Matka bez retuszu?!

//Matka bez retuszu?!

Ile razy zdarzyło ci się porównywać do idealnie wyretuszowanych zdjęć gwiazd? Ile nocy przepłakałaś porównując swoje odbicie w lustrze, do wizerunku kobiet które widziałaś w mediach? W końcu ile razy odmówiłaś sobie kupna bikini, nowych szortów, czy sukienki z dużym dekoltem?! Twój facet ma dość twoich fochów, dąsów i unikania sypialni. Na każdą propozycję urlopu na plaży reagujesz spazmatycznym płaczem lub ogromną awanturą? Dość tego, skończ z tym i przestań porównywać się do innych. Jesteś kobietą. Jesteś matką. Jesteś piękna.

Ignorantka tkwi w każdej z nas

Jakiś czas temu ze śmiechem wspominałam sytuację,w  której jako dwudziestoparolatka urządziłam mojej mamie prawdziwy pokaz cyrkowy. Wróciłam z biegania, zrobiłam w domu serię brzuszków, grzbietów i pompek, po czym spocona zaczęłam się rozbierać się pod prysznic. Nagle jak oparzona wybiegłam z łazienki,krzycząc do mamy, że mam rozstępy na brzuchu! W tam tym momencie byłam zdruzgotana. Mama podeszła do mnie, obejrzała „blizny” po czym ze stoickim spokojem stwierdziła, że to gumka od leginsów mi się odcisnęła i żadnych rozstępów tu nie ma… Naprawdę spanikowana zaczęłam jęczeć, że jak to: przecież codziennie ćwiczę, wagę trzymam w stałych widełkach i mam rozstępy. Słowa mamy nie docierały do mnie, opłakiwałam moje wyimaginowane blizny. Nie zdawałam sobie sprawy jak musi czuć się moja rodzicielka, która miała cztery ciąże i brzuch zmasakrowany „tygrysimi paskami” w każdym możliwym miejscu. Do tego jedna wielka blizna po cesarce sprzed trzydziestu lat i umówmy się jej lata świetności minęły dwie dekady temu. 

Dziś sama jestem matką

Dokładnie 16 miesięcy temu urodziłam córkę. O tym, że stałam się właścicielką rozstępów wspominałam jakiś czas temu na swoim FB. Zuza całą ciążę nie dawała znać, że rozkopie się w ostatnim tygodniu i to tak mocno, że zostaną najpierw fioletowe, potem różowe, a na końcu białe blizny, tatuaże przeszłości. Wcale nie było mi łatwo pogodzić się z nową rzeczywistością: rozstępami, flakowatym brzuchem i cellulitem na udach. Zmiany hormonalne po porodzie wpłynęły również na moją skórę, która zaczęła się makabrycznie przesuszać. Polecały i tak słabe zęby, dostało się włosom wypadającym garściami. Piersi w ciągu ciąży i 10 miesięcy karmienia Zuzą z rozmiaru B powiększyły się do F, żeby w rezultacie zatrzymać się na poziomie C. Kobiety, które karmiły naturalnie wiedzą jako to jest mieć galaretowate piersi po zakończeniu mlecznej przygody. Straszono mnie opowiastkami o tym, że po porodzie wydłużają nam się kończyny: stopy, dłonie, uszy itd. Nie wierzyłam do momentu, kiedy przestałam mieścić się w standardowy rozmiar buta i stałam się właścicielką wielkiej 40. Każdego dnia moja pewność siebie coraz mocniej gasła.

