Podatkowy horror – jak rozliczyć PIT?

//Podatkowy horror – jak rozliczyć PIT?

Historia lubi się powtarzać -podatkowy horror, czas start. „Jak rozliczyć PIT?” to pytanie, które wraz z Nowym Rokiem przewija się nieustannie. Jak bezproblemowo, bezboleśnie i w miarę szybko rozliczyć się z podatków?

Tym razem spięłam się w sobie, zmotywowałam męża i niedzielny wieczór przysiedliśmy do rozliczania PITu za ubiegły rok. Oczywiście człowiek robi to tylko raz na rok, wiec nolens volens zawsze ma jakieś „ale” do tego jak się za to zabrać i tym razem nie odbyło się bez podobnych dramatów. Na początku z Ukochanym debatowaliśmy o tym, że może tym razem rozliczymy się przez Internet: szybciej, wygodniej i taniej. Nie trzeba iść na pocztę i wysyłać poleconym, nie trzeba nic drukować, po prostu bajka. Dokładnie rok temu miałam masę przygód z rozliczeniem podatkowym, jesteście ciekawi co się działo?

Pierwsze schody

 

Żeby móc rozliczyć się online należy odnaleźć zeszłoroczne rozliczenie podatkowe w celu pozytywnego przejścia weryfikacji. No dobrze, po przekopaniu teczek z dokumentami i nie znalezieniu niczego takiego, wzięliśmy się za odkopanie rozliczeń w komputerze. Bingo. To teraz tylko wchodzimy na odpowiednią stronę internetową i… no właśnie i instalujemy około 10 minut milion wtyczek… Bla bla, to trwa, trwa i się zawiesza cholerstwo. Trzeba mieć zaktualizowany jakiś tam program do najnowszej wersji bo inaczej nie pójdzie. OK udało nam się.

Nie tylko dla idiotów

 

Każdy na swoim sprzęcie zaczął rozliczanie zgodnie z informacjami zawartymi na rozliczeniu od pracodawcy. Pierwsze schody pojawiają się w momencie, gdy chcemy odpisać sobie od podatku Internet lub bilety imienne za dojazd do miejsca pracy. Oczywiście na oficjalnej, rządowej stronie nie doszukasz się niczego sensownego. Googlując inne serwisy ekonomiczne, wczytując się po pięć razy w prawniczy bełkot chyba udaje mi się zrozumieć jak to zrobić. Mąż potwierdza, że dobrze główkuję to wracamy do naszych rozliczeń. Okazuje się, że żeby móc skorzystać z ulgi na Internet i tzw. ulgi abolicyjnej należy złożyć PIT w formie papierowej, tradycyjną drogą znaczy się, online nie da rady. Dlaczego? Może dlatego, że liczą na to, że biedni ludzie nie będą sobie zawracali głowy ulgami które im się należą i sobie to odpuszczą… Żeby tylko wszystko poszło szybciej.

Podejście drugie

 

No to wracamy do punktu wyjścia i do szukania jakiegoś programu do tradycyjnego rozliczenia. Kolejny kwadransik i coś mamy. Rozliczamy, grzebiemy, wpisujemy cyferki, znajdujemy odpowiednie załączniki do właściwego rozliczenia, żeby skorzystać z wyżej wspomnianych ulg… Po wypełnieniu całego PITu okazuje się, że ulga na przejazdy jednak nas nie dotyczy.  Super, naprawdę warto było zadawać sobie trudu by to sobie uwzględniać w rozliczeniu podatkowym. Po woli mój entuzjazm gaśnie, czuję się jak bohaterka bajki o Asterixie, kiedy to załatwiali formularze, wykonując jedną z 12 prac…

Bez spiny, są drugie terminy i korekty

 

Wypełnianie samego PITu to bułka z masłem o ile nie chcesz niczego więcej od państwa. W naszym przypadku powstał problem wydrukowania rozliczeń, gdyż nie mamy drukarki w domu. No to, mąż się zaoferował, że jutro po pracy wydrukuje co trzeba, podpiszemy rozliczenia i osobiście zdamy w urzędzie, żeby przy okazji dostać potwierdzenie wpłynięcia naszych PITów. W międzyczasie przypomniało nam się, że zmieniając adres zamieszkania i numer konta bankowego również powinniśmy w urzędzie skarbowym zaktualizować nasze dane.

