Samotna w tłumie przyjaciół

//Samotna w tłumie przyjaciół

Od kilku miesięcy czuła straszną pustkę. Samotność doskwierała jej coraz mocniej, mimo tego że nie mogła narzekać na brak towarzystwa. Sama do końca nie wiedziała, o co jej chodzi. Postanowiła pisać o sobie w trzeciej osobie, żeby w razie czego wyłgać się, że tekst nie jest o niej. Samotność przeszywała ją na wskroś. Czuła się tak cholernie samotna, jakby tę samotność mogła poczuć na swoim nagim ciele. Gdyby wyrazić fizyczne odczucia tego jak jej smutno, samotnie i źle powiedziała by pewnie, że to takie uczucie, gdyby wyjść na największy mróz zupełnie nago. Jakby każda obojętna rozmowa, fałszywe zainteresowanie i wyuczony uśmiech zadawały największy ból. Ostry niczym lodowe szpilki, które wbija jej każda kolejna godzina pośród tłumu. Wśród ludzi, którzy patrzą na nią, ale nie dostrzegają niczego nadzwyczajnego. Tłumu, który do niej mówi, ale jej nie słyszy.  Zbiorowiska tych wszystkich znajomych twarzy, które od dawien dawna nie poświęciły jej chwili uwagi i nie miały ochoty posłuchać o tym, jak ten ból, jak ta samotność uwiera ją coraz mocniej.

Słodka otoczka

Gdybyś spotkał ją na ulicy, w życiu byś nie powiedział, że skończyła trzydziestkę, zaliczyła dwa porodu i jest po ciężkiej chorobie. Na pierwszy rzut oka wygląda kwitnąco. Roztacza wokół siebie tą cudowną aurę dziewczęcego uroku, który delikatnie kiełkuje w kierunku słodkiej, ulotnej kobiecości o której piszą natchnieni poeci. Jej wzrok przyciąga tłumy. Ton jej głosu przynosi ukojenie. Lubisz jej słuchać. Taka słoneczna, ciepła barwa głosu kojarzy ci się z beztroską, waniliowym aromatem świeżych maminych rogalików  z dzieciństwa, albo z tym kojącym mruczeniem kota. Tak zdecydowanie te wszystkie esencjonalne określenia pasują do niej idealnie. Bardzo podoba ci się jej poczucie humoru, dystans do świata, przeplatany błyskotliwymi uwagami. Nie, nigdy nie pomyślałeś o niej, że jest złośliwa, raczej słodko rozkapryszona. Ale to wszystko jest nieistotne. Jej wygląd, zachowanie, sposób w który wypowiada słowa i mruga przesadnie długimi rzęsami. To wszystko tylko dodatek do tego co skrywa jej jedwabiście gładka skóra. (Swoją drogą od lat nie możesz rozszyfrować jej sekretu na te obłędnie gładkie ciało). Wiele przeszła, a z każdym rokiem jest coraz piękniejsza, wydaje się że z każdym kolejnym DNIEM młodnieje w oczach…

Smutek zapisany w DNA

Od dłuższego czasu jedna myśl nie daje jej spokoju. Dlaczego mimo posiadania kochającego męża, wspaniałych córek, pięknego domu, wiernej rodziny, zaangażowanych przyjaciół i oddanych czytelników jest smutna? Wielokrotnie wyciągała z tarapatów osoby będące na skraju załamania nerwowego. Nawet w najczarniejszych momentach potrafi wyciągnąć asa z rękawa i poradzić sobie z najcięższymi kłodami od losu. Nie musi martwić się o pieniądze, o to gdzie pojadą na wakacje, czy będzie mogła wydać kasy na kolejną parę markowych butów i najdroższe SPA w okolicy. W takim razie dlaczego każdego dnia jest tak cholernie smutna? To, że jest kochana i kocha jest dla niej oczywistą oczywistością. Jej facet nadal ją intryguje, pociąga i powoduje, że serce zaczyna bić coraz szybciej, a puls w nadgarstkach przyśpiesza w rytm pór roku Vivaldiego.  Skąd ten smutek? Ta przeszywające uczucie pustki, która powoduje, że wszystko robi na autopilocie – jakby śniła na jawie.

