Stres przed byciem kopniętą mamuśką, czyli o tym co mnie czeka

//Stres przed byciem kopniętą mamuśką, czyli o tym co mnie czeka

Dziennik pokładowy dzień trzeci. Smark leje się za smarkiem. Katar, woda z nosa, katarzysko, biedny nos, prawie nie oddycham. Do porodu pozostało dwa tygodnie. Nawet mniej bo niby 12 dni. A ja tutaj nie wiadomo skąd stałam się totalnie pociągająca…nosem. Od trzech dni walczę domowymi sposobami (cytrusy, miód, sól morska) z tym dziwnym przeziębieniem. Bycie w ciąży, szczególnie przed rozwiązaniem nie ułatwia sprawy, żadne farmaceutyki nie wchodzą w grę. Także zapraszam dziś na moją zakatarzoną serenadę o strachu przed byciem zwariowaną mamuśką.

Lewicowe towarzystwo i wszystkie feministki świata pewnie przybiłyby mi piątkę. Dlaczego? A no dlatego, że macierzyństwo samo w sobie mnie nie przeraża, poród lekko stresuje, ale to co naprawdę spędza mi sen z powiek i paraliżuje to obsesyjna myśl o tym, że nie chcę stać się mamuśką.

Określenie „mamuśka” w moim mniemaniu jest oczywiście pejoratywne i kojarzy mi się z tymi desperatkami z fejsbukowego fanpagu „Beka z mamuś na forach”. Jeśli jeszcze nie znacie tej stronki,a macie stalowe nerwy to wpadnijcie, oceńcie i wtedy na pewno zrozumiecie moje rozważania. Mamuśka, to ktoś kto obsesyjnie myśli o swoim dziecku. To twór najczęściej zaniedbany, z oklapniętą fryzurą, resztkami ulanego mleka na bluzce, wiecznie z podkrążonymi oczami, w aseksualne wyciągniętym dresie w odsłonie no makeup każdego dnia. Samica ta charakteryzuje się przede wszystkim całkowitym oddaniem dla swojego dziecka (co tam partner, ojciec malucha), nieustannym trąbieniem i zanudzaniem innych na temat jej cudownego skarbeńka i właściwie nie robieniem niczego innego niż zajmowaniem się swoim potomstwem. Pisząc o tym chce mi się krzyczeć.

Możecie mnie za to znienawidzić, ale ja naprawdę decydując się na dziecko z Ukochanym byłam świadoma tego wszystkiego co nas czeka: wyrzeczeń, zmiany priorytetów, kolek, braku kasy, alergii, kup, pieluch i innych niedogodności odkupionych oczywiście bezcennym uczuciem szczęścia jakim jest posiadanie potomstwa. Dzieci to dla mnie nie pierwszyzna, mam trzech bratanków, dzieciatych znajomych itd. Wielką fanką milusińskich nigdy nie byłam (może teraz to się zmieni?!), ale wydaje mi się, że do macierzyństwa, rodzicielstwa i ogólnie posiadania potomstwa podchodzę całkiem racjonalnie i z dużym dystansem ułatwiającym życie.

Dawniej gdy zawzięcie powtarzałam, że nie chcę i nie będę mieć dzieci społeczeństwo wieszało na mnie psy. Moja mama za każdym razem prosiła mnie, żebym nie bluźniła. Koleżanki z przerażeniem kręciły głową, a faceci, jak to faceci sądzili, że to cool, że jestem taka nowoczesna. Potem jak już zaszłam w chcianą i planowaną ciążę zostałam wplątana w pędzącą machinę stereotypów. Kiedy mówiłam, że czuję się dobrze, nie boli mnie kręgosłup, nie mam zachcianek i nie puchnę wszyscy wyłupiali oczy ze zdziwienia, jakbym nie mogła znosić ciąży zwyczajnie dobrze. Kiedy nie sikałam ze szczęścia na widok każdego kolejnego usg dziecka zaczęłam odczuwać presję najbliższego otoczenia „że za mało się cieszę” (co na pewno świadczy o tym, że jestem oziębła i będę złą matką). Na nic zdały się zapewnienia, że z mężem czujemy się gotowi i odpowiedzialni za małą istotę, którą poczęliśmy, bo jak możemy być gotowi skoro przecież jeszcze nie mamy butelek dla małej, przewijaka, a torba do szpitala nie jest kompletnie spakowana.

