Miłość zamiast skalpela

//Miłość zamiast skalpela

Miłość zamiast skalpela

 

Żyjemy w czasach, w których za wszelką cenę chce się nam wmówić, że plastikowy wyraz twarzy, nadmuchane usta i silikonowe piersi są nowym kanonem piękna. Brakuje społecznego przyzwolenia na defekty ciała. Blizny, rozstępy, cellulit, jakiekolwiek znamiona świadczące o tym, że jesteśmy niedoskonali, powodują, że stajemy się nieatrakcyjni. O tym, że sama jestem matką bez retuszu, która pokonała demony pisałam tutaj.

zakochani

Dyktatura botoksu

 

Czy naprawdę tego chcesz i potrzebujesz? Marzysz o tym, aby Twoje lustrzane odbicie przypominało klona z mediów? Wystarczy, że wybierzesz numer i zadzwonisz do kliniki. Usta w stylu Natalii Siwiec? Proszę bardzo. Cycki na Dodę? Ależ nie ma nic prostszego. A może masz ochotę cofnąć metrykę jak „Lady” Małgorzata Rozenek? Nie ma sprawy, jedyne co Cię ogranicza, to suma kasy na koncie. Jeżeli hajs się zgadza, to bądź pewny, że po kilku cięciach/zastrzykach/wypełnieniach będziesz jak nowy. Zupełnie nowy, kolejny klon celebrytów.

milosc

akceptacja

Twoje własne piekło

 

To, że próbujesz leczyć kompleksy zabiegami upiększającymi, nie spowoduje, że Twoje życie zmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Sama porównujesz się do miliona innych kobiet z okładek. Masochistycznie scrollujesz Facebooka w poszukiwaniu nowych zdjęć „zrobionych” znajomych. Nakręcasz się, napędzasz spiralę niezadowolenia. Wmawiasz sobie, że tylko w rozmiarze XS będziesz piękna. Że dopiero jak Twój biust będzie przypominał dwa ogromne melony, znajdziesz miłość. Uważasz, że liczba seansów na solarium jest wprost proporcjonalna do sukcesu w znalezieniu nowej, lepiej płatnej pracy. Nie wystarcza i to, że codziennie biegasz, stosujesz detoks, wyrzuciłaś z diety węglowodany, a każdą zarobioną gotówkę inwestujesz w siebie. Co tydzień nowe ciuchy, te, które lansują szafiarki na blogach. Przynajmniej raz w tygodniu starasz się być na masażu, mimo że nawet nie dobijasz do trzydziestki. Twoje włosy od tych wszystkich „magicznych mikstur” przypominają siano. Zamiast chodzić na regularny manicure do kosmetyczki, zainwestowałaś we własny zestaw do paznokci hybrydowych… Ciągle Ci mało. W lustrze nadal widzisz nieidealną, zmęczona, pospolitą twarz, która nie ma szans na lepsze jutro.

skalpel2

Niemy krzyk

 

Każda komórka Twojego ciała od dłuższego czasu krzyczy. Drze się, drżysz na samą myśl, co będzie, gdy ktoś Cię w końcu usłyszy. Ale nie martw się, tego jęku nikt poza Tobą nie jest w stanie dosłyszeć. Brak akceptacji, poczucie beznadziejności, niespełniona potrzeba miłości – to wszystko starasz się ukryć pod kolejną warstwą pudru. Jeszcze dodatkowa porcja tuszu na rzęsy, konturówka do ust i koniecznie błyszczyk na środkową wargę (taki trik żeby usta wydawały się pełniejsze, przeczytałaś o tym w „Cosmo” albo innym „JOYu”).

jak-pokochac-siebie

Być albo nie być

 

