Kobieta asertywna

Kim jest kobieta asertywna ? Kobieta, która dokładnie wie czego chce. Kobieta, która niczego i nikogo się nie boi. Kobieta, która bezwstydnie spełnia swoje pragnienia. Kobieta asertywna, to taka która nie boi się powiedzieć „nie”. Kobieta, która jest pewna swoich wyborów. Jest, wie dlaczego jest tak, a nie inaczej. Nie martwi się opinią innych. Ufa sobie.

Oblicza asertywności

Obecnie wiele osób błędnie szufladkuje kobiety asertywne do grona feministek. Czy każda kobieta asertywna musi od razu być feministką? Oczywiście, że nie. To, że otwarcie bronisz swojego zdania, to, że potrafisz jasno i stanowczo wyznaczyć swoje granice, nie czyni cię jeszcze feministką. W końcu fakt, że jesteś asertywna i potrafisz powiedzieć „nie” nawet w patowych chwilach nie powoduje, że trzeba cię od razu wrzucać do wora razem z walecznymi i wojującymi feministkami.

Zimna suka

Skoro potrafisz być kobietą asertywną, pewnie często zdarza ci się usłyszeć, że jesteś nieczuła. Chłodna, zimna suka, która myśli tylko o sobie. Dlaczego ludzie w ten sposób nadal postrzegają kobietę, która ma śmiałość decydować samodzielnie? Czy dbanie o własny komfort, tyłek i spokój jest jednoznaczny z egoizmem? Nawet jeśli jako kobieta asertywna, musisz czasem być egoistką, nadal nie widzę powodu, dla którego miałabyś być obrażana i określana niewybrednymi epitetami. Asertywność niektórych boli, mocniej niż myślenie, ale z tym już nic nie zrobisz, niestety.

Zdziwaczała idiotka

A co jeśli posuniesz się o krok dalej i nie będziesz podążała drogą, którą zmierzają wszyscy? Być może bojkotujesz święta, stosujesz wysublimowaną dietę, lub robisz coś, co w oczach innych uchodzi za ekscentryczne. Czy tylko dlatego, że jesteś inna – jakaś, masz być odbierana jako zdziwaczała idiotka? Czy bycie asertywną, kiedy nie masz między nogami kutasa, nadal musi szokować? Dlaczego mówienie wprost, tego co się myśli – nadal jest odbierane jako niestosowne dla kobiety? Ponad sto lat feminizmu i emancypacji o najwidoczniej nadal za mało, aby uznać że świadoma kobieta, która wie czego chce, która nie godzi się na zachowywanie wedle czyjegoś klucza, nadal uchodzi za niekulturalną, złą, wredną i nieokrzesaną.

NIE przeciwko hipokryzji

Jeśli jesteś kobietą asertywną, na pewno niejednokrotnie spotkałaś się z sytuacjami, w których gorzko żałowałaś swoich wyborów. O czym mówię? Te wszystkie imieniny ciotek, na których nie przyodziałaś odpowiedniego ubrania (czytaj czegoś skromnego i w stonowanych kolorach – jednym słowem tego, czego we własnej garderobie nie uznajesz). Albo ten moment, kiedy musiałaś grzecznie (dla dobra innych), za to w sposób dosadny odmówić pomocy przy dziecku, wyborze mieszkania, czy zdecydowaniu o kierunku studiów. Te wszystkie chwile kiedy odważyłaś się skrytykować szownistyczne dowcipy lub zjechałaś od góry do dołu „pomysł”, który mówiąc delikatnie godził w twoją wrażliwość. Albo, kiedy po latach przestałaś tłumaczyć się ze swoich wyborów – po prostu.  A te momenty, kiedy nie zrobiłaś czegoś mimo nacisków otoczenia? Te wszystkie lamenty, komentarze na temat własnej indywidualności? Trochę się tego uzbierało, jak u każdej asertywnej osoby.

