Noworoczna petarda

//Noworoczna petarda

Jestem petardą, taką zajebistą, iskrzącą niczym gwiazda, głośną jak tłum nastolatek na koncercie ukochanej grupy rockowej. Czuję, że zaraz wybuchnę, skończę swój byt, rozlecę się na milion drobniutkich kawałeczków, zostanie po mnie pył, kurz, niewiele. W najlepszych okolicznościach będę miała swoje przysłowiowe pięć minut, godne blasku i chwały. Być może zachwycę tłumy, a jeśli coś pójdzie nie tak, oderwę jakiemuś pijanemu gnojkowi kciuka, albo jak będzie bardzo, bardzo źle to jakieś niewinne, bogu ducha winne dziecko zostanie przeze mnie oszpecone, okaleczone – bo ktoś nie sprawdził co robi w ten piękny sylwestrowy dzień. Jestem fajerwerkiem, takim palącym, głośnym i nienawidzę się za to, że straszę niewinne cztery łapy, które przeze mnie w ten dzień umierają ze strachu, przez każdą sekundę huku.

Petarda w nowomowie

Mianem petardy określa się najczęściej kobietę, której wizerunek uchodzi za obłędny, zajebistym, mega, czadowy itd. Czy na pewno jestem petardą? Dla męża na pewno, nawet bez makijażu z kołtunem na głowie i w pidżamie w sówki… W sumie wybuchowy charakter idealnie pasuje do petardy w ogóle. Jak się złoszczę to chyba nie kurwiki, ale małe języczki ognia piekielnego pojawiają się w moich wielkich oczach. Także jakby nie patrzeć, coś z fajerwerków w sobie mam. A gdyby wziąć pod uwagę to, że lubię być w centrum zainteresowania (choć nie zawsze), że w ogóle siebie lubię, mimo tylu tych wad, że lubię siebie oglądać, patrzeć na siebie, utrwalać na fotografiach (nie mylić z narcyzmem), że widzę w sobie jakiś taki blask? A może ogień, czy też światło, to mogłabym chyba tą petardą się nazwać?

Noworoczna jatka

Na blogu nie będzie żadnego podsumowania zeszłego roku – co tu podsumowywać, skoro moje życie jest fajne, rok był niezły, a ja czuję się wyśmienicie. Nie będę was, a raczej przede wszystkim siebie oszukiwała, że mam w zanadrzu jakieś tam postanowienia – bo nie mam. A nie przepraszam, mam jedno bardzo ważne postanowienie noworoczne: żadnych postanowień. Mój mąż skwitował to krótko: fajnie – nie będzie rozczarowań. Czujecie to? Jest moc, to takie prawdziwe. Jako blogerka powinnam nadążać za trendami i  odrabiać blogową pańszczyznę, ale nie będę tu was czarować, że mnie to interesuje.

W tym miejscu mam taki malutki apel do świata, a raczej do tych, którzy tu zajrzą: odpuście sobie wszystko. Serio, po prostu bądźcie sobą, bez kompleksów, bez wyimaginowanych ambicji, bez porównywania się do innych, bez rozdrabniania na części. Bądźcie, czujcie i żyjcie każdą chwilą tak jakby jutra nie było. Nie jakieś górnolotne przesłanie, nie nic z tych rzeczy. Chodzi po prostu o to, by w końcu odpuścić sobie wszystkie winy, niezrealizowane cele, marzenia i przyjąć do świadomości, że nie jest się i nie będzie idealnym.

Po drugiej stronie „lustra”

Dlatego nie będę wam w tym roku życzyła bzdurnych i ambitnych celów. Nie będę urządzała motywacyjnych gadek, czy też nawoływała to rewolucji życiowej. Za to podzielę się z wami moimi przemyśleniami na temat zaakceptowania własnych wad. Nie będę nigdy tak szczupła jak Ewa Chodakowska, mimo że czasami w mojej chorej głowie pojawiają się takie myśli… Nie będę takim fitświrem, bo ja ćwiczę tylko dlatego, że lubię – nic więcej. A, że i lubię jeść, gotować i czarować w mojej kuchni, to umówmy się: cudów się nie spodziewam. Bo naprawdę kocham ten moment, gdy mam kawę i coś słodkiego do niej – celebruję tą chwile i nie ma dla mnie to znaczenia, czy kawa jest na wynos w domu, czy u koleżanki. Czy w asyście mam bułę z makiem, ciacho, owsiany baton czy coś innego – po prostu kocham to: kawa i coś słodkiego…. Moje życie nie będzie lepsze jak będę ważyła 15 kilogramów mniej w imię zrezygnowania z tego, co naprawdę jest moim „małym odlotem”.