A gdyby tak zacząć być sobą? Przestać udawać, że kocha się dietę wegańską, że interesują Cię te modowe bzdety. Odpuścić sobie trzygodzinny rytuał każdego ranka na rzecz lekkiego makijażu? Przecież kiedyś do szczęścia wystarczał Ci tusz na rzęsach i lekko zarumienione policzki. To on powodował, że miałaś ten słodki, nieco figlarny rumieniec na twarzy. Pamiętasz jak witryny sklepowe się do Ciebie uśmiechały? Każdego dnia mijając przechodniów w drodze do pracy uważałaś się za szczęściarę. On był Twoim szczęściem. To on sprawiał, że czułaś się absolutnie najpiękniejszą kobietą we wszechświecie. A wtedy, gdy po upojnej nocy wyznał Ci, że najbardziej uwielbia w Tobie naturalność, to jak cudownie wyglądasz tuż po przebudzeniu? Pamiętasz jeszcze jak to jest być sobą?

bez-skalpela

Pokochaj siebie

bez-skalpela2

Nie potrzebujesz kolejnej sukienki z wyprzedaży. Piętnastocentymetrowe szpilki nie sprawią, że nagle staniesz się pewna siebie. Wypełnione usta nie są namiętne, tak naprawdę powodują, że wyglądasz komicznie – coś jakby dwie napęczniałe parówki. Pieniądze, które odkładałaś na operację biustu, zainwestuj w podróżowanie. To lepsza terapia niż skalpel. Przestań wmawiać sobie, że jesteś nikim. Uśmiechnij się do własnego odbicia. Widzisz tą piękną, nieco zagubioną kobietę? Nikt tak doskonale się nią nie zaopiekuje jak Ty sama. Nie potrzebujesz kolejnej wizyty u kosmetyczki. Za te pieniądze zaszalej i kup trzy ulubione książki. Zamiast katować się dietą bezglutenową, wybierz się na gorące pączki, te, które serwują na Starym Rynku. Wróć do domu, włącz ulubioną płytę (tę samą, którą on uznał za przestarzałą) i odpocznij. Ukój nerwy, zrelaksuj się. Pokochaj siebie, bo naprawdę jesteś piękna. Pamiętasz jeszcze, że najcudowniej wyglądasz tuż po przebudzeniu? Tekst napisany dla Czasopisma Magnifier, do przeczytania w numerze 5/2016.

erotycznie

******

„Jaki mężczyzna zwróci na ciebie uwagę, skoro sama siebie nie lubisz?”

  • Tess Gerritsen „Chirurg”

By | 2016-12-02T21:39:08+00:00 Grudzień 2nd, 2016|Categories: LIFESTYLE|Tags: , , , , , , |30 komentarzy

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Najcudowniej wyglądam po przebudzeniu? Hahaha, chyba najśmieszniejszniej. 😀 Boziu, jak ja bym miała przejmować się makijażem, dietami, ciuchami na które mnie nie stać, to chyba w ogóle bym z łóżka nie wstawala z depresji. A mało to człowiek ma innych problemów? Botoks? Sorry, ale to szpeci. W ogóle nie kumam po co to. 🙂 Ale jedno wiem, kochanie siebie jednak wcale nie jest takie łatwe. Niby już akceptuję, niby wszystko gra, a tu nagle jakiś kompleks wyłazi nie wiadomo skąd i dręczy. 🙂

    • Kompleksy to każda z nas ma Basiu, sęk żeby nie dominowały naszego życia. Twoje podejście bardzo mi się podoba i przypomina mi moją mamę <3 może dlatego tak dobrze nam się rozmawia? A te wszystkie sztuczki upiększające to nie na moje nerwy. Ja się boję takiej ingerencji w ciało, aż mam ciarki na samą myśl…

  • Choćby jedną duszę uratował Twój apel do rozsądku, to było warto go napisać. Jednak szczerze wątpię, aby jakakolwiek zaślepiona żądzą (groteskowego) piękna istotka wzięła to sobie do serca. Zmanipulowana mediami, milionami doskonałych wizerunków, jakie ją codziennie atakują… Śmieszne i tragiczne zarazem!
    Ale wiesz? Wydaje mi się, że u nas nie jest tak źle, jak np w krajach Ameryki Południowej. Czasami aż nie dowierzam, widząc te wszystkie mega napompowane brazylijskie (wenezuelskie itd) kobiety. Chociaż i mężczyźni są jak figury woskowe.
    A w polskich serialach? Raczej przeważa naturalność 🙂 To dobrze!

