Trudna sztuka rezygnowania z siebie

Home/LIFESTYLE/Trudna sztuka rezygnowania z siebie

Od kiedy pamiętam wbijano mi konsekwentnie do głowy, że powinnam ustąpić. Ustępować za każdym razem, gdy ktoś czegoś ode mnie oczekuje. Zaczęło się niewinnie jeszcze w przedszkolu, kiedy koleżanka wymusiła na mnie oddanie balonika i cukierka, które rano mama starannie zapakowała mi do kieszonki dżinsowej spódniczki.

 

szczesliwarodzinka

Pamiętam jakby to było dziś

 

To uczucie wymuszenia poznałam bardzo wcześnie. Miałam 6 lat i nie wyróżniałam się niczym specjalnym: ani to ładne, ani zgrabne, ani specjalnie mądre czy też zdolne. Nie wyróżniałam się ubiorem (szału nie było, choć mama i taka starała się, bym nie odbiegała od reszty). Wróćmy do tego balonika i cukierka. Balon był zwykłym najtańszym balonem, który można nadmuchać. Cukierek, to taki jakiś nadziewany sugus z marmoladą w środku, co kiedyś „ruscy” na rynku sprzedawali na pęczki. Dzisiaj w życiu bym tego tu ust nie wzięła. Ale wtedy, wtedy ten jeden balonik i cukierek od mamy to było wszystko co miałam. Te dwa amulety skrzętnie ukryte przed światem dodawały mi wiary wśród rówieśników w przedszkolu. Przypominały, że mama jest myślami ze mną i mnie mocno kocha. Że mamy wspólne sekrety, że mimo biedy ona ma zawsze coś dla mnie. Tylko mamy potrafią dać dziecku „to nic”, które znaczy „aż tyle”.

 

niegrzeczna

Mój pierwszy raz…

 

Właśnie wtedy, mając te sześć lat, po raz pierwszy stałam się ofiarą nadużycia. Zgwałconą moją indywidualność, moje święte prawo do intymności i sekretów. Koleżanka chciała zobaczyć co mam w kieszonce dżinsowej, nieco już zmechaconej spódniczki. Nie, kurwa z całego przedszkolnego serduszka nie miałam ochoty ujawniać jej moich i maminych sekretów. Ale ona, ona posunęła się za daleko. Podejrzała mnie w tym małym, śmiesznym przedszkolnym kibelku jak robiłam kupę. Zrobiłam kupę w przedszkolu (normalna sprawa), ale wtedy to był koniec świata. Ona powiedziała, że jeśli nie oddam jej cukierka i balonika to ona rozmowie wszystkim w przedszkolu o tej nieszczęsnej kupie. Po raz pierwszy w życiu przestraszyłam się i oddałam jej mamine skarby. Wieczorem, gdy mama rozbierała mnie do kąpieli zapytała czy smakował mi cukierek i gdzie podział się balonik? Rozpłakałam się tak mocno i autentycznie jak może rozpłakać się tylko dziecko, które okradnie się z poczucia bezpieczeństwa i godności.

 

clayton-the-one

Jesteś od ustępowania

 

Z upływem czasu było coraz gorzej. W szkole ustąp innym, którzy cię zaczepiają – bądź mądrzejsza. Przed nauczycielami ukrywaj swoje poglądy, bo nie wypada mieć wiedzę większą od nich i to jeszcze tak jawnie manifestować. Podstarzałym playboyom, kolegom ojca ustępuj i nie zwracaj uwagi na szowinistyczne żarciki na temat „świeżo wyrośniętych cycków” i klapsów po jędrnym tyłeczku. Przymykaj oko na rubaszne dowcipy psora z matematyki i starego huja od angielskiego, który za każdym razem beszczelnie filuje ci w dekolt. Bo przecież nie wypada, powiedzieć wprost, że to ci nie pasuje, że to cię boli, tłamsi, obraża.

