Pragnę uciec od własnego dziecka

Home/MAMA I DZIECKO/Pragnę uciec od własnego dziecka

Zdaje sobie sprawę jak to brzmi. Uciec od własnego dziecka to coś, co od dłuższego czasu kiełkowało w mojej głowie. I jak źle by to nie zabrzmiało, jak kiepsko by to o mnie nie świadczyło, jestem szczęśliwa, że się na to zdecydowałam. Ucieczka od własnego dziecka, to coś co może okazać się bardzo ważną lekcją na drodze do szczęśliwego macierzyństwa.

Nie oceniaj

Nie wiem czy dasz radę tego nie robić, ale postaraj się chociaż przeczytać, to co mam ci do powiedzenia do końca. Wcześniej (to znaczy na długo przed tym jak zostałam matką, a już na pewno na długo przed tym jak zostałam podwójną matką rok, po roku) sądziłam, że tylko kobiety słabe, histeryczne i niedojrzałe pragną uciec od własnego dziecka. Jak zawsze życie szybciej zweryfikowało moje poglądy, niż mogło by się wydawać. Dwa dni temu minęło dokładnie 22 miesiące od kiedy Zuza pojawiła się na świecie. To również równo 4 miesiace od kiedy Mańka jest już z nami. W tym czasie z Zuzą rozstałam się tylko raz – na czas porodu i pobyt w szpitalu z nowonarodzoną córką. W ciągu tych dwóch lat, nie rozstałam się z Zuzą na dłużej niż trzy godziny (początkowo dyktowało to karmienie piersią i niechęcią małej do butelki, smoka, słowem czegokolwiek innego niż mamina pierś). Później zbyt długa nieobecność mamy powodowała po prostu histerię, ataki złości i inne dziecięce przejawy niezadowolenia.

 

Rozwój dziecka

 

Niedawno pisałam na Facebooku, że rozwój dziecka zawsze jest odkupiony łzami, krzykiem i masą emocji, z którymi wielokrotnie nie tylko trudno sobie poradzić dziecku, ale również rodzicom. Matka, która jest ze swoim dzieckiem codziennie i znosi wszystkie nastroje dziecka, chłonie niczym gąbka: frustracje, niezadowolenie, płacz, krzyk, niemoc. Nie należę do grona matek, która ubolewa nad swoim losem, co to to nie, ale naprawdę w ciągu ostaniach trzech miesięcy nie tylko dowiedziałam się co to sławna „zimna kawa”, ale również brak snu, brak jedzenia, brak chwili oddechu, brak sekundy sam na sam bez krzyku i histerii mojego starszego dziecka.

 

 

Macierzyństwo mnie przerosło

 

Taka myśl towarzyszyła mi nieustannie od kilku tygodni. Miałam serdecznie dość chaosu nad którym nie potrafiłam zapanować. Wcześniej kpiłam ze znerwicowanych matek, którym przeszkadzają rozrzucone klocki, brudna buzia dziecka, czy hałas. Uśmiechnęłam się kpiącą do swoich gorzkich myśli. Jak łatwo było mi oceniać inne matki, kiedy jeszcze sama nie doświadczyłam tego Armagedonu. I tak, powiem to: miałam serdecznie dość: wiecznego bajzlu (mimo, że sprzątałam nieustannie od świtu do nocy), wiecznego krzyku Zuzy (od 6 rano do 20), niewyspania, braku czasu na beztroskie chwile z Marysią (cud, że to dziecko jest takie radosne i bezproblemowe w tym domu wariatów), bycia sam na sam z mężem, bycia sama na sam ze sobą. Myślałam, że jeszcze pięć minut i chyba zwariuję.

 

Królowa Chłodu to ja

 

Początkowo ignorowałam wszelkie przejawy przemęczenia i tłumaczyłam sobie, że to chwilowe. W końcu zdawałam sobie, że rozwój dziecka, szczególnie na etapie 2 roku życia, to bunt, budowanie autonomii, histerie i inne dantejskie sceny. Zazdrościłam Zuzi umiejętności „zapominania” o ataku złości i w przeciągu kilku minut z poziomu histerii na skalę zagrożenia nuklearnego, swobodnego przejścia do poziomu – popatrzcie jaką słodka dziewczynką jestem i tulę kotka. Czyste szaleństwo, totalny obłęd – w moim przypadku złość, frustracja i niemoc nie mijały tak szybko, czułam że powoli zaczynam nie lubić własnego dziecka, nie mam ochoty z nim przebywać i marzę o tym, żeby po prostu uciec.

