Jeszcze się tak nie urodził, który by wszystkim dogodził

//Jeszcze się tak nie urodził, który by wszystkim dogodził

Dzisiejszy tekst jest wynikiem moich obserwacji. Wczoraj Pewnego razu na wakacjach, podczas treningu na powietrzu pewien niekulturalny Pan Menel wyraził nieproszony i niepytany swoje zdanie na mój temat. Cytuje: „po co tyle jadła? To tera ćwiczy”. Nie ma to jak trafne określenie naszego portretu psychologicznego przez pijaną mendę, która w moim życiu znaczy tyle co kupa spuszczona w sedesie… I w sumie poczułam się z jednej strony wkurzona (bo nienawidzę chamstwa w każdym wydaniu), a z drugiej strony rozbawiło mnie to i zainspirowało do tego by opowiedzieć wam o tym, jak inni potrafią wbić nas w ziemię.

1384222649wewnetrzne-rozdarcie.jpg

Po pierwsze twój rozmiar nie ma znaczenia

Nie ma różnicy czy jesteś gruby, chudy, wysoki, niski, masz krzywe żeby, mały biust lub cellulit i rozstępy. I tak zawsze znajdzie się ktoś z naszego otoczenia (o zgrozo najczęściej właśnie z rodziny bądź grona znajomych), kto wytknie ci twoje niedoskonałości, nawet jeśli nie masz kompleksów wkrótce i takich będziesz je mieć. Przykład z życia wzięty. Jako nastolatka nie znosiłam swojego brzucha (brzuszka, oponki, tłuszczyku). I kiedyś w gronie koleżanek gadałyśmy o tym, co która w swoim ciele nie lubi. Przyszła moja kolej i mówię, że nie lubię brzucha jak u Misia Puchatka, na co moje psiapsiółki gorąco mnie zapewniły, że mój brzuch wcale nie jest taki zły, ale na moim miejscu zaczęły by się przejmować moimi męskimi, szerokimi barkami. Dodam tylko, że nigdy wcześniej nie postrzegałam siebie jako męskiej. Po tej świetnej nowinie przestałam nosić koszulki na ramiączkach, w upały nie odkrywałam swojego umięśnionego bicepsa i ogólnie żyłam w przeświadczeniu jaka to ja męska jestem. I wiecie co mnie uratowało? Paradoks kumpel gej powiedział mi, że nie zna bardziej kobiecej, zmysłowej i delikatnej kobiety niż ja. I raptem bach, zasłona dymna się rozmyła. Zaczęłam być sobą: nosić sukienki, szpilki, malować paznokcie i od tamtej pory moje umięśnione ciało nigdy mi nie przeszkadzało. Wręcz odwrotnie obecnie tęsknie za nim…

Po drugie twoja pasja jest śmieszna

Kolejna sytuacja z życia innej bliskiej mi osoby. Przez długi okres czasu oszczędzasz sobie na wymarzony aparat fotograficzny. Uzbierałeś trochę kasy, drugie tyle co brakuje dorzucił ci tata. Idziecie razem, kupujecie sprzęt. Ostro się jarasz. W końcu twoje marzenia się spełnią – będziesz robił zdjęcia. Oczami wyobraźni widzisz te plenery, zachody słońca, budzącą się przyrodę i portrety. Tak zdecydowanie lubisz robić i będziesz robił portrety innym. Cały twój entuzjazm pękł niczym bańka mydlana, bo twoja mama na dzień dobry ostudziła twój zapał twierdząc, że to idiotyczny pomysł, strata czasu i pieniędzy. Czujesz się jak bezwartościowe gówno. Ciężko ci się cieszyć nowym nabytkiem, mimo że przez kilka ostatnich miesięcy tak wyczekiwałeś tej chwili… Brzmi znajomo? Nikt w końcu nie zniszczy nam tak psychiki jak własna rodzina.

Po trzecie twój pomysł na życie to strata czasu

Ilekroć wspominałam o tym jakie kierunki studiów skończyłam(Politologia i Historia) tyle samo razy słyszałam przykre docinki lub byłam świadkiem pobłażliwych uśmieszków w stylu: co ty dziewczyno masz w głowie i tak będziesz bezrobotna. Na nic zdały się moje tłumaczenia, że studiowałam to co lubię, zgodnie z własnymi odczuciami. Trener wysyłał mnie na AWF jakby każdy kto trenuje musiał od razu uczyć WF-u w szkole lub być jakimś instruktorem… Rodzice byłego faceta widzieli mnie w polityce (bo taka charyzmatyczna niby). Ja od małego żałowałam, że nie poszłam w swoje artystyczne zamiłowania. Nie miałam tyle odwagi, żeby zając się aktorstwem lub malowaniem. Jedyna osoba, która zawsze wspierała moje wybory i mi ufała to była moja Mama. I to właśnie dzięki jej wsparciu przetrwałam te wszystkie jadowite i drwiące komentarze. Apogeum obelg osiągnęłam, kiedy odważyłam się przyznać, że marzy mi się doktorat z  kulturoznawstwa i że chce badać „szafiarki”. No cóż, tym razem Ukochany stanął na wysokości zadania i z całych sił mnie wpierał. Spróbowałam swoich sił, dostałam się na ten kierunek i póki co ze względu na macierzyństwo zawiesiłam ten projekt z nadzieją na realizację w innym terminie.