 

1

Wyższy level poniżania

 

Na studiach zaliczyłam szybki kurs dorastania. Tym razem „kolażaneczki”, które zazdroszczą ci ocen, wyników w sporcie, czy najzwyczajniej w świecie zainteresowania facetów. Od swoich kumpli słyszysz: „Aneczka, olej je przecież masz nas”. No to starałam się tego nie słyszeć i nie widzieć, gdy plotkowano że oceny kupuje, z wykładowcami sypiam, a wyniki w sporcie to pewnie fartem miałam. Czy to mnie dotykało? Dotykało, po prostu jak skurwysyn, bolało przeokropnie. Rodzice studiów mi nie kupili, za pierwsze studia płaciłam sama, potem za dobre wyniki dostałam się na dzienne. Pracując, trenując judo i studiując jednocześnie nigdy nie poskarżyłam się, że mi ciężko. Zresztą kto miałby ochotę mnie słuchać? Nauczono mnie po raz kolejny, że powinnam „ustąpić” tym razem z okazywania własnych emocji i nazywania rzeczy po imieniu. Wypowiedzenie wprost, że bywa ciężko lub jestem zmęczona – jednoznacznie było oceniane jako narzekanie i w mig najlepsi znajomi znikali z prędkością światła.

 

podzial-obowiazkow

Jesteś matką – to nią bądź

Czuje, że w pewnym sensie moja historia zatoczyła koło. Zostałam mamą, jestem żoną powinnam rzygać tęczą ze szczęścia. A co jeśli moja obecna rola, najzwyczajniej w świecie mnie nie satysfakcjonuje? A gdybym przyznała się, że siedzenie rok po roku z dziećmi mimo, że je kocham daje po prostu maksymalnie w kość i mam czasami ochotę wystrzelić się na inną galaktykę? Kurwa, czasami mam dosyć ustępowania wszystkim dookoła w każdym temacie i dostosować się do tego czego oczekują ode mnie inni. Wiem co powiedzie: masz dzieci, jesteś matką to o nie dbaj. Zgadza się, tylko co jeśli czuję, że przestałam dbać o siebie? Kto ustąpi mi miejsca w wyścigu z czasem, który przemija bezpowrotnie? Kiedy w końcu będę mogła obudzić się z myślą, że nadal jestem młoda, zwariowana i spragniona życia? Czy kiedyś w końcu będę mogła zacząć być sobą? Nie chcę odgrywania roli. Nie podoba mi się maska żony, matki, córki, przyjaciółki, pracownika roku. Swoje jestestwo definiuje, poprzez poczucie bycia częścią świata, który mnie otacza. Nie mam ochoty ustępować, rezygnować z własnych marzeń bo: „dzieci są małe”, „masz trudny okres”, „kryzys”, „to przejściowe”. Nie, po prostu nie i już! Mam dosyć nacisków, sztywnej formy, konwenansów i wmawiania mi, że złota klatka jest dla mnie wygodna. A ty znów zastygniesz bez ruchu, udasz że mnie nie słyszałeś lub pójdziesz do kuchni zaparzyć herbatę. Albo powiesz mi, że przesadzam, że się żalę, to hormony lub coś innego. Odwrócisz wzrok, zgrabnie zmienisz temat, żeby tylko nie dopuścić do siebie myśli, że jestem słaba. Krucha, delikatna, zmęczona i zbyt spragniona życia, by znów zrezygnować z siebie. Grafiki po raz kolejny pożyczone od Meryl Clayton.

 

mariel_clayton_-_spring

******

Aby istnieć, człowiek musi się buntować!

  •  Albert Camus, Człowiek zbuntowany

 

By | 2016-12-05T21:56:02+00:00 Grudzień 5th, 2016|Categories: LIFESTYLE|Tags: , , , , |35 komentarzy

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Anka, kurwa, po trzecie jesteś matką, po 2 jesteś żoną i po 1 jesteś kobietą. Zrób coś dla siebie. I pochwal się, co to byłó. To rozkaz!

