„Tajemnica Pani Ming” E.E.Schmitt, czyli lektura na jeden letni wieczór

//„Tajemnica Pani Ming” E.E.Schmitt, czyli lektura na jeden letni wieczór

To niebywałe, że do tej recenzji zasiadam trzeci raz. Rozumiecie to?! Dwa razy miałam już gotowy tekst, raz mi się gdzieś zapodział, drugi raz zaginął w czeluściach starego laptopa. Cała Nieidealna, jeden, wielki chaos, ale sympatyczny.  Zapraszam do recenzji krótkiej i urokliwej książki Schmitta, w sam raz na letni czas. 

Z lekkim opóźnieniem

„Tajemnica Pani Ming” Erica Emmanuela Schmitta miała premierę w lutym poprzedniego roku. Trzeba przyznać, że napisanie o wrażeniach z lektury nieźle odwlekło się w czasie. Książkę dostałam w ramach Walentynek od męża, bo jak wiadomo wszystkie czytadła tego francuskiego pisarza kolekcjonuję i przyjmuję z nieukrywaną radością. Mimo, że schmittowski nabytek był w moich rękach od zimy za jego czytanie zabrałam się dopiero na zeszłorocznych wakacjach.

Nie wiem, czy też tak macie, ale okładka książki ma dla mnie znaczenie i niektóre ilustracje sugerują mi sięganie po lekturę w upał, a inne jesienne wieczory pod kocem na kanapie… Tak było w przypadku tej książki. Jest to lektura idealnie nadająca się na upały, ponieważ napisana jest lekkim, przystępnym językiem i co najważniejsze dotyczy losów dwóch bohaterów, co nie wymaga ogromnego wytężenia mózgownicy  i skupienia się przy żarze za oknem. Zapomniałabym dodać, że lektura liczy niewiele, bo tylko 80 stron, czyta się ją jak dłuższe opowiadanie.

Rąbek tajemnicy

Za każdym razem kiedy recenzuję dla was książki zastanawiam się jak to zrobić, żeby wam dogodzić i z jednej strony zachęcić do przeczytania, a z drugiej nie zdradzać historii, bo to żadna frajda wiedzieć jak coś się kończy. Ale rąbek tajemnicy wam uchylę. Jak sam tytuł wskazuje „Tajemnica Pani Ming” będzie motywem przewodnim tej historii. Napięcie buduje cała narracja, żeby czytelnik wraz z zakończeniem lektury mógł rozwikłać ową wspomnianą tajemnicę.

Babcia klozetowa jako inspiracja do rozważań nad życiem

W tym trochę przydługim tytule akapitu mieści się cała kwintesencja wspomnianej książki. Sięgając po lekturę i czytając jej zajawkę przecierałam oczy ze zdziwienia. Schmitt przeszedł samego siebie pomyślałam. Czy ten genialny Francuz nie ma już pomysłów na pisanie i musi rozpisywać się o azjatyckiej babci klozetowej? Okazuje się, że codzienne tło do filozoficznych rozważań na temat tego co w życiu jest najważniejsze nadało się idealnie. Można powiedzieć, że lektura robi takie wrażenie jak Makbet wystawiana w teatrze nowoczesnym, we współczesnych realiach bez ozdobników epoki,w  której powstał. To takie moje luźne skojarzenie.

Kibel zamiast kozetki u psychologa

Akcja książki toczy się w Azji. Przejezdny handlowiec z Europy poznaje uroczą Panią Ming w jednej z publicznych toalet, w której to sympatyczna staruszka pracuje jako babcia klozetowa… Wiem, że wydaje się to trochę dziwne i naciągane, niemniej zachęcam do czytania dalej. Okazuje się, że Pani Ming mimo wykonywanego zawodu jest niesamowicie ciepłą i bystrą kobietą, która z wielkim przejęciem opowiada o swojej licznej, bo aż dziewięcioosobowej gromadce dzieci. Rozumiecie w Chinach, gdzie rząd zezwala na jednego potomka, skromna kobiecina opowiada o tym, że doczekała się, aż tak licznego potomstwa…

Kłamstwo w dobrej wierze

Wspomniany przejezdny w czasie swojego pobytu w Azji zaprzyjaźnia się z Panią Ming, na tyle intensywnie, że próbuje poznać prawdziwe losy tej fascynującej kobiety. Pewnego poranka, jak zwykle udaje się do publicznej toalety i dowiaduje się, że staruszka znajduje się w szpitalu. Właśnie w tym momencie następuje zwrot akcji i w obliczu zagrożenia życia tajemnica Pani Ming o mały włos nie wychodzi na światło dzienne.