Oswoić demony

Nikt nie zrozumie lepiej kobiecych dramatów związanych z ciążą i macierzyństwem niż druga kobieta. W tym miejscu chcę wam opowiedzieć o niesamowitej inicjatywie MAMY BRZUSZEK. Macierzyństwo bez retuszu. Magazyn KoBBieciarnia Beauty & The Business zorganizowało letnią akcję społeczną, której celem jest propagowanie realnego wizerunku matki: z niedoskonałym ciałem, bliznami, rozstępami, cellulitem – wszystkim co może cie spotkać w skutek ciąży i porodu. Koniec z Photoshopem, wmawianiem, że musisz być idealnie gładka, jędrna i wiecznie młoda. To, że nasze ciało zmienia się w czasie ciąży wpływa bardzo mocno na nasze samopoczucie. Dlatego postanowiłam wesprzeć akcję i w najbliższą niedzielę biorę udział w warszawskiej sesji realizowanej w ramach inicjatywy społecznej. Profesjonalna sesja, w czasie której każda przeciętna matka poczuje się piękna. Mimo niedoskonałości ciała, mimo wielu ran we własnej duszy, matka ma szansę odzyskać swoją pewność siebie i być taka jaka jest naprawdę.

Druga ciąża – nowa ja

Obecnie znów jestem w ciąży. Przede mną ostatni miesiąc dzielący mnie od wydania na świat drugiej córeczki. Mój organizm podczas kolejnej ciąży bardzo mocno sygnalizuje mi, że powinnam zwolnić. Jestem senna przez całą dobę, tyję, mam wrażenie, że toczę się, a nie poruszam. Jedno co się zmieniło, to fakt, że dziś nie boję się zmian, które mnie czekają. Na moim brzuchu pojawiły się nowe „tygrysie paski”, które sygnalizują że Marynia się rozwija i rośnie. Zamiast piersi w biustonoszu noszę dwa ogromne melony, których rozmiar i waga powoduje, że mam ochotę po porodzie być zupełnie płaska jak deska. Byle by w końcu odetchnąć i dać odpocząć kręgosłupowi. Jestem świadoma tego, że po narodzinach Mani będę jedną wielką, opuchniętą galaretą, ale naprawdę nie martwię się o to. Tęsknię za moimi jędrnymi udami, wytrenowanym tyłeczkiem i małym sportowym biustem, czasami, czasami mam ochotę ryczeć z powodu tego co utracone. Wiem, że prawdziwe piękno i kobiecość to nie rozmiar dżinsów, liczba lajków na Facebooku, czy ilość serduszek na Instagramie. Prawdziwe piękno jest w tobie, w każdej z nas. Nie liczy się metryka, waga, jędrność skóry,czy brak blizn. Wszystko zaczyna się w głowie, to tam dojrzewają nasze myśli o tym, że macierzyństwo to najlepsza droga do odnalezienia własnej kobiecości: siły i naturalnego piękna.

Pomóż sobie

Jeżeli wydaje ci się, że jesteś odosobniona  w swoich matczynych bolączkach to jesteś w ogromnym błędzie. Każda z nas miewa chwile zwątpienia. Każda kobieta pragnie być jak najdłużej młoda i piękna. Fakt, że twoje ciało po porodzie się zmieni nie powoduje, że twoja wewnętrzna moc i uroda są już stracone. Przestań porównywać się do matek celebrytek, które całą ciążę się głodzą, po porodzie zamykają się na długie godziny w siłowni i wyją z bezsilności. Kreowany w mediach wizerunek nie ma nic wspólnego z prawdziwym życiem. To właśnie ty powinnaś dumnie wypinać nieco sflaczałą pierś. Bez wstydu paradować w bikini odsłaniającym bliznę, rozstępy i cellulit. Dzięki tobie inne kobiety uwierzą, że też są piękne i być może to co naturalne przestanie w końcu wzbudzać tyle kontrowersji.

*******

„Rodzi nie tylko matka dziecko, lecz także dziecko matkę”.

  •  Gertrud von le Fort

 

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.
 

  • Piękny wpis. Samoakceptacja wymaga lat pracy nad sobą. Nie rozumiem świata bez rozstępów, blizn, pierdów i bekania. Wszystko, co ludzkie jest wypierane, a w zamian za to fundujemy sobie iluzję świata rodem z instagrama.

