Run Forrest run – jak zacząć biegać w ogóle?

Home/W RUCHU/Run Forrest run – jak zacząć biegać w ogóle?

Jeśli bieganie kojarzy ci się z koszmarem, a na wspomnienie lekcji WF-u z Panem Jeszcze Jedno Okrążenie dostajesz gęsiej skórki ten post skierowany jest do Ciebie. Tak, tak ja też dawniej uważałam bieganie za horror. Powiedzmy sprinty na krótkich odcinkach jeszcze jakoś znosiłam, ale tzw. „tlenówki” lub długie truchty doprowadzały mnie do płaczu i powodowały skurcz żołądka.

Moja biegowa trauma

Trenując sztuki walki biegać trzeba było. Wyboru nie miałam, prośby, groźby i gorące zapewnienia trenera, że wolę siłownie – niestety nie skutkowały. Klasyczne 40 minut na stadionie stawały się przykrym obowiązkiem prawie każdego dnia na porannym rozruchu. Później biegi „w malowniczym terenie” Mazur (czyli z górki, pod górkę, do lasu, przy jeziorze i z powrotem) stawały się męczącą rutyną. Trener kreatywnie „dobijał” mnie psychicznie różnorodnością swoich wymyślnych treningów biegowych. Gdy pobiegłam źle, gubiąc drogę w „nagrodę” dostawałam kolejne okrążenia. Gdy czas był za slaby, lub nie mieściłam się w założonym z góry rankingu dostawałam dodatkowe „treningi” indywidualne, albo motywujące ćwiczenia wzmacniające na nogi, zwane potocznie dżampingiem. Hura, chce się żyć… myślałam. Bieganie treningowe szło różnie, raz lepiej, gorzej, ale nigdy nie robiłam tego z przyjemnością.

Just do it

Przełom nastąpił tuż po kontuzji łokcia. Unieruchomiona ręka wykluczyła mój udział na macie i siłowni do minimum. Czułam, że energia mnie roznosi i muszę coś ze sobą zrobić. Zaczęłam biegać sama z siebie, pierwszy raz z przyjemnością, we własnym tempie, stylu i według intuicyjnie ułożonego treningu. Pierwsze „biegi” przypominały bardziej człapanie niedźwiedzia polarnego niż choćby trucht, ale z każdym kolejnym treningiem czułam się lepsza, szybsza, a dystans sam niepostrzeżenie się wydłużał.

Kluczowe pytanie dla początkujących biegaczy: co zrobić, żeby zacząć biegać?

Otóż, jest to bardzo proste: należy wyjść z domu i zacząć biegać. Bez wymówek, bez wiecznego przekładania, bez tłumaczenia się brakiem czasu, brakiem butów i brakiem chęci. Lenistwo nasze słodkie, to wróg numer jeden. Najciężej jest wykonać pierwszy krok. Do bieganie potrzebuje przede wszystkim chęci i motywacji. Po drugie wygodnego obuwia i dresu. Po trzecie miejsca do biegania. Jeśli bieganie po parku, lesie, ulicy cie przeraża, przerasta lub najzwyczajniej w świecie zawstydza, precz na siłownię. Na początek nawet bieżnia będzie dobrym rozwiązaniem.

Kilka praktycznych porad:

