O tym jak zostałam nowobogacką pindą

Home/LIFESTYLE/O tym jak zostałam nowobogacką pindą

Dzisiaj będzie krótka historia o tym jak zostałam nowobogacką pindą. Stronię od wszelakich for, grup i innych internetowych sekt, gdzie można czymś się wymienić, poradzić i wygadać. Jednak czasami i ja potrzebuję spojrzenia z boku na pewne sprawy, które mnie dotyczą. Od narodzin Zuzy stałam się członkinią kilku fejsbukowych grup m.in. dla matek w stolicy, dla tych, którzy noszą dzieci w chustach, dla osób chcących być fit i w końcu zaglądam też w miejsce, gdzie w Warszawie jest wirtualny pchli targ – coś na zasadzie sprzedam lub wymienię się za coś co co już mi niepotrzebne.

Intuicja rzecz święta

Oczywiście po raz kolejny okazuje się, że moje odczucia co do bycia częścią wirtualnych grup sprawdziło się w stu procentach. Zacznę od tego, że poziom postów niektórych użytkowników jest po prostu żenujący. Ze wszystkiego robi się jakiś kącik złamanych serc oraz studnia narzekań bez dna. Jedna cecha wszystkich internetowych grup jest wspólna rządzą w nich nawiedzone mamuśki!

Matki-wojowniczki

I zaczynając od początku, gdy szukałam profesjonalnych informacji przy doborze chusty do noszenia dzieci musiałam się przekopać przez krucjatę matek-wojowniczek. Jeśli zdecydujesz się na chustę i jesteś w temacie laikiem licz się z tym, że na grupie prawie cię ukamienują na dzień dobry. Nie ma szans, żeby przyznać się otwarcie, że przy chuście korzystasz nadal z wózka – bo to pierwsze poważne wykroczenie chustomaniaczek. Po drugie nie możesz żałować kasy na materiał do noszenia. Ja szukałam czegoś do stówy, żeby w ogóle sprawdzić czy nam z Zuzą to będzie pasowało…

Wielki problem

Musiałam nieźle się odkopać, żeby nawiązać kontakt z użytkownikami od tańszych chust niż te w przedziale 500-1000 złotych. Potem już jest cała litania o tym, że do chustonoszenia trzeba wykupić konsultacje z doradcą od motania, żeby nauczył nas tego jak nosić dziecko w kawałku materiału (to nic, że internet pęka w szwach od filmików instruktażowych, a przy zakupie chusty dostajesz płytę z instrukcją i tak doradca jest niezbędny). Dodam, że koszt jednej godziny konsultacji to około 100-150 złotych, a lekcji zazwyczaj potrzeba kilka. Potem zaczyna się oda o wyższości lnu na babusem w kontekście materiału na chustę i inne uwagi techniczne, bez których nie można żyć. Jeśli nabędziesz swoją chustę i odważysz się wrzucić fotkę z niemowlakiem to wiedz, że Matki-wojowniczki wydadzą na tobie samosąd nie zostawiając suchej nitki, gdyż na pewno za wysoko lub za nisko zawiązałaś materiał, bioderka dziecka są za wąsko lub za szeroko ustawione, materiał jest za cienki lub gruby w chuście i masa innych błędów, których na pewno nie dostrzegłaś.

I jeszcze jedno…

Na koniec pamiętaj, że decydując się na motanie musisz mocno zaangażować się w grupę, bo inaczej zostaniesz od niej odsunięta. Od tej chwili akcesoria do chustonoszenia staną się twoim obowiązkiem. Zapomnij o żakiecie – bardziej funkcjonalna jest podwójna pelerynka z polaru dla mamy i dziecka. Torebkę rzuć w kąt bo przy chuście nosi się specjalnie uszytą nerkę, w której zmieścisz pampersy i inne akcesoria dla dziecka. Wózek to przeżytek i więcej grzechów nie pamiętam, przepraszam ale nie dałam rady już tego czytać.