 

 

Chciałam odejść od rodziny

 

Tydzień temu rozważałam zakup biletu na Maderę, spakowanie się i ucieczkę od rodziny. Jedyne co mnie powstrzymało to fakt, że Mańka nie ma wyrobionego paszportu… Codzienna rutyna i „dorastanie” mojego dziecka mnie przerosło. Mimo tego, że mój mąż przed i po pracą zajmuje się dziećmi, mimo że sprząta, gotuje, robi pranie i zakupy, mimo że jest, okazało się że jego wsparcie to za mało. Marzyłam o tym, aby przespać jedną noc bez wycia, krzyków jakby obdzierali ją ze skóry. Pragnęłam wypić w spokoju kawę, zjeść śniadanie – sama, bez ciągłego wdrapywania się na kolana. Chciałam spokojnie nakarmić Mańkę, bez konieczności druga ręką asekurowania wspinającej się po mnie Zuzi i znoszenia mruczącego kota, który ugniata mi kolana…

 

Pękłam psychicznie, rozwaliłam się na miliard malutkich kawałeczków

 

Moja frustracja rosła wprost proporcjonalnie do codziennych ataków histerii Zuzi. Uprzedzę twoje pytanie: byłam u pediatry, psychologa i wszystko jest okej – po prostu nasze dziecko „ma temperament”. Miarka się przebrała, kiedy po mega trudnym weekendzie, gdzie dziecko zaczęło odmawiać popołudniowej drzemki (i w konsekwencji ze zmęczenia dokazywać sto razy mocniej). Poniedziałek zaczął się u nas o 6 rano, standardowo od płaczu i jęków Zuzy. Dzień jak co dzień, znów wstała wściekła. Błędne koło, bo nawet jeśli mąż się poświęca i wstaje do niej rano, to ja z Mańką jestem budzona wiskiem, który słychać w całej kamienicy. W konsekwencji i ja i Mania jesteśmy niewyspane na dzień dobry (jaki miły początek dnia). Zuza dokazywała od 6 rano do 8 non stop. Krzyk, bo trzeba zmienić pieluchę. Wrzask, bo trzeba przebrać się z piżamki. Darcie japy na całego, bo trzeba umyć buzię i rączki (o ząbkach już nie wspominam) po śniadaniu. Syrena alarmowa na całe gardło, bo klocek jej nie pasuje i walczy z budowaniem wieży. Darcie się bez opamiętania, bo kot przeszedł po macie, na której ona bawi się lalką! Kulminacja wrzasku, bo mąż wyszedł do pracy. O godzinie 8.00 mąż wyszedł do pracy. Dokładnie osiem minut później zadzwoniłam do niego i wykrzyczałam, żeby wziął urlop na żądanie i wrócił do domu. Czułam, że nie panuję nad sobą i boję się, że zrobię krzywdę własnemu dziecku.

 

Patologiczna matka?

 

Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek w życiu była tak roztrzęsiona. To nie była złość, to nie było wkurwienie, ja po prostu miałam ochotę utłuc własne dziecko. Pękłam psychicznie, przestraszyłam się i zadzwoniłam do męża. Możesz myśleć o mnie źle, nie dbam o to, wiem że takich matek jak ja jest całe grono. Matek zaangażowanych, matek kochających, matek niewyspanych, matek przemęczonych, matek samotnych, matek bez wsparcia, matek które prócz dzieci mają ambicje być sobą, matek które tęsknią za autonomią, matek które mimo miłości i wsparcia partnera, po prostu najzwyczajniej w świecie nie dają czasem rady.

 

Uciekłam od własnego dziecka

 

I jestem z tego dumna! W chwili, gdy czytasz ten tekst jestem już daleko stąd. Spakowałam walizkę, zabrałam Mańkę i męża, i odpoczywam, gdzieś z dala od Warszawy. Dojrzewałam do tej decyzji długo i odważyłam się poprosić o pomoc babcię Zuzi. Najprawdopodobniej piję teraz kawkę, albo siedzę w szlafroku i oglądam kolejny sezon „Przyjaciół”. Nie robię nic specjalnego: spaceruję, leżę, czytam książkę, śmieję się do Mańki, może robię sobie długą kąpiel z bąbelkami? Marzyłam o oddechu, o jednym dniu bez wrzasku, o dniu kiedy wita mnie śmiech dziecka, mąż bez stresu je ze mną śniadanie, a ja mam czas zrobić w spokoju i samotności poranne siusiu. Nie wiem, czy jesteś w stanie zrozumieć ile kosztowała mnie ta decyzja? Byłam rozdarta, czy robię dobrze zostawiając jedno dziecko w domu. Wiem jedno – wybrałam mniejsze zło, bo w mojej głowie znów bębni taka myśl, którą do znudzenia powtarza każda stewardesa tuż przed lotem: „Najpierw matka nakłada maskę z tlenem, dopiero potem ma szansę uratować dziecko”.