  1. Ostatni posiłek przed bieganiem zjedz najpóźniej godzinę przed planowanym treningiem. Niech to będzie coś lekkiego, żebyś nie czuł „falowania” w żołądku w czasie wysiłku.
  2. Pamiętaj o wcześniejszym nawodnieniu się. W czasie biegania tracimy dużo wody i pierwiastków mineralnych.
  3. Ubierz się wygodnie. Lubisz dres ok. wolisz Leginsy nie ma problemu. Odzież powinna być lekka, dobrana do warunków atmosferycznych, nie krępująca ruchów.
  4. Dobrze dobrane obuwie to podstawa. Nie za duże, nie za ciasne, nie za twarda podeszwa, nie za wysoka i nie zbyt niska. Wygodne obuwie sportowe, w którym czujesz się komfortowo na początek zupełnie wystarczy.
  5. Zabierz ze sobą mp3. Ulubiona muzyka pomoże przetrwać nie jeden kryzys na trasie.
  6. Biegaj w parze. W grupie zawsze raźniej. Bliska osoba w razie potrzeby podniesie cię na duchu, lub jeśli zajdzie potrzeba „doholuje do domu”.
  7. Uśmiech, motywacja i wiary we własne siły. Pamiętaj nie od razu Rzym zbudowano. Wyznaczaj sobie proste, realne cele. Metoda krok po kroku przyniesie oczekiwane efekty. Liczy się zaangażowanie, systematyczność i radość z biegania. nie forsuj się na dzień dobry.

Na pierwsze bieganie (w życiu lub nowym sezonie) warto wybrać się w ładną pogodę, tak by dodatkowo pozytywnie naładować akumulatory i się nie zniechęcić. Najlepiej zmotywować kogoś z bliskich do wspólnego biegania, tak by łatwiej było wytrwać w nowej formie aktywności. Najważniejsze to wyjść z domu, wciągnąć na siebie dres, założyć słuchawki i przebiec się takim tempem by sprawiało nam to radość. To nic, że początkowo będziemy mieli kolkę, zadyszkę i zakwasy. Z każdym kolejnym biegiem staniesz się mocniejszy, bardziej wytrzymały i szczęśliwy.

motywator_523f582828c8d9.40760510-600x600.png

Słomiany zapał i zakwasy lecz kolejnym treningiem. Niech od tej pory twoja rutyna przypomina tą pozytywną i aktywną, niech powoduje uśmiech na twarzy. Ludzki organizm jest  stanie wytrzymać bardzo wiele, więcej niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Niech waga, wiek i inne wymówki nie stanowią twojej wymówki. Przełam się i zrób coś dla siebie. Lekarze zalecają 40minut truchtu nawet osobom, które mają za sobą zawał serca… Bieganie jest pierwotną potrzebą człowieka. Nasz organizm po wysiłku fizycznym szybciej się regeneruje, dłużej zachowuje młody i zdrowy wygląd. Nasza kondycja psychiczna również się poprawia. Podczas wysiłku z naszego organizmu uwalniają się endorfiny, które odpowiadają za twój dobry humor. Przemyśl to i wybierz się na pierwszy bieg o lepsze jutro.  Wszystkich fanów sportów zapraszamy do sklepu z akcesoriami sportowymi Futbolsport.pl

************

 „Wszyscy mamy marzenia.

Aby się spełniły potrzeba dużo determinacji,

zaangażowania, samodyscypliny i wysiłku.”

– Jesse Owens

 

 

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Aniu, Ty to jesteś człowiek orkiestra! 🙂 Moja historia z bieganiem była prosta – wystarczyło ruszyć dupę, a później już poszło. Drugi dzień, to była jakaś masakra, wydawało mi się, że zakwasy mam nawet we włosach. Teraz staram się nie doprowadzać do dłuższego czasu bezczynności, żeby nie nabawić się ich z powrotem 😉

    • A biegasz na kilometry czy czas?:)

      • Biegam metodą 4 – 1, czyli 4 min intensywny bieg, a potem 1 min szybki marsz. Zaczęłam biegać pod koniec czerwca, potem od początku sierpnia zaliczyliśmy 5 tyg wakacji, więc do regularnego biegu wróciłam niecały miesiąc temu. Ciągły galop byłby po prostu niemożliwy 😀 Staram się biegać zwykle 40-45 min 😉