English is easy

Mój angielski – temat rzeka: czytam, mówię i niby rozumiem, ale nie tyle i nie tak jakbym tego chciała. Za każdym razem co roku, obiecywalam sobie – że tym razem opanuję go perfect. I co? Nic, nie chciało mi się wkuwać słówek, bo taki system mnie nudzi… Postanowiłam się tym nie przejmować i czatuję sobie z obcokrajowcami online – cóż, może nie są to moje wyżyny językowe, ale grunt że mam stały kontakt z angielskim. Nie będę się za to katować, że muszę coś sprawdzać w google translate lub pytać męża o znaczenie słówka, no taka ciapa jestem z tym angielskim.

Rozwój, rozwój, aż się zwiniesz w sobie

Sidła perfekcjonizmu do niedawna zaczęły zaciskać się na mojej krtani coraz mocniej, na tyle mocno, bym traciła oddech, poczucie gruntu pod nogami i zaczęła miewać ataki paniki. Bo niby jak to tak można marnotrawić czas na odpoczynku, nic nie robieniu, myśleniu o przysłowiowych niebieskich migdałach? Okazuje się, że można, ba nawet trzeba i jest to bardzo relaksujące i ciekawe doznanie. Jako DDA byłam ciągle w ruchu, manii samodoskonalenia. Zuza śpi, to koniecznie czytaj, cokolwiek oby czytać, masz godzinę czasu – to pisz, w ramach zasady: ćwiczenia warsztatu. A do tego wolna chwila to jakiś trening bo jak to tak bez ruchu?! I moja spirala pracoholizmu, czy też autodoskonalenia poziom, level hardkor po woli zaczęła mnie rujnować psychicznie i fizycznie. Odpuściłam i żyję, nadal.

Tradycja jest dobra

Musiałam naprawdę dużo „gleb” zaliczyć, zaryć czołem o ziemię, żeby ta blond  czupryna zaczaiła jedno: zwolnij. No to zwalniam. Wracam do źródeł. Tradycyjne wartości okazują się dobre, są najlepsze: zatem rodzina. Czas z rodziną to mój największy dar, cel sam w sobie. Nieważne, czy to taczanie się po podłodze z Zuzą, czy to Sylwester w szlafrokach z mężem, a może nawet sobotnie porządki – nie szkodzi. Rutyna i poczucie, że świat się nie zawali jak nie będziesz idealna to naprawdę dużo, właśnie to daje mi poczucie bezpieczeństwa.

Ten rok to będzie petarda! Nie ma oglądania się w bolesną przeszłość. Nie będę rozpamiętywać dawnych trosk. Koniec z analizowaniem, dlaczego ktoś coś zrobił, albo nie zrobił – to on ma problem, a nie ja. Wracam na właściwe tory. Mam zamiar dostrzegać jak zmienia się przyroda. Dostrzegać wszystkie kolory, zapachy i temperatury nadchodzących pór roków. Dzień ma być dniem, a noc, nocą w której się śpi, uprawia seks lub opiekuje ząbkującym dzieckiem. To jak, zaczynasz rok ze mną na pełnej petardzie?

*******

„Wszyscy jesteśmy jak fajerwerki. Wspinamy się, błyszczymy

i zawsze chodzimy własnymi drogami, by odseparować się od innych.

Ale nawet jeśli nasz czas nadejdzie, to nie znikajmy jak fajerwerk,

lecz świećmy nadal. By lśnić zawsze.”
– Toshiro Hitsugaya „Bleach”

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.
 

