Kultura to bzdura

Home/KULTURA/Kultura to bzdura

Słowo kultura wywodzi się z języka łacińskiego i pierwotnie nie znaczyło więcej niż: uprawa, dbać, pielęgnować, kształcenie. Warto przypomnieć, że to Cyceron po raz pierwszy użył słowa kultura w znaczeniu „uprawa umysłu”, czyli jako coś co rozwija nasz intelekt. W potocznym rozumieniu tego słowa za kulturę uznaje się szereg rzeczy, zjawisk, wszystko co jest dorobkiem materialnym i niematerialnym dotychczasowych cywilizacji. Kultura to taki wyraz, który kojarzy się z zabytkami, sztuką, a również dobrymi manierami, zasadami zachowań, norm i wzorców postępowania społecznego.

Po co nam kultura?

Co właściwie daje nam kultura? W moim osobistym odczuciu kultura to nic innego jak tlen intelektualny. To coś co powoduje w człowieku zadumę, skłania do refleksji, powoduje, że zatrzymasz się na chwilę w pędzie za „lepszym jutrem” i znajdziesz wytchnienie. Bez względu na to jak górnolotnie to zabrzmi to kultura otacza nas wszędzie, gdzie jesteśmy. W każdej, codziennej banalnej czynności jesteśmy otoczeni jakąś dziedziną kultury. Mam tu na myśli kulturę: materialną , duchową, społeczną, językową, polityczną, fizyczną, oraz osobistą.

Z kulturą za pan brat

Kultura osobista to coś, nad czym chciałam zatrzymać się troszkę dłużej. Dlaczego? Z bardzo prostego powodu, kultura osobista każdego dnia powoduje, że nasze samopoczucie będzie bardzo dobre jak po zjedzeniu całej tabliczki czekolady, lub totalnie kiepskie, tak jak wtedy gdy daje o sobie znać przeziębienie. Teoretycznie człowiek uczy się przez całe życie, więc z kulturą osobistą jest tak, że można się jej nauczyć właśnie, lub jeśli dotychczas się jej nie posiadało to można nadrobić zaległości i się nauczyć być kulturalnym.

Głupie „dzień dobry”

Przyczepiłam się tej kultury osobistej, ponieważ jako blogerka, postanowiłam sobie za cel – przekonanie czytelnika, że z „kulturą mi do twarzy”. Nie mam tu na myśli tylko funkcji typowo edukacyjnej, to że zachęcam do czytania książek, polecam filmy, spektakle teatralne, oraz podróżowanie i aktywność fizyczną to jedno. Ale to, że zwyczajnie po ludzku, bycie kulturalnym na co dzień dla innych, to już naprawdę wielka rzecz.

Jestem żoną, matką, blogerka (ale to już ustaliliśmy), córką, przyjaciółką, koleżanką, zdarza mi się być pracownikiem i studentką i tak sobie obserwuję ludzi. Bardzo lubię obserwować to co dzieje się w koło w nas i potem analizować. Być może, moje niespełnione marzenie z dzieciństwa o byciu aktorką lub psychologiem, daje w tym zajęciu o sobie znać.

Ale wracam do tych moich obserwacji. Idę sobie na pocztę przed południem. Wypachniona, wyszykowana z uśmiechem na twarzy, myślę: wyślę list do koleżanki. Wchodzę do urzędu pocztowego, mówię przyjaźnie dzień dobry i co? I cisza. Ponura, pochmurna cisza, mimo że prócz mnie i dwóch pań urzędniczek pocztowych nikogo nie ma. Nie poddaję się i podchodzę bliżej okienka (może mnie nie usłyszały – myślę) i ponawiam wesoło dzień dobry. Nadal nic. Kurczę, to się zaczynam denerwować. I pytam prosto z mostu: dlaczego Pani nie odpowiada dzień dobry, było by milej tak zacząć dzień? Na co dostaję suche: słucham. Słucham, czyli tłumacząc na ludzki: czego? Czego babo wymalowana i uśmiechnięta z krwistą szminką na ustach, w obcasach z dzieckiem na ręku chcesz? I czego się tak szczerzysz? Od razu sobie przypominam w głowie, gdzie to wyczytałam, czy też usłyszałam o naszej polskiej otwartości i gościnności… Wysyłam szybko list. Odburkuję pod nosem dziękuję i mówię już pewna, że sama do siebie: do widzenia.

