STYL ŻYCIA

Pamiętasz mnie, czy w twoich wspomnieniach jestem już całkiem wyblakła?

Relacja matki z córką jest zarówno jedną z najpiękniejszych i najtrudniejszych relacji jednocześnie. Absolutna miłość, bezgraniczne oddanie. Symbioza. Matczyna miłość nie zna granic. Dziecięce oddanie motywuje bardziej niż każdy inny sukces. W relacjach matki z córką bardzo często iskrzy. Wiele kobiet nie rozumie, że w chwili gdy same zostają matką przekazują swoim córkom coś więcej niż geny oraz bezgraniczną miłość. Nasze lęki, porażki, kompleksy, marzenia, niespełnione ambicje oraz relacje z własną rodzicielką rzutują na to jak ułożymy własną relację z córką.

W końcu jesteś na świecie córeczko

Pojawiłam się na świecie jako twoje czwarte, ostatnie dziecko. Podobno byłam totalnym zaskoczeniem. Mówiąc kolokwialnie byłam wpadką. Ale ze względu na to, że jestem kobietą podobno spełniłam twoje marzenie o córeczce. Jestem w stanie to zrozumieć. Jeszcze jako dziecko marzyłam o siostrze. Potem jak pojawiały się myśli o dzieciach, pragnęłam wyłącznie córki, tak naprawdę dwóch córek, które już na szczęście mam. Podobno najmłodsze dziecko w rodzinie jest taką maskotką, żywym zwierzątkiem, pupilkiem. Piszę podobno, bo nigdy tego nie doświadczyłam. Mogło by się wydawać, że wyczekiwana córeczka będzie oczkiem w głowie rodziców, a już szczególnie w ramionach mamy… O takich dzieckiem, którym ja byłam mówi się: cud, wyczekiwane, spełnienie marzeń, lub dopierdala się z gruber rury określając: córeczka tatusia, wierna kopa matki lub rozwydrzona księżniczka. Szczerze żałuję, że żadnych z tych określeń nie doświadczyłam, bo od zawsze czułam się jak powietrze. Bezbarwna, bezwonna, niezauważalna. Niby niezbędna do życia, ale totalnie niedoceniana.

Poczucie bezsilności, beznadziejności i niemocy

Wychowywanie się w rodzinie z problemem alkoholowym powoduje, że dziecko bardzo szybko przestaje być dzieckiem. Szybka szkoła dorastania. Nauczenie się, że twoje potrzeby są nieistotne, że jeśli czegoś potrzebujesz to tak naprawdę możesz liczyć na siebie. Bardzo częste poczucie beznadziei, bo co małe dziecko tak naprawdę może zrobić z tym co się dzieje w jego domu? Początkowo reagujesz płaczem, desperackim wręcz nie ukojonym szlochaniem. Przyśpieszone bicie małego serduszka staje się normą. Ciągłe poczucie czuwania. Przeżywający strach o mamę, że pewnego dnia się nie obudzi, że nie straciła przytomności, tylko po prostu umarła. Ale nic nie trwa wiecznie. Błyskawicznie zdajesz sobie sprawę, że płacz tylko pogarsza sprawę, że rozwściecza go jeszcze bardziej. Szybko łapiesz, że jedyną formą kontaktu jest krzyk. Nie lubisz krzyku, nie lubisz hałasu, w ogóle masz problem z dźwiękami przeżywasz je nad wyraz mocno.