Skarbówka  – u bram piekła

 

Wycieczka do urzędu skarbowego w toku. Zachodzimy, a tu pierwsza niespodzianka: od roku zmieniło się wszystko, jakiś remodeling itp. Bardzo niemiła pani z informacji rzuciła nam hasło na prawo, to skierowaliśmy się i odnaleźliśmy odpowiedni departament. Pobraliśmy numerek, tylko 15 osób przed nami. Poniedziałek jedyny dzień w tygodniu, gdy urząd skarbowy jest czynny dłużej do 18stej (a nie 16stej jak w pozostałe dni). Jaki zastaliśmy obrazek? Dziesięć okienek z urzędnikami, z czego jedno puste. To daje nam 9 urzędników, ale uwaga, uwaga tylko jedno stanowisko przeznaczone jest dla petentów, chcących złożyć zeznanie podatkowe. Wszystkie inne stanowiska świeciły pustkami. Jedna wielka kolejka do jednego stanowiska, do najbardziej wrednego babsztyla w całej skarbówce. Jak słodko. Po kwadransie oczekiwań poznałam już historię podatkową trzech poprzednich osób, bo wstrętna baba darła japę na cały urząd. (Dlaczego tylko w placówkach użytku publicznego to ma miejsce? Dlaczego nikt ze współpracowników nie reaguje? Dlaczego w Polsce nadal panuje przyzwolenie dla chamstwa? Dlaczego ta baba tam nadal pracuje ja się grzecznie pytam, dlaczego?!).

Twarz w twarz z diabłem

 

Nasza kolej. Staram się być opanowana, mówię grzecznie: „Dzień dobry”. Wredna baba prycha, że po co my jej to przynosimy, jak to nie tu. Że skąd nam do głowy przyszło rozliczać się w tym urzędzie skarbowym, skoro mieszkamy w innej dzielnicy i po co osobiście skoro to pocztą można wysłać. To był bardzo profesjonalny komentarz urzędniczki jednej ze skarbówek w Warszawie… Dno. Gdyby nie fakt mojej jakże zaawansowanej ciąży (za kilka dni poród)  stałabym tam i mówiąc delikatnie nie zostawiałabym suchej nitki na babsztylu przebrzydłym. Ale Zuza, stres nie wskazany to sobie odeszłam i mąż za mną… Baba do nas dalej krzyczała, że inny urząd, że nasza ulica się dzieli i inne ważne informacje, których oczywiście nie można nigdzie znaleźć.

Małe sprostowanie: w zeszłym roku rozliczaliśmy się dokładnie w tym samym urzędzie, dzwoniąc na infolinię uzyskaliśmy informację, że rozliczenie podatkowe można złożyć w dowolnym urzędzie skarbowym na terenie Warszawy. Naprawdę takie informacje o zmianach powinny być wyszczególnione na głównej stronie urzędów skarbowych, ale oczywiście ich nie ma. W konsekwencji, po całej przygodzie z rozliczeniem podatkowym za 2014 rok, pobraliśmy z mężem z urzędu tradycyjne formularze, wypisaliśmy je ręcznie, dołączyliśmy aktualizację danych z odrębnym wnioskiem, a następnie tradycyjnie za pomocą poczty wysłaliśmy nasze PITy do odpowiedniego urzędu, zgodnie z adresem zameldowania. Jak widać pośpiech nie popłaca. Co masz zrobić jutro, zrób pojutrze bo i tak nic z tego dobrego nie wyjdzie.

*************

„Były czasy, kiedy tylko głupców nie trzymały się pieniądze.

Teraz zdarza się to wszystkim”.

– Adlai Stevenson

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Świetnie zatytułowałaś tytuł tekstu…czasami to prawdziwy horror. U mnie dwa lata temu jeden problem, generował drugi. Tragedia!