    • Bardzo dziękuję, dlatego też w życiu i na Instagramie nie przesadzam z retuszem 🙂

  • Dobrze powiedziane! A akcja to jeden z kroków do uświadomienia, że prawdziwa kobiecość to nie zgrabna sylwetka wygładzona w photoshopie lecz właśnie stan błogosławiony 🙂 Więc i to co się dzieje po nim. Poza tym uroda i tak przeminie z wiekiem. Blizny pozostaną, bo jak się domyślam wtedy do cesarek cięto na pionowo. Wtedy pozostanie nasze poczucie wartości i pewność, że mimo to nadal czujemy się dobrze w Twojej skórze. Też oczekuję dziecka tyle, że zostało mi więcej, bo ponad 3 miesiące. Na szczęście przechodzę to wraz z bobasem bardzo dobrze. Na razie nie widzę zmian co by mi przeszkadzały i specjalnie popsuły wygląd, a nawet odwrotnie. Przed ciążą dużo ćwiczyłam i się wyrzeźbiłam, nabyłam nawyków co się utrzymują. Ale to i tak jest dla mnie nowe. Jestem gotowa na to, że coś nagle może się zmienić. A jeśli stracę formę to liczę się z tym, że może nie być czasu i siły na szybki powrót do niej. Nie jesteśmy celebrytkami co mają pomoc do dziecka i przede wszystkim kasę. Nie ma się co wzorować na sztucznie pompowanych rzadkich ideałach. Więc zaakceptujmy siebie, bo taka jest kolej rzeczy i nie wymagajmy od innych matek by od razu po dziecku zniknęły im rozstępy. Pozdrawiam

    • Dorotko bardzo ci dziękuję za tą wypowiedź i najszczersze gratulacje z powodu spodziewanych narodzin dziecka. Imię już wybrane? W pierwszej ciąży przytyłam 10kg, czyli podobnie tylko. Obecnie mam już 15kg na liczniku i cóż muszę to udźwignąć. Sam stan błogosławiony potrafi naprawdę nam zrobić dobrze: oczy się ładnie świecą, włosy lśnią,a skóra promienieje – dobrze to znam. Co ciąża daje, to kamienie piersią zabiera – trzeba się z tym liczyć niemniej i tak warto, bo to wszystko to okres przejściowy. Obecnie na zmiany w moim ciele patrzę nieco bardziej przychylnym okiem, ale nie mam zamiaru popadać w paranoję z powodu zmian, które są naturalną koleją losu. Mam nadzieję dożyć późnej starości i cieszyć się każdą zmarszczką, która będzie kryła swoją historię. 🙂 Buziaki dla Was.

  • Mnie trochę smuciło jedynie, że na dekolcie pojawiają się rozstępy. Dziś prawie ich nie widać, no ale są. Paniki nie ma, jestem matką, to zrozumiałe. Ale są kobiety, które naprawdę potrafią się znienawidzić bo pojawiają się u nich jakieś defekty.

    • Wiesz Dola mam wrażenie, że to wina mediów, znamię obecnych czasów… Botoks, plastik i silikon zaczyna być standardem, a cellulit, rozstępy, czy blizny? To od razu kwalifikuje cię do wora niezadbanej. Obłęd.

  • Jestem speachless! Ania to jest naprawdę piękny i wartościowy tekst!
    Każda kobieta powinna go przeczytać, a już zwłaszcza każda matka!
    Popieram w 100% inicjatywę mimo że matką nie jestem.

    • W sumie każda kobieta powinna przestać się przejmować, jesteśmy tylko ludźmi 🙂 Buziaki

  • Mnie sporo czasu zajęło przyzwyczajenie się od siebie po ciąży, ale też ogarnięcie się i zwykłe zabranie za siebie. Dopiero, gdy podjęłam walkę i poczułam się „w swojej skórze” zaczęłam na nowo lubić siebie 🙂

    • Jest w tym pewna racja. W sumie najważniejsze by czuć się dobrze samą ze sobą bez względu na rozmiar, blizny i inne „pamiątki” po porodzie 🙂

  • W pełni popieram Twoje podejście 🙂

  • Wspaniały wpis – powodzenia na ostatniej prostej!

