Monday blue I love you

//Monday blue I love you

Dziś najbardziej depresyjny dzień roku. Wszystkie media trąbią o tym na prawo i lewo. Wspaniale zachęcajmy osoby chwiejne emocjonalnie, słabe psychicznie i smutne do targnięcia się na swoje życie lub rozpływania w morzu depresji. Oczywiście żartuję, by choć na chwilę odgonić waszą uwagę od czarnej rozpaczy piszę dziś o tym jak przetrwać Niebieski Poniedziałek w dobrym humorze. Przywoływane wskazówki nadają się w każdej chwili zwątpienia, słabości lub momentach chandry.

To jak poprawić sobie parszywie zapowiadający się dzień tak na dzień dobry? Dobrym sposobem jest wypicie pokrzepiającej kawy z dodatkiem chili lub imbiru (taka kawa cudownie pobudza nasze receptory węchu i pobudza nas do działania już od rana). Jeśli nie jesteśmy kawowymi skrytobójcami możemy dać sobie niezłego kopa fundując zieloną herbatę w wersji na zimno, z kostkami lodu, miętą, limonką i brązowym cukrem. Totalnym łakomczuchom proponuję kakao z odrobiną zmielonych migdałów lub solidną filiżankę gorącej czekolady.

Dobra jak mamy już pierwsze kroki z kuchni za sobą, warto pobudzić się jakąś dobrą muzyczką. Nie zachęcam tutaj absolutnie do słuchania smętnych, depresyjnych ballad, albo innych romantycznych wyciskaczy łez, które przypinają nam o poprzednim nieudanym związku. Nic z tych rzeczy. Bo wypiciu naparu bogów, wrzuć swój ulubiony elektryzujący, pobudzający, taneczny kawałek na maksa na głośniki w wieży lub zaszalej z pełną mocą na słuchawkach w telefonie. Ważne, aby dany kawałek naprawdę kojarzył nam się  z czymś miłym typu wakacje, słońce, impreza, relaks.

Po muzycznym pobudzenia przychodzi czas na zadbanie o nasz żołądek. Nic tak nie poprawia humoru, jak szybki, zdrowy i lekki posiłek dający zastrzyk energii na resztę dnia. Tutaj dajcie ponieść się waszej intuicji, w zależności od tego czy lubicie porządne śniadania w stylu english brekfast, czy raczej symboliczny kęs niczym modelki z vouga, przed wyjściem z domu zjedzcie coś co lubicie. Nie od dziś wiadomo, że „człowiek głodny – człowiek zły”.

Następny gwoźdź programu to szybka, poranna toaleta. W dniach zapowiadających się na nużące i dołujące dajcie sobie spokój z długim wylegiwaniem się w wannie. Szybki prysznic najlepiej z naprzemiennym ciepło-zimnym strumieniem z dodatkiem żelu o cytrusowym pobudzającym zapachu lepiej się tu sprawdzi. Komponując garderobę w chwili porannego zagubienia postaw na stały, sprawdzony zestaw, w którym zawsze czujesz się ok. Mogą to być ulubione dżinsy w towarzystwie miękkiego sweterka z trampkami, ulubiona sukienka, cokolwiek co zawsze sprawia, że czujesz się ładnie. Poprawiając fryzurę lub makijaż nie zapomnij się uśmiechnąć, twoje odbicie w lustrze od razu wyda ci się atrakcyjniejsze. Panowie niech nie zapomną skropić się ulubioną wodą toaletową, to naprawdę działa.

Bez względu na to jakie wyzwania dziś cię czekają koniecznie znajdź chwilę dla siebie. Chwilę tak zwanego wytchnienia, relaksu. Naukowcy zgodnie na chandrę polecają 40 minut aktywności fizycznej. Ja też gorąco zachęcam cię do ruchu, ponieważ już pod kwadransie ulubionych ćwiczeń poczujesz się rozluźniony, pierwsze endorfiny zaczną uderzać do głowy. Możesz iść na pilates, siłownię, rower cokolwiek co lubisz, oby tylko trochę się poruszać i pozbyć napięcia zgromadzonego w mięśniach w ciągu dnia.  Naprawdę to działa.

Jeśli Blue Monday jest dla ciebie ogromnym wyzwaniem i nie masz zamiaru wyściubić nosa z mieszkania, w porządku masz do tego prawo, ale pamiętaj, żeby taki dzień uatrakcyjnić sobie ulubioną lekturą, zwariowaną komedią (nie romantyczną) lub wylegiwaniem się ze zwierzakami. Poprawiacze humoru na dłużej to zapewne orzechy, banan, gorzka czekolada lub lampka czerwonego wina. Przetworzona niezdrowa żywność przynosi ulgę na chwilę, ale niestety powoduje wyrzuty sumienia, zanieczyszczenia cery i zbędne kilogramy.