    • Oczywiście Aniu, dokładnie w tej kolejności. Dziś była kawa i książka, jutro robię manicure, może być ?:P

  • Aby istnieć, człowiek musi się buntować!- moja dewiza życiowa! 😀

  • Najgorsze, co można usłyszeć podczas napływu szczerości to „nie przesadzaj”, mam na to uczulenie!
    Utarło się w społeczeństwie, że przede wszystkim matka powinna rezygnować na rzecz dzieci, nie kupi nic sobie, bo one mają tyle potrzeb przecież. Nie zadba o siebie, bo trzeba dom wysprzątać, zrobić zakupy i ugotować obiad. Nie spotka się ze znajomymi, bo kiedy?
    I znam sporo takich kobiet…
    Ania. Trzymaj się i walcz o siebie 🙂

    • Dziękuję Dorotko za ten budujący komentarz. Ulżyło mi, że nie ja jedna tak myślę <3 Kryzys zażegnany :*

  • Role, role, role…. ale z drugiej strony czym bez tych ról byłby świat.
    Pomyśl Ania – jakby każdy chciał tu i teraz być sobą? Podejrzewam, że niewielu ludzi by to przeżyło.
    Jak to było: „jeszcze tylko trochę, przedszkole, żłobek i będziesz sobą” 🙂 Buziaki ps. czasami sama sobie pozwól na to by, być kruchą.

    • Jestem już tak krucha, że aż porcelanowa 😀 No cóż zawsze brakuje nam tego czego akurat nie możemy mieć, czyż nie Rene?:)

  • Och jakie to prawdziwe. Nauczono nas ustępować by na tym korzystać. Liczy się ten kto ma większą siłę przekonywania i nie ma skrupułów. Teraz jesteś idważniejsza i silniejsza więc nie daj sobie eejść na głowę!

  • <3 !

  • Wow, jaki mocny tekst. Daje wiele przemyśleń. To pierwszy tekst od długiego czasu, który mnie naprawdę poruszył. Ostatnio wszyscy piszą o samych pierdołach. Dzięki za to 🙂

    • Dziękuję za uznanie 🙂 Ciesze się, że jeszcze kogoś to rusza 😛 Teraz świąteczna sraczka, znaczy gorączka jest?

  • Każdego dnia przywdziewamy maski czasem jednak wszyscy mamy ochotę je zrzucić i poczuć wolność. I od czasu do czasu każdemu sie ona należy tobie, mnie czy jemu…

  • Mnie wychowywano na grzecznego chłopca i nie wiem po jaką cholerę, ale tym grzecznym chłopcem byłem. Chociaż nauczyłem się zarządzać swoim życiem, to ten grzeczny chłopiec pojawia się znikąd i potrafio wiele spieprzyć….

    • Bo ta „grzeczność” jest wygodna dla dorosłych, dla rodziców w sensie. Wiesz teraz jako mama prawie dwulatki czasem mam serdecznie dość temperamentu córy – ale pozwalam jej odkrywać świat, zrobić coś po swojemu, po to aby wiedziała, że ma prawo do własnych wyborów (w granicach bezpieczeństwa oczywiście).

  • Zbyt często jesteśmy „podstawieni pod murem” albo po po prostu tak nam się wydaje i ulegamy. Jako matki musimy dbać o siebie nie tylko fizycznie. Przecież dajemy przykład dzieciom, a nie chcemy, żeby i one były takie. Każdy ma prawo żyć jak chce.