  • Bardzo fajna akcja, mam nadzieję, że pozwoli ona zmienić punkt widzenia matek, ojców i ludzi z ich otoczenia.

    Mnie po ciąży zostały rozstępy, na które raczej nie zwracam większej uwagi. Bardziej męczy mnie flakowaty brzuch, którego chcę się pozbyć, ale byłoby mi dużo łatwiej, gdyby inni się do tego nie mieszali. Komentarze od rodziny męża, od mojego ojca i brata, ciągłe sugerowanie, że znowu jestem w ciąży – żenujące i przykre. Szczególnie, że zaraz po porodzie wróciłam do wagi z czasów liceum, tyle że z czasem mąż zmienił pracę na taką w innym województwie, ja spędzam z córką całe dnie, wieczorami muszę pracować przy komputerze i raczej średnio aktywna jestem. Nawet codzienne kilkukilometrowe spacery nic nie pomagają (poza tym, że nogi dzięki nim są świetne). Mam nadzieję, że z czasem będzie lepiej, bo choć dobrze czuję się ze sobą, wolałabym dla zdrowia wrócić do dawnej wagi.

    • Kochana dziękuję ci za to szczere podzielenie się własnym doświadczeniem. Wiem jak to boli, kiedy najbliższe otoczenie nas tak ocenia, dobija, rani. Sama tego doświadczyłam niejednokrotnie.Na to jest jedyny sposób – wszystko co robisz, rób tylko i wyłącznie dla siebie. Wiesz, ludzie którzy nas krytykują, lub próbują zdołować tak naprawdę są słabi, zazdroszczą nam czegoś. Najlepiej zapobiegać ich gadkom emanując uśmiechem 🙂

  • Dobrze napisane, każda z nas ma chwilę zwątpienia i to nie jedną 🙂 na razie nie narzekam na figurę po ciąży, natura była dla mnie łaskawa i wyglądam w sumie jak przed ciążą. Wiadomo coś sie zmieniło, np moja twarz jeszcze nie dawno była promienna i piękna, gdy zaczął mi się okres po ciąży po 13 miesiącach to wielki wysyp krost na twarzy. Chyba zostanę zjedzona ze tylko pryszcze na twarzy mam 🙂 ale za to zmalała mi pupa i jestem płaska 😉 ale mam największy skarb na świecie który był tego wart. A inne rzeczy można wyćwiczyć. Ale jeśli nie pokochamy siebie takimi jakimi jesteśmy to nikt nas nie pokocha 🙂

    • Rewelacja, że matka natura ciebie oszczędziła 🙂 Zgadzam się w 100% my same najpierw musimy siebie pokochać, zaakceptować, żeby świat przestał nas się czepiać. I w sumie każda powinna mieć to z tyłu głowy: robić wszystko dla siebie, nie dla innych 🙂

  • Marta Zielinska

    Trzymam kciuki za dalsze przekazywanie tej pozytywnej energii Twoim dzieciom! 🙂

  • Hahah kochana to się uśmiałam z tej odciśniętej gumki od legginsów :). U mnie było gorzej bo moje rozstępy pojawiły się jak byłam nastolatką także do nich byłam przyzwyczajona mam od kolan po pupę :D, no i trudno. Za to w ciąży zrobiły mi się dodatkowo na brzuchu i na piersiach, mam też bliznę po dwóch cesarskich cięciach. A co dokarmienia i obwisłych piersi po nim, to zawsze żartowałyśmy z koleżankami, że będziemy dawać dziecku cyca i mówić żeby nie odchodziło za daleko 😀 ;). Także ja te zmiany staram się przyjmować z humorem. Pewnie że wolałabym mieć ciało jak modelka, ale kiedy patrzę na moje dzieci, to przede wszystkim cieszę się ogromnie, że są i jestem dumna z mojej blizny i z rozstępów i cellulitu też (chociaż muszę przyznać, że trochę mniej 😉 ).

