Pani z przedszkola- jak nie dać się złowić na ciekawy zwiastun

//Pani z przedszkola- jak nie dać się złowić na ciekawy zwiastun

Na przełomie roku moje wizyty w kinie stały się dosyć systematyczne. Kwestia kilku przyjemnych zbiegów okoliczności: wygrane wejściówki w konkursach, darmowe zaproszenia na seanse, otrzymane karnety i w końcu kuszące promocje. Do końca grudnia passa dobrych seansów trwała. Cieszyliśmy się z mężem, że nie trafiły się żadne gnioty, aż do pewnego czwartkowego seansu w styczniu.

 7659101.3.jpg

W wyprawach do kina prócz samego seansu, bardzo lubię oglądać zapowiedzi nadchodzących superprodukcji. Ze trzy razy widziałam zwiastun „Pani z przedszkola” i naprawdę nieźle się uśmiałam. Myślę sobie, muszę obejrzeć ten film. Dobra obsada aktorska (Kulesza, Janda, Gruszka), poczucie humoru zawarte w trailerze absurdalno-czarne w moim stylu i do tego fabuła osadzona w  PRL-u.

Wolny ustawowo dzień Trzech Króli postanowiliśmy z małżonkiem uczcić wspomagając polską kinematografię. To był niestety kolosalny błąd. „Pani z przedszkola” reklamowana jest jako komedia jakiej jeszcze nie było, lecz faktycznie nic śmiesznego w tym filmie nie znajdziesz. Zabawne dialogi, których można było się spodziewać, wystarczyło tylko tyle co na zwiastun, a i tak bawią wyłącznie w reklamie, oddzielone od reszty fabuły. Poza całym kontekstem filmu, faktycznie trailer można uznać za zabawny.

„Pani z przedszkola” to nie komedia tylko prawdziwy dramat, a właściwie film o niczym. Niczym istotnym właściwie. Uchylę wam rąbka tajemnicy i zdradzę, iż główny bohater boryka się z problemem przedwczesnego wytrysku i wokół tego próbowano niezdarnie zbudować całą epopeję wielkich historii innych bohaterów. Puenta z filmu jest taka, że nikt nie potrafi tak zmiażdżyć nam psychiki jak nasza własna rodzina (w domyśle dziękuję mamo i tato).

Jeśli nie macie na co wydać najbliższe 25 złotych to lepiej idźcie do McDonalda napchać się śmieciowego żarcia, bo teraz nawet mają kupony. Fast food przynajmniej nie spowoduje u was poczucia pustki, mentalnej zgagi lub intelektualnego zaparcia.  Serio, ten film to gniot jak ich mało, nie idźcie, nie rozczarowujcie się, ostrzegam was. Podobno Tomasz Raczek również dał się złowić na zwiastun i wybrał się z całą familią do kina, po czym musiał się gęsto tłumaczyć i przepraszać.

„Pani z przedszkola” to nieudana próba stworzenia ambitne, iście freudowskiej psychoanalizy komórki społecznej jaką jest rodzina. Przerost i tak niestety lichej formy nad treścią. Nie pomógł wysoki kunszt aktorski, znane nazwiska, ani ukochany motyw  zabawnego PRL-u. Na nic się zdały wyszukane (chyba tylko w zamyśle reżysera) sceny erotyczne. Każda odrębna historia mająca w kulminacyjnym momencie filmu doprowadzić widza do finału tak naprawdę oddalała go jeszcze bardziej od fabuły.

„Pani z  przedszkola” to istna katastrofa. Jedyna logika w tej całej konstrukcji jest taka, że nic co dzieje się w filmie nie trzyma się całości. Cała sala kinowa milczała. Nikt się nie śmiał, bo nie ma w tym filmie nic śmiesznego. Gdyby odciąć ozdobniki inspirowane Masłowską i komiksem byłby to smutny film, opowiadający historię nieszczęśliwego śmiertelnika. Smutek, żal i strata czasu. Nie polecam.

 

*******

 „Reżyser, Marcin Krzyształowicz, poległ na całej linii.

Chciał stworzyć konwencję utrzymaną pomiędzy filmami Koterskiego

a francuską farsą, ale nie uchwycił proporcji, pomieszał zapachy i smaki. „

– Tomasz Raczek

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.