 

 

*****

To jednak jest cudne, że mama przytuli i troski znikają.

  • Monika Szwaja, Artystka wędrowna

 

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Podziwiam Cię za te słowa. Matką nie jestem, tylko mogę się domyślać co czujesz.

    • Dziękuję Jola, to bardzo osobisty tekst, jednak czułam, że muszę to z siebie wyrzucić.

  • Jak ja wiem co czujesz i przeżywasz 🙂 Mam dokładnie to samo. Przez pierwsze dwa tygodnie po narodzinach Bejbi był względny spokój, Gizmol był siostrą zafascynowany albo ją zwyczajnie w świecie ignorował. Zaś teraz jest nie do poznania. Do wcześniejszych ataków histerii już się prawie przyzwyczaiłam. Do nowych nie bardzo. Zazdrość połączona z „buntem” 2,5 latka to dopiero mieszanka wybuchowa!

    Myślałam, że roczniak byłyby mniej kłopotliwy. Jednak obaliłaś moją teorię 🙂 I teraz już wiem, że nie ma dobrej pory na dziecko, tzn. rodzeństwo 😉

    Łączę się w bólu 😉 Ściskam i nie dajmy się zwariować, Mamuśka!

    • Wiesz ulżyło mi <3 Wiem, że jest ci ciężko, ale ten miał dla mnie terapeutyczną moc. Obecnie jestem na "urlopie" z 4msc Mańką i serio odpoczywam 😀 Paradoks matki. Czasem trzeba oddać dzieci dziadkom i udawać, że się ich nie ma 😀 Buziaki dla Was, bądź dzielna <3

      • A powiedz mi, kiedy Ty znajdujesz czas na pisanie, bo ja od miesiąca nie mam minuty dla siebie. Ledwo co czytam innych, a na swoje przemyślenia czasu nie mam :/ zastanawiałam się nawet nad zawieszeniem bloga 🙁

        • Magda, napisanie tekstu zajmuje mi 8 minut, mąż robi korektę, najbardziej upierdliwe jest robienie SEO i fotek 😀 Ubolewam nad faktem, że nie wyrabiam się na zakrętach w odpisywaniu na komentarze (nie chcę być uznana za arogancką) oraz brakuje mi czasu na rewizyty i promocje bloga w sieci, a to niestety jest podstawa podstaw, żeby dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Nie ma szans, żebym pisała coś przy córkach bo Zuza ładuje się na komputer..a Mańka mnie ciągle nawołuje 😛

          • Woow! To jak Ty takie teksty piszesz w 8 minut to szacun! Ja nad swoimi zazwyczaj dumam i dumam, aż w końcu tracę wątek i cierpliwość 😉

            Mnie najbardziej wnerwia to rozsynchronizowanie dzieciaków. Gdy w końcu starszy idzie spać i już mam nadzieję na chwilę dla bloga, Bejbi się budzi na cycka. Oszaleć można! 😀

            Tzymaj się! 🙂

  • Ja jestem taka. Jak tylko znajdę chwilę napisze Ci prw. Jaka

  • Aniu, nie mam dzieci, ale rozumiem co czujesz. Myślę, że to naturalne, że kiedy jakaś sytuacja nas maksymalnie stresuje, przerasta, nie potrafimy znaleźć z niej wyjścia, które nas zadowoli i nikogo nie skrzywdzi, to odczuwa się mega frustrację i bezradność. Myślę, że Twoja decyzja na pewno była dla Ciebie ciężka do podjęcia, ale moim zdaniem najmądrzejsza i najsłuszniejsza. Najlepszą metodą jest odsunięcie się i zdystansowanie, żeby móc na swój problem popatrzeć z daleka i na chłodno. Jestem bardzo ciekawa, czy po tym wyjeździe sytuacja się zmieniła i jak zareagowała Twoja córka na pozostanie z babcią? Ściskam Cię serdecznie, trzymaj się i nie daj się – Ania:).

    • Dziękuję Aniu za te słowa 🙂 Wiem, że jeszcze nie jesteś mamą, ale nie zawsze trzeba mieć podobną sytuację by rozumieć sytuację drugiej osoby, wystarczy tylko chęć i trochę empatii 🙂 Zuza bawiła się z babcią przednio – dały radę, tak naprawdę i babcia i Zuza zadowolone – ja też 😀 To była dla mnie kolejna lekcja życia, że trzeba dać sobie pomoc i po prostu zaufać drugiej matce, która bądź co bądź wychowała mojego Ukochanego 🙂 Sama czuję, że mam lepsze nastawienie na trudny, na kolejny tydzień. Dystans dal mi do myślenia – teraz już wiem, że w weekendy chce „odpoczywać” od Zuzy, po to żeby po prostu zachować równowagę między macierzyństwem,a własnym zdrowiem psychicznym.

