Kryzysowa narzeczona – o tym jakim piekłam jest organizowanie własnego ślubu

//Kryzysowa narzeczona – o tym jakim piekłam jest organizowanie własnego ślubu

Każdego dnia staję się starsza, nie koniecznie mądrzejsze i dojrzalsza, ale zdecydowanie bardziej dorosła… Zarzekanie się, że mąż w życiu nie pójdę nikt mnie to tego nie zmusi i pod ołtarz nie zaciągnie stało się tak absurdalne w moim przypadku, jak niegdyś zapewnienia, że nigdy nie przestanę „kochać i słuchać Ich Troje”. Tak wiem, straszny obciach. Taki wpis pojawił się na moim blogu ponad rok temu, kiedy szykowałam się do cywilnego z Pawłem. Teraz w czasie Bożego Narodzenia przyjmiemy sakrament małżeństwa w Kościele, będzie to skromna uroczystość, bez tłumów, wesela i całej ślubnej otoczki…

Stało się i widmo ślubu wisi nade mną niczym złym omen (i to już po raz drugi). Przywołuję moje wspomnienia, taka mała podróż sentymentalna. Tak widmo, a nie jak to pokazują w filmach: euforia, radość i niebiańskie uniesienie. Zdecydowanie nie. W ciągu ostatnich tygodni moje samopoczucie z poziomu „mega super- wróciłam z urlopu”, wielokrotnie spadało, lądując w końcu na poziomie „taplam się po pachy w gównie i czuję się jakby przejechał po mnie ciągnik”. Uroczo. Czyżbym była kryzysową narzeczoną? No cóż, wszystkim koleżankom zazdroszczę (niezrozumiałej) ekscytacji organizowaniem własnego ślubu. Od dziecka nigdy nie marzyłam o białej sukience, piętrowym torcie i wiązance z pudrowych róż…  Z zazdrością słuchałam opowieści mamy o jej pięknej niebieskiej sukience ślubnej, marząc że i ja kiedyś pójdę w czymś awangardowym ewentualnie za mąż. Ale zacznijmy wszystko od początku.

Ślubne ABC, czyli mój osobisty horror!

Zaproszenia

Przygotowania do tego najważniejszego, najpiękniejszego dnia w życiu (zgodnie z moimi marnymi i wątłymi wyobrażeniami) miały być radosnym okresem. Jakże się myliłam, głupia! Kwestia zaproszeń na początku okazała się drogą przez męki. Ma być klasycznie, prosto, minimalistycznie, do tego po naszemu i konkretnie. Okej projektem nawet poszło sprawnie, z drukiem, już coraz oporniej, z wręczeniem totalnie pokręcenie, bo batalia z „zapraszaniem” gości nadal trwa… Zaproszenia oczywiście okazały się nietrafione: „dziwne”, „inne”, „pogrzebowe” i  „bardzo nowoczesne” to tylko najdelikatniejsze określenia,  którymi się spotkałam.male fb.jpg

Data i miejsce ślubu

Kwestią problematyczną okazała się również data całej uroczystości (sobota rano), oraz miejsce (stolica), ponieważ jak widać dla ludzi z całej Polski i zagranicy, lipcowa sobota w centrum Warszawy jest kwestią dosyć problematyczną. Nic nie poradę niestety, że tu mieszkamy, żyjemy i funkcjonujemy. Obiecuję, że kolejny ślub zorganizuje w „porozumieniu z gośćmi” tak by każdemu pasowały okoliczności.

Cywilny, a dlaczego nie kościelny?!

Jeśli macie ochotę naprawdę „rozpalić do czerwoności” rodzinkę proponuję zorganizować ślub cywilny. Do tego przygotujcie się na gęste tłumaczenie dlaczego nie bierzecie ślubu konkordatowego. Niezbędne okaże się przygotowanie do udzielnie odpowiedzi na następujące (to nic że mega osobiste) pytania: Czy wierzycie w Boga? Dlaczego nie w kościele? Co się stało? Grunt to nie ulegać naciskom, uśmiechnąć się i absolutnie nie wdawać się w dyskusję. Amen.

P.S.102.JPG

To wesela nie będzie?!

Kurdę, no tak się składa, że wesela niestety nie będzie. Tak, wiem w zaistniałej sytuacji pojawienie się na ślubie tylko cywilnym, dodatkowo w Warszawie najzwyczajniej w świecie się nie opłaca. Bardzo mocno to rozumiem i jednoczę się w bólu z gośćmi. Niestety, ale ja i mój przed mąż takich imprez nie lubimy. Wiem, że wiele osób pragnęło by mnie zobaczyć w bieli niczym toczącą się ślubną bezę, ale z przykrością muszę odmówić. Folklor, wódkę i zakąski zostawiam na inne okazje, a póki co pobieram się tylko z  miłości. Wiem, że marny powód i pewnie bokiem mi wyjdzie, ale ten jeden jedyny raz  w życiu, podziękuję za „dobre rady” innych i zaryzykuję.