Moje sposoby na radzenie sobie  z przygnębieniem zawsze działają. Nie jest to nic odkrywczego, skomplikowanego, czy też niemożliwego do zrealizowania. Nie dajmy ponieść się aurze beznadziejności i walczmy z naszymi chandrami. Postawy na to co w życiu pewne. Realiści jak się okazuje są najszczęśliwsza grupą społeczną, cieszą się najlepszym zdrowiem i żyją najdłużej. Także nie przesadny niczym nieuzasadniony optymizm, nie zatwardziały pesymizm tylko coś pośrodku. Monday blue I love you.

********
Niech pociechą dla nas będzie to,

iż żaden ból na świecie nie trwa wiecznie.

Kończy się cierpienie, pojawia się radość

– tak równoważą się nawzajem.
Albert Camus

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Oj na mnie w słaby dzień działa jedno… Czekolada!

  • Szczęście, że o tym „najbardziej depresyjnym dniu roku” dowiedziałam się, gdy już się skończył 🙂

  • A ja nawet nie wiedziałam o tym dniu…to chyba dobrze?:)

    • No ja też nie. Chyba żyjemy na jakiejś optymistycznej orbicie <|:^D

    • Przyłączam się do grupy żyjącej w błogiej nieświadomości 🙂 Niech to trwa!

  • Nie zwracam uwagi na takie kalendarzowe depresyjne mniej lub bardziej dni w roku, dostatecznie już bieżące sprawy mogą się mocno skomplikować. 🙂 Na chandrę najbardziej pomagają mi ruch fizyczny, czekolada i książka. 🙂

  • Żeby uporać się ze słabym dniem pomaga tylko jedno dobry wycisk – aktywność fizyczna, a do tego jakaś pobudzająca do życia muzyka. Choć książka z rana też jak najbardziej 😉

  • O proszę! Czego to można się z Internetu dowiedzieć 😀 Tez nie wiedziałem, że taki dzień istnieje 😀 Ale to przecież nie ma znaczenia. Spadek „mocy” może nastąpić również w piątek lub sobotę 😀 Dziękuję CI Aniu za tę instrukcję obsługi 😀 Inaczej nie można tego nazwać. Obiektywnie rzecz biorąc, do szczęścia potrzeba naprawdę niewiele. Dobre samopoczucie nie jest przecież przywilejem, nie trzeba na nie zasłużyć. Trzeba natomiast o nie dbać i poświęcić mu trochę uwagi 😀 Nie jest tez dane na zawsze. Trzeba je pielęgnować i otaczać opieką. A jak? Najprościej jak się da 🙂 By nie rozproszyło się w wysiłku jego osiągania 🙂 Po prostu 🙂 Dzięuje raz jeszcze i od dziś wracam do lodowatego prysznica! 😀 Ale po bieganiu i porannej kawie 🙂

  • Coś czytałam o tym dniu ale ja go tak omijam dużym łukiem :))) Fajny pościk!

  • Do optymistów nie należę, a nie wiedziałam, że wczoraj był taki dzień. Ja mam go raczej dzisiaj.

  • Ha ha! Mogę śmiało stwierdzić, że ten dzień mnie ominął, już pomijając całkowicie fakt, że nie miałam o nim pojęcia 🙂 Coś, gdzieś, kiedyś mi się obiło o uszy, ale na tym koniec. Po co celebrować smutek?

  • Oliwka

    Ja też nie wiedziałam o tym dniu i bardzo się cieszę 🙂 Humor zależy od każdego z nas i naszego nastawienia przede wszystkim. Ale są takie dni (szczególnie często poniedziałki) kiedy wszelkie te rady mogą się bardzo przydać 😀

  • Anszpi- Droga do perfekcyjnych

    Nie wiedziałam, że coś takiego istnieje

  • Też nie wiedziałam. Nie oglądam telewizji, bo właśnie nie lubię tej niezdrowej ekscytacji czym popadnie byle temat był :/

  • Najbardziej depresyjny dzień w roku i media na żywo relacjonują przebiegi kolejnych samobójstw? (Tak mi się skojarzyło… Byle było o czym trąbić w mediach!)

  • To jest taki dzień? Nie miałam pojęcia nawet 🙂 I dobrze mi z tym 🙂

  • Oooj cały tydzień taki miałam, ale ten zaczął się bardzo dobrze. Mam nadzieje, że będzie taki do końca i Tobie też tego życzę 😉