Faktycznie nie zwariowałam ze szczęścia na wiadomość o tym, że będę matką. Ucieszyłam się, że dam Ukochanemu owoc naszej miłości, który od chwili poczęcia stał się dożywotnim cementem naszej relacji bez względu na wszystko. Nie czuje strachu przed trudami rodzicielstwa, wiem że popełnię błędy jak każdy rodzic. Wiem, że nie będę przewrażliwioną, na zbyt opiekuńczą i zaczytaną we wszystkich parentingowych forach matką. Wierzę w swoją intuicję, naturę i instynkt. Jestem odpowiedzialna, dojrzała i gotowa do tego by być dla małego człowieka wzorem do pokonywania życiowych wyzwań. Nie będę brała udziału w każdym szkoleniu z zakresu rozwoju dziecka. Nie przeczytam wszystkich poradników o tym jak wychować geniusza.  Nie będę opowiadała o tym jaką to wspaniałą kupę zrobiła moja córka. Nie będę opowiadać o karmieniu piersią. Nie będę tolerować dobrych rad innych mam i ogólnie nie dam sobie wpierdolić na głowę tego całego syfu o macierzyństwie, którym jestem bombardowana codziennie ze wszystkich stron.

Możesz myśleć o mnie, że jestem egoistką, że nie jestem zbyt czuła bo nie rozbraja mnie widok każdego mijanego brzdąca. Zawsze uważałam i nadal uważam, że niemowlaki nie są słodkie, bo są pomaszczone i dziwne tuż po urodzeniu… Estetycznie dyskusyjne. Co innego półroczny, wypasiony, rumiany bobas, okej on potrafi chwycić za serce. Średnio mnie interesują inne dzieci, inne ciąże i te wszystkie rodzinne historie o kupach, bolących sutkach, kolkach i zaparciach. Jak Zuza pojawi się na świecie, to nie mogę się doczekać chwili kiedy będę mogła zrobić manicure, pedicure i rzęsy u kosmetyczki. Z ogromną niecierpliwością czekam na pierwszą przebieżkę po pobliskim lesie, na ten moment kiedy w końcu będę mogła wrócić na Zumbę i kiedy będę mogła totalnie wtulić się w męża bez ograniczenia w postaci brzucha.

Nasza córka na pewno stanie się naszym epicentrum, jednak myśl, że mogłabym stać się tylko i wyłącznie mamuśką, nie żoną, nie koleżanką, nie kochanką, nie pracownikiem, nie sobą samą – po prostu mnie paraliżuje. Wyznaję zasadę, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Powiem więcej szczęśliwa mama, to szczęśliwa żona, to szczęśliwy i dopieszczony mąż, a w konsekwencji to całkiem fajna rodzina.

Nie jestem uzbrojona w butelki do karmienia, ponieważ nie zakładam, że będą mi potrzebne. Nie będę prowadziła ascetycznej diety matki karmiącej piersią, ponieważ zasady zdrowego odżywania nie są mi obce. Nie będę we wszystkim doszukiwała się kolki, srolki i alergii. Nie będę przegrzewać dziecka. Nie będę tolerować rad innych życzliwych ludzi. Nie pozwolę wtargnąć na moje terytorium nieproszonym gościom. Jakoś przeżyję fakt, że znajomi i rodzina będą jak zawsze w takich momentach rzucać foszki i srać żarem. Naprawdę mało mnie to interesuje. Za wszelką ceną będę starała się widzieć w sobie każdego dnia kobietę (nawet jak choruję to rzęsy zawsze mam pomalowane). Nie oddam mojego życia innym. Nie spełnię oczekiwań społecznych o matczynym poświęceniu za cenę utraty samej siebie. Mam nadzieję, że dam radę…

I teraz najważniejsze: mówiono mi, zobaczysz dziewięć miesięcy ciąży cię zmieni (jakoś nie zmieniło nie licząc brzucha i większych piersi).  Bardzo proszę nie wsadzajcie mnie na siłę w stereotypy własnych wyobrażeń o byciu matką. Przewidziałam swoją reakcję na śmierć mojej mamy. Zachowałam zimną krew. Trenując trzynaście lat judo niejednokrotnie pokonywałam własne słabości i bariery zarówno psychiczne i fizyczne. Znam siebie, nie stanę się z dnia na dzień aniołem, nie przestanę kochać różowego, czekolady i nie skończę przeklinać tylko dlatego, że zostanę matką.

 

**************

„Kobieta zapatrzona w siebie, władcza i zaborcza,

może być „kochającą” matką, póki dziecko jest małe.

Jedynie prawdziwie kochająca kobieta,

która jest szczęśliwsza, kiedy daje, niż kiedy bierze,

która mocno stoi na własnych nogach,

może być naprawdę kochającą matką nawet wtedy,

kiedy jej dziecko zaczyna się od niej oddalać.”

– Erich Fromm

 

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.
 

  • Hehe, po tym tekście – już nie będziesz mamuśką. Teraz będziesz rasowym milf-em ! A tak swoją drogą, całkiem niezły tekst – czy aby przypadkiem nie urodziłaś się mężczyzną ? 😀