        • I tu Żonko muszę ci wejść w słowo. Otóż badania z Instytutu Sportu przeprowadzone w latach 90. jednoznacznie stwierdziły, że ludzie nawet po 40 r. życia, którzy przeszli zawał są w stanie przebiec ciągiem, bez zatrzymywania, w swoim tempie – truchtem 40 minut. Taki trening to wysiłek tlenowy, który bardzo dobrze robi naszemu serduszku i całemu układu krążenia. Wniosek jest taki: ogranicza nas tylko nasz umysł, człowiek może więcej niż mu się wydaje 🙂

          • Zgodzę się z tym w stu procentach! Dla potwierdzenia: ZAWSZE patrzę ile zostało do końca cyklu 4 min po przebiegnięciu 3 min 39 sek! 😀 Mój mózg ze mną wygrywa, ale na razie mi z tym dobrze 🙂 Moja kondycja jest naprawdę słaba i gdy wracam po bieganiu jestem czerwona jak godło Polski…

          • Oj tam z każdym treningiem jesteś lepsza 🙂 Pięknie, że ruszasz się <3

          • Serio? Nawet ci po zawale? Skończyły mi się wymówki. 🙂

          • Serio serio 🙂

          • Ej, no weź z tym wysiłkiem tlenowym, wytłumacz to po prostu tak, że tempo biegu niech będzie „konwersacyjne”. Czyli jeśli nie jesteś w stanie rozmawiać podczas biegu = biegniesz zbyt szybko 🙂 Bieg przeplatany z _intensywnym marszem_ też może być zbyt dużym wysiłkiem, zwolnić, potem zwolnić jeszcze bardziej i też będzie super 🙂 Slow jogging jest ostatnio bardzo modny 🙂

        • Wow, no to całkiem intensywny interwał! Ja póki co 1:1 i max 30 min :/.

          • Jak kiedyś dojdę do etapu 1:1 to będzie cud 😀

    • Ha ha orkiestra bo przypominam Bęben 😛 Dziękuję za dobre słowo, bardzo dobrze, że starasz się być aktywna. Zakwaski bolą po dłuższej przerwie, oj bolą 😛

      • U nas w domu króluje powiedzenie „durna” – Teść do Teściowej, Teść do naszej suki, ja do Męża „durny”. I tu za ten bęben muszę dodać: „durna” :*

  • Spróbuję! Na razie wszelkie „biegi” kończyły sie u mnie stanem przedzawałowym i zniechęceniem, ale coraz częściej czytam i widzę genialne efekty jakie uzyskują biegacze (w zdrowiu, wyglądzie, „spokoju głowy”), że chyba warto sie przełamać 🙂

    • Wiesz moim zdaniem warto robić to co naprawdę się lubi. Do niektórych form ćwiczeń, albo trzeba dojrzeć, albo i nie, bo z niewolnika nie ma zawodnika 🙂 Jeśli chodzi ci polepszenie kondycji to zalecam jakąkolwiek aktywność fizyczną,którą lubisz.Ważne by ćwiczyć regularnie minimum 40 minut 3* w tygodniu: rower, rolki, od biedy spacer 🙂

  • No szkoda, że jest tak późno, bo tak mnie zmotywowałaś, że poszłabym pobiegać. 🙂 Zewsząd taka motywacja, że chyba naprawdę zacznę. 🙂 Bo skoro bieganie jest pierwotną potrzebą człowieka…tak właśnie coś czuję, że potrzebuję.:) Skąd wiesz, że w szkole miałam Pana Jeszcze Jedno Okrążenie? 🙂 Jak ja nienawidziłam tego: biegniemy dookoła sali lub biegniemy dookoła boiska. Koszmar. Brrr… Na szczęście nic mnie już do biegania nie zmusza, no chyba, że autobus ;). Skoro więc nie muszę, to znaczy, że mogę. 🙂

    • Dawaj Basia- ja też chyba jak już nie muszę to chyba zacznę- bo jak to ujęłaś trafnie „bo mogę” ;).