Kobieta asertywna – to ja

Trudna, wyboista droga, z wieloma ślepymi uliczkami, albo takimi ścieżkami, na których raptem wszystko się kończy. Nie powiem, żeby moja droga do asertywności,  a tym samym samodzielności była łatwa. Na każdym etapie życia, w każdej większej grupie musiałam od nowa i nieustannie przedzierać się przez masę konformistów, którzy widzieli mnie po swojej stronie. W podstawówce zaliczyłam szkołę życia, takie preludium do dojrzałej i kobiecej asertywności, kiedy to koleżaneczki z klasy (te które na co dzień nie zauważały) chciały wykorzystać do odpisywania lekcji, lub ściągania na klasówkach. Albo najzwyczajniej w świecie zrobić ze mnie dziewczynkę na ich posyłki. Lekko nie było, ale myśl że jednak postępuje zgodnie z własnymi przekonaniami mnie umacniała, że postępuję słusznie.

Trudne przeżycia wzmacniają

Takich momentów, które hartowały moją asertywność, było naprawdę wiele. Czasem mam wrażenie, że niektóre rzeczy które mnie wyróżniały na tle innych, nie do końca były moją decyzją. Kwestia mody i ubierania (rzeczy szalenie ważnej na poziomie edukacji, szczególnie dla nastolatek) w dużej mierze wynikała z biedy, a nie mojego manifestu indywidualności. Później tłumaczenie się na każdym kroku z tego, że dziewczyna trenuje judo – przecież to takie męskie. Na macie musiałam nieustannie walczyć o pozycję i traktowanie na równi. Tutaj na szczęście sprawa wyjaśniała się po pierwszym sparingu (kiedy „męski mężczyzna” dostał manto od dziewczyny) lub po treningu, kiedy inni faceci wymiękali, a ja nadal dawałam radę… Asertywna postawa wobec wyborów życiowych to coś, za co szczególne dziękuję mojej mamie. To ona latami utwierdzała mnie w przekonaniu, że sama najlepiej wiem czego potrzebuję i co będzie dla mnie najlepsze. Ta bezgraniczna akceptacja dziecka: z jego wszystkimi wadami i zaletami, to coś najlepszego co może dać dziecku tylko matka.

Asertywna, czyli jaka?

Kobieta asertywna. Kobieta, która dokładnie wie czego chce. Kobieta, która niczego i nikogo się nie boi. Kobieta, która bezwstydnie spełnia swoje pragnienia. Kobieta asertywna, to tak która nie boi się powiedzieć „nie”. Kobieta, która jest pewna swoich wyborów. Jest, wie dlaczego jest tak, a nie inaczej. Nie martwi się opinią innych. Ufa sobie. To również kobieta silna zewnątrz, ale krucha w środku. Kobieta asertywna to walka dwóch żywiołów. To miłość i nienawiść w jednym ciele. To spokój i wybuchowość w jednej głowie. To radość i niepokój jednej duszy. Kobieta asertywna, to ja – głodna życia, pewna siebie, pragnąca zawsze jednego: móc pozostać sobą mimo wszystko.

Są tylko dwie rzeczy bez granic: kobiecość oraz sposoby jej nadużywania.

Waldemar Łysiak, autor

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.
 

  • Och Wychowanie

    Z tą asertywnością to jednak warto trochę uważać, bo bardzo blisko od asertywności do agresywności. No, ale może jestem przewrażliwiona …

  • Dałaś czadu, kochana! Jestem pod wrażeniem. To mocny i dający do myślenia tekst. Ja asertywności nadal się uczę, nadal ciężko jest mi w niektórych sytuacjach być tą, która bezwstydnie dąży do swojego celu. Ale kiedyś usłyszałam o sobie opinię „zimna suka” xD W sumie to było od faceta, którego olałam, więc może dlatego tak powiedział? Nieczuła, zimna – takie ładne epitety, ale mi dają do zrozumienia, że ktoś potrafi walczyć o swoje, nikogo się nie boi itd. Dla mnie poniekąd blog jest taką szkołą życia. Wiele razy zastanawiam się, czy kliknąć „opublikuj”, jednak biorę to na klatę. Wiem, że tego potrzebuję, wiem że chcę to robić i niech się inni śmieją, uważają mnie za dziwaka i ekscentryczkę. Nie mam zamiaru wyrzekać się swojej osobowości, bo to się innym nie podoba. Przepiękna fotka w nagłówku <3

