„Snajper” czyli ekranizacja historii najlepszego strzelca Ameryki

/, Rusz się!/„Snajper” czyli ekranizacja historii najlepszego strzelca Ameryki

O tym, że byłam na „Snajperze” z boskim Bradleyem Cooperem w roli głównej (wybacz Skarbie) chwaliłam się Wam już dawno jeszcze chodząc z Zuzą w brzuchu (właściwie tocząc się, ale to nie ma teraz znaczenia). Kwiecień już na mecie prawie, a ja nie poleciłam Wam żadnego filmu! Nadrabiam zaległości i zapraszam do filmowej recenzji.Na ten film namówił mnie Ukochany, nie mogłoby być inaczej. Seanse z kategorii wojenne co prawda powodują u mnie gęsią skórkę i migrenę, ale skoro mój mąż poświecił się i wybrał ze mną na „Pingwiny z Madagaskaru” nie mogłam pozostać mu dłużna… Do tego wszystkiego film jest biografią, gra w nim bożyszcze Hollywood i został wyreżyserowany przez Clinta Eastwooda. Takie rekomendacje totalnie mnie przekonały i pełna nadziei zasiadłam w kinowym fotelu.

„Snajper” opowiada historię Chrisa Kyle’a czołowego snajpera elitarnej jednostki wojskowej Navy SEALs. Już w tym miejscu zachęcam do poczytania głębiej na temat tej nietuzinkowej postaci. Historia Chrisa to istny american dream, czyli jak od prostego kowboja z Texasu stać się najlepszym strzelcem w historii.

542415_1.1.jpgOstrzegam kino jest mocne, nie brakuje w nim brutalnych scen, trzymających w napięciu i nakłaniających mnie do przymykania oczu. Jednak całość produkcji zrealizowana jest na najwyższym poziomie, z precyzją szwajcarskiego zegarka. Po raz kolejny Clint Eastwood udowadnia, że prócz genialnego talentu aktorskiego ma świetne wyczucie jako reżyser. Zdjęcia zapierają dech w piersi, niektóre sceny powodują, że widz wstrzymuje oddech. Aktorzy jak zwykle w przypadku Eastwooda zostali dobrani idealnie. Film wymaga skupienia i częstego dotleniania mózgu z nadmiaru emocji na ekranie…

Jeśli ktoś sądził, że Bradley Cooper nadaje się wyłącznie do roli uroczych przystojniaczków w końcu będzie mógł pozytywnie się rozczarować. Główny bohater został tak przedstawiony przez Coopera, że ma się wrażenie, że z kinowego ekranu spogląda na nas sam Chris Kyle’a we własnej osobie.

540487_1.1.jpgMimo tego, że produkcja jest wymagająca od widza i porusza trudny temat wojny, jest to film przede wszystkim z pozytywnym przesłaniem. Dlaczego? A no dlatego, że opowiada przede wszystkim o zwykłym człowieku z ogromnym sercem. Wielka postać tytułowej „Gwiazdy” może służyć za wzór wszelkich cnót, do których nam daleko we współczesnym świecie. Prosty facet z Texasu pragnie bronić ojczyzny – tylko tyle i aż tyle. Angażuje się w swoje „zadanie” całym sercem, umysłem i ciałem (ukłony dla Coopera za to jak przygotował swoje ciało morderczymi treningami do roli).

Film prócz losów snajpera na froncie opowiada również o jego życiu prywatnym. Piękne momenty, które mnie osobiście poruszyły dotyczą scen związanych z genialną Sienną Miller wcielającą się w żonę strzelca. Kobieta, która jest żoną i matką drży za każdym razem, gdy je ukochany jedzie na misję. Rozpaczliwa walka o duszę męża, który nie potrafi radzić sobie ze „stresem po urazowym” wywoływała we mnie za każdym razem falę łez.

Film polecam wymagającemu odbiorcy, który pomimo poświęcenia ponad dwóch godzin nie będzie się nudził, ani przez chwilę. Mężczyźni oddadzą się z przyjemnością tej historii, bo który z was chociaż raz nie chciał by być super bohaterem? Kobiety docenią psychologiczną oprawę historii doszukując się w filmie obrazu siebie, własnej matki, przyjaciółki czy siostry. Jest to zdecydowanie bardzo dobra produkcja, którą warto obejrzeć na dużym ekranie lub przynajmniej plazmie, koniecznie z popcornem i colą.  Polecam i nie zdradzam więcej szczegółów. 542405_1.1.jpg

******

„Patriotism is the virtue of the vicious.”

– Oscar Wilde

By | 2016-11-23T21:23:42+00:00 Kwiecień 20th, 2015|Categories: KULTURA, Rusz się!|Tags: , , , , , , , , |0 Comments

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.