      • Może Zuzia też po prostu potrzebuje od czasu do czasu jakiejś odmiany:). Czyli w trójkę na tym zyskujecie. Ty masz trochę odsapki, babcia ma radochę, bo spędza czas z wnuczką, a dla małej, to jakieś urozmaicenie i z tego co piszesz, to jej się podoba:). Też jestem taką osobą, która wszystko chce sama załatwić. Nie chcę innych obciążać tym, co wydaje mi się, że powinnam sama zrobić. Jednak tak jak piszesz czasem trzeba pozwolić innym sobie pomóc dla ogólnego dobra:). Trzymaj się Aniu i trzymam kciuki, żebyś miała udany tydzień:).

        • Dziękuję Aniu, masz rację. Z tego wynika, że trzeba dzieckiem się dzielić i dać czasem zaszaleć z dziadkami,a co mi tam 😛 Co prawda daję w rękę „rozpiskę z tym co może, a czego nie jeść i robić” w duchu liczę, że naprawdę tego cukru tam babcia jakoś nie przemyca specjalnie 🙂 Tobie również udanego tygodnia i spokoju 🙂

  • Współczuję, ale i podziwiam odwagę przyznania się do czegoś tak oczywistego (w sumie), ale pilnie strzeżonego przez matki 😉 To jest tabu absolutne!
    Moje spostrzeżenie: dziecko zostawione pod opiekę kogoś innego niż rodzice, zachowuje się dużo bardziej grzecznie. Jak ktoś inny. A przy rodzicach wychodzi najgorsza natura…
    I dzięki, że ostrzegasz 😉

    • Wiesz to, że dzieci u innych są grzeczniejsze to prawda stara jak świat. Wynika to z tego, że dopiero przy rodzicach czują się bezpiecznie i pozwalają sobie na prawdziwe emocje. Taka kolej rzeczy 🙂 Przyjmuję na klatę macierzyństwo takim jakie jest z całym dobrodziejstwem inwentarza, ale nie sądziłam, że czasem może być tak ciężko i trudno. Ten wpis to faktycznie swoiste tabu, ale napisałam to dla kobiet, które mają jak ja a boją się przed sobą przyznać, że czasem mają dość własnego dziecka. Teraz dopiero rozumiem co czuła moja mama, sama z 4 dzieci non stop…

  • Chwila odpoczynku każdemu się należy. Pozdrawiam.

  • Bardzo osobisty post, odpoczynek należy się każdemu 🙂

  • Jesteśmy tylko ludźmi… Codzienna rutyna i obowiązki rodzinne każdemu potrafią dać zdrowo w kość, ale nie każdy potrafi się do tego przyznać. Zrobiłaś bardzo dobrze i mam nadzieję, że podładowałaś akumulatory;)

    • Oj tak, ale nadal czuję się senna .. Jutro idę do endokrynologa, to może popchnie mi trochę leczenie 🙂

  • Jesteś fatalną matką! Jak mogłaś to zrobić? Jak mogłaś sobie pozwolić na to…?!

    … że dopiero po tak długim czasie zdecydowałaś się na odpoczynek? 🙂

    Kochana w końcu! Dobrze, że się na to zdecydowałaś, że masz chwilę relaksu, która pozwoli wrócić Ci do rzeczywistości z podwojoną siłą i być może podjąć powolne kroki w takim planowaniu czasu byś choć raz w tygodniu mogła gdzieś wyjść wieczorami… sama, z koleżankami, z mężem. Może niania na 4 godziny albo właśnie babcia, która trochę Cię odciąży!

    Ściskam!

    • A wiesz jak ciężko jest przyznać przed samą sobą, że potrzeba pomocy i odpoczynku? Ale cieszę się, że jednak się ogarnęłam 🙂

  • Znam to dokładnie z doświadczenia.Z tym że u mnie to drugie dziecko (czyli córka) było krzykaczem i buntownikiem. 😉 Miałam na tyle gorzej, że w zestawie miałam też męża alkoholika, ale miałam na tyle lepiej, że w tym samym budynku miałam swoich rodziców.
    Myślę że w takich przypadkach jak tu opisujesz najgorsze jest samooskarżanie się. Co ze mnie za matka, że nie daję rady? Co ze mnie za matka że mam dość swoich dzieci? A często to również oskarżenia ze strony innych.A przecież matka ma prawo mieć dość, zwłaszcza jeśli dziecko jest płaczliwe i mało śpi. Dobrze że o tym piszesz Aniu.