  • Taaaak. Ja już się nie denerwuję, bo corocznie coś gdzieś jest słabo zrozumiałe, źle się instaluje bądź po prostu nie działa. Rozliczam podatki rodzinnie. I przez tych kilkanaście lat okołofiskusowych już bym książkę mógł napisać.W tym o wezwaniach do US 🙂

    • Może jesteś ich ulubieńcem ?:) Przyznaj się, której Pani w oko wpadłeś ?:)

      • Raczej nie naklikałem wystarczająco celnie 😉

  • Chyba czasem lepiej zapłacić księgowej 3 dychy niż szarpać tak nerwy!!! Masakra, w tym roku też nas to czeka, do tej pory zawsze się rozliczaliśmy w Czechach – czeski film i tak był z tego 😉

    • Haha rozbawiłaś mnie 😀 Ja mam super czas odpisywania, zaległam 😀

  • To ja chyba nietypowa jestem. 🙂 Od kilku lat rozliczam się przez internet, nigdy nic mi się nie wieszało, odliczam i internet, i bilety, i ulgę rodzinną. Nigdy żadnych wezwań. Wszystko gładko, sprawnie i przyjemnie. A co roku rozliczam kilka osób. Obym nie zapeszyła. Odpukuję w niemalowane. 😉

    • WOW, jesteś moją bohaterką, podziwiam! 🙂

      • Cieszę się, że mogę rozliczenia pit robić przez internet, bo urzędów nie cierpię. Ale przypomniało mi się, że na moim komputerze program edeklaracja nie chciał się zainstalować. Musiałam korzystać z komputera u mamy. A tam już poszło gładko. 🙂 Czyli jednak nie było tak idealnie. 😉 Ale grunt, że nie wzywają. 😀

  • To może oddać PIT-y to księgowej 🙂 Ja się co prawda jeszcze się nie dorobiłam, ale mój partner przechodził w swoim życiu etap: „Zostanę księgowym”. Nie wiem, jak bym sobie bez tego poradziła. Każda umiejętność jest cenna.

    P.S U mnie na szczęście coraz rzadziej zdarzają się niemiłe urzędniczki i urzędnicy (ale jednak ciągle są). Myślę, że to dlatego, że w małym mieście zbyt często każdy każdego zna i nikt nie chce się sobie nawzajem narażać. 🙂

    • Może to właśnie plus małych miejscowości, póki co walczę nadal 🙂

  • „Co masz zrobić jutro, zrób pojutrze bo i tak nic z tego dobrego nie wyjdzie.” <3
    Z tymi urzędami to jest jakiś kosmos- a ZUS jest jakaś makabra! Chamstwo, papierologia, nikomu nie znane zmiany i ordynarna obsługa, która czerpie przyjemność z upokarzania ludzi..załamka..Ale tekst świetny 🙂

    • Dzięki wolałabym odwrotnie, tekst średni, ale ludzie świetni 😀

      • Hehe- no niestety nie zawsze jest jak chcemy 😉

  • Wypełnianie PIT-ów to nie lada wyzwanie. Ja robię to na bieżąco, bo jestem księgową, więc generalnie nie mam błędów z wypełnianiem druków. Ale problemy techniczne nie są mi obce 🙂

  • Jak najdalej od rozliczania pitów, nie wytrzymuję tego ciśnienia, ile muszę oddać państwu. Dlatego znany ze stoickiego spokoju mąż przejął po mnie ten obowiązek, a ja mam więcej czasu na czytanie. 😉

    • Idealne rozwiązanie, ale mój mąż stoik potrzebuje zazwyczaj mojej rady 😀

  • aldeek

    Ja tam zdecydowanie wolę zapłacić i mieć z głowy, niż denerwować się, że coś źle wyliczę. Od kilku lat korzystam z biur rachunkowych, w tym roku tradycja będzie kontynuowana przez ostatnie moje biuro, bo chyba najlepiej się dogadywałem z paniami tam pracującymi, konkretnie http://www.compo-system.pl/ Pozdrawiam 🙂

  • My będziemy mieć zapewne kontrolę skarbowa. Co roku w zasadzie mamy. Wtedy mąż jedzie i głupio odpowiada na głupie pytania urzędnika.
    rozliczamy się zgodnie z adresem zamieszkania, by podatki szły tam, gdzie mieszkamy aktualnie.