  • Ola

    No i super! 😀 Ja również nie robiłam bilansu roku, nie wypisałam postanowień – carpe diem pełnią życia! Zauważyłam, że jak wrzuciłam na luz z dietowaniem, to waga się ustabilizowała i bardzo dobrze się czuję. Perfekcjonizm – coś o tym wiem i jest blokadą w pisaniu na blogu, więc nie warto. A języki? Mogę podpowiedzieć oglądanie seriali z napisami (angielskimi!) i wtedy się można fajnie osłuchać. Jeśli masz ulubione z dawnych lat – tym bardziej, bo będziesz wiedziała o co kaman. A jesli nie – mogę coś polecić, oglądam sporo 🙂 Ćwiczę hiszpański na śmiechowej operze mydlanej, to nie jest do końca to co bym chciała… 😀 Trzymam kciuki za rok przepełniony dobrą energią 🙂

    • Ola bardzo fajnie – jak człowiek wyluzuje to i organizm się uspokaja 🙂 Porady językowe, supr pomysł oglądanie seriale na pewno wdrążę w życie bo już jakiś czas temu miałam to zrobić 🙂

      • Ola

        trzymam kciuki 🙂

  • Powiem po staropolsku: „dobrze gada, polać jej!”. Aniu, jesteś bardzo mądrą osobą normalnie podchodzącą do życia i nie tracącą przy tym swojego pazura – i tak trzymaj, bo za to Cię uwielbiam!

    • A to świetnie, że tak właśnie mnie odbierasz – Monika dziękuję 🙂

  • Ja zrobiłam sobie podsumowanie roku. Opisałam co mi się udało, o ulubionych filmach, książkach. O blogerach, których pokochałam, o muzukach, którzy pieścili moje uszy… Ale zero postanowień w tym roku, luz. Nie znam angielskiego, mam kilka kg więcej, jestem ze wsi, a bloga prowadzę, do tego samotna matka… Ponoć same wady, ale olewam to. Czuję, że się w końcu spełniam. Czuję, że płonę! Skoro czuję się dobrze to nie ma się czym martwić. Uwielbiam Twoje zdjęcia, wyglądasz na nich pięknie. Jesteś śliczną kobietą!

    • A do twojego bilansu to ja zaraz sobie zajrzę, bo ciekawi mnie jakie są twoje zeszłoroczne odkrycia. 🙂 Moim zdaniem wyglądasz przepięknie, zdrowo nie widzę nadprogramowych kilogramów. Co do pochodzenia ze wsi – żaden problem, bo liczy się to jakim jesteś człowiekiem, a niewątpliwie dobrym i o wielkim sercu 🙂 Wszystko inne należy olać. Bardzo dziękuję za komplementy – z ust kobiety to prawdziwy rarytas :*

  • Pewnie, że jestem z Tobą:)) Zawsze i wszędzie;)

  • Tak trzymać! Ja też zwalczam swój perfekcjonizm i popadanie w wir zadań. Coraz bardziej sobie odpuszczam i zwalniam, bo jaki sens ma to ciągłe dźwiganie sobie poprzeczki? Po tym wpisie w tym względzie stałaś się moją inspiracją 😉

    • O naprawdę? 🙂 Cieszę się, koniecznie daj znać jak sobie radzisz z labą 😀

      • Cały czas uczę się wprowadzania luzu w swoje życie. Ale powoli coraz lepiej mi idzie 😉

  • Twój tekst to też petarda. Tak właśnie chcę przeżyć ten rok. 😀

  • Ania powrót do natury i zauważalnie jej piękna to jest to!!! Obie mamy szczęście być na macierzynskim i łatwiej nam jest dostrzec jej piękno!!! Tylko co mają zrobić Ci co wychodzą z domu jak jest ciemno i wracają o zmroku? Też nie podsumowałam roku ani nie rozpisałam celów – życie rządzi się samo 😉

    • Wiesz moje plany od kiedy jest Zuza zmieniają się trylion razy w ciągu godziny.. 😀 Ci co pracują niech nie narzekają bo mają luksus w postaci: samodzielnego korzystania z toalety miejscu pracy, czytania książki i słuchania muzyki w drodze do niej, czy też odpoczynku od rutyny 🙂

  • ja mam masę wyzwań blogowych w planach, ale bez spiny. ot, taka zabawa. ale liczę na to, że jakoś się wszystko samo ułoży. spiny nie mam już dawno, wszystko na luzie. Kawa i herbatnik, którym dokarmia mnie właśnie synek… no i rajd po blogach!