    • Czasem wydaje mi się, że piszę o takiej oczywistej oczywistości, ale potem okazuje się, że to tabu. ten wpis może i wydaje się mocny, ale nie odzwierciedla nawet w połowie tego okropnego stanu w którym byłam. Kurdę nie zdawałam sobie sprawy, że bycie matką aż tak daje w kość i aż tak człowiek może być wykończony . Basiu, a widzisz miałaś ciężko, ale twoja córa, dziś to kobietka z którą masz super relację nie ?:) Problem alkoholowy nam od podszewki, ojciec, brat, drugi brat..

      • Różnie bywa Aniu z tą relacją, może kiedyś coś o tym naskrobię. 🙂 Najmocniej się kochałyśmy na odległość :-), gdy wróciła są spięcia, trochę jednak się różnimy. 🙂

  • Miała to samo. Oprócz ucieczki była ciągle myśl: „Kiedy on urośnie? Chcę, żeby miał już 4 lata” 😀 A teraz w sumie trochę żałuję, że tak szybko wyrósł. Dobrze zrobiłaś, że odpoczęłaś. Dawno powinnaś to zrobić. Naprawdę człowiek potrafi cieszyć się w takich momentach z małych rzeczy 🙂

    • Zawsze żałuje się tego, co tak naprawdę przemija 😉 Ale tak naprawdę każdy etap dziecka jest fajny, bo jest nowy. Jest też trudny i cóż rozumiem to, że matki uciekają do pracy bo mają dość – nie oceniam ich. Ja sobie obiecałam, że dopóki będę chciała, będę małe wychowywała. A że jestem dosyć ambitna, to czasem sama potrafię zapędzić się w ten kozi róg.

  • Gosia

    Czasem tak bywa. Ja nie oceniam bo nie wiem czy mnie to kiedyś nie spotka. Czasem warto odpocząć przemyśleć. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

    • Myślę, że prędzej czy później każdą mamę to spotyka 🙂

  • Myślę że większość z nas matek ma takie chwile kiedy chce uciec. Skoki rozwojowe są czasem nie do wytrzymania. Moja mała skończy jutro 2 latka, wiec są na podobnym etapie z Twoją Zuzą. Też krzyczy, że nie chce się ubrać, nie będzie myć zębów. Bunt dwulatki 🙂 Musimy to przeżyć. Świetnie, że odpoczęłaś 🙂

  • Aniu nawet nie wiesz jak dobrze było przeczytać ten teks. Uśmiałam się w pewnych momentach i prawie popłakałam w innych. Nie mam zamiaru Cię oceniać i nawet by mi do głowy nie przyszło, że robisz źle. Przeżyłam to sama i to nie jeden raz. Z jednym dzieckiem jest jako tako ale jak już jest dwójka to już jest nieco gorzej. Moje dzieci odmówiły popołudniowej drzemki około pierwszego roku życia. Strasznie zazdrościłam koleżankom których dzieci spały do 3 lat i to po dwa razy dzienni. Moje miały inne plany :D. Dobrze, że mąż Ci pomaga i babci można dziecko podrzucić. Ja mieszkałam i mieszkam od babć daleko, a mąż od rana do wieczora w pracy. Nie narzekam mówię jak jest. Przynajmniej zaczęłam doceniać drobiazgi, bo zwykłe wyjście na zakupy, bez dzieci to było coś niesamowitego. Potem kiedy Aura miała 2,5 a Leo 6 miesięcy przeprowadziliśmy się do domu na wieś i to dopiero była dla mnie szkoła życia. Nikogo nie znałam, wszędzie daleko i od rana do wieczora sama z dziećmi. Na szczęście to było dawno i już prawie nie pamiętam ;). Najgorsze było chyba to, że nie bardzo miałam możliwość uciec chociaż na chwilę, ale przeżyłam i dzieci też ;). Po 13 latach nie jeżdżenia samochodem nauczyłam się tego od nowa i teraz już nie mam problemu z tym, że wszędzie daleko. Na koniec mam dwie wiadomości dobrą i złą. Zła jest taka, że z czasem wcale nie będzie lepiej. Moi mają teraz prawie 11 i prawie 9 lat i 5 minut lub powrocie ze szkoły potrafią mnie doprowadzić do rozpaczy. Przeszkadza im wszystko 😀 bo jedno na drugie popatrzyło, bo za głośno oddycha, bo źle je i tak dalej. Dobra wiadomość jest taka, że po latach mam na to o wiele większą tolerancję i już nie tak łatwo mnie wyprowadzić z równowagi, a i uciekać od czasu do czasu przy takich dużych dzieciach łatwiej ;).