Wyrodna matka

I właśnie takie sytuacje, z pozoru niewinne są początkiem lawiny nieprzyjemnych, kiepskich wydarzeń w ciągu dalszego dnia. Odhaczając pocztę idę dalej do piekarni. W końcu nie samym chlebem człowiek żyje, ale jeść coś trzeba. Ogonek do kasy jest długi. Myślę, trudno oby mi mała tylko nie płakała… Ale niestety nudzi się jej, więc w ryk. No to się zaczyna. Ale ryczy, co z niej za matka, uspokoiła by ją, czego tak się drze, pewnie głodna, albo mokro ma, a po co to z dzieckiem do sklepu… I tak cała litania. Grzecznie stoję, nucę Zuzce do ucha kołysankę i liczę na to, że kolejka się ruszy i szybko uda mi się  zrobić podstawowe zakupy. Ale, gdzie tam jak na złość – awaria systemu. Idzie jak po grudzie. Nikt nie przepuści, nikt nie pomoże z wózkiem, bo mała na rękach. Przyznaję, że jestem już lekko zestresowana i czuję się zaszczuta. Ale dobra, moja kolej to kupuję razowiec, drożdżówkę i się zawijam. Pani przy kasie patrzyła na mnie tak, że gdyby jej wzrok mógł zamrażać – zastygłabym w miejscu na jakieś tysiąc lat. Brr.. milutko, nie ma co.

Urzędowe perypetie

Po dwóch akcjach na poczcie  i w piekarni, boję się patrzeć na resztę miejsc z listy, które powinnam odwiedzić. No dobra, powtarzam sobie w duchu „do trzech razy sztuka”. W urzędzie miejskim muszę odebrać decyzję o becikowym. Pierwsze schody i to dosłownie napotykam, próbując się dostać do środka. Pokonanie samotnie schodów z wózkiem i dzieckiem wydaje się być ponad moje możliwości, a podjazdu do wózków ni widu ni słuchu. Rozglądam się nieśmiało za jakąś „pomocą” – proszę młodego chłopaka na przystanku autobusowym o pomoc  z wózkiem, słyszę lakoniczne: śpieszę się. W końcu jakiś pan w średnim wieku decyduje się mi pomóc. Posyłam mu spojrzenie pełne wdzięczności i oczywiście dziękuję za pomoc. Notuję sobie w głowie – świat nie jest taki zły, jednak są jeszcze życzliwi ludzie w koło, do momentu, a w którym nie słyszę od niego: „Kierowniczko poratuje 2 zł na piwo”? Nie ma nic za darmo, wyszukuję w kieszeni drobne i zmykam w urzędzie.

Nadzieja umiera ostatnia

Po wcześniejszych perypetiach nolens volens jestem uprzedzona do pań z urzędu. Niestety, wiem jak to brzmi, ale nie liczę, że tego dnia coś dobrego mnie jeszcze spotka. Przychodzę do pokoju 101 i markotnie mówię, czego potrzebuje. Pani o dziwo jest uśmiechnięta, kompetentna i bardzo pomocna. Miło zagaduje o pogodę i Zuzę i proponuje, że mi drzwi jeszcze przytrzyma. O żesz, kajam się i przepraszam ją za moje niezbyt ciepłe powitanie, ale to efekt domino. Od samego rana, ktoś wylewał na mnie swoje frustrację. Był niemiły, nadąsany i buńczuczny i mnie, świadomą tego blogerkę z misją „zarażania kulturą świata” złamano i sama uległam złemu czarowi.