Matka Polka prawdę ci powie

Kolejna grupa do, której należę dotyczy ćwiczeń, motywacji i zdrowego stylu życia. Fajnie jest mieć dostęp do ludzi, którzy podrzucą nowy przepis, doradzą jak ćwiczyć i pomogą, kiedy nie wiesz co robisz źle i nie widzisz efektów swojego treningu. Oczywiście Matki są wszędzie i tutaj też nie mogło ich zabraknąć. Po pierwsze warto zwrócić uwagę, że ich charakterystyczny język (zapis fonetyczny, brak interpunkcji i ortografii) to chleb powszedni. Jest sobie wątek dajmy na to o obiedzie z ryby na redukcji wagi. Fajnie ktoś pyta o przepis – inni użytkownicy podają swoje propozycje i można sobie coś wybrać. Nagle trach pojawia się głos matki z komentarzem  typu, że „jej Karolek nie nawiedzi ryb i ona nie będzie dziecka rtęcią truła”. Albo ktoś pisze o alkoholu w diecie w czasie trenowania, pyta się duszyczka czy szkodzi na formę i jak najlepiej postępować z trunkami przy ćwiczeniach. Na co znów głos matki, która chwali się, że pół butelki wina wysączyła przy porodzie i „jej  Dżesice nic nie było”. O co kurwa chodzi? To jedyne co przychodzi mi na myśl. Czy Matki Polki na prawdę są wszędzie i im się nudzi? Oświećcie mnie bo nie wiem, dlaczego nawet na ściśle sprecyzowanych tematycznie grupach, które jak widać ich nie dotyczą matki i tak są i zabierają głos czyniąc dyskusję tragiczną.

Nowobogacka pinda to ja

Apogeum „solidarności matek” doświadczyłam na własnej skórze. Otóż na grupie typu pchli targ matki zaczęły solidnie przeginać. Słuchajcie w jednym tygodniu był jakiś wysyp ofert następującego typu: produkty darmowe tzw. gratisy np. nerka od soczku Kubuś została wystawiona na sprzedaż za jakieś 30 złotych. Rozumiecie to?! Coś co dostaliśmy za free, próbujemy opchnąć (wiadomo jak tragiczna jest jakość takich produktów) innym i to za jak wygórowaną cenę. Przeglądałam kilka takich postów i nie dowierzałam. Oczywiście inni użytkownicy nie kryli oburzenia, na grupie zrobił się niezły dym, ale postanowiłam w to nie wnikać.

Aż do poprzedniego tygodnia, bo naprawdę miałam już dość chamstwa matek w sieci. Po serii niewybrednych komentarzy na grupie z wirtualnego targu pojawił się kolejny wpis ze sprzedażą z głośnikiem soczku Kubuś  wystawiony za 45 złotych. Myślę sobie, no kurwa po raz kolejny ktoś próbuje nabić nas w butelkę. „Żenada robić biznesy na produktach za free” – tak brzmiał mój komentarz, który zaraz zaczął być lajkowany przez innych użytkowników. I co się okazało? Wsadziłam kij w mrowisko. Matka, która wystawiła towar „prosiła osoby nie zainteresowane o nie komentowanie”. Myślę sobie, o kurwa a kim ty jesteś, żeby mi mówić co mogę, a czego nie komentować?

Wierzchołek góry lodowej

No to dyskusja zaczęła się na całego. „Że ona nie robi biznesów, tylko ma trójkę dzieci i chce zdobyć pieniądze na wyprawkę do szkoły”. Koszt jednej wyprawki to tysiąc złotych – podniosły głos inne matki. Zaczęła się licytacja innych matek ile to one nie muszą wydawać kasy na wyprawki, mundurki i żłobek. Nazwano mnie po raz pierwszy uszczypliwą jędzą. Inni użytkownicy powiedzieli, że nie widzą uszczypliwości w moim komentarzu, za to brak kultury u nich razi po oczach… Czekałam cierpliwie, aż mnie jeszcze trochę powyzywają, a co mi tam myślę.  No to dowiedziałam się, że jak będę „matka to się dowiem co to są wydatki”. Odpowiedziałam, że tak się składa, że jestem matką, to zostało mi wytknięte, że noworodka (czarownice z telepatią czy co?) i że „życzą mi powodzenia z takim podejściem”. Podkreślam, że to jest burza dyskusji po moim jednym komentarzu o tym, że to żenada zarabiać na gratisowych produktach. W dalszym razie byłam obrażana, więc odpowiedziałam, że bycie matką nawet rójki dzieci nie upoważnia do sprzedawania produktów za nieadekwatną cenę bo to jest nie fair wobec innych użytkowników i że obrażanie mnie jest nie na miejscu. Solidarność matek odpowiedziała mi, że jestem „nowobogacką pindą i że za mój jad mam to na co zasługuję bo karma wraca”.