Wymarzona sukienka

Wisienką na torcie w przedślubnej pogoni okazała się moja sukienka. Najpierw temat stylizacji poróżnił mnie i narzeczonego, przejętego moim nowatorskim i ekscentrycznym podejściem. Niestety, ale okazuje się, że Panna Młoda do powiedzenia w kwestii własnego wyglądu ma tyle co nic. Na nic zdały się prośby, groźby i tłumaczenia, że koloru białego się nie znosi i nie włoży na siebie. Kompromis musi być.  W obawie przed tym „co inni powiedzą” uległam wpływom Połówki i zgodziłam się na białe płótno. O ile inne pobierające się koleżanki  „szaleją z zachwytu” odwiedzając kolejne butiki, ja odbębniłam smutną pielgrzymkę pierwszy raz w życiu traktując zakupy jako karę… Skoro wystąpię w bieli, bardzo proszę o respektowanie tego koloru, zarezerwowanego wyłącznie dla mnie. Damy, które w moim Dniu przybędą na biało „na pewno” zapamiętam sobie na długi czas… Skoro mamy uczestniczyć w tej szopce, to niech chociaż każdy wypełni odpowiednio swoje obowiązki i wczuje się w rolę. Mała aktualizacja: do kościelnego idę w bliźniaczo podobnej kreacji w kolorze kremowym, zakupionej w lumpie i czarnych, długich butach do ud… Może zaszaleję i znów włożę wianek?

ani.jpg

Prezenty

Kwestia równie problematyczna jak wszystkie inne związane ze ślubem. Drodzy goście naprawdę niczego nie potrzebujemy: z gospodarstwa domowego wszystko mamy. Dzieci póki co nie planujemy. Kwiatów nie przyjmiemy bo koty nam pozdychają. Jeśli macie ochotę uczcić z nami ten dzień z otwartymi ramionami przyjmiemy butelkę dobrego wina lub ciekawą książkę. Naprawdę nie głodujemy, nie licytujemy, nie liczymy czy nam się zwróci robimy taką uroczystość na jaką nas stać i taką w jakiej będziemy czuć się swobodnie, proszę doceńcie to. A i serio nie liczymy na żadne prezenty, liczy się sakrament, a po uroczystości idziemy na piwo dosłownie z garstką przyjaciół… Żadnego siedzenia, smęcenia z rodziną przy stole, nudy, nudy, nudy…

 61ad67aca038557d2432378ded7543e9.jpg

Przygotowując się  do własnego ślubu nie unikniesz nieporozumień z partnerem. Nie ominie cię fala hejtu ze strony rodziny. Nic nie poradzisz na dąsy koleżanek i niezadowolenie kolegów. Przed uroczystością, po niej (a może nawet w trakcie) staniesz się tematem numer jeden wszelkich rozmów. Nie ma znaczenia czy wydasz fortunę i spłukasz się doszczętnie, czy zrobisz przyjęcie, czy też nie i tak na pewno coś pójdzie nie po twojej myśli. Nie masz wpływu na frekwencję gości, pogodę i ich humory. Tak naprawdę jedyne na co masz wpływ to twoje własne życie. Jeśli w gorączkowej pogoni za własnym szczęściem zatracisz samą siebie, zwolnij i zatrzymaj się na chwilę. Każdej kryzysowej narzeczonej życzę spokoju, braku stresu i szczęścia na nowej drodze życia z Ukochanym. Nie przejmujcie się tym co powiedzą, bo gadają i gadać będą. Nie przejmujcie się małym biustem, za dużymi biodrami i kiepską cerą, bo i tak nikt tego nie zauważy. Cieszcie się chwilą i egoistycznie celebrujcie ten dzień na własny sposób. Lepsza kryzysowa narzeczona w garści, niż uciekająca panna młoda, gnąca tuż przed siebie w zielonym Bugatti…

**********************

„Bardzo niebezpiecznie jest spotkać kobietę,

która nas całkowicie rozumie. Kończy się to zawsze małżeństwem”.

Oscar Wilde

 

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.
 

  • Ja nie mogę wyjść z podziwu jak zajebiście i oryginalnie wyglądałaś <3

  • Hahaha, ze wszystkim się zgadzam! 😀 Też wzięłam najpierw cywilny, a teraz jestem w trakcie przygotowań do kościelnego i czuję, że hejtu ze strony wszystkich nie ominę, ale to przecież nasz dzień, a nie naszych znajomych czy rodziny 😉

    • Dokładnie „nasz” a każdy „inny” chce swoje 3 grosze dodać …

  • My organizaowaliśmy wszystko sami. Zero stresu, problemów i wszystko wspominamy z usmiechem na twarzy. 🙂

  • Ja bardzo miło wspominam przygotowania i wszystko było dokładnie takie jakie miało być 🙂 No poza kamerzystą, delikatnie mówiąc :/

  • Ja też nie marzyłam nigdy o białej sukni etc., ale organizacja wesela sprawiła mi mnóstwo przyjemności! Może z racji tego, że po prostu lubię organizować imprezy, a w przypadku swojej mogłam popłynąć na maksa 🙂

    • Nie wątpię, że jest miło jak się tego chce, ma możliwości i chęci. Tez lubię organizować imprezy, ale akurat własny ślub mi nie sprawił frajdy 😉

  • Na szczęście wzięłam ślub taki jaki chciałam i to w bordowej sukience i bez wesele, w poważaniu miałam zdanie innych.