Kultura, kultura i jeszcze raz kultura

Wiem, że jesteśmy tylko ludźmi, każdy może mieć gorszy dzień, spadek nastroju czy tam menstruację. Okej, wszystko się może zdarzyć, ale czy nasze prywatne sprawy powinny się odbijać na innych ludziach? Czy zwykła, codzienna uprzejmość to tak wiele? W końcu, czy nie lepiej żyło nam by się wszystkim, gdyby człowiek nie był człowiekiem wilkiem? Oczywiście, że całego świata nie zbawiamy, ale my sami mamy wpływ na to jaka będzie nasza codzienność.

Jakiś czas temu postanowiłam na przekór całemu światu być miła, pomocna i uśmiechnięta. Wszędzie gdzie tylko się da, powtarzam do znudzenia, że kultura to NIE bzdura, tylko rzecz najważniejsza. W końcu jak sobie pościelisz – tak się wyśpisz. To jacy będziemy dla innych, kiedyś do nas wróci. Najlepiej by zawsze wracało dobre, z ciepłym słowem i uśmiechnięte, a to zależy przede wszystkim od kultury, tej osobistej.

 ****************

„Człowiek nie jest aniołem, ale winien być istotą kulturalną”.

– Adolf Rudnicki

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Przybijam Ci piątkę! Sama walczę z brakiem kultury, niestety mam wrażenie, że pewne jednostki są nie do ruszenia…Nie poddaje się jednak, walczę o życie w kulturze i wzajemnym szacunku:)

  • Ciężko, racja, czasami o te elementy życzliwości. Najgorsze, że jak człowiek je wyraża i są nieodwzajemnione, zaczyna sobie tłumaczyć dlaczego. Za często szuka się usprawiedliwienia dla innych.

    • Hm… ostatnio taka fajna terapuetka mówiła, że pół roku pracy nad „Krystyną z warzywniaka” i zaczęła mówić dzień dobry i się uśmiecha, gorzej jak praca nad niektórymi nie przynosi efektów.

  • Moi rodzice zawsze na to zwracali uwage na przyslowiowe dzien dobry. Pewnego dnia naszej babci-sasiadce powiedzialam 3 razy dzien dobry na upomnienie mamy Babcia sasiadka odrzekla – lepiej raz za duzo niz raz za mało 🙂

  • Wyznaję podobną zasadę do Twojej. Też staram się być zawsze miła, uśmiechnięta i życzliwa. Reakcje ludzi są różne, czasem mam wrażenie, że gdybym miała skwaszoną minę pewne osoby byłyby dla mnie milsze, ale nie zrażam się tym 🙂

    • No i super 🙂 Choć pamiętaj o tym, że my czasem też możemy mieć gorszy dzień i wtedy warto być prawdziwą wersją siebie bez „przyklejonego uśmiechu” 🙂 I bez wyżywania się na innych rzecz jasna 🙂

      • Pamiętam i zgadzam się z Tobą 🙂

  • Zgadza się! Zawsze i wszędzie 🙂

  • Eh.. Temat rzeka. Ale warto zarażać innych uśmiechem i takim właśnie dzień dobry. Ale muszę przytoczyć pewną historię – moi rodzice też zawsze uczulali mnie na „dzień dobry” i ja podobnie czyniłam z córcią – Dzień dobry musi być. Z tym, że moja córcia czasem się wstydzi, szczególnie jak zaczepi ją ktoś znienacka i „atakuje” a gdzie idziesz, a co robisz itp. I tak właśnie pewnego razu idę z córeczką do przedszkola, jest ranek, ona jeszcze lekko zaspana i spotykamy sąsiadkę na schodach, ja oczywiście dzień dobry, ona odpowiada, ale skupia się mojej Łucji, piszczy w zachwycie jaka to śliczna ma córeczka itp., i mówi dzień dobry do niej. Córcia w lekkim szoku, patrzy na mnie przerażona. Babcia znowu: Dzień dobry Łucja, córcia onieśmielona jeszcze bardziej spuszcza głowę, a kobitka na to: No tak, mama nie nauczyła…