      • Ciemno jest jak wracam, a ja ciemności się boję. I zombie chodzą. To znaczy jeden zombie – mój były ;-). A nikt mi towarzyszyć w bieganiu nie chce, pytałam. Och. Może weekendowe biegi uskutecznię.

        • Mam to samo boję się biegać wieczorami, dlatego rano wolę 😛

          • Jak wychodzę rano do pracy, to też jest ciemno. 😛

        • Ja na dworze po zmroku też bym się bała no i obuwia na taką pogodę do outdoorów nie mam. Zostaje bieżnia w klubie 🙂

      • Ewentualnie zostaje bieżnia, tam zawsze jest bezpiecznie 🙂

        • Tak tak, zwłaszcza teraz bieżnia to bezpieczny teren i ciepły 😉

  • Qurcze, nie wiedziałam że masz za sobą takie doświadczenie z bieganiem! Czapki z głów i w sumie spokojnie możesz radzić żółtodziobom biegowym jak chociażby ja ;). Przyznam że mnie bieganie zawsze nudziło i podeszłam do większych dystansów dopiero na biegach ulicznych (Orlen, impreza Nike, imprez Addidas). Przyznaje był fun- grupa nakręcała, rywalizacja,emocje, ale jako że ja to biegłam najwyżej do autobusu (era przed rowerowa) to ani techniki ani biegowego obuwia nie miałam. Dystanse pokonywałam z bananem na ryju ale potem kontuzja kolana i rehabilitacja 2 tygodnie. Także podpisuje się pod postem: Chcesz biegać? Ogarnij obuwie i zacznij małymi kroczkami pokonywać dystanse!
    A od zeszłego tygodnia robie sama bejbi steps i próbuje oswoić bieganie i na biezni truchtam ok.30 min po zajęciach- z czasem dojdę do 40 a może kiedyś pobiegniemy w jakimś biegu razem? I jeszcze Bookworma zgarniemy? 😉
    ps.A Toma Hanksa <3

    • Aguś masz rację, ja w ciąży tylko maszerowałam. Teraz też głównie marsz, bo cardio na redukcji to jak Amen w pacierzu musi być i koniec. Dla Bookworma mówiłam, że jak wrócę do formy to chętnie pobiegnę w jakimś maratoniku, bo obecnie to bym ię tylko toczyła 😀 Powiem tak, grunt że się ruszasz, nie kazdy musi biegać grunt by ćwiczyć, to co się lubi 🙂

      • Oj tak! Nic na silę! 🙂 ALe wiesz ja jestem ambitna i jak wszyscy biegają i biją życiowe rekordy to ja tez bym chciała! 😉
        A z tym cardio racja- nie może być too fas bo inaczej sie nie będzie spalało to co ma sie spalać ;). Nuda niemiłosierna jednym słowem 😉

  • Ja jakoś się do biegania nie umiem przekonać ;( Jak na razie udaje mi się chodzić na fitness co i tak uważam jest ogromnym sukcesem dla mnie. Właśnie próbuje wstać z zakwasami po wczorajszym… Ała… 😉

    • Zrób sobie ciepłą kąpiel i kisielek jedz, 2 razy dziennie to pomaga na zakwaski 🙂 Bardzo ładnie, ruszaj się – robisz to dla siebie 🙂

  • Świetny wpis, ja się w pracy nabiegam i póki co to mi wystarczy 😉 świetny wywiad, bardzo ciekawy 😉

  • Bieganie jest wspaniałe! Uwielbiam! Zwłaszcza jesienią 🙂 Bardzo fajny post z cennymi uwagami 🙂

    • Dziękuję 🙂 A jak biegasz? Dystanse, czy na czas? 🙂

      • Zdecydowanie dystanse 🙂 Staram się przy okazji każdego biegu wydłużać sobie choć trochę trasę 🙂

