Ty też jesteś dziwką, czyli krótki poradnik o tym skąd brać pieniądze

//Ty też jesteś dziwką, czyli krótki poradnik o tym skąd brać pieniądze

Skąd brać pieniądze? No i jak? Przyznaj się, że tytuł cię zainteresował? Kliknąłeś i oczekujesz gotowej recepty na sukces. Rozumiem, najlepiej, żeby było wypunktowane, konkretnie, krok po kroku i nie za długo, bo kto w dzisiejszych czasach lubi czytać? Skoro siedzę już trochę w „Internetach”, to na pewno mam dla ciebie magiczną, uniwersalną receptę na robienie grubych hajsów. A ty jesteś przekonany, że podzielę się nią z tobą za darmo. Na pewno? Przecież wiesz, że  w życiu nic nie ma za darmochę, nawet żeby dostać w pysk trzeba choć trochę się postarać i sobie czymś zasłużyć. Przynajmniej kilka razy dziennie czuję się jak dziwka, nawet nie jak ekskluzywna prostytutka, tylko ściera, która sprzedaje się w każdą niepogodę za najniższe stawki.

 

dosclatwa

Praca zdalna, czyli marzenie ściętej głowy

O tym by pracować w domu marzy większość z nas. Wiadomo, perspektywa dłuższego spania i wylęgiwania się w łóżku bez porannego pośpiechu i walki z czasem (mit numer jeden). Wygoda, komfort, możliwość bycia z dziećmi (które skutecznie uniemożliwiają ci pracę, dezorganizują plan dnia). Do tego kawka z własnego ekspresu (o ile takowy posiadasz, my na przykład nadal się nie dorobiliśmy). I ogólnie, że jest tak super, bajka, złoty pyłek i fanfary. A jak przychodzi co do czego okazuje się, że pracujesz 7 dni w tygodniu, również w nocy, w nienormowanych godzinach czytaj przez całą dobę. Od sprawdzania maila dorobiłeś się choroby zawodowej, to już nawet nie jest kontuzja typu „łokieć tenisisty”, czy zespół cieśni nadgarstka, po prostu od „klikania” i siedzenia w socialu jesteś cały powykręcany gorzej niż Parkinson.

 

martafrejmarzenia

Sweet dream historia mojej prostytucji

Pracując jako freelancer zajmujący się trochę copywriterką, trochę social media i e-marketingiem, a do tego wszystkiego będąc blogerką, każdego dnia czuję się jak tania dziwka. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że bardzo często moim współpracownicy chcą mnie wydymać, an sucho, bez poślizgu i zbędnych wstępów.

Najczęstsze formy wykorzystania mojej osoby:

  • propozycja darmowej współpracy,
  • barter z kiepskim produktem lub tragiczną „usługą”, przy której warunkach nie wiadomo czy śmiać się czy płakać,
  • „obcinanie” ustalonej stawki,
  • niewypłacalność lub zwlekanie z wypłatą za zlecenie,
  • niedotrzymywanie warunków umowy,
  • kradzież własności intelektualnej i wizerunku,
  • brak wzajemności w projektach typu „wzajemne korzyści”,
  • rozmyślanie się w ostatniej chwili, bo pewnie znaleźli kogoś „tańszego”.

 

wlasnoscprywatna

To tylko kilka przykładów „uroku” życia w branży „pisarskiej”, gdzie twoja kreatywność przestaje się liczyć w momencie pierwszych ustaleń wyceny. W przypadku umiejętności, często przeważa szybkość realizacji „projektu”, co mówiąc wprost oznacza: może być chała, ale oby deadline się zgadzał. To, że robisz kopiuj-wklej i kradniesz dzieło innych , określane jest mianem „inspiracji” i to tylko niektóre smaczki życia z pisania.

Blogowanie jako choroba przenoszona drogą płciową

To, że blogerzy są tanimi dziwkami staje się dla mnie ostatnio tak oczywiste jak fakt, że podczas seksu robi się dzieci. Nie dbam o to czy ktoś się obrazi i mnie znów odlajkuje (taka cena własnego zdania), czy też po prostu zrozumie ten tekst i przybije mi mentalną pionę, bo miewa podobne rozterki jak ja. Nigdy nie sądziłam, że moje blogowanie będzie kojarzyło mi się z prostytucją, ale tak właśnie się czuję od kiedy zaczęłam dokształcać się w owym temacie.