Niech ktoś mnie w końcu doceni

Jako mała dziewczynka szukasz zrozumienia, uwagi oraz miłości poza domem. Najpierw próbujesz znaleźć sobie przyjaciół w szkole, ale ze względu na kiepski wygląd nie masz na to szans. Zaczynasz rozumieć, że pani wychowawczyni faworyzuje dzieci które są ładnie ubrane, mają markowe rzeczy, bajerancki plecak, wypasiony piórnik z wyposażeniem i są uśmiechnięte. Ty masz okrągłą buzie, stare niemodne dżinsy po starszym o cztery lata bracie. Twoje oczy są ogromne. Dwie błękitne tafle jeziora, w których odbija się strach, niepewność i smutek. W skrytości ducha marzysz o plecaku w kolorze wściekłego różu z Barbie. Pragniesz tiulowej sukienki, tego by mama się z tobą pobawiła, a koleżanki z klasy cię lubiły i chciały się z tobą bawić. Niestety w wieku ośmiu lat po raz ostatni raz zdarza ci się marzyć. Kiedy na Gwiazdkę dostajesz pamiętnik ze sklepu papierniczego zamiast domku dla lalek, wiesz że nikt nie wnika w twoje potrzeby. Kiedy na Dzień Mamy w podstawówce przychodzi twój najstarszy brat zdajesz sobie sprawę, że mamie na tobie wcale nie zależy. Kiedy na konkurs piosenki prowadzi cię twój młodszy brat uświadamiasz sobie, że jesteś kłopotem. Na pierwsze zawody judo zabiera cię autobusem tata twojej przyjaciółki, z którą zresztą przegrywasz w pierwszej walce i utwierdzasz się w przekonaniu, że jesteś nikim.

“Odwróć się do ściany i śpij!”

Jesteś już praktycznie pogodzona ze swoim losem. Lekcje odrabiasz na kolanie przed lekcjami lub na opuszczonej desce muszli klozetowej w waszym ciasnym, dwupokojowym mieszkaniu. W twoim pokoju, który dzielisz razem z trójką braci nie ma to na miejsca. Do samego rana trwa ostra impreza twoich rodziców. Ojciec po pracy wpada standardowo do domu podpity z dwójką, albo trójka kolegów. Mama się go boi, więc zgadza się na te libacje. Wszystko toczy się w „waszym” pokoju, gdzie stoi kanapa, łóżko piętrowe i duży stół pod oknem. Przy tym stole jest bardzo głośno, wesoło, leci mięcho, oraz unosi się gęsta chmura dymu papierosowego. Na nieśmiałą prośbę, aby towarzystwo było ciszej dostajesz krótką komendę: „odwróć się do ściany i śpij”. Na kolejny dzień podczas odrabiania lekcji zostajesz wygoniona od stołu bo tata znów przychodzi z kolegami, mimo że dopiero jest środa. Nie możesz skończyć pracy domowej, gdy o tym wspominasz słyszysz, że trzeba było: „odrabiać lekcje wcześniej”.

Tego nie możesz, bo nie będzie dla ojca na obiad

Sytuacje z kolejnych dni wpajają ci jeszcze mocniej, że nic nie znaczysz. Nie możesz zjeść na obiad mielonego, bo nie starczy dla ojca. A ten jak przyjdzie z pracy i nie dostanie obiadu z dwóch dań to będzie zły. A jak tata jest zły to robi awanturę i krzyczy. A ty nie chcesz, żeby krzyczał na mamę. A ty boisz się, że na krzyczeniu się nie skończy, że tym razem znów ją uderzy, popchnie, a ona tym razem nie zemdleje, tylko umrze. Rozumiesz tę sytuację i nawet nie żal ci tego mielonego, tej szynki na kanapkę, czy soku porzeczkowego, który służy jako zapojka do wódki. Wstydzisz się tylko tego, że w szkole dzieci mają 7daysa, pączka, kanapki z sopcką i sałatą, a ty nie masz albo kanapek wcale, albo takie posmarowane dżemem, nawet bez masła. Potem jak zaczniesz zarabiać pierwsze pieniądze to będziesz jadła trzy pączki na śniadanie, zagryziesz to tabliczką czekolady, a mielone? Mielone będą u ciebie na obiad codziennie, bez ziemniaków, bez chleba, same.

Boję się o mamę, dlatego będę dzielna

I wtedy kiedy już zrozumiałaś na każdym kroku, że twoje życie i problemy nie są istotne, że nie masz szans na poprawie swojej sytuacji życiowej i finansowej (w końcu co może nawet rezolutna ośmiolatka) postanawiasz, że zrobisz coś innego. Nie możesz wyróżniać się tym, że pięknie wyglądasz. Nie jesteś przebojowa, nie masz żadnych talentów, ale obiecałaś sobie jedno: będę najlepsza! We wszystkim za co się wezmę będę najlepsza i już! Tego mi nikt nie zabierze, dlatego będę się dobrze uczyła, będę ładnie malowała, będę dobra w sporcie i będę pomagać innym. Od czwartej klasy szkoły podstawowej przyzwyczajasz rodziców do świadectwa z czerwonym paskiem. Pojawiają się pierwsze dyplomy w judo. Oprócz sportu chodzisz na rzeźbę, pochłaniasz wszystkie możliwe książki z domu i bibliotek, oraz rysujesz coraz to nowe „obrazy”. Pastele, akwarele i rzeźba przynoszą ci największe ukojenie. Chodzisz jeszcze na kółko teatralne, harcerstwo, słowem robisz wszystko, aby po lekcjach nie wracać zbyt szybko do domu.