    • Och świetne porównanie, faktycznie Ameryka Łacińska przoduje wydziwnych trendach urodowych. Sama nie wiem skąd mi się to bierze, ale mam czasem takie przemyślenia dokąd my zmierzamy? Sama jako kobieta bywam próżna, uwielbiam chodzić do kosmetyczki, stroić się i upiększać jednak nie za wszelką cenę. Wiesz przeglądam zdjęcia i sobie myślę: nie mam co prawda figury Lady Rozenek, cycek jak Doda, tyłka jak Kim Kardashian ale nadal jakoś czuję się piękna 😀 i moja twarz jest moja, a nie jakaś taka klonowata 😀

  • Kochanie siebie, to jest najlepszy sposób na urodę własną. Ale wiesz, jak trudno jest przekonać kogoś, do takiego rodzaju miłości? Wiesz, jak trudno pokochać siebie, nie tylko kobietom, ale i mężczyznom? To jest stan nad którym się pracuje, ale zawsze jest jeszcze wiele do zrobienia…

    • Doskonale to rozumiem. Sama miewam chwile zwątpienia,a jako żona wrażliwego człowieka poznałam, aż za dobrze co to niedowartosciowanie, demony i kompleksy. Jednak jest jedna witamina, która na to pomaga. Witaminka M jak miłość, przepsiuję ją już na stałe 🙂

  • Bardzo ładna sesja. Tekst życiowy bardzo do bólu, tak się czasem zastanawiam czy my, faceci, jednak nie mamy łatwiej, bo inaczej do tematu własnego piękna (lub jego braku) podchodzimy.
    I żeby tak jeszcze kobiety wierzyły w to co szczerze o nich mówimy a nie wciąż widziały jakieś wydumane potwory w swoich kłamliwych lustrach … 😉

    • Dziękuję za miłe słowa, jestem zadowolona z tych zdjęć, miła pamiątka 🙂 A lustra? Oj czasem potrafią naprawdę pokazać „okropne” rzeczy. Na szczęście z wiekiem to mija coraz szybciej i mniej bezboleśnie 😉

  • Przykre potwornie jest to, że wiele naprawdę wspaniałych kobiet ma potworne kompleksy, co wynika z tego, że straszliwa jest obecnie presja, by wyglądać niczym modelki z żurnali. Kobiety mają embargo na starzenie się i na wszystko to, co jest uznawane za tzw. niedoskonałości, a jest efektem zupełnie naturalnych procesów. Mają być lalkami, których widok sprawia przyjemność. Wcale się nie dziwię, że tyle kobiet i dziewczyn ma trudności z pokochaniem i zaakceptowaniem siebie. Sama wiem doskonale, jak ciężką harówą jest walka z kompleksami – u mnie jest bez porównania lepiej niż było, ale uwierz mi, są takie dni, gdy mam dziką chęć rozstrzaskać lustro w drobny mak.

    • Widzisz Monia ty tak pięknie ubierasz słowa, że nawet twoja krytyczna uwaga do poruszanego tematu jest jak poezja – dziękuję ci za to. Żurnal albo vogue to byłby cud. Mnie przerażają klony, pustka i plastik który jest dosłownie wszędzie. Co do kompleksów? Każda z nas je ma. Sądzę wręcz, że te które jeszcze mocniej są „zrobione” próbują tym bardziej ukryć swoje demony… taka smutna prawda.

      • Masz rację. Zmasowany atak klonów to efekt wmawiania kobietom, że to, co sobą jako człowiek reprezentujesz nie ma znaczenia, To efekt pokazywania kobiet jako obiektów seksualnych – wystarczy sobie wejść na jakiś Onet czy inny podobny portal i zrobić przelot po tytułach…

        • No właśnie ta seksualizacja jest przerażająca. Zawsze jak to widzę zastanawiam się:
          a. co czuje kobieta, która robi za obiekt seksualny
          b. co na to jej rodzice, dzieci itp.
          c. jak z tym czuje się jej partner, o ile takowego posiada?!

  • Pokochać samą siebie to chyba podstawa do zbudowania wartościowego związku, aczkolwiek specem nie jestem ;).