 

 

ksiezniczka

Lista blogerskich usług:

  • bywanie na wydarzeniach blogowych nie rożni się niczym od promocji wśród celebrytów, też mamy sponsorów, dostajemy prezenty, jest nawet „ścianka” do robienia zdjęć,
  • konferencje, szkolenia i webinaria – czyli inwestowanie w siebie, to podobnie jak dziwki, które dbają o opalenie z solarium, kosmetyczkę i brazylijską depilację (wszystko w ramach oferowanej usługi),
  • reklamy sponsorowane, czyli kiedy bloger inwestuje we własny biznes, kojarzy mi się to z ulotkami wtykaniami za wycieraczki aut z numerami dziewczyn z agencji,
  • żebrolajki, czyli kiedy prosi się znajomych, rodzinę i każdego napotkanego „klienta” o polubienie Fejsa, lub innego profilu w social media -tutaj analoga do tirówek na drodze, które nie przepuszczą żadnej okazji,
  • udział w grupach promocji – to uczucie kiedy stosujesz się do regulaminu, dajesz siebie wszystko, a inni cię olewają – klasyczne dymanie od tyłu za darmo,
  • „elastyczność współpracy„, czyli kiedy klient tak bardzo obniża stawkę za twoją robotę, że czujesz się jakbyś został zbiorowo zgwałcony, a umawiałeś się tylko na seks oralny,
  • sponsoring, czyli nic innego jak barter, masz ochotę płakać kiedy otwierasz szafkę w kuchni i widzisz zapas przeterminowanej vegety na cały rok.

Life is brutal

Strasznie mnie to boli, to moje mentalne ego jest gwałcone, do tego analnie i bez wazeliny bardzo często. Bloger to tania dziwka, ja też jestem „dziwką” bo powyższe sytuacje są moim luźnym opisem doświadczeń lub obserwacji środowiska, w którym przebywam. W sumie jeśli pod tym wpisem odbędzie się jakaś gównoburza to też podbije mi to staty, tak to działa. Ale nie pisałam tego dla fejmu, pod publiczkę czy też dla większej ilości wejść, po prostu czułam, że muszę to z siebie wydusić. Na razie sama jestem trybikiem w blogowej agencji towarzyskiej. Możliwe, że moi alfonsi, czyli „admini grup” dotkliwie mnie ukrają i zawieszą w działaniach grup, jednak prędzej czy później pozwolą mi „pracować”, bo dokładnie wiedzą, że każda dodatkowa dziwka w haremie to dodatkowy hajs.

Zgodnie z umową miało być krótko, wpis należy potraktować z dystansem, po czytaniu wypuścić nagromadzone powietrze z płuc, strzelić kawkę lub lampkę wina i się odstresować. W przypadku pojawienia się bólu dupy lub niestrawności skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą. Autorka bloga nie ponosi konsekwencji za zepsucie ci humoru, w razie utrzymującej się chandry zjedz tabliczkę czekolady, wypij 3 lampki wina, pogłaszcz kota lub zostaw obraźliwy komentarz, który przyniesie ci ulgę na moment. Wykorzystane grafiki to twórczość mojej ulubionej artystki Marty Frej, która zawsze trafnie komentuje współczesne wydarzenia.

 

cycki

*****

„A przecież pieniądze są niewinne.

To my obarczamy je własnymi grzechami, demonizujemy i fetyszyzujemy.”

  • Manana Chyb

 

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Żeby wystarczyło po prostu pisać…a niestety rzeczywistość jest taka, że trzeba wchodzić w d**pę…wróć, nie trzeba, ale daleko bez ciągłego „Halo, jestem!” raczej się nie zajedzie. Wszystko oczywiście kwestia priorytetów, ja się od razu przyznaję, że do szuflady nie piszę, ale staram się działać zgodnie ze swoim sumieniem 😉

    • Oczywiście Estero – etyka obowiązuje w każdym zawodzie, nawet w blogersko-pisarskiem, ze tak to ujmę 🙂 Bardzo nie lubię kiczu, który podaje się przykrytym pozłacanym papierkiem i wciska, że to złoto. Wracasz na etat?

