Moje dziecko urodziła inna kobieta

//Moje dziecko urodziła inna kobieta

Swoją przygodę z blogowaniem i niepłodnością rozpoczynałam jakieś cztery lata temu – pod zupełnie innym adresem, który w pewnym momencie twórczej niemocy i totalnej emocjonalnej rozpierduchy posłałam jednym kliknięciem myszki w wirtualny niebyt.

Moje wspomnienia

 

Ale spokojnie – część notatek z tamtego okresu zachowałam, ku pamięci… „Mam 27 lat, fajnego męża i stosunkowo znośną, choć zupełnie niezwiązaną z moim wykształceniem pracę. Mam też dwa cholernie uparte i zbuntowane jajniki, które za nic w świecie nie chcą ze mną kooperować. A, i jeszcze testy mam! Ciążowe, zawsze z jedną kreską… (w takich ilościach, że mogłabym uprawiać je w ogródku jak Urugwajczycy marihuanę). Od jakiegoś czasu pielgrzymuję sobie to tu, to tam – po całej Polsce i najróżniejszych rozsianych po niej lekarskich gabinetach. Chcę być mamą, ale jak na razie niespecjalnie mi to wychodzi…”

Jak to jest być niepłodną?

 

Hmmm…bywa trudno. Ta uporczywa jedna kreska na teście – choć taka niby cienka i ledwie dostrzegalna – potrafi odgrodzić Cię od świata grubym, nieprzeniknionym murem. Brzuchate znajome patrzą na Ciebie z mieszanką wyższości, współczucia i politowania. Z czasem przestają zapraszać Cię na babskie plotki, imprezy i wspólne „szopingi” – a zresztą sama też nie masz ochoty na nie chodzić i katować się wysłuchiwaniem opowieści o dziecięcych zupkach, kupkach, kolkach i ząbkowaniu, które trwają dłużej niż „Niekończąca się opowieść”.

Potem jest jeszcze gorzej…

 

Niektórzy lekarze grzebią w Tobie jak w wypatroszonej rybie i sprowadzają Cię do roli „ciekawego przypadku medycznego”. Na wszelkich rodzinnych uroczystościach wszyscy najpierw zerkają z nadzieją i źle skrywanym zaciekawieniem na Twój (nadal zupełnie płaski) brzuch – a dopiero potem spoglądają Ci w oczy. Twój związek przechodzi kryzys, a miłość staje się jedynie mechaniczną czynnością i przykrym obowiązkiem, realizowanym z kalendarzykiem i zegarkiem w ręku – nastawionym tylko i wyłącznie na prokreację…W najgorszych momentach krzyczysz swojemu mężowi prosto w twarz : „Odejdź ode mnie i znajdź sobie jakąś PRAWDZIWĄ KOBIETĘ!” – a jednocześnie bardzo się boisz, że kiedyś tak właśnie uczyni…

Czasami nie czujesz się pełnowartościową kobietą

 

Nosisz w sobie i pielęgnujesz głęboko zakorzenione poczucie winy i wstydu. Masz wrażenie, że jesteś niekompletna, w pewien sposób „wybrakowana” i nie zasługująca na szczęście. Niejednokrotnie obarczasz się odpowiedzialnością za swoją chorobę – i jest Ci niezwykle trudno traktować ją jako coś absolutnie niezawinionego, niezależnego od Ciebie, na co najczęściej nie masz żadnego wpływu.

Możesz obwiniać tutaj społeczeństwo – zwłaszcza to Twoje, małomiasteczkowe – które już od najmłodszych lat życia przygotowuje dziewczynki do roli matki i wpaja im, że powinny rodzić i wychowywać dzieci. Możesz mieć pretensje do ludzi, którzy często uznają niemożność wydania na świat potomstwa lub nawet bezdzietność z wyboru za odstępstwo i odchylenie od normy. Ale wiesz co? Problem tak naprawdę tkwi przede wszystkim w Tobie i Twojej głowie – więc albo przewartościujesz sobie swój obraz i zaczniesz odbudowywać go kawałek po kawałku jak chwiejną konstrukcję z klocków – albo zupełnie się pogrążysz i już nie będzie dla Ciebie ucieczki z niepłodności, która zawładnęła Twoim życiem.

A potem nadchodzi przełom…

 

…i zaczynasz myśleć i pisać o sobie już zupełnie inaczej. „Jestem Karolina. Mam 31 lat i nie mam już jajników – oraz bardzo wielu różnych problemów, które były związane z ich obecnością w moim życiu. Moje dziecko urodziła inna kobieta – a ja poznałam go w placówce opiekuńczo-wychowawczej, kiedy miał niespełna trzy miesiące. Jestem szczęśliwsza, niż kiedykolwiek przedtem. Jestem dokładnie tu, gdzie zawsze chciałam być. Już wiem, że kobiecość to nie zdolności rozrodcze czy dwie kreski na ciążowym teście – tylko STAN UMYSŁU. Już wiem, że mieć dziecko – wcale nie musi oznaczać noszenia go w brzuchu przez dziewięć miesięcy. Ja nosiłam swoje w sercu, przez kilka długich lat – i przyszło dla mnie na świat, kiedy odebrałam TEN telefon z ośrodka adopcyjnego.”

adopcja dziecka

******

Karolina jest autorką bloga Nasze Bąbelkowo, do którego czytania zachęcam z całego serca. O macierzyństwie z nieco innej perspektywy, o szczęściu, rodzinie i adopcji poczytasz w tym jednym miejscu w sieci. Ten blog jest o tyle wartosciowy, że pokazuje trudną prawdę, bolesną rzeczywistość i co najważniejsze daje nadzieję na lepsze jutro.

