Morsy kontra piecuchy – o tym jak temperatura naprawdę jest zdrowa?

//Morsy kontra piecuchy – o tym jak temperatura naprawdę jest zdrowa?

Uczęszczając do szkoły rodzenia co tydzień dowiadywałam się różnych rewelacyjnych informacji o pielęgnacji dziecka,  kobiety w połogu, oraz co ciekawe wzbogacam swoją wiedzę z zakresu tzw. prawd życiowych dnia codziennego. Nikt tak szczerze i rozbrajająco nie mówi o ludzkich psychozach jak zaprzyjaźniona położna. Wierzcie mi, ale w ich fachu zmierzanie się z ludzkimi fobiami, dziwactwami i przyzwyczajeniami to chleb powszedni.

Przyszli rodzice chodzący do szkoły rodzenia nieraz poruszają ciekawe tematy często wykraczające śmiałością poza zakres kwestii związanych z rodzicielstwem. Pytanie na temat odpowiedniej temperaturowy dla dziecka przebywającego w naszym domu musiało również się pojawić. Może was to zdziwi, a może jednak nie, ale dziecka nie należy przegrzewać i to od rodziców zależy w jakim środowisku maluch zacznie poznawać domowe warunki. Optymalna temperatura waha się w granicach 16-20 stopni Celsjusza. I tutaj zaczynają się schody. Jak to tylko 16 stopni?! Pytają rodzice-piecuchy. 20 stopni to i tak gruba przesada, krzyczą fani morskich kąpieli. Konflikt wisi w powietrzu. Postanowiłam zabrać głos w tej sprawie ponieważ, my Polacy naprawdę przesadzamy z temperaturą pomieszczeń zarówno w domu jak i w pracy.

Sytuacja nr 1 – korporacyjna klimatyzacja

Jeżeli pracujecie w pomieszczeniu, gdzie jest klimatyzacja (wydawało by się błogosławieństwo techniki) w rezultacie najczęściej jest kością niezgody. Jak najlepiej zafundować sobie tygodniowe L4 raz na kwartał? Nic bardziej prostego, wystarczy udać się do pracy. Jeśli zmianę zaczynają piecuchy to się dopiero zaczyna sauna. Tak bardzo zmarzli dojeżdżając 40 minut do pracy w wypchanej po brzegi komunikacji miejskiej, że od samego wejścia klimatyzację odkręcają na full (lub alternatywnie grzejniki). Jeśli odważysz się powiedzieć, że robi się zaduch, jest ci słabo i potrzebujesz świeżego powietrza licz na to, że spotkasz się z nienawistnym spojrzeniem w stylu „przecież dziś jest tak zimno” i w najlepszym wypadku skończy się na sławetnym rzuceniu focha. Ale po jakimś czasie do pracy docierają orędownicy niskich temperatur i zaczyna się wietrzenie, otwieranie okien, przeciągi, albo zakręcanie ogrzewania i tym razem przekręcanie klimatyzacji na maksymalne chłodzenie. Osiem godzinek takiej roszady z temperaturą i przewianie gwarantowane. Co robić by przetrwać? Proponuję zaopatrzyć się w dwa awaryjne zestawy ubraniowe: japonki i bikini lub wełniane skarpety, śpiwór, oraz termos z herbatą nie wiadomo co danego dnia bardziej się przyda.

Sytuacja nr 2 – po co komu klima w autobusach, przecież są okna

Ile to razy w wakacyjne upały zdarzyło ci się z uśmiechem wejść do autobusu z wbudowaną klimatyzacją licząc na chwilowe wytchnienie od żaru lejącego się z nieba? A ile razy twoje rozczarowanie było wprost proporcjonalne do temperatury na zewnątrz? No właśnie pewnie setki razy byłeś świadkiem takiego obrazka: pojazd klimatyzowany, a w nim co? Ano otwarte na oścież okna, mimo napisów informujących o tym, by tego nie robić. Pewnie, że klimatyzacja nie działa skoro pojazd jest cały czas otwarty. Logiki pasażerów się tutaj nie doszukuj bo jak widać niektórzy czytać ze zrozumieniem nie potrafią, nie chcą bądź nie nadążają za duchem postępu… Komunikacja publiczna ma to do siebie, że trafienie na podróż z optymalną, nieprzegiętą w którąś ze stron temperaturą graniczy z cudem. W pociągach centralne ogrzewanie albo chodzi na full gwarantując nam seans w saunie, albo nie działa i marzymy o tym wysiąść z kostnicy jak najszybciej. W tramwajach często można zauważyć, że kierowcy w zimę włączają nawiew chłodzący, a w lato ogrzewający, bo chyba guziki im się mylą… I tak można wymieniać bez końca.