Dzień jak co dzień

Kilka minut po szóstej budzą ją jęki starszego dziecka. To sygnał, że o dalszym śnie nie ma mowy. Trzeba przemóc się i zwlec z łózka ciało, które po kolejnej przerywanej nocy zesztywniało i odmawia posłuszeństwa. Sama przed sobą udaje, że nie jest chora, a ból stawów za chwilkę minie. Niestety to okropne kłucie w łokciach, nadgarstkach i kolanach nasila są coraz mocniej. Po serii badań, prześwietleniu i rezonansie lekarze rozłożyli bezradnie ręce. Być może ten ból ma podłoże psychiczne, być może nie. Może to coś w diecie, albo zapowiedź kolejnego rzutu choroby? Jest jej wszystko jedno, zaciska zęby i wstaje. Kolejne 10 godzin jet zdana tylko i wyłącznie na siebie. Mleko, pędzi do kuchni robić mleko tej starszej, może uda się uniknąć płaczu młodszej, które będzie domagała się porannej serii czułości i karmienia na maminej piersi. Trzeci rok z rzędu funkcjonuje  w trybie automatycznym: wstać, zająć się dziećmi – przeżyć do powrotu męża z pracy. Jeszcze te koty ocierające się o łydki w drodze do kuchni. O mały włos nie potyka się o własne stopy poprzez kocie slalomy do miski. Jedną ręką nakłada kocią karmę  z puszki, nogą zamyka lodówkę, a drugą ręką kończy podgrzewać mleko dla starszej. Słyszy jęki z sypialni, kurczę młodsza jednak wstała. Biegnie do sypialni ze starszą na biodrze i butelką ciepłego mleka. Wyjmuje pierś, przystawia młodszą, druga ręką podaje butlę. W głębi duszy liczy, że za chwile uda jej się opanować ten pierwszy atak histerii dzieci i chociaż na chwilę ucichną. Nie znosi tych lamentów, czuje że wrzaski dzieci rozsadzają jej czaszkę. Czytała o tym, to wynalazek matki natury, która zaprogramowała tak kobiety, żeby były bardziej wrażliwe na wysokie dźwięki, które wydają dzieci. To by tłumaczyło, dlaczego ona budzi się na baczność na każde głośniejsze piśniecie córek, kiedy jej facet śpi sobie w najlepsze i smacznie przewraca się na drugi bok w sennej nieświadomości…

Za kwadrans siódma

Nie ma pojęcia, kiedy ten poranek minął jej tak błyskawicznie. Jest od 45 minutach na nogach, a nie zdążyła zrobić nawet porannego siusiu. Memy na temat matek-wariatek, które piją kawę na zimną wcale jej nie śmieszą. Kubek termiczny się nie sprawdził. Na poważnie rozważa zakup pieluch dla dorosłych – cóż, skoro dzieci przewija taśmowa, jeden pampers w tę czy w tamtą nie robi jej różnicy. Czarny humor to jej tajna broń. Chociaż tyle jej zostało, tyle z tego wszystkiego co było wcześniej.  Całe szczęście, że nadal potrafi się tak dobrze maskować i grać przed innymi rolę zaangażowanej matki i spełnionej żony. Ten smutek, który ją wypełnia po brzeg starannie ukrywa perfekcyjnym makijażem, wytuszowaną na czarną rzęsą i obowiązkowo mocnym, wyrazistym kolorem na ustach. Kolorowe ubrania to jej płaszcz ochronny. Nie od dziś wiadomo, że szczęśliwi lubią kolorowe dodatki. Tak naprawdę od miesięcy marzy o tym, żeby zniknąć – być niewidoczna, dokładnie jak jej brwi kiedy zejdzie jej henna. Mogłaby nałożyć coś bezkształtnego w kolorze szarości lub beznamiętnego beżu, ale taka zmiana wzbudziła by chore zainteresowanie innych. Niestety, teraz jedyne o czym marzy to spokój, cisza i brak dodatkowego zainteresowania własną osobą. Wydaje jej się, że odpłynęła w zamyśleniu na trochę zbyt długą chwile, teraz przecież czas na śniadanie dziewczynek.