Pewność siebie moją tarczą

Świetne wyniki w nauce, nagrody za sport, sztukę oraz zajęcia wokalne mocno cię podbudowują. Zostajesz przewodniczącą samorządu szkolnego. Zaczynasz być popularna, raptem wszyscy cię lubią. Jesteś w centrum zainteresowania. Chłopcy zwracają na ciebie uwagę. Największy i najprzystojniejszy łobuz w szkole zostaje oficjalnie twoim chłopakiem. Mata staje się twoim drugim domem. Co prawda w sporcie musisz jeszcze poczekać na spektakularny sukces, ale dyspotyczny trener staje się dla ciebie całym światem. Wszystkie swoje niezaspokojone uczucia w relacji tata-córka kumulują się na nim. Jest dla ciebie autorytetem, opoką, przyjacielem, ojcem, wszystkim. Treningi umacniają twoją pewność siebie jeszcze bardziej. Od tej pory dowiadujesz się od innych, że jesteś tytanem pracy, że jesteś niesamowicie skromna, oraz bardzo otwarta i pomocna. W głębi duszy cieszysz się, że nie widać po tobie na pierwszy rzut oka z jakiej rodziny pochodzisz…

Mamo, błagam odejdź ze mną

Gimnazjum i ogólniak wspominasz jako bardzo dobry okres, który wypełniała ci nauka i sport. Ponad połowę roku szkolnego spędzasz na obozach i zawodach judo, dzięki temu czujesz się bezpieczna. Nie musisz martwić się o to co zjesz na obiad. Za stypendium sportowe kupujesz pierwsze modne dżinsy. W końcu stać się na kino, wyjście na kawę czy pomadkę nivea do ust. Jesteś niesamowicie zdyscyplinowana. Treningi na macie 4 lub 5 razy w tygodniu. Codzienny rozruch w postaci biegu tuż po przebudzeniu. Prowadzisz nad wyraz higieniczny styl życia: regularny sen, zbilansowana dieta, dużo aktywności fizycznej, zero alkoholu i innych używek, tylko ten stres… Na stres nie masz wpływu, bo w twoim domu każdego dnia ma miejsce prawdziwe piekło. Przygotowując się do trzecich Mistrzostw Polski tuż po maturze czujesz, że wszystko wymyka ci się spod kontroli. To wtedy po raz pierwszy daje o sobie znać Hashimoto, mimo że jeszcze nie masz o tym pojęcia. Wszystko ci się sypie, a najbardziej psychika. Prosisz mamę, aby odeszła z tobą od ojca i zapewniasz ją, że wynajmiecie stancję.

Najgorsze rozstanie w życiu

Stratę mojej mamy odczułam w swoim życiu kilkakrotnie, nie tylko jak umarła. Pierwszy raz, kiedy zostawiała mnie w przedszkolu. Drugi raz, kiedy nie pojawiła się na Dniu Matki w szkole. Trzeci raz, kiedy nie było jej na przeglądzie piosenki. Czwarty raz, kiedy nie było jej na moich pierwszych zawodach judo. Setny raz, kiedy przez 13 lat treningów nie przyszła ani razu na matę. Tysięczny raz, gdy nie wyniosła się ze mną z domu, mimo że cholernie jej potrzebowałam. Pakując swoje rzeczy obydwie ryczałyśmy tak, jakby to był koniec wszystkiego. Ona mnie błagała, żebym została, ja ją błagałam, żeby odeszła razem ze mną. Odeszłam sama. Na pierwszym roku studiów musiałam rzucić judo, aby pójść do pracy i zarobić na opłacenie studiów i utrzymanie siebie na stancji. Do domu wróciłam na rok, gdy broniłam magisterkę. Mój ojciec wtedy w końcu się uspokoił, bo w wyniku cukrzycy amputowano mu nogę. Przestał pracować, skończyło się chlanie, awantury i interwencje policji, po kilka razy dziennie. Zniknęła krew z klatki schodowej. Nie było powyginanych framug w drzwiach. Skończyło się wybijanie talerzy. Można było zacząć żyć.

