Matka Polka na piedestale rozpaczy

//Matka Polka na piedestale rozpaczy

Na temat macierzyństwa miałam wyrobione zdanie na długo przed tym, nim zostałam matką. Od samego początku, kiedy tylko zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym, obwieszczające „dobra nowinę”, wiedziałam, że nie dam się zaszufladkować i typową, nieszczęśliwą Matką Polką nie będę.

Jak powiedziałam, tak zrobiłam i szczerze przyznaję, że mimo ogromnej miłości do moich córek nadal nie potrafię zrozumieć kobiet, które w macierzyństwie się zatracają. Płyną w stercie pieluch aż po samą szyję. Nie pozwalają sobie pomóc, nie chcą przyznać się głośno, że macierzyństwo je przerosło, a bycie matką na cały etat jest po prostu do bani.

Wkładając kij w mrowisko

Wiem, że po tym tekście będę totalnie skończona. Mimo że na dobre się jeszcze nie rozgościłam w blogosferze parentingowej, mimo tego, że mam za sobą kilka wystąpień w mediach na tematy około rodzicielskie, nadal nie czuję się ekspertką od bycia matką. Nadal nie zafiksowałam się na punkcie macierzyństwa, mimo że na drugą ciążę zdecydowaliśmy się z mężem świadomie, niespełna 10 miesięcy po narodzinach pierwszej córki.

Co ze mną jest nie tak?

Dlaczego się narażam innym matkom? Dlatego, że otwarcie i wprost mówię o tym, że rodzicielstwo nie jest usłane różami. Tak naprawdę przez dwa najbliższe lata jedyne, co mi przychodzi na myśl, to totalne poświęcenie. Nikt mi nie powiedział, że macierzyństwo to jazda bez trzymanki wysokogórską kolejką, dodatkowo po zjedzeniu najbardziej słodkiego i zarazem mdłego deseru w galaktyce. Żadna ze znanych mi mam nie podzieliła się prawdziwą historią o tym, że bywa tak cholernie ciężko, smutno, nudno i źle, że czasem ma się ochotę walić własną głową w ścianę z bezradności. Nikt nie przyznał mi się do tego, że ma takie myśli, kiedy pragnie spakować najpotrzebniejsze rzeczy albo, stojąc w obrzyganych dresach, z nastroszonymi włosami, w dziurawych kapciach i rozmazanym makijażem, uciec najdalej stąd jak się da.

Nie jesteś złą matką

Nie daj sobie wmówić, że jesteś matką gorszego sortu, tylko dlatego, że czasami marzysz o tym, żeby twoje dziecko zniknęło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tak, dobrze słyszałeś. Powiem więcej: to to, o czym myśli w trudnych momentach każda z nas, ale żadna nie przyzna się nawet przed samą sobą, że to prawda. Jak już jest tak cholernie źle, że nie wiesz co masz ze sobą począć, kiedy czujesz, że niewola macierzyńska zaciska ci się jak pętla na szyi, a znikąd nie widać żadnej pomocy, w myślach możesz zabić własne dziecko. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny: po prostu padasz na twarz. Brak snu, codzienne rozdrażnienie, kolejna zimna lub niewypita kawa. Brak normalnego, spokojnego i zjedzonego w całości posiłku w końcu zaczynają powodować, że masz dość bycia matką. Chcesz uciec, buntujesz się, ale nikt tego nie widzi, to wszystko dzieje się tylko w twojej głowie.

Nikt ci nie kazał rodzić dzieci

W dalszym ciągu nie możesz uwierzyć, w to, co przeczytałeś, prawda? W twoich uszach jak bumerang odbijają się słowa: zabić własne dziecko. Nie wierzysz w to, sądzisz, że nie ma takich matek, a jeśli są, to na pewno jakieś niezrównoważone psychicznie, morderczynie, zbrodniarki, ale nie taka zwykła, przeciętna Krystyna spod piętnastki.
Matka Polka na piedestale rozpaczy to tak naprawdę każda z nas. Każda matka, która ma dzieci, miewa takie momenty zwątpienia. I wiesz, co jest największym problemem? Nie, wcale nie to, że czasem naprawdę ma się ochotę „udusić” własne dziecko z powodu zmęczenia i bezsilności. Najgorsze jest, że Matce Polce nie wypada wielu rzeczy. Nie może powiedzieć wprost, że jest zmęczona, że potrzebuje pomocy, że najzwyczajniej na świecie sobie nie radzi. W naszym polskim, patriarchalnym społeczeństwie nadal nie ma na to miejsca.

Matka matce wilkiem

I nadal tego nie rozumiem, dlaczego najwięcej kłamstwa na temat macierzyństwa zostaje przekazywane z pokolenia na pokolenia przez coraz to kolejne matki. Dlaczego rodzenie i posiadanie dzieci traktowane jest jako gwarant szczęścia, odnalezienia się w nowej roli i uwaga: totalne zatracenie się w tym stanie? Wydaje mi się, że matki, które nie widzą życia poza swoimi dziećmi, są w głębi duszy nieszczęśliwe i zakompleksione. Mają ostre lęki, które próbują zatuszować zasłaniając się trudem macierzyństwa. Bo nie wiem, czy wiecie, ale niedługo słowo „macierzyństwo” będzie równoznaczne z ”bezgranicznym poświęceniem”. Bo to takie oczywiste: najpierw zachodzisz w upragnioną ciążę, potem rodzisz w bólach, żeby w konsekwencji zrezygnować z własnego jestestwa, bo jesteś przecież Matką, przez duże M. Nie może być inaczej, bo to każda rodząca ma przecież w genach.

Pieluszkowe zapalenie mózgu

Nie ma miejsca na takie matki jak ja, które otwarcie mówią o tym, że czasem mają dość tego wszystkiego i pragną uciec. Ale jednak nie uciekają, bo kochają swoje dzieci i wiedzą, że te chwilowe kryzysy kiedyś mijają. Ale nadal nie ma miejsca na twoje słabości matko, na gorzką prawdę, na to jak czasami masz tak bardzo dość, że albo wyjesz z bezsilności, albo chodzisz i warczysz na każdego, bo tak mocno masz dość matkowania. A jeśli nie daj Bóg odważysz się iść własną droga i przyznasz się szczerze, że czegoś nie wiesz, pożre cię całe stado toksycznych matek, które nigdy nie miały czarnych myśli. Matek, których dzieci nigdy nie płaczą, nigdy nie chorują, nie wkurzają i nie robią bałaganu. Matek, które od urodzenia wychowują geniuszy, dzieci idealne, w ich perfekcyjnym, wyidealizowanym świecie…

Felieton ukazał się w najnowszym Czasopiśmie Magnifier, do którego czytania szczerze zachęcam. Zdjęcie to własność znakomitej fotografki Anny Marii Zagórskiej, za które pięknie dziękuję.

*******

Powiadają, że aby ocalić swoje dziecko, matka potrafi znaleźć w sobie tyle siły,

że jest zdolna unieść do góry samochód.

  •  Cecelia Ahern, Kraina zwana Tutaj, tłum. Joanna Grabarek

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.