Wojskowa organizacja

W tempie błyskawicznym szykuje pełnowartościowe śniadanko dla dzieci. Musi być zdrowo, smacznie i kolorowo. Tym razem nawet wycięła serduszka z chleba, a ser jest w kształcie główek przesympatycznych myszek. Łudzi się, że tym razem z półmisków znikną pomidorki koktajlowe, ogórek, albo chociaż listki zielonej roszpunki. Bez słowa zabiera talerz, na którym warzywa po raz kolejny nie zostały tknięte. Coraz bardziej czuje się bezsilna, ale nie ma ochoty na kolejną awanturę z trzylatką, która na każdą próbę nakłonienia do zjedzenia czegoś zdrowego reaguje wrzaskiem w wysokości decybeli, podobnych do koncertu heavy metalowego. Bez słowa prowadzi dziewczynki do łazienki, myje im buzie, rączki, wyciera twarze i zachęca do wspólnego mycia zębów. O – umyje zęby, myśli że to nieźle, przynajmniej jedna rzecz, którą zrobi dla siebie od A do Z tego poranka. Nie jest pewna, czy zaczynać temat mycia zębów z maluchami: ryzykuje kolejną kłótnią, tarzaniem się po podłodze i rzucaniem akcesoriami do mycia, które później i tak będzie musiała posprzątać. (Pasuje, trudno może nie będę miały próchnicy, a od wyjadania truskawkowej pasty ze szczoteczki nie rozbolą je brzuchy. Ostatnie czego teraz potrzebuje to marudnych dzieci z rozwolnieniem i krzykami).

Wybór Zofii

Naprawdę nie wie, co robi źle. Nie należy do kobiet, które lenią się, użalają nad sobą lub są powolne. Od kiedy otworzy oczy ciągle jest w ruchu. Nawet kupiła sobie książkę o organizacji czasu dla kobiet, ale tam również nie dowiedziała się jak sprawić by doba była dłuższa. Całe szczęście, że bierze prysznic wieczorem (zawsze brała go rana i tuż przed spaniem, ale teraz nie ma wyjścia). Ufarbowane brwi i sztuczne rzęsy ratują ją z opresji. Wystarczy że zwiąże włosy, wklepie w twarz trochę kremu z korektorem i może wyjść na spacer. Pogodziła się z tym, że na kawę i śniadanie nie ma czasu. Oczywiście może zaryzykować i spróbować zjeść coś w domu, ale musi pogodzić się z tym, że dziewczynki będą się darły, pora drzemek się przesunie lub zniknie zupełnie. Z dwojga złego woli napić się wody na spacerze i zagryźć wczorajszą kajzerką, której niedojadała jej córka, z tego co pamięta powiną się walać w wózku jeszcze ćwiartka tej bułki. Nie mówi nikomu o tym, że ubranie się, wyszykowanie dwójki dzieci i opanowanie uciekających kotów jest ponad jej siły. Nie chce jej się słuchać pseudoporad idealnych mam, które mają czas na wszystko.  Po kilku gonitwach i wrzaskach starszej już prawie ogarnęła jedną córkę do wyjścia. Jeszcze cyc, pielucha i druga również będzie gotowa. Uff, jakoś wychodzą z domu i tym razem nawet udało się uniknąć ucieczki kota – którego za każdym razem musi wnosić na drugie piętro. Znoszenie dwójki dzieci – to codzienne noszenie worka cementu, tyle mniej więcej ważą jej skarby. Endokrynolog zalecił jej rehabilitację kręgosłupa – nie tyle ciąże, co opieka nad dziećmi porządnie dały jej w kość. Neurolog nie bardzo jej pomógł na ból nadwyrężonego nadgarstka – maści sterydowe odpadają,a przecież karmi piersią. Czego by nie zrobiła, bez względu na to której ścieżki nie wybierze, ta historia nie ma happy endu.