    • Masz racje blogowanie to jedna, wielka szkoła życia i asertywności. Ach facet, którego amory odrzuciłaś miał prawo poczuć się urażony, ale epitety go nie usprawiedliwiają.Niektórzy mają klasę, a inni nie ;D Dziękuję za komplement na temat zdjęcia. Trochę się obawiałam hejtu, ale jakoś bokiem przeszło, więc nie jest tak źle. Przepraszam za obsuwę w dyskusji – dzieci mnie absorbują :*

  • Jaka w tym tekście jest moc! Będę do niego wracać w ramach treningu asertywności. Women power i do przodu!!! 😀

    • Ciesze się, że jest nas więcej 🙂 Pierś do przodu i jedziemy <3

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Niesamowity tekst – zresztą, tylko na takie tu u Ciebie trafiam 🙂 Ja w czasach nastoletnich miałam bardzo duże problemy z asertywnością – nie potrafiłam odmówić, stanowczo wyrazić swojego zdania czy protestu, często „podkładałam się”, żeby nie zrobić komuś przykrości albo żeby ktoś nie przestał mnie lubić czy akceptować. To wszystko wynikało pewnie z kompleksów, których miałam wtedy co niemiara – i z których na szczęście jestem już wyleczona. W późniejszym okresie mojego życia wielkiej asertywności nauczyła mnie…moja niepłodność – bo to dzięki niej nauczyłam się nie pozwalać na to, żeby ktokolwiek nieproszony ładował się z buciorami w moje sprawy. Jedynie na gruncie zawodowym trochę mi tej asertywności nadal brakuje – ale zamierzam pracować nad tym po urlopie wychowawczym 😉

    • Dziękuje Kochana, z twoich ust to prawdziwy komplement. Twoja historia jest niesamowita. To, że trudne doświadczenia nas umacniają i znajdujemy w sobie siłę o której wcześniej nie było mowy, jest fantastyczne. Bardzo się cieszę, że z każdym dniem jesteś silniejsza i bardziej świadoma siebie. A to, że potrafisz wprost mówić, o tabu jakim nadal na naszym polskim podwórku jest bezpłodność, powoduje, że mam ochotę cię po prostu wyściskać. Ekstra, mam nadzieję do zobaczenia na Blog Parenting w marcu ?<3

      • naszebabelkowo.blogspot.com

        Yes, Dear ! 🙂 Będę na Blog Parenting, więc na pewno gdzieś Cię tam wyłowię z tłumu 🙂

  • Mocny tekst i fotka 🙂 Asertywność pozwala przetrwać w dzisiejszym świecie, ja nie wyobrazam sobie juz funkcjonowac bez niech, choc potrzebowalam czasu, zeby sie jej nauczyc

    • Mam wrażenie, że każda z nas potrzebuje na to czasu, a właściwie z każdym dniem uczymy się być jeszcze bardziej asertywne i silne 🙂

  • Świetny tekst! Niektórzy nadal uważają, że każda kobieta ma przeżyć konkretny scenariusz: szkoła, studia, ślub, dzieci, wnuki, w międzyczasie jedna praca na etacie. No cóż, czasy się zmieniają i kobiety coraz bardziej wiedzą czego chcą i do tego dążą. Na szczęście coraz mniej osób widzi to jako ekstrawagancję 🙂 Pozdrawiam!

