Nigdy nie chciałam być Matką

Home/LIFESTYLE/Nigdy nie chciałam być Matką

Nigdy nie chciałam być matką, mówię to całkiem serio. Osoby, które znały mnie na długo przed tym jak w moim życiu pojawiły się córki mogą potwierdzić moje słowa. Byłam ostatnią osobą na świecie, która pchała się do zakładania rodziny. Pieluchy, niemowlaki i całe to życie rodzinne nie było dla mnie. Do pewnego momentu…

Zanim pojawił się on

 

Wtedy wszystko się zmieniło, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Okazuje się, że aby zmienić całkowicie swój światopogląd nie trzeba od razu księcia na białym koniu, wystarczy jeden męski mężczyzna, który weźmie cię w ramiona i wyprostuje cały twój świat. Wystarczy jedno przypadkowe spojrzenie, jedna impreza integracyjna po pracy w najpopularniejszym fastfoodzie w świecie i tyle. Jeden facet, który może sprawić, że zagorzała singielka stanie się najukochańszą żoną pod słońcem, a zatwardziała antymatka zamieni się w zwariowaną i oddaną mamcię, która decyduje się na macierzyństwo rok po roku. Uwierzysz w taką historię? Jeszcze kilka lat temu myślałam, że będę harowała po godzinach w jakimś modnym, warszawskim korpo, żeby zarobić na kolejne ekskluzywne wczasy. Oczami wyobraźni widziałam siebie w odjechanych kieckach na niebotycznie wysokich obcasach, sączącą wino litrami, mieszkającą z kotami w modnej kawalerce na Mokotowie. Wiadomo, że dla wyluzowanej singielki bliski dojazd do pracy to rzecz absolutnie święta. Wystarczył jeden facet, żeby mój „idealny” plan na życie legł w gruzach i żebym została matką, którą nigdy nie chciałam być!

Podobno tylko krowa nie zmienia poglądów

 

Na własnej skórze doświadczyłam odtrącenia ze strony „najbliższych” przyjaciół, którzy nagle poczuli się przeze mnie oszukani. Jak mogłam tak bezczelnie się zakochać, wyjść za mąż, i do tego wszystkiego urodzić jeszcze dwójkę dzieci? Faktycznie, na ich miejscu również czułabym się wielce oszukana. Jeśli ktokolwiek odważy się być szczęśliwy i zakłada rodzinę z miłości, potrzeby serca… to naprawdę musi być z nim coś nie tak. Kto w dzisiejszych czasach wierzy w jedną, prawdziwą i dożywotnią miłość? Która kobieta świadomie decyduje się na hardkor z dwójką małych dzieci? Nie zdążyłam odchować jednej córki, a już bezczelnie paradowałam z wielkim brzuchem z drugą. Dla takich jak my nie ma już ratunku. Bezprawnie obnosimy się ze swoimi uczuciami, szczęściem i całą tą rodziną.

W rodzinie siła

 

Nigdy nie sądziłam, a nawet nie dopuszczałam do siebie myśli, że przed trzydziestką uda mi się zostać żoną, szczęśliwą matką, w dodatku zdrowych i wspaniałych córek. Wygrałam wszystko. W swoim życiu wystarczająco dużo razy musiałam walczyć. O własną edukację, o wyniki w sporcie, o „przyjaciół”, o awans w pracy, o czytelnika i statystyki bloga. Całe szczęście, od pewnego czasu jestem poza kategorią konkurencji. Z nikim i z niczym nie muszę i świadomie nie chcę się ściągać. Konkurowanie? Pozostawiam dla mnie i męża – mamy nasze takie małe hobby: lubimy sobie „powalczyć” w sporcie, czy próbując sił w planszówkach. Wszystko inne totalnie mnie nie interesuje. Nie mam ciśnienia na karierę, miliony na koncie, najmodniejsze ciuchy od projektantów. Żyję we własnym tempie, we własnym stylu,mam ogromne szczęście.

Wyolbrzymiaj szczęście, zapomnij o porażkach

 

Bardzo często chwalę się tym, że jestem szczęściarą i bardzo dobrze, powinieneś brać ze mnie przykład. Jedyne czego pragnę, to zdrowia dla mojej rodziny – wszystko inne już mam. Należę do grona szczęściar, które wyszły za mąż z miłości. Mam dwie cudowne córki z wyboru, planowane, które są owocem miłości. Mój mąż to nie tylko świetny facet, mój największy przyjaciel, ale również idealny kompan do celebrowania życia i magazynowania pięknych wspomnień. To facet, który traktuje mnie jak partnerkę. Wspiera, chce mojego dobra i szczęścia. W tym miejscu podkreślę to raz jeszcze: na świecie są ludzie, którzy będą nas kochać za to jacy jesteśmy. Którzy będą nas akcentować z wadami, niedoskonałościami i będą nadal chcieli dla nas dobrze. Zasługujemy na szacunek, wsparcie, miłość i pomoc. Nie musimy się zmieniać, by ktoś nas pokochał. Kochać, być kochaną i móc mieć rodzinę, to coś w moim osobistym rankingu absolutnie najbardziej wartościowego.