    • Dziękuję, że podzieliłaś się swoją historią – można z niej się wiele nauczyć. Wiesz mnie osobiście bardzo drażnią takie „panie”, które dziecko zawstydzają swoją natarczywością, a potem jeszcze wygarniają rodzicom… Mam takich kilka ciotek w rodzinie, z którymi walczę. Np. jedna siostrzenica bardzo „lubi” mego męża – wiesz mała, podoba jej się wujek, po prostu taki etap – więc ciotki mają, a raczej miały sobie z niej używanie typu – no przywitaj się z Pawłem, daj buziaka wujkowi itp. Zareagowałam. Ostro. Z mężem mamy sztamę i naszej Zuzce takich wrażeń nie pozwolimy serwować 🙂

  • Kultura to świetny temat na początek dnia. To były maniery. Nasunęło mi się pytanie – co za teksty, komunikaty, przekazy i wytwory, Twoim zdaniem konsumuje człowiek kulturalny ?

    • Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak „narzędzia”, które mogą uchodzić za te u człowieka kulturalnego lub niekulturalnego. Dlaczego? Po pierwsze weźmy sobie Koran – dla niektórych wierzących jest on księgą świętą, która jest drogowskazem jak żyć w zgodzie ze światem i być dobrym człowiekiem. Ludzie, którzy wykorzystują go do manipulacji i usprawiedliwiania aktów terroru czynią z niego źródło zła. Dlatego tutaj intencja człowieka jest bardzo istotna. Po drugie każda kultura wnosi w nasze życie coś ciekawego – z perspektywy czasu można się rozwodzić kto miał rację Inkowie czy Grecy, ale nie o to chodzi – każda kultura wniosła coś nowego, innego, do świata w ogóle. Po trzecie uważam, że obcowanie z jakąkolwiek formą kultury, która sprawia nam radość np. muzyka klasyczna, albo hity disco polo wnosi w nasze życie radość i poprawia samopoczucie, a to jest najważniejsze. Kultura to dla mnie po pierwsze szacunek do samego siebie i innych (również różnic), poszerzanie swoich horyzontów i radość z doznań, jakie nam serwuje 🙂

  • Niestety zly humor jest zarazliwy, czasami przy zlej pogodzie rozprzestrzenia sie jak lawina. Jest taki fajny odcinek Asteriksa, gdzie ma do wykonania 12 prac, jedna z nich jest zdobycie jakiegos papierku z urzedu i tu musi biegac od biura do biura, zeby otrzymac papierek A 37, a tu administracyjna biurokracja, w koncu Asterix wykreca kota ogonem i potrafi zamotac nawet zakrecona biurokracje (kulturalnie, z usmiechem). Ja tez przy dzieciach zauwazylam, ze w wielu miejscach sa schody, glupie 3 stopnie, ktore z wozkiem nie jak przejechac. Ale wpadlam przede wszystkim po to, by zyczyc Ci zdrowych pogodnych Swiat dla Ciebie i calej rodziny. Serdecznie pozdrawiam Beata

    • Beata uwielbiam tą część Asteriksa, gdzie można dostać obłędu od załatwiania spraw papierkowych. Fajnie, że mnie rozumiesz, choć powiem ci, że nie każda mama jest taka empatyczna jak Ty. Nie zdążyłam złożyć życzeń świątecznych, ale za to przyjmij ode mnie najlepsze noworoczne życzenia: zdrowia, spokoju ducha, wytrwałości, weny i wiele radości 🙂

  • Masz całkowitą rację. Ja również nie jestem zwolenniczką wyładowywania się na ludziach. bo mam zły dzień, ale w różnych sklepach czy urzędach jest to zjawisko nagminne. Nie wiem, ci ludzie chyba nie znoszą swojej pracy, więc nieuprzejmość i chamstwo traktują jako coś w rodzaju zemsty za to, że muszą robić coś, co im się nie podoba.