      • W zasadzie plan był taki, że siedzę z małym (umowa mi się skończyła w trakcie ciąży), ale nadarzyła się sposobność, żeby podjąć współpracę zgodną z moim wykształceniem i zainteresowaniami…na razie na próbę, więc jestem trochę tajemnicza, jeśli chodzi o szczegóły 😉

        • brzmi bardzo tajemniczo, ale rozumiem nie chcesz zapeszać, trzymam kciuki 🙂 Kiedy będzie wiadomo coś więcej ?:)

          • Myślę, że pod koniec roku będę wiedziała na szym stoję i czy cała ta współpraca ma przyszłość 😉

          • Ok to będę wypatrywała newsów 🙂

  • Lubię Cię bardziej, niż wcześniej 🙂

    • Za tą prostytucje, cycki czy jak ?:P

      • Spróbowałbym napisać, że za cycki 😀

        • Hahaha skoro o dziwkach mowa. Mam taką anegdotkę ze 100dniówki. Moja „przyjaciółka” powiedziała do kamery takie coś: Anka ma taki dekolt w sukience, że widać jej całe cycki i oczywiście jedyne co dobrego o mnie się zapisało na filmie z ogólniaka to właśnie cycki . 🙂

  • Bardzo dobry, bardzo dobry artykuł Anka! Zdecydowanie, taką Cię poznałam i pokochałam. 🙂 🙂 🙂

  • Samo pisanie już od dawna nie wystarcza. Właśnie, nie ma co ukrywać. A tak poza tym, dobre porównanie i jeszcze lepsze uzasadnienie jego.

    • Dziękuję Jolu, a ty też pracujesz jako freelancer?

      • Tak, podpisując listę w urzędzie pracy. Obecnie tylko dla znajomych coś robię, bo nie mam własnej firmy.

        • Rozumiem, ja się też zbieram w sobie bo zaraz umowa w korpo mi się kończy.

  • No więc z jakąż to radością, wreszcie chciałem Cię poprzezywać od „Kobiet Upadłych” ale zerknąłem przez przypadek w lustrze, no i doszedłem do jedynego słusznego wniosku, że ze mną to na pewno lepiej nie jest 🙂 Choć ja to nawet niemoralnych propozycji nie mam 😉 ech… ciężki los blogera…

    • To jesteśmy blogerami upadłymi. BTW – co z ogrodami, piszesz? 😀

  • Pisz o tym i jak najwięcej. Ja już wcześniej widziałam, że ta cała praca z domu to w większości ściema kiepsko lub wcale płatna. Gorsze niż śmieciówka. I jeszcze to całe motywowanie ludzi. Lub pokazywanie idealnego swojego idealnego życia na zachętę. A ciekawe co za kulisami? Docelowo wolę zwykły etat od godz. do godz i do niego dążę. Praca ma być pracą a dom ma być domem. Puki nie wprowadzą dochodu gwarantowanego dla każdego to większość może tylko pomarzyć o zarabianiu na pasji. Bo o jakości czy coś działa decyduje, czy WIĘKSZOŚĆ na tym korzysta nie jednostki, którym udało się wybić. Zauważ, że taka jednostka czy celebryta potrzebuje mas, które za nią podążają i karmi się ich marzeniami by byli tacy jak ona. Co w tym widzę to to, że jedyni co na tym zarabiają to ci co uczą masy jak na tym zarabiać. Paradoks. Cóż trafili w rynek, bo chyba tylko to działa.

    • Na pewno praca w domu do najłatwiejszych nie należy, ale z racji bycia młoda mamą mam zamiar właśnie w tym kierunku się rozwijać. Też nie lubię hipokryzji i gadki-szmatki o idealnym życiu. Zawsze się zastanawiam jak to jest, jesli nie pochodzi się z bogatej rodziny, jak to jest na początku. Bo my np. mamy wszystko z Ikei, a niektóre blogerki młodsze ode mnie – pokazują normalnie pałace ze złotymi panelami 🙂 A może potrafią się dobrze „sprzedać”? Nie wiem, jak sądzisz, skad te fenomeny?

