Spektakl „Imię” – seria uroczych pomyłek we francuskim stylu

//Spektakl „Imię” – seria uroczych pomyłek we francuskim stylu

A teraz tak szczerze, kiedy ostatni raz byłeś na jakiejś dobrej sztuce? Zdarza ci się jeszcze w ogóle wybrać na jakiś spektakl? Coś nie tak oczywistego jak Metro, Koty czy Deszczowa Piosenka? A może wydaje ci się, że teatr jest nie dla ciebie, bo nudny, passe i tylko dla pseudointelektualistów? Bez względu na to jakich wymówek szukasz, gorąco cię zapewniam, że nie tylko ten kto czyta książki żyje dwa razy, ten kto oddaje swoje myśli w magicznym teatralnym śnie żyje również podwójnie. Pomyślałam sobie, że jak na prawdziwą blogerkę przystało muszę wypowiedzieć się w sprawie ostaniach wydarzeń w Paryżu. W tamach solidarności z Francją, nie będę absolutnie wypowiadać się na tematy polityczne, jednak w tym tygodniu pojawią się wpisy z francuskimi akcentami…

Teatr dziś

Współczesne czasy są o tyle wdzięczne dla sympatyków teatralnych desek, że każdy znajdzie coś dla siebie. Wielbiciele tańca, muzyki, dramatów, minimalizmu, klasyki i nowoczesności naprawdę – każdy z was może przebierać w szerokiej gamie teatralnego repertuaru. Dziś postaram się was zachęcić do genialnego spektaklu „Imię” aktualnie wystawianego granego w zeszłym roku w Teatrze Dramatycznym Warszawy.

O czym mowa?

„Imię” to francuska sztuka, której ekranizacja ściągnęła do kin rekordową liczbę widzów. Spektakl ten to iście czarna komedia, swoją formą bliźniaczo przypominająca „Rzeź” Polańskiego, czyli jak przy maksymalnym minimalizmie wzbudzić w widzu ogromne emocje. Fabuła jest banalnie prosta, dobrze znana każdemu z nas. Ile to razy sami byliśmy świadkami (uczestnikami) z pozoru niewinnej, zwyczajnej rodzinnej kolacji, w czasie której, zwykła pogawędka stawała się ogniwem zapalnym do wielkiej, rodzinnej kłótni?

IMIE_fot-Piotr_Gamdzyk.jpgWydaje się znajome?

W mojej rodzinie jak najbardziej tak. Główni bohaterowie, małżeństwo intelektualistów: profesor literatury Pierre (Szymon Bobrowski) i jego żona Elisabeth (Edyta Olszówka), wydają w swoim paryskim mieszkaniu kolację. Zaproszeni goście to przyjaciel domu, puzonista – Claude (Marcin Hycnar), brat Elisabeth, błyskotliwy przedsiębiorca – Vincent (Wojciech Malajkat) oraz jego dużo młodsza, ciężarna partnerka Anna (Dorota Krempa). Na pierwszy rzut oka wydaje się, że paczka tych młodych ludzi spędzi miły wieczór w swoim gronie. Jak bardzo pozory mogą mylić.

Ogniwem zapalnym, przysłowiową kością niezgody okazuje się nadanie imienia dla dziecka Vincenta i Anny. Będąc w ciąży poczułam ciężar tego brzemienia wręcz namacalnie. O co tyle szumu? Nie chcę wam całkowicie zdradzać fabuły, jednak o tym jednym aspekcie warto wspomnieć. Vincent, w którego wciela się Wojciech Malajkat, to typowy samiec alfa, dowcipniś, który uwielbia grać na nerwach swojego poczciwego i cholernie poważnego szwagra Pierra. Prawdziwe piekło zaczyna się od tego, że postanawia oznajmić swojej rodzinie o tym, że swojego syna nazwie Adolf. Grono humanistów przez pierwszą część spektaklu próbuje wyperswadować Vincentowi to myśl, argumentując, że imię Adolf to kultywowanie pamięci największego zbrodniarza świata, którym był Hitler…

548f0791688b4_gd.jpg

O jedno słowo za dużo…

Jeden niewinny dowcip, przedstawiony w sposób mistrzowski, realistyczny i do bólu prawdziwie powoduje lawinę niechcianych i niekontrolowanych konsekwencji. Miłe rodzinne posiedzenie zamienia się w jawne pole bitwy. Nie ma czasu na przebieranie w słowach, zastanowienie się nad tym co się mówi, emocje biorą górę i na nic zdaję się oczekiwanie na rozsądek, któregoś z bohaterów. Co się powiedziało, to się nie odstanie. Zwykła, francuska rodzina, żyjąca wydawałoby się we względnej harmonii w końcu zrywa swoje maski pozorów i grzeczności wykładając brutalną kawę na ławę.