    • Dziękuję. Całe szczęście jest nas coraz więcej. Może i buntowniczki, może czasem nie do końca podoba się co mówimy, ale żyje nam się lepiej 🙂

  • Tak dla asertywności, nie dla chamstwa. Niestety często ludzie mówią, że sa asertywni, są szczerzy, a w tym wszystkim są chamscy i niekulturalni. Popieram asertywność, każdy z nas ma prawo do swojego życia, do mówienia nie, do skupienia się na sobie, wyrażania swoich emocji. Tylko zawsze można to wszystko powiedzieć w dobrym tonie. 🙂

    • No jasne, że to co mówisz to podstawa podstaw. Kultura zawsze powinna iść w parze nie tylko z byciem asertywnym, ale byciem człowiekiem w ogóle 🙂 Wiesz, nie do końca się zgodzę (niestety) z tym, że zawsze się da – każdemu w dobrym tonie wytłumaczyć swoje stanowisko. Przyjmuję zasadę, że 3 razy próbuję grzecznie, kulturalnie a czwartym razem albo się odcinam, albo walę mięchem, jeśli takowy akcent jest niezbędny 🙂

  • Asertywność… Zaczęłam się jej uczyć tak na dobre parę lat temu i początkowo strasznie opornie mi to szło. Najtrudniej zrobić ten pierwszy krok i jeszcze kilka następnych, a nie ma co ukrywać, że otoczenie temu nie sprzyja. Bo przecież wszytscy przyzwyczaili się, że byłaś przecież taką miłą i ugodową dziewczyną, a tu nagle zonk: zaczynasz mówić „nie” i dbać o własny tyłek. Potem robi się łatwiej, bo zauważasz, że gdy stanowczo wyznaczasz granice i nie płyniesz z prądem, nabierasz szacunku dla siebie, uczysz się siebie na nowo i odkrywasz w sobie rejony, o istnieniu których do tej porej nie miałaś pojęcia. Uświadamiasz sobie, że masz więcej siły niż do tej pory przypuszczałaś. Świetny tekst Anka!

    • Monia, można powiedzieć że twoja historia to również moja historia, a pewnie większości z nas. Znam to doskonale, kiedy osoba pomocna, miła i uprzejma raptem mówi dość. Jak się wszyscy dziwią, jak się buntują i krytykują przeciwko twojej asertywności. Okrutna prawda jest taka, że ludzie uwielbiają wchodzić nam na głowę. Jeśli jasno nie wyznaczy się granicy to bieda. Wolę być odbierana jako dziwaczka, niż ciągle na nowo przeżywać te same dramaty 😀

  • Ja jestem pod wrażeniem Twojej asertywności i takiej dumy bijącej z twarzy. Rewelacja! 🙂

    • Ula <3 dziękuję – powiem szczerze, trochę mi to zajęło, ale cieszę się, że wypracowałam w sobie sobie asertywność 🙂

  • Pingback: Torby z nadrukiem – ePolak – polish community()

  • Ten trening asertywności trzeba zacząć naprawdę wcześnie, żeby później potrafić iść swoją drogą. Ty Aniu idziesz 🙂 życzę Ci jak najmniej kłód pod nogami 🙂 <3

  • W ogóle nie jestem asertywna. Winę tu ponosi moja wysoko rozwinięta empatia i stawianie potrzeb innych ponad swoje. A czasami nie jestem asertywna dla tak zwanego świętego spokoju. 🙂 Zamiast asertywności często stosuję dyplomację, wtedy jest wilk syty i owca cała. 🙂

  • Jestem tylko w połowie asertywna – lepiej mi to wychodzi wobec ludzi obcych, gorzej wobec rodziny. Zdecydowanie nie potrafię odmówić mamie. Nawet, gdy akurat nie mam czasu, robię coś ważnego, a ona dzwoni z prośbą o pomoc i nie zapyta, czy mam teraz chwilę. Bo jak to mówią? Rodzinie się nie odmawia. Czy coś w ten deseń. W sumie nie winię jej za to, bo została wychowana w takim przeświadczeniu. Za to wśród obcych (zależy od danej osoby) nie dam sobie w kaszę dmuchać 🙂 Bardzo dobry wpis, odważny i asertywny!

  • Pingback: Zabij grubasa w sobie()