Możesz, ale nie musisz

Home/LIFESTYLE/Możesz, ale nie musisz

Ostatnio rozmawiałam z moim przyjacielem przez telefon o tym co u nas. Wiadomo żyjemy w dwóch innych miastach, każdy z nas jest w związku, żyje własnym życiem, jedzie własnym tempem na rowerze zwanym dorosłość. Pogaduszki upływały jak zawsze w ekspresowym tempie i towarzystwie dużej ilości ironii, sarkazmu i poczucia humoru – jak to z przyjaciółmi bywa. I postanowiłam po cichutku się poskarżyć, że męczy mnie już wieczne wojowanie ze wszystkimi dookoła i tłumaczenie się w kółko z życiowych wyborów. Wtedy mój druh mnie oświecił i przypomni mi o bardziej ważnej rzeczy. Mianowicie powiedział mi: ” Pamiętaj nie musisz się z niczego tłumaczyć. Możesz raz, jeśli chcesz oczywiście, ale nie musisz cały czas tłumaczyć się z tego co robisz, jak żyjesz i czego chcesz”.

Żyj własnym życiem, czyli wysoka cena autonomii

Nie zawsze było tak, że Ania była silna, niezależną osobą znającą swoją wartość. Oczywiście jeszcze w czasach przedszkolnych na podwórku uchodziłam za popychadło lub w najlepszym razie powietrze… Nie miałam markowych ciuchów, nie miałam szałowej figury i urody (brzmi to trochę psychicznie pisząc w kontekście dzieciństwa, ale wierzcie mi dzieci potrafią być okrutne). Nie wyróżniłam się niczym specjalnie, ani nie byłam najlepsza w berka, ani w malowania kredą na chodnikach. Faktycznie mój słupek popularności zaczął piąć się w górę dzięki grze „król skoczków” w to byłam całkiem, całkiem. Potem nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością w podstawówce.

W klasach I-III czułam się totalnie wyalienowana. Ubrania bez szału, z nauką szło mi bardzo przeciętnie, a większych umiejętności sporadycznych też nie przejawiałam. Czułam się totalnie przezroczysta. Wiem, że dla osób które mnie znają to może być duży szok, ale tak było.

Przełom nastąpił dopiero w klasie IV-VI, gdy zmieniła się nam wychowawczyni (z niesprawiedliwej faworyzującej lizusy Pani Jadzi na psychiczną dewotkę, która miała wdzięczną ksywę Kosa). Nabrałam wiatru w żagle dzięki dodatkowym zajęciom. Chodziłam na chór, rzeźbę, kółko plastyczne i teatralne, harcerstwo, a w końcu judo. Nauczona poprzednimi doświadczeniami szybko załapałam, że osoby mające dobre oceny są w centrum zainteresowania. Podciągnęłam się w nauce i zaczęłam być w gronie wzorowych uczniów.

Prawdziwą szkołę życia przeżyłam dopiero na treningach judo. Nie od razu przyszły zwycięstwa i laury. Niestety, ale byłam najbardziej drewnianym i koślawym dzieckiem z ponad setki osób z mojego naboru. Jak wykonywałam jakiś rzut to trenerzy modlili się, żebym nikogo nie uszkodziła. Jak mnie rzucano na matę drżeli o moje zdrowie i kontuzję. Na szczęście jakoś udało mi się wytrwać trzynaście lat w sporcie bez większych kontuzji i znalazło się trochę medali i dyplomów. Starsze dziewczyny z sekcji były bezwzględne. Wbijały mnie w matę non stop. Siniaki na piszczelach, wykręcone łokcie, nadgarstki i pełno otarć na całym ciele stało się moją codziennością. Zazdrościłam tym dziewczynom umiejętności: techniki, siły, szybkości i wytrzymałości. Byłam najgorsza ze wszystkich słowo daję. Nie poddawałam się i robiłam swoje. Konsekwentnie dzień po dniu realizowałam swoje marzenia. W rezultacie z naszego „wielkiego naboru” pozostałam na macie sama jedyna samiusieńka. Starsze dziewczyny „wygryzłam” i później równo łomotałam z nawiązką na macie. Z weteranami się zaprzyjaźniłam, a dla naturszczyków stałam się wzorem do naśladowania. I tak właśnie zaczęła się moja nowa historia, historia bycia samodzielną, autonomiczną jednostką. Proces niesłychanie skomplikowany i wieloletni.