    • No pewnie, ja też jestem notorycznie dokarmiana,najbardziej moje włosy 😀 Marchewka, brokuł i takie tam 🙂

  • Aniu, ja wlasnie jakos nawet nie pamietam jakie podjelam postanowienia noworoczne w zeszlym roku, chyba by zyc zdrowiej, ale nie bede skrupulatnie sie z niego rozliczac, bo zdrowie to proces, nie poprawi sie go w ciagu jednego dnia. Tez nie chce sie rozliczac, przygnebiac, wyrzucac, ze tego nie zrobilam … Ale tez mam to samo, dziecko spi, moj Boze, za co chwycic, co robic, jak najlepiej wykorzystac ten czas, i wiesz co wlasciwie tyle chce zrobic na raz, ze niczego dobrze nie robie. Trzymaj sie cieplo w tym nowym roku. Wszystkiego naj. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • To co mówisz Beata to święte słowa:znam to z autopsji. Lepiej robić mniej, a dobrze 🙂 Dla ciebie i rodzinki moc zdrowia i wytchnienia 🙂

  • Ja mam parę planów i celów na ten rok, jednak mam do tego zdrowe podejście, nie wymyślam rzeczy niemożliwych do zrealizowania. Nowy Rok to jedynie umowna data, w ciągu roku sama dochodzę do różnych wniosków, wyznaczam nowe cele, weryfikuję pozostałe. Spisanie takich rzeczy pozwala mi się lepiej zorganizować.

    • Rozumiem to, bo ja mimo żadnych postanowień, co roku mam 2, albo 3 kalendarze – bardzo lubię sobie planować z dnia an dzień listę rzeczy do ogarnięcia 🙂

  • Ja mam zupełnie inne podejście do życia. Uważam, że osiąganie swoich celów jak najbardziej w porządku. Nie osiągam swoich celów za wszelką cenę, ale podchodzę do nich zdroworozsądkowo. Już dawno zauważyłem, że jeżeli chcę od życia czegoś więcej to muszę dać też więcej od siebie. Nie chodzi tu o ambicję, ale o to by dzięki wyznaczaniu sobie celów, udało mi się spełnić moje marzenia.

    Co do braku rozczarowań to chciałbym zacytować tutaj Marcina Iwucia ponieważ uważam, że świetnie to ujął w swoim tekście:
    ,,W poniedziałek wracałem samochodem z Wrocławia do Warszawy. Gdy na jednej ze stacji płaciłem za paliwo, znudzona pani ekspedientka zaproponowała mi hot-doga. Gdy zażartowałem, że hot-dog wygląda bardzo apetycznie, jednak mam noworoczne postanowienie, że będę się zdrowo odżywiać, usłyszałem: „Po co Panu te postanowienia? Im mniej postanowień, tym mniej rozczarowań.” Cóż, można i tak. Można sobie odpuścić, nie męczyć się, nie starać, przejść przez życie bez wysiłku i refleksji godząc się na egzystencję poniżej naszych możliwości. Ale można tez inaczej.”

    • Dawid dziękuję ci za zaangażowanie w dyskusję. Oczywiście twoje podejście rozumiem i szanuję, jednak w moim tekście chodzi o to by sobie odpuścić bycie doskonałą i przestać z pracoholizmem. W moim osobistym przypadku moje własne zdrowie się o mnie upomniało i dopiero wtedy powiedziałam sobie: stop, zwolnię 🙂 Jako mama na cały etat, żona i blogerka wierz mi, że wyzwań na co dzień mi nie brakuje… znalazło by się jeszcze kilka niemałych pasji, w których tez się realizuję. 🙂

      A cytat, który przytoczyłeś: może czasem warto uczyć się od innych dystansu do siebie? 🙂 W przypadku tekstu mojego męża to była oczywiście soczysta ironia, taki may wesoły styl bycia 🙂

      • Skomentowałem tekst tak jak go odebrałem. Jak każdy człowiek widzę tylko taki wycinek rzeczywistości, który jest mi dany i żeby zobaczyć szerszy kontekst sytuacji przydaje się dodatkowe wyjaśnienie 🙂 Ten tekst wydał mi się o tym, że powinniśmy zaakceptować siebie takim jakim jesteśmy i nie dążyć do ambitnych celów bo sami siebie tym krzywdzimy. O ile zgadzam się, że powinniśmy doceniać samych siebie i to co już w życiu mamy to brak celów musiałem skomentować.
        P.S.
        Ironii nie wyłapałem 🙂

        • W porządku, fajnie że udało nam się dogadać i porozumieć. Ale fajną rzecz zaznaczyłeś – tekst odbieramy tak jak czujemy, tak jacy jesteśmy. To podobnie jak z książką czy filmem – lubimy te z którymi możemy się utożsamić, odnaleźć jakąś emocję którą znamy 🙂

  • Może w końcu uda Ci się z tym angielskim 🙂 Ja codziennie uczę się kilku języków – zabiera mi to dość sporo czasu, ale kocham to!

