Rozkminki Blond[LINK]i

Home/LIFESTYLE/Rozkminki Blond[LINK]i

Każdy szanujący się bloger, a raczej taki który marzy o tysiącach odsłon, milionie monet, całej masie komentarzy i ruchu na stronie ma swoje link party, no to mam i ja! Ale, żeby nie było tak, że już naprawdę wyginam mój, bądź co bądź zgrabny, umięśniony i ciężko wypompowany przysiadami tyłeczek tylko w stronę blogosfery, mam i coś dla ciebie, czytelniku nieblogerze. Bo tak naprawdę, to właśnie ty kochany odbiorco jesteś moim największym marzeniem, twoja obecność, komentarz i czas ze mną przy kawci to coś co jest moją motywacją do robienia tego całego zamieszania.

Rozkminki z blond czuprynki

Muszę przyznać, że jestem mistrzynią pozytywnego PRu, bo jakby nie było z każdej swojej cechy czynię atut i znak rozpoznawczy. Zapamiętajcie, że ja w życiu nie miałam nadwagi lub zbędnych kilogramów, absolutnie nie – jestem apetycznie, puszysta jak poranne latte na mleko sojowym (ultra zdrowym), no ewentualnie mam krągłości jak muffinka – to dobre porównanie, jest słodka, ciepła i aromatyczna, taka cała ja. To tak tytułem wstępu, wiecie jak macie mnie tratować – ultra poważnie i z szacunkiem godnym Blond Słodkości.

Akceptacja lekcja pierwsza

By jakaś wartość z tego tekstu płynęła podzielę się z wami moim sekretem. Otóż by żyć w zgodzie z własnymi ja – trzeba zaakceptować siebie takim jakim się jest. Może brzmi to banalnie, ale nie ma sensu wyrzucać sobie, wady, błędy czy niedoskonałości. Pewnie, że każdy z nas ma jakieś tam „niedociągnięcia”, ale to właśnie one powodują, że jesteśmy wyjątkowi. W drodze do zaakceptowanie siebie kluczowe jest przyjęcie do świadomości, że nasze „ładne i pogodne” oblicze, oraz to „pochmurne i brzydkie” jest integralne i niezbędne do funkcjonowania.

Bez motywacyjnej gadki

Serio, serio jak mówił Osioł ze Shreka – to że mamy fajne i niefajne cechy czyni nas dopiero kompletnym bytem, z którym my sami musimy wytrzymywać całe nasze życie. A wiecie na pewno, że nie ma nic trudniejszego niż znoszenie swoich własnych humorów, wpadek, porażek a również sukcesów – bo jak tu żyć, żeby sodówka nam nie uderzyła do głowy. Albo jak to mówił Siara z Kilera, żeby nam się sufit czasem na łeb nie spadł. Zachowanie zdrowego rozsądku między dobrymi i gorszymi momentami to nie jest łatwa rzecz, ale tylko dzięki niej masz szansę polubić siebie takim jesteś.

Słowa w czyny

Jeśli co miesiąc wydajesz fortunę na poradniki motywacyjne, bo marzy ci się odkrycie tajemnicy sukcesu wielkich ludzi, szczerze ci mówię odpuść to sobie. Tą kasę lepiej zainwestuj w to co lubisz naprawdę: kawa, czekolada, nowe buty, gra komputerowa, karnet do kina, cokolwiek. Przestań się rozliczać jak srogi nauczyciel, tylko daj sobie luz. Załóż tzw. margines pomyłki, czy też wpadki i nie rozpamiętuj jak coś nie pójdzie. Spójrz na to z przymrużeniem oka, powiedz do lusterka: kurczę zagapiłem się, to przez niewyspanie i zaśmiej się, z tego jaka z ciebie gapa – na pewno następnym razem zrobisz to lepiej. W końcu wyciągniesz wnioski z własnych błędów, doświadczysz czegoś nowego, czujesz to? By uniknąć wewnętrznych dramatów czasem wystarczy spojrzeć na siebie życzliwszym okiem.