    • Kasiu dziękuję, że podzieliłaś się swoimi doświadczeniami. Aż miło posłuchać doświadczonej mamy, która ma zdrowe podejście, dystans i tak naprawdę czuję w tobie zrozumienie. Zrozumienie, którego często nie potrafię znaleźć nawet wśród najbliższych. Pewnie masz rację, że wraz z wiekiem wzrasta tolerancja na dziecięce „humory”. Ciężko mi sobie wyobrazić jak dałaś radę sama, właściwie z dala od wszystkiego i wszystkich. Chociaż z drugiej strony u mnie jest podobnie. Niby mieszkam w Warszawie, ale wyprawa z 2 maluchów to wyprawa życia bez znaczenia, czy do sklepu czy do lekarza… Ciężko mi bez mojej mamy, ale z drugiej strony ciesze się, że babcia jest ponad 200 km od nas . Co za dużo to nie zdrowo 🙂

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ja tam zawsze powtarzam, że najlepszą matką byłam…dopóki jeszcze nie miałam dzieci 😉 Tak dużo wtedy wiedziałam na temat ich wychowania, tak bardzo się czasami mądrzyłam i wmawiałam sobie, że mnie nigdy żadne porażki wychowawcze i załamki nie spotkają. Wraz z pojawieniem się Młodego nasz świat stanął na głowie, a moje złudzenia pękły jak bańka mydlana. Kocham i troszczę się – ale też miewam momenty,kiedy chcę uciec jak najdalej stąd. Myślę, że niemal każda z nas czasami tego potrzebuje – ale nie każda ma odwagę się do tego otwarcie przyznać 🙂

    • Mi się wydaje, że im bardziej się kocha i troszczy i stara tym człowiek bardziej potrzebuje odetchnąć. pogodziłam się z tym, że matki same przed sobą się wybielają i mówią, że ich pociechy to anioły… pierniczenie 🙂 Na pierwszym miejscu jesteśmy po prostu ludźmi, a potem matkami, każda z nas ma prawo czasem mieć dość 🙂

  • Madera powiadasz 🙂 Brzmi zachęcająco! A tak poważnie, każda z nas ma takie chwile!

  • Żaneta Bomba

    Ja tam nigdy nie uciekam. Lubię być z moim dzieckiem. Jestem z Nim od czterech lat 🙂

    • I co ja mam ci na to odpowiedzieć? Wydaje mi się, że albo nie doczytałaś tekstu do końca, albo jesteś jakimś ewenementem na skalę światową, że nigdy nie miałaś kryzysu z własnym dzieckiem?

  • Każda z nas ma takie gorsze momenty by uciec jak najdalej. Na szczęście mijają. 🙂

    • To prawda, chociaż krótki odpoczynek bywa zbawienny 🙂

  • Ja mam czterolatka, ale też czasami mam wrażenie, że pęknę. Wtedy zaczynam powoli liczyć do dziesięciu. Na razie wystarcza, ale coraz bardziej dojrzewa we mnie myśl, żeby go podrzucić dziadkom i pojechać w długą. Jeszcze nigdy tego nie robiłam, ale czuję, że coraz bardziej tego potrzebuję.

    • Trzeba czasem odetchnąć. Znam obawy, bo jeśli mama stara się dziecku stworzyć jakiś tam stały rytm dnia, ma wytyczne co do diety, spania, itd. a nagle ktoś rujnuje ten cały rytuał,to człowiek zaczyna się zastanawiać czy „wolne” od dziecka ma w ogóle sens. Doszłam do takiej granicy wytrzymałości, że było mi wszystko jedno jak to będzie pod moją nieobecność. Przygotowałam scenariusz dnia – z którego babcia i tak nie skorzystała… Walka z wiatrakami, ale czasem to jedyne wyjście.

  • Albert Keinstein

    Najtansza Viagra tylko na nieidealnaanna.com kup teraz!