    • Kasiu, twoje poczucie humoru i dystans do siebie przywracają mi wiarę w ludzi. W matki, w kobiety, że są jeszcze normalne osoby an tym świecie. Uff 🙂 Powinnaś opisać czasem swoje spostrzeżenia na temat macierzyństwa i kobiecości na blogu – masz talent 🙂

      • Aniu dziękuję Ci bardzo 🙂 aż się zarumieniłam powiem Ci :). W sumie to czasem mi przychodzi do głowy żeby wyskoczyć ciut z tematów urodowych i czasem nawet to robię ;), ale to fakt, że rzadko :). Nie wiem czy u mnie ktoś by chciał czytać takie rzeczy, chociaż z drugiej strony może bym się zdziwiła :).

        • A wiesz co, ja myślę, że takie „uchylanie” myśli na dobre ci wyjdzie i czytelnikom. Zachęcam cię serdecznie i będę wypatrywać nie tylko recenzji i nowinek ze świata urody, ale też przemyśleń Kasi 🙂

  • Myślę,że nawet bardzo dobrze. Najważniejsze jest nasze własne poczucie wartości. Wewnętrzny blask skutecznie zasłania niedoskonałości ciała 🙂

  • Dokładnie! Dojście do świadomości siebie i samoakceptacji wymaga czasu, dojrzałości i wielu doświadczeń znacznie głębszych niż komplementy czy zadowolenie z tego jak wyglądamy.

    Ja jeszcze jakiś czas temu borykałam się z problemem zmienionego po trzech ciążach ciała. I choć ominęły mnie rozstępy (chyba mam dobre geny:P) to mam znacznie więcej tu i tam, jestem szersza w żebrach, a co za tym idzie w talii, skora na brzuchu rozciągnięta, a biust nieco mniej jędrny. I jest mi o tyle ciężko, że kiedyś moje ciało było w pewnym sensie narzędziem pracy, bo pracowałam jako instruktor tańca. Dziś widzę jak bardzo moje narzędzie się zmieniło i czasem jeszcze jest mi ciężko się z tym pogodzić. I przyznaję, że walczę o lepszy wygląd, o lepszą formę. Głównie dlatego, że ogromna część mojego życia kręciła się wokoło aktywności fizycznej.

    nie zmienia to faktu, że nie czuję żalu, a jedynie motywację. Dzieci rekompensują mi te zmiany. Cieszę się, że mogłam karmić, że mogłam je nosić pod sercem, że mogłam je urodzić przez cc. Cieszę się, że mogę być dobrą Mamą, która jest w stanie oddać dzieciom wszystko by były szczęśliwe i zdrowe…

    Bardzo mądry i głęboki tekst…Dziękuję!

    • Jestem święcie przekonana, że nadal prezentujesz się bosko, tylko tak jak mówisz – trochę więcej czasu zajmuje oswojenie się ze zmianami w naszym ciele. Ja jako była judoczka miałam podobnie, ale jakieś 3 miesiące po pierwszym porodzie zaczęłam ćwiczyć, chudnąć, robić się jędrniejsza. Najważniejsze okazały się systematyczne treningi i poczucie, że dam radę, a efekt wizualny był miłym dodatkiem. Dziękuje za ciepłe słowa <3

  • Bo jak to mówią nikt nie jest idealny. Jedni są za chudzi, inni za grubi, jeszcze inni mają rozstępy. Najważniejsze to akceptować samego siebie i z uśmiechem iść przez życie. Oczywiście trochę sportu nikomu nie zaszkodzi, ale po ciąży na pewno najpierw trzeba dojść do siebie 🙂

    • Oczywiście masz rację, po prostu nie zgadam się z chorą medialną nagonką i kreowaniem nierealnego wizerunku mam 🙂