  • ajj ja to też nie mogę się do biegania przekonać, no way.. wolę jakąś inną formę aktywności – fitness np albo choćby spacer z kijkami wszyyyystkooo tylko nie bieganie. Zaraz mam w myślach lekcjue WF i 45 minut biegania wokół boiska bo nasza pani psor nie miala ochoty wymyslac nam innych zajec

    • No i dobra – grunt że się ruszasz i robisz to co lubisz 🙂 Nic na siłę 🙂

    • Z kijkami to pamiętam opowieśc kolegi, jaki to był mądry, że to „takie nic”. Zabrał żonie przeszedł się kilometr, dzień później ledwo go z łóżka ściągnęli 😀 bo padł i zaległ…
      Inna rzecz, że chyba każdy z nas miał swoje „fatum” wuefistę obrzydzającego aktywność fizyczną na długie lata…

  • I takich argumentów mi było trzeba…

  • Mnie nadal żadne argumenty nie przekonują do biegania, coś oporna jestem. Tym bardziej jak widzę co się za oknem dzieje i to jak muszę się ubrać żeby się nie rozchorować. Nie narzekam jednak i leniwa nie jestem, zainwestowałam w rower stacjonarny, czekam na wymianę po reklamacji i zaczynam ćwiczenia jak go poskładam.

    • To bardzo fajna inicjatywa 🙂 Lubię stoper, ja na bieżni maszeruję dzielnie 😛

  • Na rozpoczęcie biegania każda pora i każdy moment jest dobry. Jeśli jest motywacja, a nasz organizm podpowiadają „zrób to”, to trzeba dać sobie szansę 😉 Wiele osób obawia się biegania, ja wręcz bałam się tej dyscypliny, twierdziłam, że nie potrafię biegać (a przecież wpisane jest to w naszą naturę), nie potrafię prawidłowo oddychać, nie nadaję się do tego, a jednak spróbowałam i złapałam bakcyla. To wygodny sport. Zawsze pod ręką, niewiele od nas wymaga i możemy go uprawiać w każdych warunkach, tych pogodowych również.

    • sTo prawda, bardzo mi się podoba twoje spostrzeżenie, że bieganie zawsze mamy pod ręką 🙂 Wszystko tkwi w sile umysłu 🙂

  • Wiesz co, ja bym tylko z tym punktem z godziną po posiłku wydłużył ten czas. Zjeść coś lekkiego i odczekać minimum 2h, w moim przypadku nic tak nie generuje kolek i skurczów jak zbyt krótka przerwa pomiędzy posiłkiem a biegiem 🙂

    • Masz rację Paweł, choć tak naprawdę to kwestia indywidualna, a nawet zależy od dnia, bo u mnie z tym rożnie bywało 🙂

  • Kilka razy zaczynała i i chyba teraz dałam sobie spokój. Próbowałam z muzyką, z partnerem, solo, w różnych okolicznościach przyrody, będąc i nie będąc w formie, ale zdecydowanie to nie dla mnie. Nie straszne mi zakwasy, bardzo chciałam i byłam zmotywowana, ale każdy raz odchorowywałam. Koszmarny ból głowy, którego nie mogłam znieść. Może to tylko na początku? Może po jakimś czasie by przeszło, ale i nie chcę więcej ryzykować. Zdecydowanie wolę rolki, rower, bądź aerobik 🙂

    • Werko i wiesz co bardzo dobrze – nie ulegaj modom. Ja pisze takie sportowe, motywacyjne noty, po to żeby ogólnie przekonać do aktywności fizycznej, bo ruch jet w nasz zakorzeniony od przodków. A ty skoro masz swoich ulubieńców to śmaiło na niech śmigaj i nie waż mi się do biegania wracać 🙂 To ma być fun 🙂

      • Wiem, wiem 🙂 Tu nie chodzi o modę, tylko chciałam zrozumieć i poczuć to, co czują ludzie, którzy z taką fascynacją opowiadają o tym sporcie. Więcej nie będę próbować 😉