Bezczelna smarkula i wieczna buntowniczka w jednym

Sport dał mi drugie życie i zaczął kształtować moją osobowość. Mimo braku pierwszych sukcesów w początkowej fazie trenowania judo moja osoba totalnie rozkwitła. Nagle przestałam czuć się przezroczysta i malutka. Jako wzorowa uczennica byłam w centrum zainteresowania klasy i bardzo mi się to podobało. Mogłam sobie pozwolić na więcej wobec nauczycieli (z wielu polemik dziś nie jestem dumna, ale faktycznie zawsze mówiłam wprost co myślę). Grono koleżaneczek i adoratorów zaczęło się powiększać. Mnie natomiast interesowały coraz to nowe rzeczy: książki, filmy, teatr, sport, muzyka itd. Był to swoisty rozkwit mojego jestestwa w ogóle. Z czasem metka bezwzględnej, bezwstydnej i bezczelnej przyległy do mnie na stałe. Nie bałam się być w centrum uwagi, lubiłam to i zaczęłam odczuwać również cenę tego przywileju.

Mówienie prawdy prosto w oczy boli

Zawsze starałam się żyć w zgodzie z własnymi przekonaniami. Od mamy nauczyłam się przede wszystkim bycia empatyczną dla siebie samej oraz innych. Nigdy nie czułam sadystycznej przyjemności z ranienia bliskich mi osób. Mówiąc wprost co myślę, chciałam być fair wobec siebie i otoczenia. Wielokrotnie zarzucano mi, że jestem agresywna i nieustępliwa w obronie własnych poglądów. Wyznaję prostą zasadę, gdy zależy mi na czymś angażuję się w stu procentach. Gdy zależy mi na kimś jestem wobec niego bezkompromisowa szczera. Motywowanie bliskich, którzy mają ogromny potencjał a trwają w letargu zbyt często było odbierane jako krytyka. Myślę, że to niesprawiedliwe. Ludziom, których kochamy trzeba mówić prawdę nawet tę bolesną.

Pannica z charakterkiem

Zastanawiam co się stało z tą wojownicza dziewczyną, którą byłam. Nie przejmowałam się opinią innych, autorytety uznawałam tylko w sporcie i na uczelni. Mentorem od życia byłam, jestem i będę zawsze dla siebie sama. Dlaczego mimo tak silnego charakteru meczą mnie wieczne gadki wszędobylskich „bliskich” pouczających jak żyć i oddychać na co dzień? To prawda, co powiedział mój przyjaciel. Życie mamy jedno i mamy absolutne prawo przeżyć je na własny sposób. Nie musisz się nieustannie tłumaczyć ze swoich wyborów, decyzji, kolejnych kroków. Możesz (przecież jesteś współczesnym erudytą, wykształconym, dobrze ułożonym i okrzesanym). Jeśli tylko masz na to ochotę, raz dla świętego spokoju, dla fanu lub jakiejkolwiek innej pobudki możesz wytłumaczyć się przed audytorium złożonym z rodziny, przyjaciół, znajomych, a nawet obcych jednostek z tego co robisz.Nie musisz się tłumaczyć dlaczego nie lubisz tego co inni, dlaczego nie zachowujesz się jak większość, masz do tego absolutne prawo.

Konsekwencja, a święty spokój

Pamiętaj, że masz święte prawo być panem własnego losu. Oznacza to, że nie musisz tłumaczyć się z nowej fryzury (przecież w grzywce było ci ładniej bo wyglądałaś młodziej). Nie musisz tłumaczyć się z tego, że nie chcesz wesela (to nic, że nie możesz liczyć na własną rodzinę i najzwyczajniej w świecie byłby ci smutno), przecież najważniejsze to spełniać marzenia innych. Nie musisz tłumaczyć się z tego, że ty taka uzdolniona (dwa fakultety i osiągnięcia w sporcie) tkwisz na takim stanowisku, a nie innym i jest ci dobrze, bo dla ciebie wartością jest miłość, a nie kariera. Nie musisz po raz setny tłumaczyć się dlaczego, z ową koleżanką nie utrzymujesz kontaktu, a od tamtego kolegi nie odbierasz telefonów (no cóż pewnie nieźle sobie nagrabili, ale czy doprawdy trzeba o tym trąbić na prawo i lewo). Nie musisz się tłumaczyć, dlaczego nie lubisz spędów rodzinnych, uniformu w typie akademia szkolna z okazji prasetnej rocznicy czegoś tam. Nie musisz wyjaśniać tym wszystkim wścibskim osobom dlaczego „płyniesz pod prąd”.