Dlaczego warto przeczytać?

Więcej z historii niestety nie mogę wam zdradzić, ale przesłanie lektury jest bliźniaczo podobne do innej pozycji „Jedz, módl się i kochaj”, czyli jak w gąszczu współczesnego świata odnaleźć prawdziwego siebie. Schmitt po mistrzowsku przedstawia po raz kolejny całą paletę ludzkich odczuć: lęk, niepewność, pragnienie miłości, pożądanie. Odwieczny problem czy gonić za karierą i pieniędzmi czy może poświęcić się miłości i rodzinie? Za pomocą banalnego tła znów ukazuje w swojej prostocie to co w naszym życiu najważniejsze. Jeśli masz w głowie mętlik i nie wiesz co powinieneś wybrać w tej chwili – ta książka jest dla ciebie. Jeśli czujesz, że drabina priorytetów chyli cię ku dołowi koniecznie zajrzyj do „Tajemnicy Pani Ming”. W końcu jeśli masz wolny wieczór i nie masz sił nic robić przez upał z czystym sumieniem zanurz się w tej krótkiej historii, a gwarantuję, że godzinny seans sam na sam z książka doda twojemu życiu rumieńców. 

Koniecznie daj znać, czy recenzja cię zainteresowała i zachęciła do przeczytania.
A może masz inne zdanie na temat moich książkowych sprawozdań? Chętnie je poznam.

*******

„Chcę, aby moje książki były przystępne dla każdego.

Przestało mnie bawić pisanie językiem trudnym i niezrozumiałym,

co robiłem na studiach, aby zabłysnąć inteligencją.

Cóż za arogancja.

Pisanie językiem prostym,

a jednocześnie powiedzenie rzeczy ważnych – to jest wyzwanie”.

– wywiad z E.E. Schmitt Kamilla Staszak,

Bóg to nie firma wysyłkowa, „Wysokie Obcasy”, 10 września 2010

By | 2016-11-23T21:08:05+00:00 Sierpień 13th, 2015|Categories: KULTURA|Tags: , , , , , , , |7 komentarzy

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Zachęcająca recenzja, dopisuję do mojej listy, dzięki!
    No i współczuję tekstów ginących na laptopie – znam tej ból, oj, znam 😉

    • Fajnie na pewno będziesz zaskoczona rozwojem akcji. A co do utraty tekstu musimy jednak zacząć robić kopie zapasowe 🙂

  • Mnie do czytania książek Erica Emmanuela Schmitta nie trzeba zachęcać 🙂 gorzej z wygospodarowaniem tego wolnego wieczoru, choć pewnie gdybym już miała tę książkę przed sobą to w godzinkę bym przeczytała. W sumie odkąd jestem w Irlandii nie czytam książek – za dużo polskiego, wolny czas staram się wykorzystać na naukę angielskiego, oglądają filmy czy słuchając kursów. Może kiedyś dojdę do tego aby czytać po angielsku. Pozdrawiam z Irlandii, którą upały ominęły całkowicie i w tym roku mieliśmy rekordowo chłodne lato 🙂

    • Kochana doskonale Cię rozumiem. Mi czytanie towarzyszy podczas spaceru z Zuza jak zaśnie oddaje się lekturze na świeżym powietrzu 🙂 zazdroszczę Ci szkolenia się języka na żywo. A sama próbuje ogarnąć jakiś audiobook z angielskim, żeby codziennie podczas treningu na bieżni się uczyć 🙂

  • Lubię tego pisarza:) wpadła mi kiedyś w ręce jego książka „Przypadek Adolfa H.” Lekkie, przewrotne i mądre:) Jeśli zobaczę „Tajemnicę pani Ming” w którejś z bibliotek w których się pojawiam, na pewno wezmę.

    • Super. Książka o Hitlerze to jedna z moich ulubionych. Co by było, gdyby ten świr jednak dostał się na ASP i został malarzem? 🙂

  • odrobinaraju.pl

    Hm, książka rzeczywiście może być niezła na „te” kiepskie dni. Z jednej perspektywy wydaje się nudna ale mam nadzieję że to jest mylne spostrzeżenie.