    • No dzięki, ale właśnie mnie to nie kręci, ale jest niezbędne do życia 🙂

  • Noworoczne postanowienia to często niewypał. Pod wpływem atmosfery stawiamy sobie cele, a później gdy emocje opadają zapominamy o nich albo odpuszczamy. Ja w tym roku postanowiłam tylko zmienić nastawienie do wielu spraw i jak na razie sprawdza się świetnie. Życzę powodzenia w nowym roku ! 😉

    • Paulina masz 100% racji od naszego podejścia do spraw zależy jak potoczą się nasze losy 🙂 Najlepsze życzenia! 🙂

  • Z tymi planami noworocznymi bywa różnie, ja staram się realizować plany i marzenia przez cały rok. Życzę Ci spełniania wszystkich nawet tych najskrytszych marzeń i samych sukcesów w 2016!

    • Dziękuję pięknie i Tobie też wszystkiego co najlepsze 🙂

  • U mnie nie mnie konkretnych planów, jednak staram się zawsze pamiętać, w którym kierunku podążam i co powinnam zrobić, aby czuć się szczęśliwą. 🙂 Powodzenia we wszystkich założeniach, nawet w tych, które pojawią się w trakcie roku. 🙂

    • Dziękuję pięknie i mi pozostaje życzyć ekstremalnego nasycenia czytelniczego, ale tego chyba się nie da osiągnąć ?:)

  • Też co roku planuję polepszyć swój język!;) Ale plany noworoczne jakie są, każdy widzi 🙂

  • Postanowienia nic nie wnoszą do naszego życia. Cele często okazują się przystankami lub przekładniami torowymi. Nic nie jest stałe i nie będzie. Jedyną, najważniejszą i najcenniejszą umiejętnością, jest nauczenie się radości z małych rzeczy. Ciągły stres i katowanie się wyrzutami sumienia, za bycie słabeuszem, zwykle kończy się źle. I tu też masz rację – czasami warto jest się zatrzymać, bo wtedy nauczymy się więcej widzieć.

    Pozdrawiam,
    M.

    • Piękna puenta, taka wisienka na torcie – zgadzam się 🙂 Pozdrawiam również 🙂

  • No i pięknie 😀 Chciałbym w tym miejscu w kilku prostych słowach wyrazić to, co czuje po przeczytaniu Twojego tekstu, ale przychodzą mi do głowy tylko te, które już napisałaś 😀 Wspaniale mi się czytało to, co napisałaś gdyż sam się praktycznie pod wszystkim podpisuję 🙂 Zwłaszcza pod unikaniem oczekiwań, pod nauką nudzenia się i pod delektowaniem się teraźniejszością. To wspaniałe mieć świadomość tego, że wszystko co niezbędne do szczęścia już mam. Wystarczy tylko to pokochać takim jakim jest w tym właśnie momencie 🙂 Pokochać siebie, takim jakim jestem, swoje życie takim jakie jest, pokochać moją rolę w życiu swoim i innych. I tyle! W końcu bycie nieidealnym to przywilej i ogromna radość 🙂 W końcu codzienność, zwykłość, przewidywalność to skarby. Dziękuję Ci za tę ogromną dawkę energii i entuzjazmu 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

    • Bardzo fajnie, że twoje i moje podejście temacie celebrowania życia się pokrywa – lubię takie osoby! Ale mam inną rozkminię, wiesz że podobno osoby, które nie narzekają i lubią swoje życie nie są lubiane ? Podobno dobijają innych swoją „idealnością” 🙂

      • Jakby to ująć, żeby nikogo nie obrazić… O! Już wiem 🙂 Poglądy i uczucia takich osób, które nie tolerują odmiennych postaw, poglądów i uczuć, mieszczą się w obrębie mojej tolerancji 🙂 🙂

        • Chyba nie mieszczą ?:) W sensie, nie toleruję nie tolerancji ?