    • Zgadzam się, mamy to naprawdę mają twardy orzech do zgryzienia, bo muszą być i przy sobą i pamiętać, że ten obraz bezpośrednio wpływa na zachowanie dziecka. Trudna to sztuka cholernie 🙂

  • Grafiki…straszne, niepokoją na takim dziwnym poziomie…Co do ustępowania, może to nie wychowawcze, ale uczę dziewuchy (5 i 3 lata), że czasami trzeba walczyć o swoje…ustępowanie na każdym kroku dla świętego spokoju co najwyżej prowadzi do tego, że nikt nas nie szanuje…bardzo dobry post

    • Grafiki są takie brutalne, lubię to połączenie słodkiej barbie z makabrycznym zachowaniem 😉 Ale wiesz bardzo dobrze, że córki na silne, samodzielne i niezależne kobiety wychowujesz jestem za. Nie uważa,że trzeba robić wszystko konwencjonalnie, sama idę pod prąd i dobrze mi z tym 🙂

  • Grafiki są genialne. A teraz wracając do głównego tematu. Nie pozostaje mi nic, tylko przybić piątkę. Nienawidzę ludzi, którzy tłamszą moje marzenia, wmawiają mi, że powinnam żyć inaczej, że najważniejsza powinna być rodzina, a ja muszę zostać matką polką roku. Wiesz, jakie to okropne, kiedy masz prawie 10 letnie dziecko i każdy wmawia ci, że MUSISZ zrobić drugie, bo tak nakazuje zdrowy rozsądek. No.. chyba nie mój. Takim osobom grzecznie mówię, że ja po prostu nie chcę być drugi raz matką, ale czuję te krytyczne spojrzenia i ocenianie za plecami. Ehh… na niektóre rzeczy trzeba się znieczulić i robić dalej swoje.

    • Presja, która spoczywa na matkach rozwala mnie na łopatki. Najgorzej czuje się z tym, że głównie odpowiedzialne są za to inne mamy. No kurdę! Dlaczego kobiety tak sobie ciągle podstawiają nogę? nie wiem, ale już mam dość. Wtykanie nosa w nie swoje sprawy – to jest duże nadużycie. Grafiki – ciesze się, że „rozumiesz” ich przekaz – przekonałam się na Blogowigilii, że wiele nas łaczy w postrzeganiu świata 🙂

  • Od dłuższego czasu zauważam, że z wielu miejsc dochodzą do dziewczynek, kobie sygnały, że właśnie mają ustępować. Wpaja się nam, że mamy się bardziej skupić na rodzinie, nie na sobie i karierze. Ostatnio słyszałam, jak się wpaja pewne rzeczy. Chodziło o popularne wydawnictwo, ale już nie pamiętam które. Obrazek przedstawiał wózek i schylającego się nad nim mężczyznę, prawdopodobnie był to ojciec dziecka. Do tego było pytanie, czy jest to poprawny model rodziny. Oczywiście w odpowiedzi było nie.

    • Obrazek z życia wzięty. Jedziemy kolejką miejską do domu. Nasz wózek jest 2 piętrowy: na dole mała Mańka, na górze prawie 2 letnia Zuza. Mąż schylony do Mani, bo smoczek wypada. 5 minut do wyjścia, z Zuza marudzi bo już zmęczona intensywnym dniem. Podchodzi stara baba (wybacz dosłowność) i zaczyna moją córkę po ręce dotykać i uspokajać… Tak na nią naskoczyłam, że miałam ochotę użyć innych argumentów niż werbalne. Kobiecą autonomię, wybory i styl życia się brutalnie gwałci – bardzo często robią to niestety inny kobiety.

  • Ustępowanie jest sztuką,często potrzebną w życiu,bo nie wszystko jest warte sprzeciwiania się. Po prostu w niektórych sprawach można zastosować zasadę – Ty masz rację,ja mam spokój” i rzeczywiście cieszyć się tym spokojem zamiast walczyć o sprawę błahą. Ale wszystko ma swoje granice i nie można popadać w skrajność. Jeśli sprawa jest ważna,jeśli nawet w drobnych sprawach ciągle ustępuję to to jest ta granica. Poważnym błędem jest uczenie dziecka,że powinno ustąpić. To jest nauka tracenia pewności siebie,bo duża szansa,że taki będzie efekt. I jeszcze kilka nieszczęść dojdzie do efektów. Masz prawo się sprzeciwiać,masz prawo rezygnować,masz prawo robić po swojemu i o siebie dbać. Pierwsze kroki najtrudniejsze,bo łatwo się przyzwyczaić do schematów. Ale im większa potrzeba zmiany tym większa motywacja i siła do tego. Powodzenia i pozdrawiam! 😉