  • Grafiki genialne 😉 a odnośnie dziwkowatości naszej blogosfery to nie sposób się nie zgodzić. Najbardziej bawi mnie też hipokryzja i to, ze reklamujemy tylko to co do nas pasuje i odrzucamy to co niedobre dla naszych czytelników. Bullshit nad bullshitami. No ale tak jest w każdej branży, zawsze znajdzie się ktoś kto będzie chciał Cię wykorzystać. Fajny tekst !

    • Taaa wybieramy tylko to co pasuje -kurde ja postanowiłam, że nie będę się obrażała na parentingowe oferty (skoro mam takie etap w życiu) i postanowiłam sobie za cel jedno – szczerość i wiarygodność. jeśli trafię na kupę opowiem o tym i tyle 🙂 A ty Ehdi jak rozwiązujesz kwestię współpracy sponorowanej na blogu?

      • Jak rozwiązuje ??? No widzisz ja ostatnio mało pisałam i tej współpracy było jak na lekarstwo. Głownie prośby o napisanie tekstów, więc się mądrzyć nie będę. No i tez jak dostaję czasem maile z propozycjami to jak człowiek podrąży to łapy opadają, więc ja na razie nie robie w ogóle „sponsoringu” co nie znaczy, że się brzydzę :P. Mnie by bardziej pasowały jakieś warsztaty dla kobiet, czy tego rodzaju akcje. Jakoś nie mam przekonania do tych wszystkich tekstów sponsorowanych.

        • OOO to następnym razem zabiorę cię na Kolory Kobiet, słyszałaś o tej akcji radia Kolor?

          • Nie, nie słyszałam ale jestem bardzo chętna 😉

          • No to będę w takim razie od razu do ciebie uderzać 🙂

  • Dziwkarskie życie blogera-freelancera takie ciężkie strasznie… Ech, kobieto, uwielbiam Cię!

    • Dzięki Monia, choć wiem, ze ty też masz swoje „doświadczenia” z tej materii także liczę na jakiś komentarz szerszy na twoim blogu 🙂

  • Jakie to prawdziwe. Brutalna prawda. 😉
    Ps. Nie mam pomysłu na żaden obraźliwy komentarz więc nie zostawię. Wybacz ;P

    • Kurdę nic się nie znajdzie, chociaż ze za małe cycki ?:P

      • Nie mógłbym sobie pozwolić na żaden zły komentarz względem fajnej osoby! 🙂
        Nie przekonasz mnie. No nie pomogę. 😛

  • W punkt! 😉

  • U nas w Polsce jest tylko jedno myślenie – czarne albo białe, zupełnie tego nie rozumiem. Zarabiasz na swojej pasji w internecie to jesteś dziwką a jak nie zarabiasz to uczciwym człowiekiem-męczennikiem. Uważam, że to jak ktoś cię traktuje jest tym, jak się traktować pozwalasz. Można postępować w zgodzie z własnymi zasadami określając je na początku współpracy, żeby nie dać się „wydymać” i nie czuć się jak „dziwka”. Nie rozumiem też dlaczego jak bloger zarabia na własnej pasji to piszę się o nim pre „dziwka” a jak portale internetowe i plotkarskie zarabiają 100x tyle to nazywa się to show biznesem.

    • Można powiedzieć, że blogerzy zaczynają powoli żyć jak celebryci, tylko tu na początku wszystko dzieje się w Internecie. Wiesz Ada tak jak pisałam ci na FB – opisałam swoje doświadczenia i chyba impulsem były wydarzenia z ostatnich dni kiedy to pewna gazeta opublikowałą sobie bez zgody mój felieton wraz ze zdjeciem córki…

      • Tak jak ci odpisałam rozumiem i szanuję twoje zdanie ale nie do końca się z nim zgadzam. A jeśli chodzi o gazetę to powinnaś ich pozwać.

        • Tak też zrobię, szanuję twoje zdanie i fakt, że mimo różnić wypowiedziałaś się na poziomie i poświęciłaś mi czas.