Nigdy nie chciałam być matką, ale całe szczęście jestem podwójną mamą!

 

Szanuje wybory innych. Wiem, że niektórzy nie chcą, nie czują tego, aby być rodzicami. W ogóle nie mam zamiaru się na tym teraz koncentrować. Z okazji Dnia Mamy chciałam sama sobie pogratulować, tego że udało mi się zostać podwójną mamą. Moje macierzyństwo nie jest usłane różami, to raczej coś w stylu nierównej walki z czasem, ale mimo to nie zamieniłabym tego na nic innego. Dziękuję mojemu mężowi, że wyrwał mnie ze smutku, że pokazał mi że rodzina i prawdziwy dom, który tworzymy to nasze „miliony”, że bycie razem jest bezcenne, a dzieci to coś co idealnie dopełnia naszą miłość.

Podobno trzeba uważać o co się prosi, bo jesteśmy w stanie otrzymać to, czego pragniemy. Nigdy nawet nie marzyłam o własnej rodzinie, domu i codziennej miłości. Dlatego dziękuję za to co mam – jestem szczęśliwa. Jedyne o co proszę to zdrowie dla mnie i moich bliskich – wszystko inne już mamy. Mamy siebie. Tekst jest wynikiem mojej refleksji na temat zmian, które ostatnio zaszły w moim życiu. Zdaje sobie sprawę, że warsztat nie jest w szczytowej formie, ale piszę z serducha, na zmęczeniu, nadaję z nowego miejsca – naszego własnego kąta. Jestem szczęśliwa, jestem wdzięczna – nigdy nie chciałam być matką, ale całe szczęście nią jestem i to podwójnie szczęśliwą – dziękuję ci za to Kochanie…

*******

„Wyolbrzymiaj małe rzeczy i bądź bezwstydnie szczęśliwa”.

  • Nieidealnaanna

By | 2017-05-29T20:43:19+00:00 Maj 26th, 2017|Categories: LIFESTYLE|Tags: , , , , , , |11 komentarzy

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Zacisze Lenki

    Piękny post, szczęście wprost bije ze zdjęć. Widać, że nie byli to prawdziwi przyjaciele skoro odsunęli się od Ciebie. Życie weryfikuje nasze plany, za kilka miesięcy, lat nie będziemy już tymi samymi osobami.

    • Wszystko co napisałaś to prawda. Zmieniamy się, ludzie w naszym życiu zmieniają się równie mocno. Jak to się mówi – życie weryfikuje pewne znajomości , prawda ?:)

  • Powiem pewnie to samo, co inni napiszą – piękny tekst, własnie taki trochę nieuporządkowany, ale bardzo autentyczny. Świetnie, że jesteście szczęśliwi i niech już tak zawsze zostanie 🙂

    • Dziękuje Dawid – również życzę ci tego co w życiu najlepsze <3

  • Najlepsze teksty powstają z potrzeby serca 🙂 Ja też jeszcze kilka lat temu nie wyobrażałam sobie, że będę mamą. A teraz nie wyobrażam sobie innego życia, bo za bardzo kocham te dwa, które już mam <3 My szczęściary!

    • My szczęściary, my frustatki 😀 Bywa ciężko, ale bilans mimo wszystko na plus wychodzi. U ciebie pewnie też? 🙂

  • Po części odnalazłam w Twoich słowach siebie. Chyba tylko różnicą jest to, że ja nie zakładam, że nie chcę mieć dzieci. Może kiedyś spotkam kogoś, z kim je mieć będę, o ile zdrowie na to pozwoli.

    • i tego Jola ci życzę. Mi lekarze nie dawali szans na ciąże z powodu stanu zdrowia. A tu proszę: dwa razy, rok po roku, za pierwszym razem udało się 🙂

      • Szczerość z tego tekstu bije aż od samego początku. Kupiłaś mnie! Mam podobnie jak Jola, co więcej mówić.
        Pięknie wyglądacie jako rodzina 🙂

  • Ja chyba miałam podobnie…nie byłam taka jak koleżanki, które z entuzjazmem reagowały, widząc małe dzieci. To nie tak, że mi nie odpowiadały, ale moje podejście było raczej obojętne…To bardzo się zmieniło. Myślę, że każdy po prostu musi do pewnych rzeczy dojrzeć