  • Ale trudny, bolesny i potrzebny tekst. Widać nawet po tym, jak piszesz, jak bardzo Ci tego było trzeba. Dla mnie – dziewczyny, która nie ma jeszcze dzieci i która boi się tego, co mogą ze sobą przynieść – to było jak lekarstwo. Bo tego właśnie się obawiam. Że będę miała dosyć zimnej kawy, poświęcania się, braku autonomii. I chciałabym wtedy wiedzieć, że da się i że to pomoże, jak się ucieknie na chwilę. Napisz koniecznie jak wrócisz i daj znać, czy to pomogło. Trzymam kciuki, żeby Zuza się wyszumiała i żeby było już u Was spokojniej. Ściskam! 🙂

    • Dziękuję za te ciepłe słowa. Taka mała chwila wytchnienia potrafi zdziałać cuda. Myślę, że mój głos to kropla w oceanie trosk matek, które wstydzą lub boją się do tego przyznać 🙂

  • Matka Wielowymiarowa

    Jak dobrze znam te wszystkie uczucia, ktore opisujesz. Sama wielokrtoeni mam ochote rzucic wszystko w cholere, bo ogrom odpowiedzialnosci i obowiazkow mnie jako mlodej matki przerasta. Wiem, że tego nie zrobie, ale jednak nie wypre sie swoich odczuc. Dlatego wazny jej wlasny egoizm, wyrwanie ssie od rutyny,zrobienie czegos dla siebie, by nie siedziec tylko w pieluchach czy histeriach tego malego czlowieka, to naprawde przytlacza a my mamy tez potzrebujemy chwili dla siebie i wewnetrznego spokoju

    • Wszystko to prawda, ale czasem ten zdrowy egoizm tak trudno zrealizować, pewnie sama wiesz o czym mówię? Ale niestety Mama musi dbać o siebie w pierwszej kolejności, żeby dała radę potem opiekować się swoimi dziećmi 🙂

  • Jeśli myślałaś, że ktoś cię będzie „oczerniał” za to co napisałaś, to cóż, na pewno nie ja. Nie wiem jak zachowałabym się na twoim miejscu, bo mam tylko jedno dziecko, jednak mogę sobie wyobrazić. Nie masz łatwej sytuacji, jednak z tego co widzę to dajesz rade, kochasz swoje dzieci i poświęcasz im wszystko. Jednak czasem rozumiem że masz „gorsze dni” i nikt nie powinien mieć ci tego za złe.

    • Dziękuje, czasem brakuje mi dystansu do własnej sytuacji, ale wydaje mi się, że tego typu momenty, ma raz na jakiś czas każda mama 🙂 Odpoczęłam i z nową energią podeszłam do buntowniczego etapu Zuzki 😛

      • Ja sama mam mała Zuzie, co prawda dopiero niecale 3miesiące 😀 i tak jak Ty, planuje niedlugo drugie żeby była mała różnica wieku i podejrzewam, że taki stan jeszcze przede mną 🙂

  • Z jednej strony jak to czytam to sobie myślę: O Boże! jak to dobrze, że nie mam dzieci! A z drugiej zazdroszczę 🙂

    • Bilans posiadanie dzieci zawsze jest dodatni, mimo wszystko 🙂

  • To co opisałaś dotyka każdej z nas. To normalna reakcja na frustracje i zmęczenie. Najlepszym krokiem, ktory z resztą zrobiłaś, jest odpoczynek.
    Na szczęście wszystko szybko wraca do normy..

    • To prawda, nie sądziłam, że tak szybko można odetchnąć 🙂

  • Świetny wpis! Miłego odpoczynku i naładowania baterii! My również staramy się co jakiś czas uciec od dzieci 🙂

    • To bardzo dobry patent i pomaga całej rodzinie 🙂 Dziękuję 🙂

  • Nie martw się, nie jesteś sama ze swoimi rozterkami i chęcią ucieczki 😉 Ja mam jedno dziecko, a marzę o tym, żeby zostawić ją chociaż na jeden dzień i wyjechać gdzieś bez konkretnego celu. Tak dokładnie wszystko opisałaś, że przez moment poczułam się, jakbym stała u Was w domu pośrodku tej całej burzy. Więc doskonale rozumiem Twoją decyzję. I gratuluję! Przemęczona, znerwicowana matka to najgorsze, co może być. Cierpią na tym wszyscy – łącznie z Tobą samą. Czasem po prostu każda z nas musi odpocząć. A dziecku też nie zaszkodzi chwilowa zmiana otoczenia 😉 trzeba sobie pomagać, bo to my jesteśmy za wszystko odpowiedzialne i to my musimy mieć siłę do codziennej walki! Powodzenia i zazdroszczę! 😉

    • Dziękuję Iza 🙂 Okazuje się, że w tym całym macierzyństwie bardzo łatwo się zatracić, zagubić i po po prostu potem można ciężko odchorowywać. U mnie ten stres, zmęczenie i bycie do dyspozycji całą dobę nie tylko wywaliło emocje na wierzch,ale również podkopało moje zdrowie – teraz się kuruję i cały czas prosze o pomoc i chwilkę dla siebie 🙂 Ty tez tak rób 🙂

      • Zaczęłam tak robić już jakiś czas temu, bo też nie dawałam rady sama. A może inaczej – dawałam radę, ale ogromnym kosztem. Kosztem samej siebie. Z pomocy trzeba korzystać, w końcu w tym „związku” mama też musi dobrze wypaść 😉 A wręcz powiedziałabym, że nasze zdrowie jest najważniejsze i najistotniejsze, bo od nas wszystko zależy!

