Najsmutniejsze Mikołajki w moim życiu

//Najsmutniejsze Mikołajki w moim życiu

Najsmutniejsze Mikołajki

Zaczęłam się zastanawiać, czy nadal pamiętam tamte emocje. Przecież to wydarzyło, się ponad 20 lat temu! Mimo wielu starań nie potrafię zapomnieć tamtego grudniowego popołudnia. Miałam 8 lat i jak na małą dziewczynkę przystało, totalnie cieszyłam się na klasowe Mikołajki. Wtedy jeszcze tego nie ogarniałam, że Mikołaj nie istnieje i z wielkimi wypiekami na twarzy oczekiwałam mikołajkowego cudu. Po latach się okazało, że Święty Mikołaj nie odwiedzał naszej klasy na długiej przerwie. To była nasza wychowawczyni, która upominki kupiła ze składek komitetu rodzicielskiego. Tamtego dnia byłam bardzo podekscytowana. Czekałam na mikołajkowy prezent nie zdając sobie sprawy, że prawdziwą „niespodzianką” będzie śmierć mojej najlepszej przyjaciółki…

Moja babcia nie żyje

Doskonale pamiętam ten dzień. 6 grudnia 1996 roku. To był piątek i o dziwo, kończyliśmy lekcje jakoś późno. A może ze względu na to, że był grudzień i wcześnie robiło się ciemno, tak mi się wydawało? Została nam ostatnia lekcja – Przyroda. Niecałe 5 minut od dzwonka wzywającego do sali, w drzwiach pojawił się mój starszy brat. Jego wyraz twarzy spowodował, że po całym moim ciele przeszły ogromne ciarki. Moja wychowawczyni powiedziała przy całej klasie, że jest jej bardzo przykro, ale musi mnie teraz zwolnić, ponieważ zmarła moja babcia. Zamurowało mnie. Moje pierwsze pytanie brzmiało: to babcia Hela? Dziecięca logika i prawdziwość uczuć jest porażająca. Zapytałam o drugą babcię, od strony taty, która nie była mi tak bliska, jak matka mojej własnej mamy. Mój brat mocno mnie objął i zaczął płakać. Miałam osiem lat, ale doskonale rozumiałam, że zmarła nie ta babcia, „co trzeba”. To był mój pierwszy koniec świata. Bardzo szybko zrozumiałam, że życie jest kruche, nieprzewidywalne i kurewsko niesprawiedliwe.

Anioł w skórze człowieka

Babcia Ania, która postanowiła splatać nam figla i zabrać się z tego świata w Mikołajki, była ucieleśnieniem dobra. Jeżeli wyobrazisz sobie typową babcię z książek, taką która pysznie gotuje, rozpieszcza wnuki, bawi się z nimi i zawsze trzyma ich stronę, szybko zrozumiesz kogo mam na myśli. Babcia Ania, nie mogę przestać myśleć i mówić o niej inaczej niż Ania. Nigdy nie słyszałam, żeby ktokolwiek mówił o mojej babci Anka, bardzo, ale to bardzo rzadko Anna. Babcia w chwili śmierci miała 63 lata. Na swoim koncie trzeci zawał serca. Ten ostatni niestety rozległy. Sekundy na uratowanie życia. Praktycznie nierealne. Teoretycznie gdyby był w pobliżu lekarz, a ona byłaby podłączona do aparatury, można by spróbować ją reanimować, a tak? Sytuacja beznadziejna, bez szans na przeżycie. Możecie mi wierzyć lub nie, ale tak dobrego i wspaniałego człowieka nigdy w życiu jeszcze nie spotkałam. Niesamowicie rozwinięta empatia, bezinteresowność, optymizm oraz pogoda ducha. Na temat babci, we wspomnieniach innych, zawsze pojawiały się pozytywne anegdotki i opowieści. Na tej podstawie sądzę że babcia Ania, poza byciem idealną babcią, była po prostu bardzo dobrym, pomocnym człowiekiem. Którego przedwczesne odejście zasmuciło, bardzo dużą liczbę osób.