Po czwarte twój styl jest pretensjonalny

A może było tak, że przez długi czas eksperymentowałaś z garderobą, makijażem i fryzurą. Próbowałaś wszystkiego: stylu hipie, lat osiemdziesiątych, gotyku, neonów, a nawet pasteli, żeby dojść do winsoku, że od teraz będziesz nosić się tylko i wyłącznie na czarno. Najbliżsi mają ciebie dość i twojego wiecznie pogrzebowego stylu, pacany z pracy przypięli ci metkę „Księżniczki ciemności”, a ty po prostu czujesz, że taki masz styl. Dla ciebie czarny to nie kolor twojej duszy – jak żartują (a może nawet myślą inni), tylko klasyka gatunku. W czerni czujesz się profesjonalna, elegancka i jesteś sobą. Tak wiem, ignorantom modowym i psedoestetom nie ma sensu tego tłumaczyć i tak nie zrozumieją. Co się nasłuchasz i wycierpisz to twoje…

Po piąte twoje odżywianie to fanaberia

Na okresowych badaniach do pracy wyszła ci kiepska morfologia. Postanowiłaś się bliżej przyjrzeć swojemu odżywianiu. I co? Są grzeszki, fast foody, mąka, słodycze, dużoooo soli. postanawiasz dla lepszego samopoczucia, zdrowia i wyglądu coś zmienić w swojej kuchni. Robisz zieloną rewolucję na swoim talerzu. Stawiasz na warzywka, za mięsko grzecznie dziękujesz. I okazuje się że, ta dieta to strzał w dziesiątkę. Czujesz się rewelacyjnie, odzyskałaś dawną energię i poprawiły ci się wyniki. Ale zostajesz zaproszona na grilla do znajomych. I wszystko co dotychczas budowałaś legło w  gruzach. Ostra krytyka, wyśmiewanie warzywnych szaszłyków i twoich przepisów z soczewicy… Znów czujesz się jak mała dziewczynka odpytywana w szkole pod tablicą. Na rodzinnym obiedzie w niedzielę nie jest zbyt lepiej. Na nic tłumaczenia, że tym razem gołąbków nie zjesz, ewentualnie kapustę z nich. Mama śmiertelnie się obraża, tata grozi anemią, a bracia mają z ciebie niezły ubaw…

Rób swoje i nie oglądaj się na innych

Naprawdę jaki wspaniały byś nie był, jak bardzo byś się starała i tak wszystkim nie dogodzisz. Przede wszystkim uświadom sobie, że zadowalania innych to studia bez dnia, syzyfowe prace błędne koło. Odważ się być sobą tu i teraz. Jeśli lubisz swoje piegi, nie maskuj ich. Jeśli uważasz, ze masz za mały biust – noś push upy. Jeśli lubisz jeść świństwa – jedz je to jest tylko i wyłącznie twoja sprawa. Jeśli masz słabość do różu to go noś bez względu na metrykę. Jeśli marzy ci kurs sztuk walki, a ktoś powiedział, że po trzydziestce nie ma sensu tego zaczynać, rzuć mu najgroźniejsze ze swoich zabójczych spojrzeń i zrób to o czym marzyłeś od dawna! Pamiętaj nie tłumacz nikomu tego jaki jesteś,nie musisz.

Twoje wybory są tylko twoje. Twój styl bycia, sposób życia, odżywiania, wygląd i zawód jaki wykonujesz to coś co ma uszczęśliwiać ciebie. Zawsze możesz w sobie coś zmienić, ale tylko jeśli naprawdę tego potrzebujesz. Zawsze możesz obrać inną drogę i nie musisz naprawdę ciągle za to przepraszać, że komuś to nie w smak, że tym razem robisz coś inaczej. Prawda jest taka, że jeszcze się taki nie urodzi, który by wszystkim dogodził. Od wczoraj moje nowe motto brzmi: przypadkowy hejt – dodaje mi skrzydeł. Daje mi kopa do działania i utwierdza jeszcze mocniej, że to co robię, robię dla siebie i to mój największy cel – żyć w zgodzie z samym sobą.