Jak nie ty to kto

Pamiętaj, że jeśli sam o siebie się nie zatroszczysz, to nikt inny za ciebie tego nie zrobi. Tylko tyle, albo aż tyle. Macierzyństwo daje w kość, nie bardzo jest okazja ubrać się sexy? Bez jaj, dla mnie zawsze jest okazja by wskoczyć w sukienkę i paradować w fartuszku gotując obiad. Nie robię tego dla innych – tylko dla siebie, lubię spojrzeć w lusterko i stwierdzić; wow nieźle dziś wyglądasz Aneczko, niezła z ciebie sztuka! Od razu mówię, że i ja mam dni „dresa”, „szlafrokowe mroki” czy „chaos i palma na głowie w jednym”, ale to są momenty, w których powalam sobie na luz i odpoczynek – tak jak wspomniałam tego też nam potrzeba. Prędzej, czy później nasz własny organizm się o to upomni, bo jak powiedział kiedyś, ktoś mądry: nie można być cały czas szczęśliwym – chemia mózgu by tego nie wytrzymała, to byłoby jak ciągły haj po narkotykach.

Dziękuję Aniu – proszę Aniu

Każdy z nas ma takie chwile, kiedy cierpi na tzw. syndrom niedopieszczenia. Co to oznacza? Że czasem brakuje nam pochwał, matczynego głaskania po główce, drapania po pleckach, przytulasków, komplementów, czy co kto lubi. Po pierwsze jak masz kogoś kto cię kocha, to powiedz i poproś o to wprost w chwilach zwątpienia. Tuż przed snem proszę często męża, żeby powiedział mi: coś dobrego, coś miłego, coś o nas, albo po prostu przytulił. Ale, sam sobie też możesz dogodzić. Jak? Nie, tym razem odpuszczam wam gadżety erotyczne, trzeba samemu się troszkę porozpieszczać. Jak zrobię pyszny obiad, to po wspólnym jedzeniu mówię: „proszę Aniu – dziękuje Aniu – było pyszne Aniu”. Mój Ukochany zawsze się z tego śmieje, ale wie, że mam rację. Inny przykład to celebrowanie samotnych chwil z książka, muzyką, kawą itd. I jest jeszcze jedna malutka, ale cholernie ważna rzecz: po dobrze zrobionej robocie, powiedz sam sobie: stary wykonałeś 100% planu, dałeś radę, jest gość! Naprawdę to działa. A teraz ten moment, kiedy to klikasz ten niebieski link, zostawiasz coś od siebie – niech to będzie najlepszy wpis z tygodnia, a potem wielka prośba odwiedź trzy osoby i skrobnij im coś fajnego. Będzie mi miło jak szepniesz o tej akcji innym i co miesiąc wpadniesz na Rozkminki Blondlinki.

********

„Sukces polega na przechodzeniu od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu.”

– Winston Churchill


About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Najważniejsze to jest mieć dystans do siebie 😉 My sobie często mówimy „coś miłego”. Po dobrym obiedzie zawsze słyszę, że był dobry, po kiepskim, że „coś Ci tym razem nie wyszło”. Ale cenię tę szczerość. A na dobranoc zawsze jest buziaczek od moich chłopaków. I na dzień dobry też! 😀
    Powodzenia z linkowym party. Już poleciłam 😉
    pozdrawiam serdecznie!

  • Niezła z Ciebie sztuka Aneczko…mówię Ci:))

  • Aniu, fajny pomysl, jak kazdy bloger, ktory marzy o milionach … odslon, korzystam z okazji i dolaczam sie. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Być na pierwszym historycznym link party u Niedealnejanny to obowiązek szanującego się blogera. 🙂
    A co do akceptacji siebie – uczę się. 🙂 I przyznam, że w tej szkole akceptacji dostaję różne oceny, czasami pojawiają się pały. 🙂 Ale ostatnio wpada coraz więcej szóstek, wię chyba nie jest źle. 😉

    • No ekstra, że na Ciebie zawsze mogę liczyć <3 Basia masz super facetów u swojego boku, dlatego żadnych dołków tylko do góry głowa, pierś do przodu i uśmiech na twarzy ma być codziennie, obowiązkowo 🙂