  • a ja się ciąglę boję tego, co będzie po ciąży… i te rozstępy wcale nie wydają mi się takie najgorsze, bo jak zbledną to ich nie widać prawie jak na moje… ale te wszystkie inne zmiany sa straszne np. piersi… przed ciążą były już bardzo duże, a nie daj Boże po karmieniu zostaną jeszcze o rozmiar większe… no chyba się pochlastam… no i jeszcze ten cellulit i pajączki porozlewane po całych nogach… to jest dla mnie dużo gorsze niż jakieś tam rozstępy… jak widać każdy ma swoje demony… 🙂

    • Magda spokojnie, wszystkie demony można oswoić. Wiesz z czasem nasze ciało bardziej lub mniej, ale jednak wraca do formy:) nie martw się na zapas, będziesz zapobiegać jak już w końcu zostaniesz mamą, odchowasz i z dystansem stwierdzisz, co jest ewentualnie do poprawy a co nie 🙂

      • Wszystko do poprawy heh

        • Ja ci dam do poprawy! 🙂 Pamiętaj jedno: to co cielesne, nasza uroda, sprawność i jędrność przemija taki jest naturalny stan rzeczy. Dziś próbują nam wmówić inaczej, ale to wbrew naturze. Jeśli sama z czasem polubisz swoje „niedoskonałości”, przestaniesz się na nich koncertować, a zaczniesz podkreślać to co uważasz za piękne, ludzie przestaną widzieć „twoje wady”. Na moim własnym przykładzie: zawsze, nawet na ścisłej diecie mam lekki „nadbagaż” wagowy, ale od kiedy zaczęłam zdrowo i świadomie się odżywiać, regularnie ćwiczyć, ludzie odbierają mnie jako: zdrową, piękną wysportowaną. Wiesz dlaczego? Dlatego,że sama się tak ze sobą czuje 🙂

  • Ciąża, a potem poród to ciężka próba zaakceptowania siebie samej i odpuszczenia sobie pogoni za jakimiś wyimaginowanymi standardami. Piękne jest to, że jeśli przetrwamy ten trudny okres, to naprawdę staniemy się lepszą wersją nas samych – nikt z nas nie jest idealny, często o tym zapominamy.

    • Trudno się nie zgodzić z twoimi słowami. Może zabrzmi to jak frazes, ale prawdziwe piękno jest wewnątrz nas, ciało stanowi tylko dodatek 🙂

  • Piękna inicjatywa. Mi się ciężko odnieść, nawet nie mam jeszcze planach bycia matką. Patrząc na mamę, nie wiem co to rozstępy po ciąży.

    • Jola też nie miałam w planach do momentu kiedy zjawił się odpowiedni facet. nigdy nie mów nigdy 🙂 Zatem…

  • No właśnie. Taki tekst jak Twój winien być dołączany do kanonu lektur obowiązkowych dla poradni przedmałżeńskich – dla facetów. Ale również i kobiet. Obie strony związku muszą zrozumieć, że albo patrzy się na związek i partnerkę swoimi oczyma i perspektywicznie – że piękno zewnętrzne przemija – albo się wiecznie szuka „lepszego modelu” – bądź lepiej „podliftowanego”. Niestety dopóki lustro wciąż wytyka jakieś ułomności, dopóki nie ma samoakceptacji to życie może stać się udręką. Dla obojga 🙂

    • Dziękuję za dobre słowo, ten tekst to w sumie ukazanie sedna sprawy. Tak jak wspomniałeś miłość jest wtedy, gdy kocha się mimo wszystko, a nie za coś, A poród, ciąża i trud wychowania powoduje, że kobieta nie tylko zmienia się fizycznie, to co zachodzie w jej głowie pod wpływem wychowywania potomstwa, to jest dopiero zmiana, która jest próbą dla zwiazku.

