalna społeczność. Ceny są tu niższe, nikt cię nie nagabuje i rzadko widać osoby „targujące się”. Jest to niewątpliwie centrum życia towarzyskiego. Znajdziesz tu sprzedawców warzyw i owoców, regionalnych mięs i serów, a nawet pieczywa. Możesz tu zaopatrzyć się w odzież, biżuterię, a nawet kosmetyki. Wszelkie rękodzieło: rzemieślnicze, artystyczne i spożywcze masz tu na wyciągnięcie ręki. Co najważniejsze spotkasz tu proste kobiety z tradycyjnych domów tureckich, które „dorabiają” własnymi wyrobami spożywczymi. Przychodzą tu z własnymi garnkami i patelniami pełnymi jedzenia i sprzedają to, co wcześniej naszykowały w domu. Jest gwarnie, wesoło i bardzo tłocznie. Rozmowy, śpiewy, tańce. Spotkasz tu staruszka, który „puka” w fajkę o intensywnym aromacie wiśniowego tytoniu. Spotkasz również nowoczesne bizneswoman, które przyszły na „lunch” na wynos, zajadając się tradycyjną turecką zupą z mięsem. Turystów jest mało, ale są mile widziani. Miejsce urokliwe i warte uwagi. Mój numer jeden z całego wypadu do Turcji.

20140512_135418.jpgIMGP1237.JPG20140514_230622.jpg20140514_225959.jpg20140510_203704.jpg

Co warto wiedzieć?

Turkowie są przewrażliwienie na punkcie Kurdów, lepiej tematy polityczne i religijne zostawić za sobą w Polsce. Bycie życzliwym i uśmiechniętym jest tu mile widziane. Społeczność lokalna zawsze chętnie wskaże ci drogę, jeśli nie znają języka na pewno pomogą ci „na migi”. Najlepszą walutą jest jednak Euro – właściwie wszystkie ceny podawane są w ojro. Jednak dla Turów nie ma problemu jeśli masz dolary, czy też tureckie liry, pieniądz jest pieniądz. Targować się trzeba i leży w dobrym tonie, koniec kropka. Turcja jest bardzo otwarta na turystów i zaskoczyła mnie możliwością wejścia do meczetu z „odsłoniętymi” kolanami, jednak we wschodniej Turcji nie ma co szaleć i ryzykować… Minusem dla „czyścioszków” może okazać się kiepskie przestrzeganie standardów BHP. W restauracjach raczej nie ma z tym problemu, jednak kupując lody, sok i kebab w lokalnych budkach nie ma co spodziewać się „europejskich luksusów”. Tureckie targi kuszą bogactwem podróbek, im dalej w głąb rynku tym taniej! Warto uważać na „zwierzęce atrakcje” dotykanie papugi lub jazda na wielbłądzie wydaje się egzotycznym doznaniem, ale możesz słono zapłacić za taką usługę. Jeśli chodzi o dogadanie się angielski jak najbardziej, rosyjski również trochę niemiecki, a po polsku też coś rozumieją.

 IMGP1529.JPGIMGP1005.JPGIMGP1041.JPG20140513_100808.jpg

Nieidealna poleca Turcję w 100%

Reasumując polecam wszystkim wakacje w Turcji. Póki jeszcze nie jest w Unii naprawdę warto. Miejsce urokliwe, z ogromnym bogactwem kulturowym i niesamowitą tradycją. Side polecam tym, którzy chcą mieć morze i góry jednocześnie. Piękne góry Taurus, wodospady Manavgat, a do tego urokliwe ruiny antycznego miasta. Bajeczna przygoda. Minusy, są tam gdzie ktoś ma zły nastrój. Nasze warunki były bardzo dobre: pogoda, kuchnia, obsługa, towarzystwo
i atrakcje dopisały. Mogłabym jeszcze się rozpisywać, pewnie długo. Jeśli dotrwałeś, aż tutaj – Dziękuję i polecam Turcję raz jeszcze.

IMGP1533.JPG

***************

„Podróże mają magiczną moc uzdrawiania duszy i zdecydowanie pomagają zdystansować się do problemów dnia codziennego.

Nie rozwiązują ich bezpośrednio, jednak pomagają przewartościować

i spojrzeć na nie jakby z drugiego brzegu rzeki.” 

– Martyna Wojciechowska

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Zacytuję klasyka (klasyczkę?): „dobre, ale spodziewałem się dłuższej relacji” 😛
    Super, wiele osób polecało Turcję, świetne jedzenie, czyste morze, gościnni mieszkańcy, którzy mają świadomość, że żyją z turystyki 🙂 Świetne zdjęcia zrobiłaś – zgłodniałem 😀

    • Jedzenie w Turcji jest warte grzechu, a czuję że tobie to i krajobraz na bieganko przypadł by do gustu 🙂

  • Nie byłam nigdy w Turcji, ale jeśli już miałabym się wybrać, to ciągnie mnie bardzo do Stambułu.

    • Myślę, że Stambuł i my kiedyś odwiedzimy. Mój mąż był 2 razy w Turcji, planując majowy urlop znów chciał jechać w te rejony, ale tym razem atakujemy Kretę 🙂

  • O ja… wakacje, słońce, wycieczki. Ja chcę lata!

  • Byłam w Turcji, a nawet w Side kilka lat temu w zaawansowanej ciąży, więc nastawiona byłam raczej na wypoczynek niż na zwiedzanie. To były takie moje ostatnie wolne i beztroskie chwile przed narodzinami pierwszego dziecka. Pamiętam, że smakowała mi kuchnia, temperatura wody w morzu i podobały mi się miejsca, które udało mi się zwiedzić, choć nie było ich wiele. Miło wspominam ten pobyt, dużo pływałam.