      • Tak jest! 🙂 Ale mogę od czasu do czasu pomarudzić, choć troszkę? 😉

  • Świetny poradnik zachowania umiaru, zdrowego rozsądku i akceptacji 😀 Wspaniale to Aniu ujęłaś. Bez filozofania i psycholowania 🙂 Tylko tak jak należało to zrobić. Całą sobą! Podobno nie słowa uczą tylko czyny. Podobno tylko kilka procent przekazu to treść. Reszta opiera się na reakcji na bodźce ruchowe, werbalne, kolorystykę etc, etc. U Ciebie przemawia wszystko jednocześnie. Dziękuję Ci za to, że piszesz o najprostszych rozwiązaniach: uśmiech, uprzejmość, dystans do siebie i świata 🙂 P. S. Przyłączam się z linkiem 🙂

    • Dzięki, że wpadłeś polinkować 🙂 Podobno najprostsze rozwiązania są najlepsze. Nie lubię pseudojazgotu motywacyjnego, wydawania kasy na kolejne „oświeceniowe” poradniki ludzi, którzy z znikąd się wzięli 🙂 Moja mama mawiała, że wzorce można czerpać zewsząd, oby tylko czytać, choćby komiksy – tam główna idea dobra i zła w sposób jasny jest przedstawiona i tak można sobie ze wszystkim, prosto, łatwo i bez spiny 🙂

  • „chaos i palma na głowie w jednym” padłam 😀

  • I za to właśnie podziwiam Cię i szanuję!

  • Jeden z lepszych postów „o swoim ja” jaki ostatnio czytałam, inne dziewczyny robią coś w rodzaju błagania o wybaczenie i wielkiego przepraszania czytelników za to jakie są, a Ty rzucasz nam sobą w twarz i krzyczysz „bierzecie taką jaka jest, albo pa!” i to jest fajne!
    Mam uczulenie na wszelkiego rodzaju „gadki motywacyjne”, bo wiem, ze to wszystko ma na celu pozytywne zmanipulowanie mnie…ale jednak…manipulowanie, dlatego się blokuję 😉
    PS: „bełkoty” są najlepsze, bo wtedy głębiej wchodzimy w czyjąś głowę i zapoznajemy się z próbką charakteru.

    • Bardzo dziękuję za tak pozytywną opinię 🙂 Nie lubię szablonowych rozwiązań i przerostu formy nad treścią. Każdy z nas ma swój potencjał, a życie jest za krótkie by ciągle koncertować się na wadach i dążyć do wyimaginowanego ideału z mediów 🙂

  • Z akceptacją jest jak z humorem 😀 raz jest dobry i uśmiech od ucha do ucha, a raz jest tak paskudny, że szkoda gadać 😉 Akceptacja siebie też jest, kiedy mam dobry dzień i nic mi nie przeszkadza, a kiedy jest gorzej to wiadomo. Ale mimo wszystko pracować nad tym trzeba. 🙂 szkoda życie na zamartwianie się zbędnymi kilogramami 🙂 Linkowe party – świetny pomysł! 🙂 coraz więcej takich akcji i dobrze, bo blogerzy muszą trzymać się razem 😉

    • Też tak mam 😉 Zazwyczaj czuję się ze sobą dobrze, ale akceptacja spada, kiedy jednego dnia usłyszę o swoim wyglądzie kilka przykrych rzeczy, bo szczerze mówiąc, ciężko się do tego zdystansować. Potrzebuję wtedy kilku dni, żeby dojść do siebie.

      • Na pewno… Ale wiesz ogólnie ludzie nie powinni przede wszystkim przesadnie poważnie traktować opinii innych na swój temat. Po pierwsze to niegrzeczne. Po drugie można nieźle się przejechać, ja np. zawsze staram się dostrzec coś fajnego i subtelnie o tym wspomnieć drugiej osobie, ale raz zachwyciłam się spontanicznie wzrostem koleżanki.. która okazało się ma problem z tym, że jest taka „wysoka”.. Nawet na myśl mi nie przyszło, że to może być problem.. dlatego lepiej uważać 🙂