*****

„Ci, co najbardziej zasługują na pochwały, najlepiej znoszą krytykę.”

– Alexander Pope

By | 2016-11-23T20:54:05+00:00 Listopad 11th, 2015|Categories: LIFESTYLE|Tags: , , , , , |26 komentarzy

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.  
  • Ale wiesz co jest w tym najgorsze? Że nieraz wystarczy jedno jedyne zdanie, wręcz tylko słowo, czasami osoby dla nas ważnej, czasami kogoś kto nic dla nas nie znaczy, jedno zdanie lub słowo i przestajemy wierzyć, że to co robimy ma sens. I nawet jeśli wiemy, że ta osoba nie ma racji, to wątpliwości zostały zasiane. I pryska cała radość z celu który obralismy i przestajemy wierzyć w swoje wybory. Znam to, bo kiedyś przez to przechodziłam. A i teraz zdarza mi się jeszcze przejąć cudzą opinią. Ale już wiem, że mam prawo żyć tak jak chcę, niezależnie od tego co inni o tym myślą. A jak mnie najdą wątpliwości, to wrócę do Twojego wpisu. 🙂

    • Ja też BAsia sie przyjmuje- mimo ze wiem ze nie powinnam..:/
      Ale Ania ma 100%! Nie mozna dać się zwariować!:)

      ps.Fajnie że disqus juz masz 🙂

    • Ja też ta mam. Trochę pomaga świadomość, że hejterzy żyją i są doładowywani tą energią, którą nam zabierają. Więc … nie należy karmić trolli 🙂 tylko z uśmiechem ruszać w przyszłość 😉

      • Tak trolle to faktycznie – potrafią wyssać z nas ostatni okruszek pozytywnej energii.

    • Wiem Basiu, ale na szczęście tak się dzieje, tylko w momentach kryzysowych, gdy jest nam ciężko i nasze poczucie wartości jest zachwiane przez zakręty życia – przejściowe i mija 🙂

  • AMEN! Podpisuje się pod hasłem przeodnim w 100%!
    Nie da sie ludziom dogodzić, najblizsi potrafia nam dosrac i podciąć skrzydła, znajomi również wiedza jak wbić szpile..i jak tu nie zwariować? Miec WYJEBANE! 😀

  • Amen!!!

  • Dobry tekst. Dużo w nim znalazłem własnych doświadczeń. Przypomniała mi się w związku z tym taka historyjka. Poznałem kiedyś człowiek, który jak jeden z pierwszych uprawiał w Polsce Nordic Walking. Chodził z kijami po Warszawie i cierpliwie znosił wszystkie kąśliwe i zapewne też chamskie uwagi na swój temat. Miał jednak na tyle dużo dystansu wobec siebie i na tyle duże przeświadczenie o wartości tego co robi, że jedyne co zrobił, to zamówił sobie t-shirt z dużymi napisami. Z przodu „Nie zgubiłem nart”. Z tyłu „Uprawiam Nordic Walking”. Jak wiemy dziś ten rodzaj aktywności fizycznej w mało kim wzbudza jakiekolwiek emocje. Dla mnie zachowanie tego człowieka jest doskonałym przykładem na to, że można robić swoje, coś co się kocha i mieć dystans wobec reakcji innych ludzi. Pozdrawiam!

    • Artur dziękuję, że podzieliłeś się tym wspomnieniem super! To ja powiem ci coś o sobie – trenując 13 lat judo byłam najgorszą z 200 dzieci z naboru… a że się uparłam i godzinami po treningach w parku ćwiczyłam znienawidzony jumping to doczekałam się dwóch tytułów Mistrzyni polski. Można? 🙂

  • Dobrze się czytało. Wiesz, dopiero co przeczytałam hejta na youtube na temat mojego dawnego filmu. Dzięki Tobie się uspokoiłam. Co prawda film wyrzuciłam, bo już nie tworzę wpisów o tej tematyce, ale komentarz brzmiał: „Ta pani nie ma ani słuchu ani głosu”. Najpierw się przejęłam i chciałam coś odpisać, ale powstrzymałam się. To ja wiem, co potrafię i na ile mnie stać. Niektórzy ludzie nie mają wyczucia. Komentarz, którym zaskoczył Cię menel bardzo często się powtarza i to nie tylko z ust zapijaczonych ludzi. Szkoda, że się nie zastanawiają. Przecież ktoś może być chory np. na cukrzycę i od tego tyje… Ehh, szkoda gadać. Twoja nowa zasada bardzo mi się podoba 🙂 Będę się do niej stosować!