    • Też mam podobne odczucia… odpoczynek, luz i smaczna kuchnia 🙂

  • Aż mi się cieplej zrobiło i na chwilę zapomniałam o aurze za oknem 😉

  • Świetna relacja, stanowczo żądam więcej wpisów „turystycznych” 🙂 Rozumiem, że to dla Ciebie mnóstwo pracy, ale naprawdę świetnie się czyta. Twoje obserwacje są ciekawsze i „bardziej żywe”, niż na wielu typowo podróżniczych blogach!

    • Za taki komplement pięknie dziękuję i niebawem kolejna turystyczna notka w takim razie 🙂

  • Maja Jusiak

    Turcja ma swój urok 🙂

  • Nie byłam w Turcji, ale słyszałam o niej wiele dobrego:) Jedzenie też w moim guście:D
    Zabrałam się akurat teraz za książki Orphana Pamuka i czytam o Turcji, taki zbieg okoliczności, i bardzo ciekawa lektura:)

    • Ale fajny zbieg okoliczności – wpiszę sobie tytuł na listę książek w 2016 🙂

      • No, powiem Ci że lektura dość mocno jedzie po tureckim społeczeństwie, ale na pewno warto przeczytać, tym bardziej że dobrze wchodzi 🙂

        • Ola

          A co czytasz? :)) Przepraszam, że tak się wtrącam, ale uwielbiam Pamuka 🙂

          • Czytałam 8 miesięcy temu, jak pisałam ten komentarz;) A co to było… Dom ciszy, jeśli dobrze pamiętam.

          • Ola

            Nie zauważyłam, ze to było tak dawno temu 😀 Patrz, akurat tego nie czytałam – muszę nadrobić! 😉

          • Czasem warto „odgrzać KOTLETA” :d

  • Wiele razy słyszałam o Side, ale jeszcze tam nie byłam Szkoda, że teraz nie mogę się przetransportować 🙂

  • No i komu teraz ufać, kiedy z jednej strony nadają, że to all inclusive w Turcji to zło najgorsze, a z drugiej zaprzeczają. 😉 Wydaje mi się, że wszystko zależy od osoby – jak pojedzie taki Janusz, który chciałby, żeby mu piękne panie w negliżu usługiwały, to nawet drinki z palemką i basen nie pomogą. A jak się pojedzie z normalnym nastawieniem, to można się dobrze bawić, zupełnie jak Wy – czego mocno zazdroszczę! 😉

    • A wiesz Janusze zawsze będą niezadowolone – taka ich natura. My dzieliliśmy hotel z „ruskami”, których jak okazało niesłusznie się obawialiśmy Było bombowo 🙂

  • Oj dziękuję Ci za to słońce 🙂 Pięknie wyglądacie 🙂

  • Byłam w Side na przełomie kwietnia i maja w tym roku. Strasznie mi tęskno do tego słoneczka, uśmiechów, pozytywnie nastawionych ludzi. Wrócę tam na pewno. Dziękuję za trochę słońca 🙂

    • Ale fajowsko!!! Masz jakąś relację na blogu ?:)

      • Bloga prowadzę od października, więc nie było okazji 🙂 W tym roku też planuję wyjazd, wiec coś się na pewno pojawi.

  • Dziękuję za wspaniałą relację z podróży, czułam jakbym tam była. Uwielbiam takie zwiedzanie z kubkiem kawy w ręce. 🙂

    • Cieszę się, że się podobało 🙂 W maju wybieram się na Kretę 🙂

  • Piekne widoki! Widac, ze to byly udane wakacje 🙂

    • Zdecydowanie tak, miłość, piękne widoki, smaczne jedzenie 🙂

  • Ola

    Super relacja 😀 Mój blog jest w tureckim klimacie, więc z całego serca popieram wszelkie wyjazdy w te rejony ;)) Zawsze jak czytam o all-inclusive, to marzy mi się taki wyjazd, bo nigdy czegoś takiego jeszcze nie zaznałam, zawsze tylko wyjazdy do wynajętych domków lub znajomych. W tureckich miejscowościach turystycznych naprawdę można się dogadać w niezliczonych językach, zawsze mnie to szokuje. Natomiast, kiedy pojedziemy do wioski obok już nikt nawet się nie przywita w obcym języku 😉

    A tak a propos ayran to zwykły posolony jogurt zmieszany z wodą. Uwielbiam go 😉

    • W końcu się odkopuję z zaległości i zaraz pobuszuję u ciebie. To prawda, ze Turcja jest taka właśnie różnorodna. A bardzo polecam wakacje zorganizowane, szczególnie kiedy naprawdę chce się odpocząć 🙂

      Mimo wszystko taki smaczny ayran to tylko w Turcji piłam, u nas to już nie to samo 🙂

      • Ola

        Prawda! Ja wczoraj pierwszy raz próbowałam domowego ayranu (teść dla mnie zrobił, hehe ;)) i to było niebo w ustach! To, co podają w restauracjach to nędzny syf w porównaniu do tego cudu, który dla mnie zrobił 😛 A w Polsce to już w ogóle inna rzecz, choć te ayrany z kebabowni nie są najgorsze 🙂

  • Kocham Turcję i to jej kolorowe zróżnicowanie! Kocham przyprawy, jedzonko, serdecznych ludzi <3 Miałam przyjemność odwiedzić Princess Islands i Stambuł – cudnie <3 ŚCISKAM, Daria xxx

    • Super że masz takie pozytywne wspomnienia. Turcja to strzał w 10 nie sadziłam, że aż tak smacznie i fajnie może tam być 🙂