  • Zastanawiam się co mają na celu te wszystkie kobiety (głównie sławne), które w pogoni za idealnością ukrywają wszystkie zmiany w swoim ciele związane z ciążą czy porodem, w wywiadach wychwalają swój nieskazitelny tryb życia, dietę i zapał do ćwiczeń, chociaż powinny chwalić swojego chirurga plastycznego.. Mi osobiście o wiele bardziej imponujesz Ty. Bo każdej dziewczynie w chwili emocjonalnego doła myślami chce się wracać do takich postów, a nie do widoku Victorii Beckham, która nawet w czasie ostatnich tygodni ciąży stosowała restrykcyjne diety i biegała na fitness..

    • Madziu bardzo ci dziękuję za ten komentarz 🙂 Nie dlatego, że mnie pochwaliłaś, ale dlatego że przywracasz mi wiarę w ludzi. Jesteś kobietą i rozumiesz co jest prawdą, naturalnym rytmem i jego konsekwencją. Ubolewam nad tym, że niektóre kobiety w pogodni za byciem idealnym nadużywają własnego zdrowia, zdrowia dziecka i się katują, a na koniec jeszcze sprzedają „brednie” innym kobietom i tak spirala nieporozumień się nakręca.

  • Ach te pociążowe stopy… 40 to jeszcze nie tak źle… u mnie zwiększyły się do 41 😀 Ale co tam rozstępy i cellulit, gdy widzę promienne uśmiechy moich synów 🙂

  • www.psychologiainternetu.pl

    Ciekawy wpis, blisko moich własnych refleksji.

  • … nawet gdyby wyrzucił, to z tego co pamiętam, anioły latają 😀

  • Aniu, gratuluję Ci podejścia. Zdrowego, dojrzałego i pięknego. Sama chciałabym kiedyś dojść do takiego momentu, gdy pomyślę o ciąży tak samo jak Ty… i będę miała gdzieś rozstępy, cellulit czy dodatkowe kilogramy. Cieszę się, że mogłam to przeczytać. Od dłuższego czasu obserwuję Cię i na facebooku i na Instagramie i powiem jedno: dla mnie jesteś piękna! Za to jak wyglądasz i za to, co mówisz… po prostu prawdziwa, pewna siebie Kobieta 🙂

    • Patrycja bardzo ci dziękuję za tak ciepłe i budujące słowa. Zdradzę ci sekret, w chwili gdy poczujesz, że kochasz i jesteś kochana wszystkie demony i kompleksy znikają, przynajmniej milkną na tyle, że skupiasz się na tym co dobre. Jestem przekonana, że w odpowiednim czasie i ty zrozumiesz o czym mówiłam 🙂

  • Magda, to działa tak: jestem zadowolona to przymykam oko na niedoskonałości. A jak coś nie pasuje to czepiasz się wszystkiego,a najbardziej już siebie. Nie warto 🙂

  • Bardzo gratuluję Ci odwagi, by urodzić drugie dziecko – mój syn jest tak wymagający i przyczepiony do mojej nogi (z czym zaczynam walczyć, bo nie chcę zrobić mu krzywdy), że nie wyobrażam sobie, bym podołała. Mocno trzymam za Ciebie kciuki!!

    Och, jakie ja mam rozstępy, kobitko! I też pojawiły się w ostatnich dwóch tygodniach – nawet nie było kiedy smarować, a koło 7 miesiąca dałam sobie siana, bo nic się nie pojawiało.

    O dziwo, wcale mi nie przeszkadzają – bardziej „workowaty” brzuch, ale z pewnością da się to ogarnąć ćwiczeniami – których szczerzę nienawidzę.