  • Piękne wspomnienia 😉 Myślę, że fajnie jak przed ślubem dzieje się tyle ciekawego. Im więcej problemów tym potem więcej wspomnień przecież 🙂 Z naszym ślubem też nie było idealnie, ale najczęściej wspominamy te wydarzenia, przez które wtedy wychodziliśmy z siebie: spontaniczna popijawa w dzień poprzedzający uroczystość (o mało co nie skończyła się rozwodem przed ślubem) czy to, że świadek żony w ten sam wieczór stanął w obronie swojej koleżanki i przyjął z godnością cios ławki na twarz 🙂 Ślub, tylko cywilny, mieliśmy 6 XII, wesele na 24 osoby, w… pizzerii przeorganizowanej na nasze potrzeby, panna młoda miała suknię bordową z tafty, a większość gości stanowili nasi przyjaciele 🙂 Generalnie rewelka 🙂

    • I bardzo pięknie. Należy robić to na co ma się ochotę… Dziś oznajmiłam teściowej, że my po kościelnym żadnego rodzinnego obiadu nie chcemy i żeby się nie gniewała, ale idziemy an piwo ze znajomymi. 😉

  • Przygotowania do ślubu były dla mnie koszmarem, ale dlatego, ze miałam mało czasu, ze względu na emigracje. A te emocje, które panują wśród narzeczonych są straszne:p taka „sraczka przedmałżeńska” 😀 Po wszystkim stwierdzam, ze ten cały stres nie był potrzebny.

  • Niestety, tak jak napisałaś, nie da się zadowolić wszystkich. A najgorzej jest, kiedy zaczynasz próbować! Dlatego należy robić wszystko tak, jak sobie wymarzyłaś. Ja miałam to szczęście, że mój mąż zostawił mi wolną rękę w sprawie przygotowań i naprawdę zrobiłam jak chciałam. Jedyną osobą, której rad słuchałam, była moja mama. A w kwestiach problematycznych pytałam bardziej obeznanych z tematem koleżanek I tyle 🙂 Nie ma się co stresować – najważniejsi są Państwo Młodzi. To ich dzień i trzeba go celebrować, bez względu na to, czy podoba nam się suknia ślubna albo menu weselne (jeśli przewidujemy wesele). Pozdrawiam 🙂

    • Faceci zazwyczaj chętnie oddają głos w tych sprawach kobiet i bardzo dobrze, o ile nie są to ich mamuski 🙂

  • Jak przypomnę sobie swoje przygotowania do ślubu kilkanaście lat temu, to mnie ciary przechodzą. Ale postawiliśmy na swoim – kościelnego nie było (o to był największy jazgot), białej bezy nie było, wypasionego weseliska też nie było. Skromnie i dla najbliższej rodziny bez zapraszania krewnych typu dziesiąta woda po kisielu. Podpadłam wielu osobom – i szczerze miałam to gdzieś. Bo to mój ślub, a nie reszty świata.

    • I bardzo dobrze, u nas na szczęście tez było po naszemu, skromnie, elegancko i krótko na temat 🙂

  • Bardzo podoba mi się Twoje podejście do ślubu. Sama nie znoszę wesel i nie chcę żadnej kościelnej jazdy. Szczerze mówiąc, nie widzę sensu przeznaczania równowartości małego samochodu na taką uroczystość. Jak nam stuknie 25 albo 30 lat razem to wtedy będzie co oblewać i będę w stanie z czystym sumieniem upić całą, pełnoletnią rodzinę do nieprzytomności 🙂

    • Myślę, że taki staż to faktycznie wielka okazja do biby 🙂 Też będę ostro świętować jak dotrwam ..:)

  • Ale bieda! Rzeczywiście wygląda na to, że przygotowania przedślubne to koszmar… Współczuję Ci strasznie! I tych tłumaczeń przy każdych zaproszeniach… To chyba najgorsza część?… Podziwiam, że dajesz radę i się trzymasz!:)

    • Na szczęście kościelny to będzie tylko msza, a potem piwo z garstką przyjaciół i tyle 😉

  • Uleczka <3 zdecydowanie masz rację. Pamiętam jakie jazdy Terenia robiła, ale ludzi nie zmienisz.Na szczęście było po waszemu, jak sobie zamarzyłaś :*

  • Kobietapo30

    Hm…Kwestia podejścia. U nas chyba jednak źle nie było…choć tradycyjnie strasznie. Jakoś się wszystko ułożyło i było całkiem fajnie – choć mówi się, że na własnym weselu nikt się dobrze nie bawi 😉

    • O nie znałam takiego stwierdzenia 😉 Myślę, że najważniejsze robić tak jak się czuje, pragnie – a nie jak inni chcieliby to widzieć 🙂