Mama się załamała totalnie

Moja mama w wieku 39 lat straciła rodzicielkę. Moja mama zmarła również na serce w wieku 55 lat, zostawiając mnie samą, niedługo przed 25 urodzinami. Z tej prostej matematyki wynika, że prognozy umieralności na serce w mojej rodzinie są dosyć realne. Pamiętam, że po śmierci mojej mamy wbiłam sobie do głowy, że skoro babcia zmarła mając 63 lata, mama odeszła mając 55 lat, to ja na pewno nie dożyję pięćdziesiątki. Na szczęście  z czasem wyleczyłam się z tak pesymistycznej wizji świata. Jednak moja mama po śmierci babci załamała się totalnie. Były ze sobą bardzo zżyte. Babcia niejednokrotnie ratowała nas z różnych opresji, nie tylko finansowych. Brak realnego wsparcia, głównie psychicznego spowodowało, że w moim rodzinnym domu, od tamtej pory już nigdy nie obchodziło się Mikołajek. Pierwsze Święta po śmierci babci były dziwne. Znasz takie uczucie, gdy siedząc przy stole masz wrażenie, że zmarła osoba, wyszła na chwilę do sklepu i zaraz wróci? Mimo, że miałam wtedy 8 lat pamiętam to nad wyraz dobrze. Pierwsze Święta bez babci. Pierwsze Boże Narodzenie bez kolęd, śmiechu, nawet nie wiem czy były wtedy jakieś prezenty? Totalna pustka w sercu i szybka szkoła dojrzewania, tak zapamiętałam najsmutniejsze Mikołajki w moim życiu.

6 grudnia to nie klątwa

Moja mama nie obchodziła już nigdy Mikołajek. Wiecie jak to jest, kiedy ta data kojarzy ci się ze stratą najbliższej osoby na świecie. W tym wszystkim nigdy nie byłam szykanowana ze względu kupowania upominków, dla kolegów w szkole, czy też dla chłopaka, ale mama po prostu prosiła, aby tego dnia nie uwzględniać jej w mikołajowej wymianie prezentów. Pamiętam, że już jako dorosła kobieta, jakieś 15 lat po śmierci babci, zapytałam mojej matki, czy tęskni za babcią? Moja mama w tym momencie wybuchnęła oceanem łez. To nie było zwykłe wzruszenie. To był autentyczny ból. Moja dorosła mama, prawie sześćdziesięcioletnia kobieta stała w kuchni i wyła jak dziecko. Wtedy zrozumiałam, że ból po stracie ukochanej osoby nigdy nie mija. Moja mama nie żyje ponad 5 lat. Piąte Mikołajki bez wspólnej kawy. 5 lat bez naszych rozmów. Przede mną piąte Święta bez jej głosu, zapachu, obecności i śmiechu. W tym wszystkim najtrudniej pogodzić mi się z tym, że moja mama nie dożyła momentu, w którym mogła by poznać swoje wnuczki, mojego męża i spędzić totalnie normalny dzień w moim domu, z moją fajną, kochającą się rodziną. To coś co bardzo mocno we mnie siedzi i boli w najmniej spodziewanych momentach.

Moja tradycja

I pewnie z tego powodu, że życie mnie nie oszczędza, staram się celebrować każdy moment. Świadomość tego, że jutro może mnie zabraknąć daje mi kopa do działania. Do przeżywania życiem takie jako ono jest. Nieidealne, trudne, niesprawiedliwe, ale również piękne, pełne miłości i ciepła. Chciałam ci pokazać inną perspektywę. Śmierć bliskiej osoby jest stratą nie do odżałowania. Miałam tylko 8 lat, kiedy zmarła moja babcia. Dziś mam 29 lat. Od 21 lat cholernie za nią tęsknie. Mimo, że byłam małą dziewczynką dokładnie pamiętam jej zapach, delikatną skórę dłoni. Uwielbiałam to, że malowała usta różową, ekstremalnie jaskrawa szminką. Pamiętam smak bułeczek z serem, które piekła. Pamiętam jak w nocy bałam się, że babcia się nie obudzi. Śpiąc z nią wsłuchiwałam się w jej nieregularny oddech, modląc się, aby nie umarła. Babcia, miała chore serce i od kiedy pamiętam, bardzo mocno się o nią martwiłam. Uwielbiam wracać wspomnieniami do jej mieszkania. Babcia miała totalnego hopla na punkcie niebieskiego koloru. Cała jej kuchnia, prócz sufitu była błękitna. I tylko ona robiła tak pyszne kanapki z pasztetem, i tylko ona potrafiła przytulić tak mocno, że wszystkie moje lęki natychmiast ustępowały. I nie wiem jak to jest możliwe, ale babcię nadal pamiętam bardzo dokładnie, z drobnymi detalami. I wiem, że jak na osiem lat byłam bardzo dojrzałą emocjonalnie dziewczynką. I z pewnością stwierdzam, że babcia Ania, była moją przyjaciółką.