    • Dziękuję za głos w sprawie. Na pewno masz rację z tym świętym spokojem. Tak naprawdę jedynie w przypadku męża ta zasada ma sens. Na własnym tyłku poczułam co się dzieje, gdy odpuszczam i ustępuję u innych – ludzie tego nie szanują, a ja czuje się wykorzystana, oszukanana itp.

  • Żyjemy w kraju, który myśli i postępuje stereotypowo. Takie wychowanie jest krzywdzące, ale kiedyś tak to wyglądało. Jeśli rodzic albo dziecko było na tyle silne, by się temu przeciwstawić, omijało większość tego, co Ty przeżyłaś. Dziś wygląda to inaczej. Więcej się rozmawia, a role są bardziej wyrównane. W innych tematach stereotypy i stare wychowanie dalej funkcjonuje. Pojawiają się też inne, „nowoczesne” zagrożenia. Ważne jest, aby przed zrobieniem czegokolwiek chwilę się nad tym zastanowić. Obecnie wiele matek mówi głośno, że są zmęczone byciem matką – nie na pełny etat – ale przez 24h/7d. Nie widzę w tym nic gorszącego. Bycie matką nie dyskwalifikuje bycia kobietą i po prostu człowiekiem. Nieszczęśliwa matka i nieszczęśliwa żona nigdy nie przekaże tyle szczęścia i miłości, co szczęśliwa kobieta. Można w tym wszystkim znaleźć swego rodzaju balans. Często jednak wymaga on dużo pracy, zwłaszcza jeśli do tej pory wpajano takie myślenie.

    P.S. Przyznam, że trochę (może to złe słowo, ale innego obecnie nie znalazłam) przerażające te zdjecia.

    • Rozumiem,że grafiki mogą przerażać – miały wzbudzać emocje, tak autorka to sobie wymyśliła. Jest to świetne dopełnienie tekstu:) Wbrew pozorom wyrosłam na silną i asertywną kobietę, ale to wszystko rodziło się w bólach. W przypadku zmęczenia rolą matki – tutaj ciężko jest znaleźć równowagę. Dlaczego? Dlatego, że masz te małe dzieci i z dnia an dzień nie możesz wypisać się z roli mamy. To nierealne. A ja po prostu mimo wspaniałego wsparcia męża czasami czuje się uwięziona. Tak zwyczajnie, po ludzku. Media kreują wizerunek matek wariatek, które w macierzyństwie odnajdują sens istnienia. Nie należę do grona osób, które w ogóle zatracają się bez pamięci w czymkolwiek. Odetchnęłam, gdy wyrzuciłam z siebie buzujące emocje.

      • Tak jak piszesz, też uważam, że grafiki to dobre uzupełnienie tekstu. Gratuluję zatem podejścia. Czasem trzeba powiedzieć głośno, co leży na sercu, aby sobie ulżyć. Dzięki temu też inaczej można spojrzeć na temat.

  • Zobacz jak to jest. W życiu bym nie powiedziała, że masz takie doświadczenia czytając twojego bloga. Dlaczego? Bo ludziom wydaje się, że jak ktoś ogarnia, wyszedł an ludzi to zawsze miał wszystko za darmo, na tacy lub usłane różami. Nie chcę szufladkować, ale zauważyłam coś totalnie odmiennego. Osoby, które w życiu musiały od małego milczeć, są częściej pogodne, poukładane i otwarte. Paradoks ?:)

  • Pingback: Matko, najpierw Ty! ~ NieidealnaAnna()