  • Jak byłyśmy nastolatkami to jeszcze nie było takiego mocnego napiętnowania pod kątem idealnej figury, ubioru, czy kosmetyków. Mam wrażenie, że jesteśmy jednym z ostatnich roczników, które mogły się cieszyć jeszcze stosunkową naturalnością. Teraz widzę dziewczyny w gimnazjum i aż boję się, co im media nawrzucały do głowy i jak to się odbije na ich przyszłości.

    • Edytko trudno się z tobą nie zgodzić, ale zauważ że nasze „rówieśniczki” mają niezłego kota na punkcie wyglądu.. paranoja 😀

      • Teraz już tak. Nasze równieśniczki zaczęły z pewnością na wygląd zwracać zbyt dużą uwagę jeszcze później niż pokolenie naszych rodziców. Z każdym dziesięcioleciem ta granica się przesuwa i niedługo dojdzie do tego, że 15 latki będą myślały o operacjach plastycznych, bo nie wyglądają idealnie.

        • Nie strasz mnie, ja mam dwie córki! Mnie sport uchronił co nieco przed tymi modami, dopiero teraz kreuję swój wizerunek, ale przede wszystkim dla samej siebie na szczęście 😉

  • Czytając Twój teks, co jest dziwne, bo nie o to chodzi, ale ciesze się, że jestem samotna. Patrząc w lustro na swoje ciało, nie pokazałabym go żadnemu facetowi bez ubrań. Nie chcę wyglądać jak plastikowa lalka, ale przez tarczycę przypominam baleron. Nie jest to ciało, które potrafię zaakceptować, czuje się źle nawet w bardziej skąpym stroju.

    • Jola to jet temat do przepracowania – naprawdę. Wierz mi, że tak kiepskiego ciała nie miałam jeszcze nigdy, ale paradoksalnie to właśnie dopiero teraz w pełni je akceptuję. Wiadomo jak każda kobieta pragnę być piękna i się podobać, ale nie zadręczam się niedoskonałościami – nie warto! Tobie również tego życzę :*

      • Po 2 latach, a tym bardziej ostatniego roku nieudolnego leczenia tarczycy, ja uważam, że nie jest to moje ciało. Może kiedyś też narzekałam, ale było dobrze. Gdyby ta nadwaga i inne związane z tym konsekwencje były moją winą, ale nie są. Tak leczono u mnie niedoczynność, że teraz nie wiem, kiedy będzie dobrze.

        • Jola jak ja to rozumiem. Przy chorej tarczycy mniej-znaczy więcej również w przypadku ćwiczeń. Umiarkowane cardio, pilates a nawet Skalpel Ewy Chodakowskiej przynosi rewelacyjne efekty <3

          Ja teraz mam galaretę, a Do marca nie mogę ćwiczyć ze względu na bliznę po CC – zaakaceptowałam stan rzeczy jako przejściowy i nie zawracam sobie dupy problemem. Skupiam się na moich pięknych oczach i twarzy 😛

          Tobie też proponuje takie rozwiązanie, przecież masz genialne włosy <3

          • Żadnego stanu przejściowego. 3 lata takiego stanu to już za długo. W sumie ja puszysta, włosy się puszą — pasuje do siebie. Gdyby ten stan był z mojej winy, ale tym razem nie jest.

          • Jola, bo wezmę przez kolano przełożę i będę klapsami te bzdury eliminować 😉 Wiem, że ci ciężko, ale nie tylko waga, rozmiar, ale przede wszystkim TY – człowiek, artystyczna dusza Są Piękne 🙂 Rozuumiesz?

          • Nie rozumiem i nie chcę nawet próbować zrozumieć. Utyłam nie ze swojej winy i nie chcę się nawet próbować takie akceptować.

          • Ale to droga donikąd, albo akceptujemy,a albo działamy 🙂

          • Zapominam, że każdy uważa, że na pewno siedzę i zajadam smutki, a potem nie wiadomo na co zwalam. Tak, siedzę i ciągle coś jem!

          • Nie Jola, nie uważam tak i znam ten temat. Na własnej skórze przerobiłam milion diet i ćwiczenia i dupa, nic się nie działo, waga rosła, a jadłam tyle co nic. Pomógł mi dietetyk i lekarze, teraz znów wracam do formy po ciąży.