Ból hartuje

Po dwóch porodach przyzwyczaiła się do bólu. Inna pewnie by już zwariowała, ale ona zaciska zęby i działa na autopilocie. Najbardziej przeszkadzają jej rany na dłoniach. Strasznie pęka jej skóra, a raczej schodzi całymi płatami. Dermatolog nie ma pojęcia co to. Endokrynolog sugeruje alergię pokarmową, ale od kilku miesięcy testy, leki i zmiana diety nie skutkuje. Na kolejnej wizycie słyszy, że być może te rany na dłoniach mają podłoże psychosomatyczne.  Najbardziej przeszkadzają jej rany na dłoniach, bo tak bardzo lubi hybrydę, a teraz nie może sobie na nią pozwolić. Najbardziej przeszkadzają jej rany na dłoniach, bo przy każdej zmianie pieluch krwawią jej ręce i potem musi zmywać z dzieci swoją czerwoną krew. Ale ten ból fizyczny to pestka przy tym jak codziennie czuje się samotna i smutna. Ma dosyć tych swoich nastrojów, ciągłego smutku, żalu i niezadowolenia. Nie potrafi cieszyć się tym co ma. Nie docenia chwil, które nie wrócą. Jest jej obojętne co robią, co jedzą, czy spędzą weekend w domu, czy poza miastem. Nie interesują jej kolejne zakupy. Nie za bardzo wie, co ma pisać znajomym, więc wysyła im zdjęcia uśmiechniętych dzieci. Głupio jej jest narzekać, przecież ma wszystko – czego pragną inni. Kocha, jest kochana, ma rodzinę. Nie powinna się skarżyć bo przy jej wynikach dwie ciąże rok, po roku to prawdziwy cud. Zdecydowała się być żoną z miłości. Matką została z tego samego powodu. Dlaczego zatem nadal jest tak okropnie smutna i samotna każdego dnia?

Pozornie poukładane życie

To może być twoja żona, siostra, matka, przyjaciółka, szefowa, koleżanka, albo sąsiadka, którą codziennie mijasz  w drodze do pracy. To mogę być ja, to możesz być ty. To wszystko i tak jest bez znaczenia. Smutek jest w każdym z nas bez względu na to co mamy lub czego nie posiadamy w danym momencie. Samotność bardzo często pojawia się w najbardziej wypełnionych domach, w najbardziej licznych rodzinach, w najbardziej przyjacielskich paczkach znajomych. Samotność i ból istnienia, który każdego dnia paraliżuje twoje myśli. Który nie pozwala dostrzegać tego co dobre, mocne i kochane. Ból, który uniemożliwia normalnej funkcjonowanie. Samotność, która powoduje, że nie masz ochoty obudzić się następnego dnia we własnym życiu. Pozory, które zachowujemy aby nikt nas mocniej nie skrzywdził. Niemy krzyk, który jest ostatnim wołaniem o pomoc.  Osoby, które najwięcej się śmieją, najlepiej wspierają i doradzają, najczęściej są najbardziej nieszczęśliwe na świecie. Dlaczego? Być może dlatego, że najwięcej dostrzegają, czują mocniej, doświadczają więcej.