  • A ja powiem tak. Przez długi czas – nie reagowałem. Myślałem – robię co lubię, robię jak lubię, nie pchałem się na siłę do sponsorów – sami zawsze znajdowali drogę. Na spotkaniach blogerskich nie okupowałem foto budki i nie leciałem tam tylko po darmowe żarcie i gratisy. Niestety, znam sporo ludzi w tym środowisku i myślę, że sporo blogerek mogę wręcz nazwać „tanimi dziwkami”, na pewno lepiej będzie pasować to – niż blogerki.

    I właśnie o tym mowa – te tanie dziwki robią z blogosfery coś, czym ona być nie powinna. Właśnie tanie dziwki które rozsyłają oferty do sponsorów psują to, na co my artyści lata pracujemy. Przykre, ale prawdziwe.

    Co do zleceń i Twojego opisu – szczerze, polecam brać kasę z góry. Wtedy nie ma sytuacji, że „obetniemy” czy „nie zapłacimy”. Odkąd ja biorę kasę z góry – naprawdę, problemy się skończyły, a szczególnie proszenie się o własne pieniądze, za własną pracę.

    Reasumując – widzę, że coraz więcej ludzi ta „blogowa” sytuacja irytuje. Więc mam nadzieję, że to nie będzie ostatni tego typu wpis (ale mam również nadzieję, że specjalistki od kopiowania nie będą kopiować ani się w temacie wypowiadać – to zadanie dla prawdziwych blogerów, z wartościami oraz pasją, a nie dla taniej dziwki, która na plagiacie próbuje się dorobić) . U mnie jeszcze w tym miesiącu będę chciał poruszyć kilka podobnych tematów i do tego samego zachęcam !

    • Odniosłam podobne wrażenie, że każdemu ten temat uwiera, ale jakoś chyba z powodu dyplomacji nikt jeszcze nie wypowiedział się o tym głośno. Z tym braniem kasy z góry to bardzo dobra rada, szkoda że w przypadku platform dla freelancerów niemożliwa… A ty miałeś jakąś wpadkę w czasie 5 lat blogowania (popraw mnie jeśli się mylę), czy raczej uniknołeś takich rozczarowań z pogranicza dymania na sucho ?:)

      • Ja też jestem człowiekiem, do tego bardzo ufnym – więc mogę być idealnym przykładem wydymanego gościa. Czasami nawet się zastanawiam dlaczego mimo wielokrotnych prób dymania mnie, ja nadal się nie nauczyłem i czasami nie trzymam swoich zasad. Tak więc dymanie – jest ludzkie, było jest i będzie. Albo je polubimy, albo po prostu szybko wprowadzimy zasady, by nas nie dymali 😉 Póki co mogę być z siebie dumny, bo graficzne i internetowe tematy prowadzę tak, że ciężko mnie wydymać – czyli kasa z góry.

        A co do serwisów freelancerskich to sobie pobajerzymy na priv. 😛

        • To lubię, w sumie w każdej profesji trzeba coś zostawić dla siebie 😛

          • Jakie dla siebie, coś Ty. Zaczynamy się zachowywać jak inni. Ja Ci napiszę na priv. Później Ty napiszesz o tym arta. Później ja napiszę arta o tym, że ty napisałaś arta. I co – i biznes się kręci. Drama ukręcona – każdy happy. 😉

          • Link do linka bede wielka 😉

  • Ania- ten tekst to SZTOS! Uwielbiam Cię taką! <3
    I mimo, że sama miałam niewiele okazji do poczucia się wykorzystywaną- właściwie to 2, wiem że to stały proceder. A smutne jest to że tanie dziwki psują rynek..
    ps. Obłędna fotka!

    • Kurde, czyli w sumie każdy ma na swoim koncie jakieś takie „wpadki”. A co to za doświadczenia, w jakiej pracy? Dzięki za komplement ta fota – to jest śmieszna historia wysłałam ją wraz z listem na pierwsze Walentynki mego obecnego męża… I wiesz teściówka robiła dochodzenie jak wyglądam i przetrzepała pokój Pawła i zobaczyła mego cyc i blond twarzyszcze i wypatrywała „Gwiazdy” w domu 😀

      • A zle się określiłam, w moim blogowaniu kiedyś np.chcieli reckę lekarstwa które o mały włos mnie nie zabiło za bon do empiku :D.
        Buehehe- no ale skąd mogłaś wiedzieć że teściowa znajdzie 😀 Jest cudne i takie prowokacyjno-niewinne <3

        • O kurdę, to faktycznie byłaby to „śmiertelna propozycja” prawie, ze 😀 Kojarzy mi się ze sceną z Casino Royal w Bondzie, oglądałaś ?:)

  • Czysta żywa prawda.
    Ale pocieszyć Cię? W innych branżach jest nie lepiej.