Sytuacja nr 3 – rodzinna atmosfera, nie znajdziesz tu ukojenia

To co najbardziej kocham, czyli przepychanki słowne z rodziną. Spróbuj ugościć na święta babcię. To zacznie się, że nie uchylaj okna po przeciąg, bo ją przewieje, bo ona będzie chora, mimo, że ma na sobie trzy swetry, 2 pary skarpetek i patrzy tęsknym wzrokiem w stronę przedpokoju, w kierunku kożucha z chustą. Ale to nic, że w domu jest gorąco od: nadmiaru ludzi, gotowania, chuchania i rozmów. Siedźmy w cieple może się ukisimy. Spróbuj otworzyć okno przy troskliwym rodzeństwie lub teściach. A to koty wyskoczą, dziecko wypadnie, milion nieszczęść się stanie. Może też się trafić wujek, który służył w wojsku i nie pozwoli ci zamknąć okna na noc w zimę, mimo minusowej temperatury za oknem, bo trzeba się hartować cały rok.

Jaki wniosek ze sporów o temperaturę? Jeśli jesteś w miejscu zbiorowo przebywającej społeczności wiec, że ciężko będzie ci znaleźć kompromis. Ale dla zdrowia naprawdę najlepiej służy zakres 16-18 stopni, gdyż nasz organizm wtedy więcej spala kalorii i lepiej funkcjonuje. Przegrzanie organizmu ma o wiele gorsze konsekwencje niż lekkie wychłodzenie. Jeśli mówisz, że zawsze masz zimne dłonie i stopy, to sprawdź swoje krążenie. Najprawdopodobniej najwyższa pora ruszyć tyłek i poćwiczyć. Jeśli marzniesz w pracy to idź do kuchni zrobić sobie zieloną herbatę z imbirem, zobaczysz skutecznie cię rozgrzeje. Jeśli nadal upierasz się, że ci ciągle zimno zacznij ubierać się na cebulkę i jedz pięć małych posiłków dziennie co 2,5 godziny tak by organizm miał stały dopływ paliwa.

Nie wierzę w to, że będzie ci zimno jeśli przed wyjściem z domu zjesz porządne śniadanie (polecam owsiankę), będziesz dbać o regularne uzupełnianie płynów (przynajmniej 1,5 l dziennie), zmodyfikujesz dietę tak, by była odpowiednio zbilansowana i przynajmniej 30 minut dziennie poświecisz na ruch. Do tego zalecam wietrzenie pomieszczenia, w którym pracujesz/przebywasz raz na godzinę. Koniecznie przed snem wywietrz sypialnię, a zamiast po ciężkim dniu wylegiwać się godzinami w wannie weź naprzemienny prysznic z ciepłą i zimną wodą (skutecznie pobudzisz swoje krążenie).

Sama mam problemy z termoregulacją z powodu schorzenia endokrynologicznego, ale wierzcie mi że w temperaturze 17 stopni funkcjonuje mi się idealnie. Kiedy zmarznę, bo za długo czytam książkę w jednej pozycji  idę się poruszać. W ekstremalnych przypadkach aplikuję sobie herbatę z cytryną i miodem lub biorę koc i koty. Nie przeginajmy z ogrzewaniem bo ani to zdrowe, ani eko. Hartujmy się każdego dnia dzięki spacerom, wietrzeniu pomieszczeń i orzeźwiającego przyrznica. Te drobne czynności na co dzień gwarantują nam solidną odporność, lepsze samopoczucie i piękną jędrna skórę. 

******

„Im mniej nienawiści, tym więcej zdrowia.”

– Ali ibn Abi Talib

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.