Twoja historia

Od kilku miesięcy czuła straszną pustkę. Samotność doskwierała jej coraz mocniej, mimo tego że nie mogła narzekać na brak towarzystwa. Sama do końca nie wiedziała o co jej chodzi. Postanowiła pisać o sobie w trzeciej osobie, żeby w razie czego wyłgać się, że tekst nie jest o niej. Samotność przeszywała ją na wskroś. Czuła się tak cholernie samotna, jakby tą samotność mogła poczuć na swoim nagim ciele. Gdyby wyrazić fizyczne odczucia tego jak jej smutno, samotnie i źle powiedziała by pewnie, że takie uczucie, gdyby wyjść na największy mróz zupełnie nago. Jakby każda obojętna rozmowa, fałszywe zainteresowanie i wyuczony uśmiech zadawały największy ból. Ostry niczym lodowe szpilki które wbija jej każda kolejna godzina pośród tłumu. Wśród ludzi, którzy patrzą na nią, ale nie dostrzegają niczego nadzwyczajnego. Tłumu, który do niej mówi, ale jej nie słyszy.  Zbiorowiska tych wszystkich znajomych twarzy, które od dawien dawna nie poświęciły jej chwili uwagi i nie miały ochoty posłuchać o tym, jak ten ból, jak tam samotność uwiera ją coraz mocniej. Jeżeli uważasz, że ten tekst jest wartościowy, koniecznie podaj go dalej. Jeśli uważasz, że to co pisze autorka jest ci bliskie, koniecznie poszukaj pomocy. Jeśli chcesz ze mną porozmawiać nie krępuj się, jestem tu dla ciebie.

 

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.
 

  • Cała prawda. Niestety od ludzi się teraz wymaga aby zawsze byli optymistyczni i uśmiechnięci. Ale przez to uśmiech ten jest sztuczny, przyklejony. Nawołują nas do pozbycia się negatywnych emocji takich jak złość czy smutek. Tymczasem one są naturalne i są sygnałami dla naszego ciała. Sama je czuję nie raz. Codzienna rutyna jaką opisujesz łatwo może je w nas wywołać. Złość dodaje motywacyjnego kopa a smutek daje znać by się wyciszyć. W trakcie tej rutyny słyszymy w głowie nieustanny dialog który izoluje nas od świata i jesteśmy z nim sam na sam. Czujemy się wtedy samotni mimo, że otaczają nas ludzie. Nie będę Ci pisać rad typu „uśmiechnij się, głowa do góry”. Gdyż człowiek czasem musi te emocje na spokojnie przejść. Pozdrawiam

    • Ogólnie dzisiaj nie chcemy mówić o tym co brzydkie, trudne i bolesne – takie czasy. Myślę sobie, że teraz jest ten czas kiedy w końcu mogę sobie z tym smutkiem pobyć, oswoić się i zobaczyć dokąd mnie doprowadzi. Zbyt długo wypierałam, że te wszystkie zł rzeczy mnie nie dotykają. Buziaki

  • Depresyjne to. Mam czasem wrażenie, że ludzie uważają, że „tak musi być”. Coś bardzo popsutego jest gdzieś na dnie tej przedstawionej postaci. Jasne, że wszyscy przechodzimy przez różne koleje losu i czasem jest smutno albo strasznie. Ale na co dzień nie. Życie nie ma tak boleć. Każdy z nas zasługuje na życie, z którego jest w głębi duszy zadowolony, którego chce więcej, nie, że zaraz w wiecznej euforii, ale w zadowoleniu, że jest tak, jak jest. Ale kiedy mówię to głośno, wiele osób patrzy na mnie jakbym urwała się z choinki i nie wiedziała, na jakim świecie żyję.

    • Mi się wydaje, że smutek jest czasem potrzebny do odnalezienie samego siebie i poukładanie wszystkiego na nowo. To poniekąd mój autoportret, uważam że zbyt długo zagłuszałam w sobie wszystkie złe emocje, nie pozwalałam sobie na żal, rozpacz itd. i teraz mnie to po prostu dopadło. Ale masz rację życie nie jest do bani codziennie – to sinusoida.

      • Smutek jest czasem baaardzo potrzebny.. i takie okresy też są nieodzowne, tylko, że nie nazywałabym tego codziennością, to raczej po prostu kryzys, ludzka rzecz. Wszystko się zmienia i to też się zmieni, życzę Ci by uczyniło Cię silniejszą i przytulam :*

  • Danusia

    4 lata temu przeprowadziłam się do innego miasta, mąż dostał tu etat, tu zostaliśmy. Bez rodziny, sami. Na początku było depresyjnie ale teraz jest dużo lepiej. Jestem zadowolona z naszego życia, bywa trudno, owszem, szczególnie z małym dzieckiem, bez babci. Bywa samotnie, kiedy nie mogę spotkać się z siostrą czy przyjaciółkami ale wtedy jeszcze bardziej doceniam wspólne chwile. Najlepszości 🙂