        • To co dla nas zaletą czy wymarzonym stanem, dla innych może być czymś co trzeba ukrywać lub się tego wstydzić. Przykładowo piegi, zawsze się nimi zachwycam, ale nie każdy chce je mieć. 🙂

    • No pewnie! Mogę powiedzieć, że doskonale zrozumiałaś mój przekaż, a z kilogramami wiesz jak jest u kobiet – wszystko jest względne i zmienne jak pogoda lub humor właśnie 🙂

  • Jesteś super zakręcona osobą i to jest wspaniałe! ❤

  • Uwielbiam takie super pozytywnie zakręcone babki 🙂 Świetny wpis, nic dodać, nic ująć, podpisuję się wszystkimi kończynami! Kluczem do szczęścia jest akceptacja samej siebie a gorsze dni miewa każdy. Byle do przodu 🙂

    • Dokładnie i to z cycem dumnie wyprężonym 🙂 bez względu a rozmiar 😉

  • Aniu, jesteś super. Ja się coraz częściej zastanawiam, na ile ta umiejętność cieszenia się sobą i życiem jest domeną ludzi, którzy się swoje w życiu nasmucili. Tak jak śpiewała kawałek czasu temu Natalia Kukulska: https://www.youtube.com/watch?v=RaYShyAZYPA

    • Norma uwielbiam ten kawałek, stary ale ma moc! Umiesz czytać z ludzi – faktycznie negatywne, a raczej bolesne doświadczenia potrafią zrobić porządek w głowie i nauczyć, że nie ma czasu i sensu tracić życia an smutki 🙂

      • U mnie to taki fach <|:^*

  • Wszystko zależy od tego, czym jest dla nas porażka, bo dla jednych może być to rozlane mleko a dla innych to, że ktoś wjechał nam w tył samochodu, na co specjalnie nie mieliśmy wpływu. Wszystko jedno! W każdej sytuacji można znaleźć dobre wyjście i wyciągnąć dobre wnioski. Dobre, to znaczy takie, które wniosą w nasze życie coś pozytywnego. Właśnie tak pozytywnego jak ten tekst 🙂

    • Piękna puenta – może zatrudnią cię do marketingu wyczuwam potencjał 🙂

      • To tylko pozory. Poza tym w marketingu pracują hieny a ja zdecydowanie wolę ludzi 🙂

  • Pierwszy krok do szczęścia – polubić siebie 🙂
    A do przytulasków idealnie się nadają koty. One zawsze wiedzą kiedy są potrzebne 😉

  • Wydaje mi się, że trzeba dojrzeć, aby w końcu zaakceptować siebie. Kiedyś byłam bardzo skupiona na sobie, na poprawianiu wad, podkreślaniu zalet. Niestety skończyło się masą kompleksów. Kilka lat temu odpuściłam i zaakceptowałam siebie. Nie zwracam już uwagi na moje wady i kompleksy, nikt nie jest idealny. Od tamtej pory otrzymuję wiele komplementów, także od nieznajomych osób 🙂 To jest mocno budujące i utwierdza mnie w przekonaniu, że warto pielęgnować w sobie pozytywne cechy i dbać o swoje atuty.

    • Masz rację – walka z wiatrakami i pogoń za ideałami, które tak naprawdę kreują inni prowadza nas donikąd. Jako ambitna sztuka nie mogłam sobie nigdy wybaczyć tego, że mimo miłości do sportu, ogromnego poświęcenie i bycia wysportowaną moje ciało nie jest wizytówką – odpuściłam, bo mój mąż zakochał się we mnie , chyba w najgorszym momencie dla mojej sylwetki, gdy ze sportowca zaczęłam przypominać puszystą kulkę (hormony, zerwanie z treningiem i parę innych problemów). Nie ma sensu sie katować, tylko po to by innym przypodobać 🙂

  • Powinno się jeszcze dodać: Zbyt często wymagamy, zbyt wielkich rzeczy, w zbyt krótkim czasie. Zrozummy, że pewne sprawy potrzebują nie roku, a pięciu lat, by dobrze się rozwinąć. Nie rezygnujmy więc przedwcześnie! 🙂

    • Bardzo trafna uwaga! W odniesieniu do polskiej rzeczywistości te słowa są zbawienne: chcemy zmian i efektów, a najlepiej sukcesu natychmiast. Nie tędy droga…

      • Dokładnie a współczesny świat w ogóle na wielu płaszczyznach usiłuje przyzwyczaić nas do natychmiastowej nagrody. Spójrzmy, jak szybko nudzimy się rzeczami, jak często rezygnujemy, bo nie ma czegoś na „już”. Zupełnie jak w „Nowy Wspaniały Świat” Huxleya.