Możesz, ale nie musisz tego robić. Musisz przede wszystkim być sobą, iść przez życie własną ścieżka u boku wyselekcjonowanych towarzyszy. Nierealne powiesz, zbyt utopijne? Cena jest wysoka, ale warto. W końcu święty spokój przyda nam się po śmierci,a gadania ludzi i tak nie zagłuszysz. Ludzie od zarania dziejów gadali i pytali, gadają i pytają i nadal będą gadać i pytać. Ale pamiętaj, że ty możesz, ale nie musisz.

***********

„Boże, daj mi cier­pli­wość, bym po­godził się z tym,

cze­go zmienić nie jes­tem w sta­nie.

Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę.

I daj mi mądrość, bym odróżnił jed­no od drugiego.”

Marek Aureliusz

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Masz silną osobowość, może trochę stłamszoną w dziecństwie, ale silną, więc myślę, że jest Ci trochę łatwiej. 🙂 Moja jest taka, że łatwo mi było wmówić, co powinnam, a czego nie. Z wiekiem zmądrzałam i zrozumiałam, że te dziwne myśli w głowie, które mówią mi co muszę, nie są moje.:) Masz rację, ludzie będą gadać ZAWSZE, nie warto się przejmować. Ale przyznam, że często jeszcze się przejmuję. Jednak mocno i nieustannie nad sobą pracuję. 🙂 Zapamiętać: mogę wszystko, nic nie muszę.:) Ale niestety jutro muszę iść do pracy. A szkoda. 🙂
    Ps. Lubię ten cytat z końca. 🙂

    • Basiu tak naprawdę każdy z nas jest tłamszony codziennie nakazami i zakazami. Ot, taka sytuacja sprzed kilku dni u pediatry. Rutynowa kontrola bo Zuza ma pierwszy katar. Wychodzę, ubieram małą i co widzę? Taki o to obrazek: na oko kilkuletnie dziewczynka, wesoła, uśmiechnięta i ciekawa świata. Podchodzi do mnie, wita się, zagaduje. Matka już na nią warczy: odejdź, nie ruszaj, nie skacz, zostaw, nie dotykaj itd. Mega smutno mi się zrobiło. naprawdę, bo właśnie rodzice, rodzina od najmłodszych lat podcinają nam skrzydła, podkopują wiarę we własne siły i możliwości. Mało tego nie mówią dostatecznie często jacy to super i wyjątkowi jesteśmy…a to niestety zostaje z nami jako bagaż na całe przyszłe, dorosłe życie. Bardzo się cieszę, że przejrzałaś na oczy. Jesteś niesamowitą osobą, błyskotliwą, ciepłą i wierz mi równie silną jak ja tylko musisz w to uwierzyć. Buziaki ! 🙂

      • Dziękuję za każde Twoje słowo. :-* Masz rację, rodzina często podcina skrzydła, a kiedy jesteśmy już dorośli, to też rzadko slyszymy dobre słowa od bliskich. Dlatego ja nikomu ich nie żałuję. Jeśli coś mi się podoba, mówię o tym, jeśli ktoś jest zajebisty (tak jak Ty:-)) mówię o tym, jeśli coś mnie zachwyca, mówię o tym . Czasami jestem posądzana o wazeliniarstwo, ale mam te gdzieś. Dobre słowa należy rozpowszechniać, złych mamy pod dostatkiem.