    • Dziękuję Danusiu za empatię i cieple słowa, Z dziećmi to zawsze jest wyzwanie. Wydaje mi się,że u mnie po prostu jest wielka kosmiczna kumulacja – ale to przejściowe. Buziaki

  • Od 7 lat mieszkam z dala od najbliższej rodziny i znajomych. Zostawiłam ich w stolicy, w imię miłości i dla miłości. To była pierwsza decyzja, którą podjęłam tylko i wyłącznie z myślą o sobie i swoim szczęściu. Początkowo czułam się trochę samotna – w końcu nie miałam tu nikogo, prócz (obecnego już) męża. Życie mnie jednak nauczyło, że nawet z dala od najbliższych można czuć się dobrze. A prawdziwi przyjaciele nie dadzą o sobie zapomnieć – choćbym mieszkała na krańcu świata. Doceniam każdy gest i każdą chwilę spędzoną z przyjaciółmi, mamą itd. A potem wracam nad morze i żyję. Ich obecność czuję w sercu i to mnie strasznie buduje. Strasznie współczuję osobom samotnym – przez wiele lat, jeszcze jako nastolatka, czułam to samo. Nigdy nie chciałabym wracać do tamtych czasów.

    • To co mi napisałaś Monika to coś co mi ogromnie bliskiego. Życie jednak weryfikuje przyjaźnie, czy też znajomości i miałam na myśli raczej samotność wynikającą z braku zrozumienia niż realnego osamotnionego życia.

      • Tak, wiem, odbiegłam od tematu nieco. Myślę, że samotność wynikająca z braku zrozumienia jest najgorszą opcją z możliwych. Przechodziłam przez to właśnie jako nastolatka – w szkole, w domu. Niby nie byłam sama, ale tak się czułam – moje potrzeby, smutki, przemyślenia nie liczyły się. Okropny okres, ale już za mną, na szczęście.

  • W gronie najbliższych też można czuć samotność, co czuję, czytając te słowa. W tej odsłonie, aż za bardzo jest mi to bliskie. A najłatwiej ubrać fałszywy uśmiech i udawać, że wszystko jest w porządku. Niektóre słowa opisują moją obecną sytuację. Gdzieś się godzę z takim obrotem spraw i uciekam w inne zajęcia, aby nie myśleć. Dzieci nie mam, więc nie wiem, jak jest w tym przypadku.

    PS. A co do tej skóry, sama mam problem z bardzo suchą i pękającą. Próbowałaś kosmetyków do skóry atopowej? Ja nie mam takiej diagnozy, ale zauważyłam, że tylko te kremy pomagają. Do mycia najlepszy jest Babydream.

    • Samotność czai się za rogiem i zaatakuje niewiadomo kiedy nawet najbardziej szczęśliwych ludzi.

      P.S Jola zdecydowanie używam do skóry atopowej i troszkę pomaga, ale z tym pękaniem na dłoniach – prawdopodobnie nieszczelne jelita i „coś” mi szkodzi. Diagnozuje się co 🙂

  • Duży przytulasek! :*
    Też tak czasami mam, na szczęście po nocy mi przechodzi…

  • Czytałam ten tekst już parę razy i nie widziałam, co mądrego mogłabym napisać… Smutny bardzo, ale niestety prawdziwy. I doskonale Cię rozumiem – Ty zresztą wiesz…

  • Smutek jest potrzebny i trzeba go przeżyć, a nie chować gdzieś na dnie, bo wróci ze zwielokrotnioną siłą.Dobrze jest dociec z czego ten smutek wypływa i czy można coś zrobić, nawet coś niewielkiego, aby czuć się mniej smutnym. A szczęście nie jest uzależnione od posiadania czegoś czy nie posiadania. Nie mam dzieci i często z tego powodu jestem smutny. Ale gdybym je miał, czy byłbym mniej smutny? Niekoniecznie.