    Aby daleko nie szukać, podam przykłady z branży projektowej. I to zaledwie kilka, bo bym musiała laptopa zaklikać na śmierć 😛

    Inwestorzy zawsze (ZAWSZE!) patrzą jak by tu zapłacić mniej za projekt. Albo wcale. Czyli wyżywasz się technicznie nad zagadnieniem – dymanie gratis.
    Myślą, że jak już podpiszą z Tobą umowę, to jesteś na ich wyłączność. Nawet o 3 w nocy, bo mają wizję.
    Zdarza się, że robisz projekt koncepcyjny, ale w między czasie inwestor się rozmyśla. Po kilku miesiącach trafiasz na swój projekt, przerysowany przez kogoś innego. Bo był tańszy, ale miał marny pomysł, więc skorzystał z Twojego. Albo żywe przepisywanie opisów technicznych. To takie na drugie śniadanie 😛
    Też mamy szkolenia i konferencje, też latamy z wizytówkami itd. Rany, jak bardzo to przypomina promocję blogową.

    Hm… Mam podwójne doświadczenie w byciu dziwką. Rany, jak trudne jest życie tworzących w XXI wieku.

    • No to mnie wbiłaś w sofę! Wiem, że takie analogie pojawiają się wszędzie, ale zawsze wydawało mi się, że kategoria „architektura” jest zarezerwowana dla tych kasiastych i ogarniętych… I jak się potoczyły dalsze losy tego projektu, który sobie przywłaszczyli? Robiłaś coś w tej sprawie?

      • Z tym „kasiastych i ogarniętych” to przyprawiłaś mnie o niezły atak śmiechu 😛

        Co do pożyczonego projektu czy opisu, ja sama mogłam niewiele, bo to akurat szef by się musiał trochę powysilać. A on dość leniwy w tych sprawach jest. A wystarczyłby jeden telefon do prawnika 😛

        • Tak się wydaje, że jeden telefon wystarczy – to jest naprawdę dużo ogarniania, biegania i stres. Ale mimo wszystko warto – jak czytam twoje historie o szefie to mam już pewien obraz niezłego „ananaska” muszę ci przyznać 🙂

          • Zależy, którego z tych „ananasków” masz na myśli, bo czasami przeplatają się u mnie historie różnych szefów 😛
            Obecnie na tapecie jest ten od diety, zbyt licznych nadgodzin, kompleksów i właśnie pożyczonych przez kogoś innego opisów 😛

          • Właśnie tego miałam na myśli 😀

  • Emilia Chomutowska

    A moim zdaniem nie jesteś taka. Nie dajesz się, nie jest tak łatwo, nie lecisz na kasę, chociaż mogłabyś. Jeśli już patrzeć na to z przedstawionego bardzo nietypowego punktu widzenia, Ty jesteś jak już ekskluzywną damą do towarzystwa. Nie dajesz sobie w kaszę dmuchać (ani w co innego) ;).

    • Emilko! Jak miło cię tu widzieć <3 a jednak disqus? Bardzo się ciesze Kochana 🙂 Wiesz dziękuję ci za te dobre słowa, w sumie zawsze chciałam być ekskluzywną prostytutkę 😉 Zobaczymy jak się rozwinie wątek kradzieży intelektualnej z ostatnich dni… a Ty jak oceniasz współprace w środowisku pisarskim?