        • Basiu karma wraca – to i słowa pozytywnie nasączone będą do ciebie wracały ze zdwojoną siłą, gdyż ty naprawdę jesteś naszym blogowym Promyczkiem Słońca 🙂 A ja mam ambicję stworzyć najbardziej przyjaznego miejsca w sieci z ogromną dawką optymizmu rzecz jasna 🙂

          • Mam nadzieję, że karma wróci. 🙂 Promyczek Słońca. Pięknie mnie nazywasz, dziękuję. 🙂 Już stworzyłaś przyjazne miejsce, działaj dalej. Jestem już Twoją stałą czytelniczką, jak widzę nie tylko ja. 🙂 Obyś miała czytelników jak najwięcej. 🙂

  • Bardzo fajny tekst. Mi sztuki walki pozwoliły przetrwać liceum, gdy byłem jednym wielkim chodzącym stresem w okularach. I też z mojej grupy, po kilku latach została garstka… A po dwóch dekadach bieganie dało mi wolność. Bo tu mogę biegać ale nie muszę – niemniej chcę – więc biegnę. Kolejne kilometry zostają za mną, czuję jak organizm wpada w znany sobie rytm, gdzieś po drodze znikają wszystkie problemy, robią się takie malutkie… Przynajmniej do czasu, gdy dobiegnę do domu 🙂 Ale to i tak bardzo dużo…

    • Cieszę się, że jest nas więcej. Fajnie u ciebie z bieganiem to przy okazji twoja odskocznia, pasja i w pewnym sensie styl życia 🙂 Mam nadzieję tylko, że bieganie nie jest ucieczką przed samym sobą 🙂

    • Sport zdecydowanie daje moc a czasem zapomnienie..:).

  • Bardzo fajny, osobisty tekst. Też taki powinnam napisać. Człowiek ma możliwość wybrać cokolwiek, nawet to, co dla niego złe. Ważne, żeby mieć świadomość tego wyboru, bo większość rzeczy, które „musimy” to tylko nasze urojenia. (Trochę bredzę, padam już na py… buzię w sensie. Ściskam!)

    • Nie bredzisz, ale masz 100% racji Krasnalu Kochany 🙂 Wiesz to jest bardzo ważne,żeby móc wybrać nawet źle i mieć świadomość, że to była własna, nieprzymuszona wola. Odpocznij troszkę :*

  • Amen! Ania podpisuję się pod przesłaniem Twojego tekstu! Zycie mamy tylko jedne i szkoda go marnować na zadowalanie innych!
    Sport również ukształtował mój charakter i pozwolił nabrać pewności siebie. Również po podstawówkowym potworku trochę rozkwitłam w liceum a mówienie wprost tego co myślę nie raz przysparzało mi kłopotów.
    Jesteś niesamowitą, wrażliwą i inteligentką Kobitką z jajami! A przyjaciel bardzo mądrze doradził 🙂

    • Dziękuję za tak dużo pięknych słów – mogę odwdzięczyć się tym samym względem Ciebie Agus, ale umówmy się mamy jaja-ale mentalne 😀

      • Cała przyjemność po mojej stronie! 🙂
        I zdecydowanie kobitki z jajami! tymi mentalnymi of kors 😉 :*

  • a ja muszę…strasznie dużo rzeczy muszę …eh 🙁

  • Parę miesięcy temu zastanawiałam się nad tymi samymi sprawami. Właśnie minął rok, jak wyprowadziłam się z dala od domu. Jakiś czas temu pojechałam na wizytę i po powrocie stwierdziłam, że już najwyższy czas „mieć wszystko gdzieś”. Oczywiście nie mówię tu o osobach, na których nam zależy najbardziej i to wzajemnością. Po prostu jeśli ktoś traktuje Cię jak byle co, to może czas najwyższy też go olać. Albo jeśli ktoś myśli, że wie wszystko najlepiej, to niech sobie będzie najmądrzejszy, a my róbmy swoje. Pisałaś, że jesteśmy w tym samym wieku :), może trzeba mieć prawie trzydziestkę, żeby zrozumieć, że sam musisz przeżyć swoje życie i najlepiej będzie jak zrobisz to po swojemu :). Licząc się z tym, że konsekwencje mogą być różne, ale za doświadczysz wiele ciekawych historii. Pozdrawiam 🙂

    • Werko Pietruszko 🙂 To co napisałaś jest naprawdę bardzo życiowe i mądre, masz rację czasem trzeba trochę czasu żeby nam to się poukładało w głowie. Co prawda, nadal czasami „przeżywam” słowa innych, ale przetestowałam na sobie, że za kazdym razem gdy ustąpię w imię kogoś/czegoś – zawsze obraca się to przeciwko mnie ..

      • Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale damy radę! Jak nie my, to kto da? W każdym kryzysie powtarzamy sobie to z moją przyjaciółką 🙂

  • Mam bardzo podobnie. Zresztą uważam, ze szczerość wobec bliskich to największy kapitał i oznaka uczuć. Według mnie to przejaw lojalności. Mówię w twarz co mi się nie podoba zamiast robić to komuś za plecami Nie każdy niestety to docenia. Zwykle bowiem osoby mówiące, ze cenią szczere słowa zmieniają zdanie gdy same stają się ich obiektem. Wtedy raptem staje się ich zdaniem „złośliwa, arogancka, bezczelna”. Według mnie to skrajny przejaw niedojrzałości. jasne usłyszenie, że robie coś źle nie jest przyjemne, ale chyba lepiej to usłyszeć z ust życzliwej nam osoby i mieć szansę to poprawić niż żyć w słodkiej i iluzorycznej rzeczywistości?

    • Oczywiście, gdyby ludzie używali głowy, a nie byli zadufani i przewrażliwienie to na uwagi by się nie obrażali. Ja zawsze doceniam najgorszą szczerość niż słodkie kłamstwo – mama wbiła mi to głowy i tego się będę trzymać. Mam takie podejście, że staram się mówić „złe” rzeczy ludziom, na których mi wyłącznie zależy, bo czasem potrzebują zimnego prysznicu, ale jeśli po takiej akcji ktoś się obraża (nie uznaję fochów) to znaczy, że nie ma sensu na niego tracić czasu…

  • Tekst mocno trafiający do serca…Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach coraz trudniej jest „pozostać sobą”. Staram się z całych sił to pielęgnować i czuję, że Ty również jesteś prawdziwa, taka normalna…

    • Dziękuję Justynko, choć podobno nie ma ludzi „normalnych” są tylko nie przebadani 😉 A tak na serio, staram się mieć zdrowe podejście do tego co mnie spotyka i nie mam ochoty poświęcać własnych przekonań tylko dlatego by komuś się przypodobać. Po pierwsze nie ograniczać wolności innych, a będzie dobrze :}

  • świetnie się czyta <3 cały czas uczę się tego żeby żyć w zgodzie przede wszystkim ze sobą i nie przystosowywać się na siłę do oczekiwań innych

  • Otwierasz mi oczy tym wyznaniem o sobie, sama powinnam dla siebie zrobić taki rachunek sumienia. Nadal mam wrażenie, że coś w życiu muszę, ale wiem że to sobie sama narzucam.

    • Wiesz łatwo się pisze, trudniej robi, a głos w głowie: muszę, muszę zawsze nas dopada w najmniej spodziewanym momencie. .. 🙂

  • Uwielbiam ten cytat 🙂 No a tekst świetny!!! To paradoks, że „bycia sobą” musimy uczyć się latami 😉

    • To prawda, a inny paradoks, to że im dłużej żyjemy, tym podobno mniej o świecie wiemy.. 🙂 Dlatego powinniśmy uczyć się od dzieci! 🙂

  • Bardzo dobry, tekst osobisty prawdziwy.
    W kilku momentach jakbym siebie widziała 🙂
    I jestem tego samego zdania.
    Bo tylko płynąć pod prąd można trafić do źródła.
    Oraz…
    Mój ulubiony: „Lepiej samotne życie pędzić, niż głupca mieć za towarzysza”.

    • Przytoczone przez ciebie słowa, to faktycznie refleksje godne naśladowania. Cieszę się, że jest nas coraz więcej – Pań własnego życia 🙂

  • Dominika Wrońska

    Podoba mi się ten tekst 🙂 myślę, że do takiej autonomii trzeba dojrzeć – u każdego ten czas przychodzi w innym momencie. Dla Ciebie takim momentem przełomowym, który mocno podniósł Twoją samoocenę były doświadczenia związane z treningami judo, a mnie takiego solidnego kopa dała moja córcia – przestałam się tłumaczyć ze wszystkiego w momencie gdy zostałam mamą, bo zyskałam dodatkową siłę i pewność siebie jakiej nie doświadczyłam nigdy wcześniej 🙂 pozdrawiam!

    • Dominiko masz rację, muszę ci się przyznać, że od kiedy i ja zostałam mamą przestałam się wstydzić własnych słabości i zaakceptowałam te ogromne pokłady uczuciowości, które tkwiły we mnie od zawsze. Dziecko to sens mojego jestestwa, rodzina 🙂