    • Wiesz pamiętaj o tym, że na blogu/vlogu jesteś u siebie i jak ktoś cię hejtuje nie wdawaj się z nim w dyskusję tylko pokaż mu drzwi – zawsze bez wyjątków 🙂 Ja podchodzę do tego wszystkiego z dystansem, ćwiczyłam sobie po porodzie, niestety choruję na niedoczynność tarczycy, ale i tak jestem sprawna bardziej niż 90% społeczeństwa, mimo że do modelki mi daleko 🙂 Grunt to robić swoje 🙂

  • Zgadzam się jak zwykle. Zawsze znajdzie ktoś, kto potępi, skrytykuje, obśmieje. Jeśli będziesz długonogą laską, za którą oglądają się wszyscy faceci, która skończyła 3 kierunki, a teraz jest kardiochirurgiem ratującym serca małych, bezdomnych sierot, to zaraz powiedzą, że masz krzywy nos, robisz to dla kasy i pod publikę, a tak naprawdę na gównie się znasz. Ostatnio próbuję wejść w etap zmiany swojego życia i wywrócenia go nieco..może nie o 180, ale przynajmniej o 90 stopni. I zacznie mi przyświecać Twoja dewiza: „Zawsze możesz obrać inną
    drogę i nie musisz naprawdę ciągle za to przepraszać, że komuś to nie w
    smak, że tym razem robisz coś inaczej” 😉

    • Młoda żonko, muszę w twoje rejony zawitać i wspólnie napić się kawy, bo zgadzamy się prawie zawsze w ważnych sprawach. 🙂 Jak samopoczucie po lekturze Chirurgów? 🙂

      • Zdecydowanie tak! Wiele tematów poruszanych w książce zscynchronizowało mi się wraz z serialem „The Knick” i tym, czego uczę się na studiach (np. początki anastezjologii i podtlenek azotu), a więc byłam bardzo zaaferowana. Dla mnie książka jest świetna, aczkolwiek przekonała mnie, że dawniej chirurgów łatwiej byłoby nazwać rzeźnikami niż lekarzami 😉

        • Zdecydowanie przeświadczenie o tym jak było kiedyś, np. jak kobiety rodziły na żywca nie mam pojęcia …

  • 🙂 wiesz całkiem inaczej czytam Twoje posty teraz jak poznałam Cię w offline 🙂 Buziole śliczna – przecież Ty masz na to wywalone 🙂 :*

  • Rany jak ja to dobrze znam 🙁 Mi koleżanki zawsze wytykały moją bardzo szczupłą sylwetkę, doszło do tego, że w średniej aż przez kilka lat po maturze nie nosiłam spódnic. Dopiero jak zaczęłam spotykać się z moim mężem, zaczęłam. Musiał się bardzo napracować nad tym, żebym nabrała pewności siebie i mogła powiedzieć „mam to w mojej chudej dupie co mówisz i myślisz”. Teraz intensywnie pracuję nad własna działalnością, niebawem ruszam, ale już wiem, ze etat też by się przydał, chociażby na opłaty za targi modowe. Ale wiesz co? Ja wiem, ze znajdę pracę i pogodzę to z DG i rozwinę to na tyle, żeby za jakiś czas niedowiarkom pokazać środkowego palucha w ramach „myliliście się. Osiągnęłam swoje” 😀 O! taki mam plan 😀

    • Zdecydowanie popieram podejście do sprawy, hejterzy i niedowiarki pękną jak odniesiesz sukces 🙂 A Ty sama nie pielęgnuj złości tylko emanuj pozytywną energia 🙂

  • Szczerze mówiąc gdybym na grillu u znajomych spotkała się z wyśmiewaniem mojego sposobu żywienia, to nie zwlekałabym długo ze zmianą znajomych 😛 Ale wiem, o czym piszesz, bo też spotkały mnie różne tego typu przygody, podcinające skrzydła – robienie czegokolwiek inaczej niż wszyscy, po swojemu, budzi różne reakcje, czasem niby subtelne, ale potrafią dosrać 😛 Na szczęście teraz już wiem, że można się nauczyć mieć na to wywalone 🙂 W ogóle z Twoich postów bije taka siła a jednocześnie wrażliwość. Bardzo je lubię czytać:)

    • Ale mi się ciepło na serduchu zrobiło po twoich słowach dziękuję. Wiem, jak to jest być całe życie wojowniczką, taka cena własnego zdania i własnej drogi. Wiem, że to jedyny słuszny wybór, ale czasem mam dość tej całej gadaniny, uporu i walki z wiatrakami, tak po ludzku ciężko mi czasem wiesz?