      • Emilia Chomutowska

        Disqus jest super, szkoda, że niemożliwy do instalacji na moim blogu. Ta dama do towarzystwa to oczywiście tylko takie porównanie było 😉 Bo można lecieć na wszystko, reklamować chłam, wchodzić w byle jakie układy. U Ciebie tego nie widzę, trzymasz poziom, selekcjonujesz współpracę. Co do wątku kradzieży- jestem dobrej myśli. Moja współpraca natomiast jeszcze się rozwija:D Na razie piszę do wirtualnej szuflady:)

        • Nie taka wirtualna szuflada, ja czytam 🙂 Emilko trzeba się promować, zachęcam cię serdecznie do uczestnictwa w grupach wsparcia dla blogerów na FB 🙂 To pierwszy krok do nawiązania współpracy 🙂

          • Emilia Chomutowska

            Może to dobry materiał na wpis? Jak mistrz blogowy doradzał początkującym 🙂

          • oj to ja nie powinnam o tym pisac, daleko mi nawet do miana eksperta 🙂

  • Niestety dużo w tym prawdy….tylko chyba samo środowisko blogerów jest pod wieloma względami sobie winne. Moja babcia mowiła – jak się nie będziesz szanować nikt Cię nie uszanuje…
    A tak poza tym mocny i mega intrygujący wpis

    • Coś jest w tych wszystkich przysłowiach i powiedzeniach. A ty masz jakieś podobne doświadczenia? Wydaje mi się, że szczególnie na początku swojej współpracy można nieźle się „przejechać” z powodu braku doświadczenia czy też niewiedzy zwyczajnie..

  • Ania, super zdjęcie:). Tak to jest, jak ktoś patrzy z boku, to wydaje mu się, że praca na swoim, to raj na ziemi, a wiadomo, że wszystko ma swoje plusy i minusy. jednak jak dla mnie praca u kogoś ma ich 100 x więcej;).

    • Dziękuję Kochana 🙂 ale to znaczy, że ty pracujesz na swoje konto? 🙂

      • Dokładnie tak:). Jednak przez kilka lat pracowałam też dla kogoś, także mam porównanie:). Nigdy nie zamieniłabym już mojej wolności nawet na złotą klatkę;).

        • Mi się kończy etat w korpo,potem macierzyński z ZUS i jestem zdecydowana na własny rachunek, mimo wszystko..:)

          • Aniu i to jest dobra decyzja. Oczywiście nie mówię, że życie jest wtedy usłane różami, ale jest dobrze. Przynajmniej ja jestem osoba bardzo niezależną i nie znoszę jak ktoś mi mówi co mam robić, także bycie swoim własnym sterem i żaglem jest dla mnie najlepszą opcją.

          • Tak tez jestem z tych,ktorzy wola decydowac o sobie sami 🙂 na pewno wlasny rachunek jest duzym wywaniem,ale tez i wieksza motywacja szczegolnie gdy robi sie to co kocha,prawda? 😉

          • Dokładnie. W końcu mów się, że jeśli wykonujesz coś, co kochasz, to już nigdy nie będziesz pracować;).

  • Jesteś feministką, prawda? Czemu więc promujesz siebie kosztem rozpowszechniania szkodliwych stereotypów (właściwie to mitów) o kobietach zarabiających ciężko na życie sprzedawaniem seksu?
    Zajrzałam tu zaraz po świetnym tekście o osobach niepełnosprawnych i BARDZO się rozczarowałam. Jak to jest, że wobec jednej grupy marginalizowanej masz tyle wrażliwości, że zamieszczasz świetny tekst gościnny na jej temat, a drugą grupą, w bodaj równie złej sytuacji, chamsko wycierasz sobie gębę?

    • Nie utożsamiam się z żadną filozofia, ani nurtem, także pudło nie mogę powiedzieć o sobie feministka, mimo że z wieloma poglądami feministek się zgadzam. Ten tekst trzeba czytać z dystansem o czym informuje czytelnika i mam wrażenie, że doszukujesz się osobiście drugiego dna, którego nie ma. Prostytutek bym nie mieszała w to, bo stosuje tu pewną analogię – gra słów a zabawnie się złożyło, bo na wakacjach pisałam pracę naukową o zjawisku prostytucji w Polsce w gwoli ścisłości – badania wskazują, że większość kobiet uprawiające nierząd robi to dobrowolnie, kierując się głownie szybkim,łatwym zarobkiem.

      • Mieszasz w to prostytutki, bo cały tekst osnułaś wokół analogii z „dziwką”. Gdybyś pisała, że jesteś murzynem i nawiązywała do niewolniczej pracy na plantacjach, mieszałabyś w to osoby czarnoskóre i zostałabyś zeżarta za rasizm. Zero wrażliwości społecznej… przynajmniej w tym jednym aspekcie.