Być i czuć

Mogłabym w imię tych doświadczeń nie obchodzić Mikołajek i paplać się w emocjonalnym gównie. Ale nie chcę tego. Nie chcę, moim córkom serwować depresyjnych wspomnień. Nie wychowuję moich dzieci w filozofii mieć, ponad być. Nie obrażam się na pieniądze, ale nie traktuję ich jako istoty mojego bycia tutaj, w tym moim nieiadalnym życiu przez chwilę. Jeśli kiedyś zbyt szybko mnie zabraknie, mam nadzieje, że moje dzieci będą miały równie pozytywne, ciepłe i intensywne wspomnienia jak ja z moją babcią. To co najważniejsze w naszym życiu to TU i TERAZ. Nie ma czegoś takiego, że za ileś tam lat, jak coś osiągniesz, jak będziesz bogatszy, szczuplejszy, czy coś tam twoje życie nabierze rumieńców. Rozczaruję cię może, ale twoje życie jest cudowne teraz. Z tym całym trudem, dołkami, problemami też jest w porządku, bo należy do ciebie. Swojej rodzinie próbuje przekazać ideę celebrowania małych momentów, wyolbrzymiania szczęścia, oraz cieszenia się z tego, co jest dobre. To co jest złe, trzeba zaakceptować i po prostu się z tym zmierzyć, a czasem po prostu odpuścić.

Najsmutniejsze Mikołajki w moim życiu

Najsmutniejsze Mikołajki mego życia nauczyły mnie jednego. W życiu liczą się ludzie i czas, który z nimi spędzamy. Mniejsze znaczenie ma to, co konkretnie z nimi robimy, grunt aby rozmawiać ze sobą, być blisko siebie i lubić swoje towarzystwo. Banał? Być może, ale otwierający niesamowicie oczy. Ani razu w tym wpisie o Mikołajkach nie wspomniałam o prezentach. Nie uważam, żeby było coś złego w obdarowywaniu się upominkami, ale pragnę ci zwrócić uwagę na to, że to co w naszym życiu jest najważniejsze jest „darmowe”. Za miłość, zdrowie, przyjaźń, śmiech, przytulanie oraz emocjonalna bliskość nie da zapłacić się pieniędzmi. Dlatego to co w twoim życiu bezcenne to: ty sam, twój czas i to z kim z bliskich ci osób, go spędzasz. Jeśli nie lubisz Mikołajek i Świat odpowiedz sobie na jedno pytanie. Dlaczego? Pewnie dlatego, że ktoś lub coś cię ogranicza. Odrzuć konwenanse, wsłuchaj się w swoje potrzeby i po prostu żyj. Najsmutniejsze Mikołajki w moim życiu, miały miejsce 21 lat temu. Kolejnych smutnych Mikołajek nie przewiduję. Powiem więcej, zrobię wszystko, aby mi i moim bliskim było po prostu dobrze. Tobie życzę, tego samego. A z okazji Mikoałjek, zapraszam cię do przeczytania moich dwóch świątecznych wpisów. List do M, jeśli potrzebujesz się nastroić świątecznie, bez chusteczek higienicznych nie zbliżaj się do monitora. List OD Mikołaja, czyli pozytywna bomba, na którą zasługujesz każdego dnia.

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.
 

  • Dziękuję, że się podzieliłaś z nami tym wspomnieniem…

    Ja w drugą rocznicę naszego ślubu, w Mikołajki, chowałam swoją babcię…

    • Ewaaa <3 przykro mi, ale takie właśnie jest życie. Nadal za nią tęsknisz?

      • Bardzo. Na szczęście mam blisko do niej na cmentarz, czasem tam lecę, żeby koło niej posiedzieć…

  • Świetnie piszesz! (Jest po 22, więc rozumiesz, dlaczego tak krótki komentarz do tekstu, który wzbudził wiele myśli)
    Czekam na Twoją książkę 🙂

  • Bardzo to smutne i jednocześnie pocieszające, bo przecież nie jesteś sama i potrafisz się bawić. Ja też, choć nie lubię Mikołaja.
    Zwyczajnie bardziej podobają się prezenty, które sobie robię sama bez okazji i bliskim też bez okazji. Staram się być w tu i teraz
    i poza kalendarzem świąt. Dla mnie z czasem ten kalendarz stał się zbyt dużym obowiązkiem. Poza tym lubię robić po swojemu
    i na przekór, inaczej niż cały świat. Jednak Twoje celebrowanie świąt też ma swój urok. Oby tak dalej.