    Tak więc, dziewczyny, można być super laską z rozstępami, zapewniam 😀

    • No pewnie, że można być laską z rozstępami, cellulitem i nawet galertkowatym brzuchem 🙂 Kurczę trzeba wprost mówić jak wygląda macierzyństwo, bo wiele kobiet wariuje i się poddaje. Jesteśmy tylko ludźmi. Wiem o czym mówisz, moja Zuza też potrzebuje masę uwagi, ale chciałam do 30stki mieć z głowy porody 😀 Zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce 🙂

  • Piękny cytat 🙂 Wiesz jesteś taka młodziutka i taka mądra 🙂 Przytulam moja Kochana i jestem z Ciebie dumna bardzo 🙂

    • Dziękuję Rene 🙂 trzeba mówić wprost jak jest. Zawsze :*

  • Myślę, że to temat bliski, każdej kobiecie, nie tylko tej, która ma za sobą już macierzyństwo. Ze swoimi niedoskonałościami borykamy się i porównujemy całe życie. Samoakceptacji nikt jednak nie dokona za nas, możemy sobie pomóż dzięki takim wpisom, jak Twój, aczkolwiek przerobienie tematu i zrozumienie, że to na czym się koncentrujemy rośnie, jest tylko i wyłącznie w naszych głowach. Jeżeli sama czujesz się atrakcyjna dla siebie, to cały świt właśnie taką Cię widzi!

    • Ostatnie zdanie to idealna puenta! To prawda wszystko zaczyna i kończy się w naszej głowie, największa moc sprawcza to my sami 🙂

  • Żyjemy z jednej strony w fajnych czasach, ale z drugiej wiele jest rzeczy, które tak naprawdę nie powinny mieć miejsca. Wbija się kobiety w jakieś durne przekonania, że ich obowiązkiem jest wyglądać niczym z żurnala i mieć superciało – po porodzie też, najlepiej od razu. Świetnie wyglądasz=jesteś wartościową kobietą. Zmarszczki czy rozstępy? A nie daj boshe! Smutne to strasznie, dlatego uważam, że takie akcje są jak najbardziej potrzebne!

    • To prawda, sama niby kieruję się zdrowym rozsądkiem, ale jak żyć skoro na każdym kroku człowiek jest bombardowany perfekcyjnym, wyretuszowanym wizerunkiem. Często matka, naprawdę o siebie dba, stara się, ale sorry natury nie oszukasz, chyba że wybulisz kasę na medycynę estetyczną. Pytanie tylko czy naprawdę warto?

  • Myślę, że podobne dylematy dotyczące wyglądu pojawiają się na starość. Tu też pewne rzeczy trzeba po prostu zaakceptować. Oczywiście nie wiem jeszcze co to starość :P, aczkolwiek rozwalił mnie ostatnio tekst koleżanki: Boję się starości. Dlaczego? Bo będę mieć okropną szyję, będę więc chodzić w chustach i szalach. 🙂 Wmawia się nam, że mamy być idealne, a i mężczyźni nie są dla nas łaskawi pod tym względem. Na szczęście mój M jest na tyle mądry, że kiedy koledzy ślinią się na widok lasek z teledysków, on twierdzi, że on najlepszą laskę ma przy sobie. No a ja mu wierzę, choć lustro nie zawsze to potwierdza. 😀

    • nie wiem jakim cudem umknął mi ten cenny komentarz Basiu. Myślę,że twoja analogia jest słuszna. To pewne uniwersum, które szczególnie w przypadku kobiet jest odczuwalne na każdym etapie jej życia. Przypomniała mi się sesja i wywiad z Beatą Tyszkiewicz, gdzie obnażyła prawdę o starości -pokazała jak sesje robi się od kuchni – z tyłu szyi miała zapięte klamerki od prania, żeby ściągnąć i ujędrnić szyję … A wszystko pod publiczkę bo to media mają problem z przemijaniem, realizmem i tym co ludzkie i naturalne 🙂

  • Pingback: Moje wrażenia po udziale w sesji "MAMY BRZUSZEK- macierzyństwo bez retuszu" - NieidealnaAnna()

  • Pingback: Matka-matce wilkiem? Ania Chomiak o swoich wrażeniach z Akcji MAMY Brzuszek | KoBBieciarnia()

  • Pingback: Miłość zamiast skalpela()