Pieluszkowe zapalenie mózgu

Moje wnioski z powyższego są następujące:

  1. Nawiedzone matki są dosłownie wszędzie.
  2. Posiadanie potomstwa w ich odczuciu upoważnia ich do nadużywania norm społecznych, chamstwa i czują się bezkarne w myśl w grupie siła. Ubolewam nad faktem, iż jako młoda mama mogę się komuś kojarzyć z tym „specyficznym zjawiskiem”. Później są krzyki i lamenty, oraz bojkot fanpejdzu „Beka z mamuś na forach”. Litości – mamuśki same dostarczają powodów do przysłowiowej beki, nie trzeba nic parodiować, ich wypowiedzi są gotowym produktem marketingowym, robią sobie same nieustannie czarny PR.
  3. Wchodzenie w dyskusję z samicami, u których widoczne są symptomy pieluszkowe zapalenia mózgu radzę omijać szerokim łukiem.

Batalia Nieidealnanna vs. Mamuśki kończy się z wynikiem 1:0 dla mnie. Napisałam sobie gorzkie żale o tym jakie Mamuśki potrafią być szurnięte, mam porobione screeny z ich dyskusji i kto wie, czy kiedyś moje przeciwniczki nie trafią na główną „Beki z Mamuś na forach”.

********

„Bóg, dając niektórym rozum,

powinien do niego dołączyć instrukcję obsługi.”

– Sławomir Kuligowski

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Smutne to, że matka matce wilkiem… Opisałam ostatnio podobne zjawisko w kontekście rodzicielstwa bliskości. Teraz bardzo cieszę się, że po powrocie na etat nie miałam czasu na żadne fora i fejsbukowe grupy. O wiele bardziej wolę blogosferę 😉

    • Masz 100% racji, a z powodu tego postu doczekałam się pierwszych hejterów… 🙂

  • Końcowy cytat podsumował wszystko idealnie. Fora internetowe to jak dla mnie zło w najczystszej postaci i staram się z nich nie korzystać. Ewentualnie wchodzę, żeby pośmiać się z niektórych desperatów i znudzonych życiem ludzi;)

    • Prawda najprawdziwsza, ale czasem człowiek musi – inaczej się udusi 😉

  • OO!! Disqus nareszcie!! 😀
    A co do postu- niezle się uśmiałam!! pieluszkowe zapalenie mózgu <3 ;); po takich komentarzach jedyne co mi się ciśnie na usta to #facepalm 😉

    • Gasz moje przenosiny trwają i trwają, ale Disqus, albo śmierć 😀

  • Świetne. 🙂 Czy na pieluchowe zapalenie mózgu można sie zaszczepić? Na żywo mamuśki między sobą są jeszcze ,,lepsze”.

    • Obawiam się , że nie. Jednak ja mimo solidnej dawki hormonów zachowuje zimna krew. Język matki to zło.

  • Czasem wydaje mi się, że największy problem to nieograniczony dostęp do internetu. Ludzi są różni, ich poglądy są różne, ich inteligencja jest baaaaardzo różna. W realnym życiu mamy jeszcze jakiś wpływ na to z kim dyskutujemy i wymienimy poglądy. Niestety w internecie zdanie może wyrazić każdy, co skutkuje wszendobylskim informacyjnym śmieciem. Obserwuje to najczęściej właśnie w kontekście wychowania dzieci i dlatego, jak chce się czegoś dowiedzieć to sięgam po „normalne, papierowe” książki, bo rad matki Dżesiki bym nie zniosła. 🙂

    • anna

      To prawda, twoje słowa to idealne podsumowanie. Powiem więcej cytowałabym je jako zapowiedź mojej książki i wojnie z matkami – może taka powstanie za kilka lat jak uzbieram materiał ?:)

    • Oczywiście lepszy solidny podręcznik niż te przepychanki słowne. Ale co to za moda z tymi mamuskami to nie wiem. Zabieraja głos, a się nie znają. ..

  • Musisz chyba zapodać linka do Twojego wpisu na te fora 😉 To byłby dopiero kij w mrowisko, ujć, aż się boję myśleć, co by Cię wtedy za wyzwiska spotkały O_O

    • anna

      Staram się nie być pamiętliwa… Screeny porobiłam, ale grubo mnie tam baby zbeształy i doczekałam się pierwszych hejtrów na blogu po wpisie. 🙂

    • Wolę nie wkładać jeszcze mocniej kija w mrowisko bo jeszcze mnie ukamieniuja 😀

  • Agnieszka Więckowska

    Nie mój klimat (jeszcze) ale zapamiętam i jak dostąpię zaszczytu rodzicielstwa to wrócę – fajnie to opisujesz i wyobrażam sobie to święte oburzenie Matek Polek 😉

  • Patrz, niby tekst sprzed ponad roku a nadal pasuje jak rękawica bokserska na spracowaną i zahartowaną w bojach matczyną dłoń 😉