    • Myślę, że jestem w stanie cię zrozumieć, bo osoby wrażliwe i emocjonalne, takie jak ty, czy ja przeżywają to wszystko intensywniej. Kwestia świętowania wg mnie jest sprawą indywidualną. Składa się na to masa czynników. A jeśli powiem ci,że śmierć mamy i narodziny dziecka zmieniają światopogląd, to chyba cię nie zaskoczę? 🙂

  • Agnieszka Jablonska-Twaróg

    Oj.. gdy mojej babci Anny zabraknie… bedzie bardzo ciezko.. To musiało byc bardzo przykre przeżycie dla Ciebie, ale super ze masz tyle ciepłych wspomnień. Nie kazdy ma/miał cudowna babcię! Ja mam!❤️❤️

  • Życie pisze różne scenariusze, bardzo Ci współczuję, jednak wiem, że jesteś silną babką i dasz radę!

  • Kasia Duźniak

    Niesamowicie piszesz. Tak to jest, trudne chwile wiele nas uczą.

  • To piękne, że potrafiłaś wyciągnąć swoją ważną życiową naukę z tych trudnych dla Ciebie momentów <3

  • Marta Korotko

    Jakbym czytała o mojej babci Ani, nie wyobrażam sobie, gdyby miało jej zabraknąć. Cenię każdy dzień, który pozwala mi patrzeć na to, jak ona bawi się z moją córką. To zresztą jedyna prababcia, jaką dane jest mojej córce mieć. I dlatego podobnie, jak Ty, staram się celebrować każdy wspólny ich dzień.

  • Smutna historia 🙁 Zgadzam się z tym, co napisałaś, że liczy się czas,który spędzamy z ludźmi. Tego czasu nie można kupić za żadne pieniądze, czy przeżyć jeszcze raz.. Ładnie piszesz, pozdrawiam 🙂

  • Od jakiegoś czasu próbuję oswoić sobie temat śmierci i odejścia bliskich osób. Pracuje nad tym. Staram się z tym pogodzić, że tak będzie. Widzę jak ludzie odchodzą, znikają, a życie toczy się dalej. Próbowałam sobie to tłumaczyć na wiele sposobów. Jednak zapewne cokolwiek bym nie zrobiła i tak w chwili gdy odejdą rodzice nic mi nie przyniosą moje przygotowania. Czy śmierć babci pozwoliła Ci się oswoić i przygotować do śmierci mamy?
    Czy w ogóle jest tak możliwość, by się do tego przygotować? Dodam, że jestem ateistką. To zdaje się w tej sytuacji jeszcze trudniejsze.

  • Małgorzata Nowak

    bardzo wzruszający tekst! warto pamiętać o celebrowaniu małych momentów, które już na zawsze zostaną w naszych sercach i w sercach naszych najbliższych! 🙂

  • Aniu, smutna historia, trzymaj sie

  • Miałam podobną sytuację – mój dziadek zmarł dwa dni po moich urodzinach. Nie mieliśmy aż tak bliskiej relacji, ale mimo wszystko zawsze gdzieś tam o tym pamiętam. To i Twój wpis przywodzą mi na myśl to, co często dzieje się w życiu – nabieramy negatywnych skojarzeń. Kiedyś jakiś chłopak złamał nam serce i już nigdy nie chcemy jechać w góry, bo tam się poznaliśmy. Dla kogoś rodzinne święta były koszmarem i nie chce ich obchodzić jako dorosły. Wiele znam takich historii, ale przecież Twój przykład między innymi pokazuje, jak można je przepracować. Nie obrażać się na życie ale odczarowywać te bolesne doświadczenia, by nic nie przeszkadzało nam cieszyć się życiem. Nawet jeśli ból nie znika. Dla siebie i dla przyszłych pokoleń.

  • Bólu po stracie ukochanej osoby nigdy się nie da wyleczyć… Wydaje się, że czas go łagodzi – ale to pozory, bo wystarczy naprawdę niewiele, by rany rozdrapać …

  • Aleksandra Załęska

    Wzruszyłam się tym, co napisałaś, pięknie.ujęte. czytając twoją historię, czułam jakbym przeżywała śmierć swojej babci. Ból po stracie ukochanej osoby zostawia blizny w sercu