To był dziwny rok

 Rok 2012 „był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia”. Henryk Sienkiewicz “Ogniem i miczem”

Ojciec po amputacji był niemożliwy. Uprzykrzał nam życie na każdy możliwy sposób. Alkoholik na przymusowym odwyku, bo operacja, bo strata nogi, bo został inwalidą. Bez alkoholu nie dawał rady psychicznie. Wszystko kumulowało się na mamie. Interwencje policyjne zastąpiły interwencje pogotowia ratunkowego, które zabierały go do zakładu psychiatrycznego… 7 września 2012 roku serce mojej matki przestało bić. Poddała się. Nie wytrzymała tego wszystkiego co nas spotykało. Była bezsilna, nie radziła sobie z życiem, nie widziała możliwości na poprawę. Wtedy straciłam ją po raz ostatni.

Noszę w sobie cząstkę ciebie

Relacji córki z matką są szczególne, często specyficzne. Bez względu na to jak bardzo chciałabym uniknąć twoich błędów mamo, noszę w sobie cząstkę ciebie. Jestem dokładnie taką samą supermanką, jak ty. Dźwigam na sobie masę bolączek innych. Twoje lęki przeszły na mnie mimo tego, że nigdy nie dałaś po sobie poznać, że czegoś się boisz. Mam twoje oczy, kolor włosów, dłonie i tak samo fajny, wąski tyłek z którego zawsze byłaś dumna. Za często przeklinam i krzyczę. Za mocno ufam ludziom i za bardzo przeżywam jak ktoś mnie odtrąca. Nadal wierzę w dobro i nie przyjmuję do wiadomości, że coś może mi się nie udać. Swoim córkom przekażę więcej niż chcę. Jestem świadomą, zaangażowaną matką, którą ty nie miałaś odwagi być. Cenię swoją rodzinę, ale wyznaję zasadę, że najpierw ja, a potem reszta świata. Nie jestem idealna, ale wiem, że jestem wystarczająco dobra. Czasem tylko się boję, że z powodu mojego największego kompleksu, nie będę potrafiła kochać tak mocno moich córek, jak mimo wszystko ty mnie kochałaś.

19 KOMENTARZY

  1. I w dodatku jesteś bardzo odważna pisząc o tym wszystkim… Strasznie Ci kubicuję! Nie wiem, nie rozumiem, jak można tak bardzo zaniedbać dzieci… Podziwiam Cię, że mimo wszystko, wybaczyłaś. I się podniosłaś. Zdobywasz świat 🙂
    Moja historia też nie jest kolorowa, ale powoli zapominam złe chwile, pielęgnując w myśli te najlepsze wspomnienia.
    Całuję i ściskam

    • Bardzo dziękuję Dorota <3 pewnie,gdyby pogrzebać bardzo mocno w każdej rodzinie znajdą się pewne niedopatrzenia, które neistety przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Moc wybaczenia działa oczyszczająco na naszą psychikę i ułątwia poukladanie sobie życia na nowo 🙂 Super, że ty róeniez skupiasz się na tym co dobre - tak trzeba żyć. Nie unikniemy błędów w rodzicielstwie, ale grunt by popołniać swoje, a nie naszych rodziców. Grunt by się nie nastawiać na idealne życie, tylko mieć zdrowe podejscie, na zasadzie "okej, coś mi nie wyszło, ale kocham moje dziecko, chce dla nego najlepeij, przeproszę i poprawie to co dam radę " 🙂

  2. Mama.Najcenniejsza osoba w naszym życiu.Strasznie przykro, że straciłaś tak szybko swoją. Swoją opokę.
    Masz rację, że córka nosi w sobie cząstkę mamy. Jej lęki o obawy. Ja akurat może od swojej mamy aż tak dużo nie przejęłam, ale moja młodsza siostra ma jej charakter.
    Choć wydaje mi się, jak obserwuję otoczenie, iż relacja matki z synem też może być taka. Syn też przejmuje cechy matki…
    Bardzo Cię podziwiam za odwagę. Za szczerość. Ta szczerość przyciąga mnie do Twojego bloga.
    Ja sama niedawno zdecydowałam się opisać na blogu moje bolesne przejścia. Akurat macierzyńskie. Zrobiłam to m.in. dzięki inspiracji takimi osobami jak Ty.
    Bałam się, ale chyba było warto bo dostałam masę wiadomości od ludzi, którzy mówią, iż im pomogłam…