          • W sensie akceptuję prawo innych osób (nawet tzw. nietolerancyjnych) do ich własnego, często niezgodnego z moim, zdania. Nie toleruję objawów nietolerancji, związanych z bezpośrednią ingerencją w strefę fizyczną i psychiczną innych osób. Czyli jeżeli ktoś nie toleruje mojego światopoglądu… jego problem 😀 Ja toleruję nietolerancję. Nie toleruję agresji. Sam jestem często bardzo nietolerancyjny, ale nikogo za to nie biję.

  • Przyznam, że chyba też nie zrozumiałam tego tekstu, czytając komentarze. Odebrałam to jako, powiedzmy poradę, na ten rok aby sobie wszystko odpuścić, przestać dążyć do czegoś, … Z drugiej strony, niektóre rzeczy są bardzo trafne jako porady dla każdego. Do mnie najbardziej przemawia kwestia perfekcjonizmu. W zeszłym roku sama wpadłam w jego sidła, przyznaję, nie łatwo się z tego odkopać. No, i wyszło, że bez względu kto jak to rozumiem zawsze coś dla siebie znajdzie. 🙂

    • Fajnie, że mimo trudności jest jakieś uniwersalne przesłanie 🙂 To może wytłumaczę, że chodziło mi o to by ustalić sobie realne priorytety, być sobą, zaakceptować wady i zalety i nie popadać w pracoholizmy 🙂

  • Amen! Ja jestem z Tobą! Tu i teraz i już!
    I przyznam że trochę zaskoczył mnie Twój post. Dla mnie zawsze byłaś tą perfekcyjną Anna- mimo nazwy bloga. Ambitna, zorganizowana z planem postów na każdy dzień. Przy tym matka, żona i kochanka. Podziwiałam że wyrabiasz 200% normy. A tu taki post. No to za ten rok na pełnej petardzie Ania! [toast] 😀

    • A wiesz Aguś mogłabym faktycznie publikować codziennie – z tym nie mam zgoła problemu, ale nie mam kiedy wam odpisywać regularnie, odwdzięczać się wizytami codziennie jest niewykonalne 🙂 Teraz myślę o 3-4 soczystych wpisach na tydzień i jak widzisz mam już opóźnienie w komentowaniu 😛 Ze sportowych opcji codziennie robię minimum 6k z wózkiem 😀 haha – każdy ma to co może mieć, sęk w tym by ustalić priorytety. Jak u ciebie z celami na ten rok?

      • Jej i mam wyrzuty sumienia ze Cie do kompa zaciągnęłam swoim marudzeniem na fb 😛 ;). Ty jesteś bardzo kreatywna także nie wątpię że codziennie jakiś smakołyk wyszedł by z Twojego pióra. Ale nie wiem czy nadążylibyśmy za Tobą ;).
        A 6km z wózkiem to niezły wyczyn! Rodzina u Ciebie jest priorytetem i za to ogromny szacun!
        Ja nie robiłam postanowień. No może jedno- nie spóźniać się do pracy. I wiesz co? Chuj.mi to idzie 😛 😉

        • Taki masz styl – amerykansko-luzacki to i na kawke czas musi być, a praca nie zając 🙂

          • Hehe- no coś w tym jest. Aczkolwiek gorzej że tego mojego luzu nie wyczuwają pracodawcy..;)

  • Ja to Smerf Maruda jestem, nie cierpię robić postanowień, wolę działać na bieżąco. Mam coś postanowić dziś, to postanawiam i mam więcej czasu wolnego a nie czekam do 1.01 żeby to ogłosić 😉 Z drugiej strony jeśli kogoś postanowienia motywują, niech je spisują i sobie ustalają, będę trzymał kciuki 🙂 Kto co lubi, byle mnie nie budził z mojego zimowego snu. Jakimiś petardami 😛

    • A tam szczerze to bliżej ci do tego Smerfa Zgrywusa, co to psikusy wszystkim robił 😛 Grunt pozostać sobą ever 🙂

      • Ależ dlaczego lepiej się złośliwie zmieniać 😀 i wytrącać przeciwnika z równowagi 😉

  • Fashion Voyager

    Też nie mam takich jednoznacznych postanowień noworocznych, co nie znaczy, że nie mam celów i planów. Nie są one jednak tak mocno związane ze zmianą cyferki w kalendarzu…

    • I bardzo dobrze, mam wrażenie że stawianie sobie sztucznej granicy nie wychodzi nikomu na dobre 🙂

  • Pingback: Dlaczego Twoje postanowienia noworoczne nie mają sensu?()