        • Tak masz rację, ale łatwo popaść w pułapkę perfekcji – na zasadzie nikt tak dobrze nie zaopiekuje się moim dzieckiem jak ja – przecież ono mnie potrzebuje. Przyznaję, poległam w tym temacie 🙂

  • Ania- jesteś niesamowita za to że piszesz o swoich i na bank nie tylko swoich uczuciach!
    I że dajesz radę i się nie poddajesz i nadal kochasz i jesteś sobą! <3

    • Dziękuje Agnieszko <3 To naprawdę ważna sprawa, bo matki-wariatki opanowują internety i ściemniają, że nie mają kryzysów a potem inne mamy walą z bezsilności głową w mur.

      • Dokładnie! Trzeba mówić jak jest!
        ps.Pliz nie mów „Agnieszko” bo tak mówi do mnie przełożona kretynka jak mnie o coś opierdala 😛

        • Tak, jakoś to faktycznie dziwnie brzmi 😀 Aguś lepiej 😛 :*

  • Przynajmniej raz w tygodniu mam ochotę wybiec z domu tak jak stoję, bez względu na pogodę. Moje bachorasy czasem doprowadzają mnie do obłędu. Ale nie wyobrażam sobie życia bez nich. Tęsknię za cisza i spokojem, ale wiem, że zaraz podrosną i już nie będę im potrzebna, będą się oganiać ode mnie, nie będzie całusków i prowadzenia za rękę. Zaciskam zęby i pamiętam, że dziecinstwo trwa tylko chwilę – dam radę!

    • Boże jak ja to znam! AAAA cieszę się jednak, że to normalny, przejściowy stan jak mówisz 🙂 Bo czasem miałam już wyrzuty sumienia, że jestem wyrodną matką 🙂

  • Agnieszka Ciecierska

    Dzisiaj postanowiłam trochę popracować wcześniej bo mam kilka zaległości w zleceniach prywatnych. Jestem graficzką na macierzyńskim. O 17:00 usiadłam do pracy i… co chwila „coś” – mój mąż latał z synkiem do mnie a to pieluchę zmienić, a to ubrać, a to nosek wytrzeć, a to jeszcze coś… Drzwi do pokoju zamknęłam, musiałam się skupić. Co u siadłam do kompa to za chwilę musiałam wstawać, bo jeść nie chce, bo płacz… Czułam, że zaraz wybuchnę na męża! Nie na syna, bo on ma tylko 8 m-cy, tylko na męża który miał Młodym się opiekować.
    Gdy mąż spędza sobie wieczory przy komputerze grając, ja mu d*** nie zawracam synkiem i pomyślałam, że chyba muszę to zmienić…. w końcu to powiedziałam na głos:
    „Ja muszę chyba Was zostawić i wyjechać sobie gdzieś na tydzień by odpocząć”.
    Tak! Jestem zmęczona tym, że ciągle ja siedzę z młodym a mąż ma „problemy” by przez chwilę sie nim zająć- możne opamięta się gdy zostawię go samego z synem??

    • Kochana, doprawdy rozumiem tą całą bombę emocjonalną, która w tobie buzuje. Przechodziłam przez to samo. Nie sądziłam, że krótki wypad bez Zuzy, aż tak poprawi moje samopoczucie, zmieni podejście i da siły do walki każdego, kolejnego dnia. Jeśli masz możliwość wytrwać się na kilka godzin z domu, zrób tak jak ja. Ogólnie nawet, żeby ogarnąć bloga (2 godzinki w ciszy) idę do kawiarni lub biblioteki. Piszę na kartce lub mówię na co trzeba zrobić w domu i przy dziecku i wychodzę. Uwaga: okazuje się, że mąż radzi sobie doskonale i o wiele lepiej, gdy mnie nie ma, niż jestem w pokoju obok. Niestety ale dziecko, też zawsze wykorzystuje sytuację, że mama jest obok, a faceci z tego uwielbiają korzystać.. Dlatego zanim machniesz to wszystko w cholerę proszę zacznij wychodzić z domu, to naprawdę działa. Buziaki 🙂