  • Gdzie ja i akceptacja siebie, światełko w tunelu. Tym razem, na szczęście, czerwone, kiedyś było białe i nie kończyło się to dobrze. Twój tekst przemawia do mnie bardziej niż te tysiące motywacyjnych tekstów. Podziwiam Twoją postawę, daleko mi do niej, ale to nie oznacza, że jej nie osiągnę.

    • Bardzo się cieszę, że moje słowa działają pokrzepiająco, bo ja również nie znoszę wszelkich poradników i manipulowania emocjami ludzi 🙂

  • Ola

    Jesteś super i cieszę się, że Cię w tej wielomilionowej blogosferze poznałam i trafiłam, już nawet nie wiem jak. Pisz – będę się starać zawsze coś po sobie zostawiać po przeczytaniu i wspomagać trybiki, by robiły miliony monet 😀

    • Och jak dobrze mieć wsparcie w wyścigu do bogactwa 😀 Ola dziękuję że jesteś :*

  • Ja każdego dnia uczę się dystansu do siebie… i będąc z moim Lubym chyba zaczynam osiągać poziom mistrzowski 😀 ! Bo choć nie przebiera w komplementach, potrafi też „dla rzekomego żartu” powiedzieć różne „rzeczy”… – kiedyś reagowałam smutkiem, dziś wiem, że im bardziej akceptuje siebie, tym bardziej wydają mi się żartobliwe i śmieszne! 🙂

    Fajnie, że zorganizowałaś linkparty!

    Pozdrawiam ciepło,

    Panna Joanna

    • I fajowsko, ja czasem za bardzo się koncentrowałam na sobie, ale grunt to przez życie przejść z uśmiechem, dystansem i bólem żeber z rozbawienia :)Pozdrawiam równie ciepło 🙂

  • Świetny tekst Aniu. Zarażaj dalej optymizmem i swoim podejściem do życia, bo jest godne pozazdroszczenia 🙂

    • Sylwia dziękuję i cieszę się, ale żeby nie było czasem i ja mam dzien darcia kota 😀

  • Ania, kiedy Ty na wszystko znajdujesz czas? I jeszcze tak zarażasz optymizmem. 🙂

    • Między gotowaniem, czytanie, pisaniem , niańczeniem Zuzy i kotów, a przytulaniem męża 😉

  • Eh a ja jestem taka mocno wymagająca w stosunku do siebie, że zaakceptowanie siebie wcale nie jest takie proste ;))

    P.S. Oczywiście biorę udział w linkowaniu 😉

    • Super, że jesteś – dziękuję. Znam ten ból, ale z ambicji i perfekcjonizmu skutecznie leczy: miłość i macierzynstwo 🙂

  • Tytuł seri-mega! Sama nie wpadłabym na lepszy ;).
    A co do tematu: 100% się zgadzam! Podstawa szczęścia w życiu i zdrowia psychicznego to zaakceptowanie siebie! Nie jest to łatwe ale warto to zrobić bo życie mamy jedno i szkoda je zmarnować na dołowaniu siebie!
    ps. Następne link part będę pilnować tajmingu bo jak zawsze w lekkim niedoczasie..;)

    • Cieszę się, że się podoba i tak pozytywne opinie zgarniam – jednak dobro powraca 🙂 A z niedoczasem – wiem jak jest, sama nie ogarniam terminów 😀 Haha Póki co link party robię raz w miesiącu i jedne środy zapoznawcze będą na FB też raz na miesiąc, bo ilość projektów w które jestem zaangażowana nie pozwala na wierszą częstotliwość 🙂