    • Kasiu dziekuję za twoje słowa. Na pewno relacje mamy z synem są równie piękne, ważne i mocne,ale te kobiece relacje są zawsze jakieś takie elektryzujące. Twoja szczerość we wpisie o nieplodności jest piękna. Bardzo się cieszę, że miałaś siłę i chęć wyrzucić z siebie te emocje, które niewątpliwie podnoszą na duchu wiele osób 🙂 Super, że znajdujesz na moim blogu inspiracje, to dla mnie bardzo miłę i budujące. 🙂

  3. Ania, brakuje mi słów by skomentować ten wpis. Piszesz wspaniale, wciąż podziwiam Cię za szczerość. Masz w sobie niewyobrażalną siłę oraz odwagę jak u superbohatera. Czasem się zastanawiam czy to jak dawniej było kiedyś się na nas nie odbije.

    • Dominika myślę, że “to” już nas dorwało i zdeterminowało to jak wygląda życie. Mam w sobie wiele lękow, obaw, tego że nie podołam jako matka i żona bo mam kiepski wzorzec wyniesiony z rodziny. Co mogę z tym zrobić? Być sobą, strać się, mówić wprost jak jest, kochać blsikich i mówić im o tym codziennie 🙂

  4. Piękny i smutny tekst, to tak jak bym czytała o samej sobie, chociaż na szczęście mama odeszła od ojca tyrana, gdy ja miałam 10 lat, później się schodzili i rozchodzili, to co się działo w domu przez niego, było katorga dla mnie i mojego rodzeństwa. Ja jakoś najstarsza przejelam obowiązki w domu. W szkole było ciężko i ogólnie w życiu było ciężko. Teraz mam 2 córki, wspaniałego faceta, który nie ma żadnych nałogów, a z dziećmi chce spędzać każda chwilę. Rany zostały, ale dzieci dają siłę i walke o lepsze jutro. Dlatego pisz i się nie poddawaj, bo Twoje teksty dają do myślenia. Pozdrawiam serdecznie.

    • Paulina dziękuję ci za twój koemntarz <3 Za ciepłe słowa, oraz podzielenie się swoją, również niełatwą przecież historią. Wiesz ile razy marzyłam jako dziecko o tym, aby mama odeszła od ojca? Setki, tysiące razy. Historia jest bolesna, długa i zagmatfana, ale koniec końców wybaczałym ojcu i się z nim pojednałam. Dziś już nie mam żyjacych rodziców i muszę przede wszystkim zmierzyć się zich stratą.

  5. Ważną historię tu przedstawiłaś, na pewno poruszającą wiele, wiele osób. Faktycznie można przenosić jakieś schematy nabyte kiedyś dalej, ale nie zawsze trzeba, jeśli dobrze się to przepracuje.

  6. Popłakałam się pod koniec. Strasznie mi przykro, że doświadczyłaś tak ciężkich, można nawet stwierdzić, że traumatycznych zdarzeń w tak młodym wieku. Dzięki temu wpisowi zrozumiałam, że jednak za mało doceniam moich rodziców. Dziękuję!

  7. To od razu napiszę, że sama planuję tekst o dziecku, które ma rodzica alkoholika. Taka autoterapia chyba. Poza tym takie teksty są potrzebne, ważne. Przytulam się do Ciebie wirtualnie.

  8. Życie nie zawsze jest kolorowe, nie zawsze jest tak jakbyśmy tego chcieli. Sama przeszłam traumatyczne chwile w dzieciństwie. Błędy ojca, które odbijają się cały czas na moim życiu. Jednak teraz ja jestem matką i dla mojego dziecka chce być lepszym rodzicem, chce jej zapewnić jak najlepsze życie, by ona mogla wspominać swoje dzieciństwo z uśmiechem na twarzy.
    Podziwiam Cię za szczerość, która widoczna jest w każdym zdaniu tego tekstu.
    Pozdrawiam :*

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.