    • Coś w tym jest, choć oo narodzinach Zuzy, w skarbówce nie odpuściłam babie chamstwa i zrobiłam takiego rabanu, że pani zmieniła ton i podejście natychmiast 🙂

  • Ehh, ile ja razy nacięłam się na takich niby ponuraków/buraków/hamów, itp. Ale wiesz co wtedy robie? Obśiewam całą sytuacje i olewam. Świata nie zbawię. A najllesza metoda to uśmiech i pozytywne podjeście do ludzi- dobro wraca..kiedyś na pewno ;).

    Cudowych Świąt Ania dla Ciebie i Twojej uroczej rodzinki :*

  • Lubię kulturę, taką już mam naturę. 😉 Z tym dzień dobry, to czasami jest tak, że prowadzi się licytacje, kto pierwszy komu powinien powiedzieć, bo ten starszy, ten młodszy, ta jest kobietą, ten mężczyzną. Nie zwazam na to, zawsze mówię pierwsza wszystkim,chyba że ktoś mnie wyprzedzi.;-) Życzliwość popłaca, rozprzestrzenia się, czasami też zaskakuje i komuś kto się zachował chamsko robi się głupio,zaczyna się tłumaczyć. Ale z drugiej strony nie da się być zawsze zadowolonym i usmiechnietym robotem. Ale próbować można. Warto.:-)

    • Wiadomo, że udawanie kogoś kim się nie jest nie popłaca, ale uprzejmość na co dzień powinna być naszą podstawą podstaw. 🙂

  • Podczas czytania Twojego wpisu, przypomniało mi się naprawdę wieeeele sytuacji, gdzie doświadczyłam ludzkiej zgorzkniałości i braku kultury. Przykład: Jechałam autobusem w upalny dzień, byłam wtedy w ciąży. Autobus zawalony, droga długa, a ja stoję z wielkim brzuchem. Nikt nawet nie pomyślał, żeby mi swojego miejsca ustąpić. Generalnie jest jak mówisz: efekt domino. Ja w zasadzie jak się uśmiecham to mi ludzie odpowiadają tym samym, ale niestety zdarzają się wyjątki i totalny brak kultury. Przede wszystkim mi się wydaje, że ludzie nie potrafią kulturalnie odmawiać, więc… nie odmawiają wcale. To jest dopiero problem!

    • Przykro, że masz takie doświadczenia, ale ja będąc w zaawansowanej ciąży byłam dla ludzi przezroczysta.. potrafili odwrócić demonstracyjnie głowę, lub powiedzieć: chciała dziecka to teraz ma – bez komentarza i to oczywiście „empatyczne” kobiety.. dno

  • W zasadzie każdy z nas nawet nie powinien się zastanawiać co znaczy kultura, dla mnie to jak warstwa skóry, którą nosimy zawsze i wszędzie. To taki naturalny stan, dzięki któremu czujemy się lepiej, a i inni w naszym towarzystwie chętniej przebywają. 🙂

    • Piękna definicja Izo ci wyszła, nic tylko praktykować 🙂

  • To, że wielu ludzi ma problem z byciem kulturalnym nie oznacza, że my swoją postawą nie powinniśmy pokazywać im dobrego wzoru 😉

  • kultury to wszystko co nas otacza….wszystkie wytwory, zachowania, zwyczaje itp. Obserwuję ostatnio, że wiele rzeczy w naszej kulturze się zmienia i rzeczy, które kiedyś były ważne już nie są. Nie jesteśmy już tacy życzliwi i pomocni dla siebie. Bardziej skupiamy się na sobie i dlatego niestety „dzień dobry” już nie ma tego znaczenia co kiedyś.

    • Twoja obserwacja niestety jest prawdziwa, ale ja nadal wtóruję dawnym ideałom 🙂

  • Obawiam się, że w tym kierunku idziemy jako społeczeństwo. Jest to dla mnie niewytłumaczalne, ale do zdecydowanej większości społeczeństwa przemawia bardziej chamstwo, ignorancja i bezmyślne krzykactwo, a nie wartościowe wzorce. Oby się to zmieniło, bo nie chcę mieszkać w państwie gburów!

    • Oby 🙂 świata nie zmienimy, ale własne podwórko? owszem 🙂