Nieidealna poleca

Cóż mogę powiedzieć, dawno się tak nie uśmiałam i nie popłakałam z nadmiaru emocji w tym klasycznym pięciokącie nieporozumień. Słuchajcie, okazuje się, że mamy naprawdę świetnych aktorów teatralnych, tu na polskim rynku, na wyciągniecie ręki. Wszystkie fanki Szymona Bobrowskiego (tak, wiem, że znajdzie się tu kilka) naprawdę się nie rozczarują jego grą na deskach teatru. Z mężem zgodnie stwierdziliśmy, że był numerem jeden całej sztuki. Dalej genialna Edyta Olszówka to prawdziwa petarda. Ta filigranowa blondynka potrafi nieźle namieszać w głowie widza i doprowadzić do skrajnych emocji. Wojciech Malajkat jak zawsze w formie (jest jak wino im, starszy tym lepszy). Marcin Hycnar, co prawda gra postać drugoplanową, ale jest to naprawdę najwybitniejszy kunszt aktorski i świetnie zagrana rola. Dorota Krempa również dopasowana do całego klimatu sztuki, jednym słowem spektakl ma wszystko na miejscu. Wyważony, zabawny, pozbawiony zbędnych ozdobników, dający kopa w najmniej spodziewanym momencie.

Gorąco polecam wszystkim, którzy lubią niebanalne poczucie humoru. Jeśli czarne komedie to coś co do ciebie przemawia, będziesz zadowolony. Jeżeli szukasz powiewu świeżości w polskim teatrze z czystym sumieniem możesz wybrać się na spektakl „Imię”. Jeśli dopiero zaczynasz swoją przygodę z teatrem i nie chcesz się wynudzić na zbyt długiej i skomplikowanej sztuce, tutaj również spokojnie możesz zaufać mojemu wyborowi. Polecam.

imie-fot-piotr-gamdzyk-teatr-dramatyczny-warszawa-2014-12-20-003-530x795.jpg

Interesuje mnie, czy lubicie teatr? Chodzicie, a może jak ja ubolewacie nad tym, że TVP 1 zrezygnowała z poniedziałkowej ramówki? Przyznawać mi się tu szybciutko, jak to u was jest?

******

„Jeśli dwóch ludzi rozmawia,

a reszta słucha ich rozmowy –

to już jest teatr.”

– Gustaw Holoubek

By | 2016-11-23T21:19:04+00:00 Listopad 19th, 2015|Categories: KULTURA|Tags: , , , , , , , , , |12 komentarzy

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Przyznam, dawno nie byłam w teatrze. Będzie jakiś rok…Jednak uwielbiam się śmiać, uwielbiam Szymona i nie wiem jak to zrobię ale muszę zobaczyć ten spektakl:)

    • Myślę, że w roku będzie wznowienie… Spektakl zgarnął sporo nagród i pochlebną opinię krytyków 🙂

  • Teatr jest super, gdybym tylko mogła chodziłabym częściej 🙂 Ostatnio byłam ponad dwa lata temu na Mistrzu i Małgorzacie we Capitolu we Wrocławiu. Niesamowite widowisko! 🙂

    • Akurat to Mistrza i Małgorzaty mam wielki sentyment – uwielbiam i mogę czytać/oglądać w kółko. 🙂

  • Izabela Pycio

    Często chodzę do teatru, jednak zdecydowanie mniej niż kiedyś, kiedy musiałam być na każdej premierze. A opisywany przez Ciebie spektakl, chętnie bym zobaczyła. 🙂

  • Ja ostatnio rzadko chodzę do teatru. Ale widzę, że warto zawitać 🙂

  • Uwielbiam, ale tak niewiele teatrów jest dostosowanych. Oczywiście najbardziej kocham Polonię Jandy 🙂 no i Powszechny

    • Świetny wybór 🙂 Niestety brak dostosowań jest smutny i nie pomaga. Mi się marzy coraz bardziej rozrywka dla mam z dzieckiem…

  • bardzo podoba mi się obsada, pan Hycnar zachwycił mnie już nie raz
    czekam zatem na wznowienia i koniecznie muszę się wybrać, dzięki!