About the Author:

Dzięki adopcji chłonę i kontempluję życie ze szczytu zwanego „Macierzyństwem”, który jeszcze nie tak dawno wydawał mi się absolutnie nie do zdobycia…

  • Uwielbiam jej bloga! Wreszcie coś nowego, świeżego. Temat mnie nie dotyczy, ale z ciekawości często zaglądam, bo wydaje mi się, że na blogu naszebabelkowo jest bardzo życiowo 🙂

    • naszebabelkowo.blogspot.com

      Dziękuję bardzo za takie miłe słowa 🙂 Niesamowicie się cieszę, że miałam okazję „poznać” Cię bliżej dzięki akcji „Klasyka Dla Smyka” 🙂 Pozdrawiam :*

    • Zgadzam się Justyna, dlatego Karolina jest częścią mojej kanapy, bardzo wartościowa blogerka <3

  • Jestem facetem i temat nie powinien niby mnie interesować, ale dawno nie czytałem tak świetnie, krótko i wyczerpująco napisanego artykułu. Jestem pod wrażeniem…

    • Podbijam, bo Ania zawsze wie jak napisać na temat 🙂

      • naszebabelkowo.blogspot.com

        No to akurat ja pisałam, a nie Ania 😉 Ale było mi bardzo miło, że zostałam przez Nią zaproszona na Jej kanapę i znalazłam się tutaj w takim doborowym towarzystwie 🙂

        • Faktycznie, ale myślę, że to nie był przypadek! Nic nie dzieje się bez przyczyny 🙂

          • A widzisz Narwany, to Karolinie pochwały się należą tym razem 🙂

          • Zgadzam się!

    • naszebabelkowo.blogspot.com

      Dziękuję za takie miłe słowa na temat mojego artykułu 🙂

    • Krótko i na temat – Karolina potrafi wzbudzić emocje 🙂

  • Zacisze Lenki

    Cudowny wpis, bardzo osobisty. Znam problem od podszewki. Zadręczałam się kilka lat że może nie mogę mieć dzieci, choć wyniki wskazywały coś innego. Okazało się, że to mąż nie może i nigdy nie będzie mógł mieć dzieci. Mało tego wyszło na jaw, że wiedział i ukrywał to. Bardzo bolesny temat.

    • naszebabelkowo.blogspot.com

      Przykro mi. Nasi znajomi mają w tej chwili identyczną sytuację – ona zdrowa, on niepłodny (a w zasadzie już bezpłodny, bo jego schorzenie jest nieodwracalne). A w całej sytuacji dla mnie najbardziej bolesny byłby chyba fakt, że mąż nie powiedział otwarcie o swoim problemie…Mężczyźni generalnie mają większe opory przed takimi rozmowami – i czasami nie chcą przyznać się nawet sami przed sobą…Uściski :*

    • Dziękuje, że podzieliłaś się z nami swoimi przeżyciami. jedyne co mogę powiedzieć to – nie trać wiary (choć na pewno nie jest łatwo). W razie potrzeby na pogaduchy, zapraszam serdecznie <3

  • Storyland 14

    Jakże bliskie mojemu sercu są takie zapiski bo oto ważą się moje losy z perspektywy medycznej bo mam już 40 wiosen i w głowie kołacze myśl – ostatni dzwonek. Dziękuje

    • naszebabelkowo.blogspot.com

      Moja historia pokazuje, że ten ostatni dzwonek może tak naprawdę rozdzwonić się w każdym wieku – nawet kiedy ma się zaledwie dwadzieścia kilka lat.

    • Nigdy nie jest za późno na szczęście <3

  • Piękny wpis z pięknym przesłaniem. Dla mnie tego typu tematy są zawsze wzruszające. Bo to jest ciężkie, kiedy chciałoby się urodzić dziecko, a nie można. Psychika siada… Nie jest to jednak kwestia nie do rozwiązania i warto próbować, tak jak Karolina. Cieszę się, że mogłam poznać tę historię 🙂

    • naszebabelkowo.blogspot.com

      A ja bardzo się cieszę, że mogłam ją tutaj opowiedzieć. Mam nadzieję, że komuś się przyda i pomoże 🙂

  • O Kochana… chwyta za serce 🙂
    Pozdrawiam obie blogerki! Dobrze, że jesteście

  • Macierzynstwo-raz!

    Czytam Karolinę i znam ją osobiście. Naprawdę świetna babka i jej cała rodzina.

    • Mam nadzieję, że również poznam wkrótce całe Bąbelkowo na żywo 🙂

  • „Już wiem, że kobiecość to nie zdolności rozrodcze czy dwie kreski na ciążowym teście – tylko STAN UMYSŁU.”
    Bardzo dobre stwierdzenie. Brawa dla autorki tekstu za odwagę. Dla wielu rodziców taka decyzja jest zbyt trudna (znam parę przypadków, ale absolutnie nie oceniam – adopcja naprawdę wymaga odwagi).

    • Nie tylko odwagi, ale ogólnie siły, żeby o nią się starać. Karolina to wspaniała, silna kobieta 🙂

  • Piękny tekst. Przyznam, że jak czytałam, to momentami gula mi stawała w gardle. Karolina to niesamowicie silna kobieta.

    • Potwierdzam. Polecam jej bloga, pisze z serducha i bardzo ciekawie <3

  • Piekna historia, wlasnie niedawno odkrylam bloga Karoliny, a teraz poznaje jej historie. Pelen szacun.

    • Karolina ma fantastycznego bloga, pełnego optymizmu, miłości i poczucia humoru, polecam przeogromnie 🙂