        Fajnie, że pisałaś pracę naukową. Szkoda tylko, że nic Ci ona nie dała. Jak już pisałam, w swoim tekście bazujesz na stereotypach i powielasz mity związane z tym, jak (nie) wygląda ta praca.
        To nie do końca Twoja wina. Nie wszystko, co „naukowe”, z Twoimi źródłami wiedzy włącznie, zawiera rzetelne, obiektywne i wyczerpujące informacje. Temat usług seksualnych w Polsce jest w powijakach, a uprzedzenia badaczy i niechęć do wysłuchania obiektów swoich badań robią swoje. Siedząc od lat w temacie Gender & Sexual Diversities (do którego zaliczają się i osoby niepełnosprawne, i te świadczące usługi seksualne, i LGBT, i fani nietypowych praktyk seksualnych), raz po raz zgrzytam na coś zębami.
        Notabene, sama jesteś uprzedzona, pisząc o „uprawianiu nierządu” (co to w ogóle za sformułowanie? Czy Ty, pracując uczciwie na swój chleb, „uprawiasz grafomaństwo”?) i kierowaniu się „szybkim, łatwym zarobkiem” (wypłata jest rzeczywiście szybko, ale to bardzo wymagająca praca – i fizycznie, i psychicznie, a często nawet intelektualnie). Frazy z tekstu, takie jak „ściera”, też świadczą o Twoim nastawieniu. Ty serio mówisz o innej kobiecie per „ściera”? Słabe to. Bardzo.

        A sam tekst, jak się już go przeczyta z dystansem, jest po prostu kiepski. W każdej branży musimy się sprzedawać i w każdej bywa niesprawiedliwie – blogosfera nie jest tu jakimś wyjątkiem. Poza tym wylewać frustracje i grać wulgarnością też trzeba umieć.

        • Twój punkt widzenia jest interesujący i doceniam to, że poświeciłaś czas mimo tego, że artykuł cię zdenerwował. Zapewniam cię, ze nie jestem do nikogo uprzedzona, a wytykanie mi tego, że kogoś obrażam na ten moment jest absurdalne. Zaznaczyłam, że analogie, którymi się posłużyłam mają na celu wyjaskrawienie tego jak ja się czuję pracując jako freelancer. Zawsze znajdzie się ktoś komu moje treści będą nie po drodze, widzę że tym bardzo emocjonalnie i osobiście odebrałaś ten wpis, trochę to dziwne, bo nie wydaje mi się, kogokolwiek tutaj obrażam, znieważam czy też linczuję. Stereotypy były, są i będą, natomiast pewne wyjaskrawienia zostały użyte na potrzebę zwrócenie uwagi na zjawisko nadużyć w tym przypadku w blogosferze. dziwka ma rozmach, prostytutka nie odbiła by się tak po uszach. Tu nie chodzi o to jak ja postrzegam „dziwki” tylko jak postrzega je świat. Dlatego właśnie uogólnienia nie maja mocy obrażania nikogo, bo mówimy o pewnej mentalności, a nie o konkretnej osobie. Chyba rozumiesz, że żadnej kobiecie będącej dziwką nie będę zwracać uwagi – jej sprawa. Mówię o tym, jak ja się czuję i podałam dokładne przykłady form, oraz zachowań. Wspaniale, że masz własne zdanie, ale dalej nie będę się tłumaczyła, bo jak widać nie zrozumiałaś tego tekstu. Zachęcam do przeczytania dyskusji na dole – może ci się rozjaśni, że ja od biednych kobiet sprzedających się za seks naprawdę nic nie chce.

  • Faktycznie, coś w tym jest! Smutna rzeczywistość blogerów!

    • To tylko jedna strona medalu,ale warto czasem wywalic brudu na wierzch,żeby choć trochę ulzylo ..

  • A czy autorka bloga ponosi konsekwencje za poprawieni mi humoru 🙂

    • Za to oczywiście chętnie poniosę odpowiedzialność… cieszę się że nadajemy na tych samych falach 😉

  • Pingback: Blogosfera od podszewki()