Jestem Mamą! Po raz drugi…

//Jestem Mamą! Po raz drugi…

Podobno nic w przyrodzie nie dzieje się bez przyczyny, podobno nic w życiu nie zdarza się dwa razy. No, chyba że macierzyństwo! Zdaje sobie sprawę, że ostatnio może wam się wydawać, że blog powoli staje się parentingowym… Spokojnie, zapewniam was, że prócz moich macierzyńskich doświadczeń nadal będę dzieliła się inspiracjami, kulturalnymi ciekawostkami, sportowym doświadczeniem oraz podróżniczymi planami.

Jeszcze nie urodziłaś?!

O ile mega irytowały mnie komentarze lekarzy na temat drugiego porodu: „Pani Aniu każda ciąża jest inna”, „każdy poród jest inny”, „może być całkiem inaczej”. O tyle moja intuicja znów mnie nie zawiodła i w sumie troszkę nawet żałuję, że zawszę muszę mieć rację. Od samiutkiego początku spodziewałam się, przenoszenia również Maryśki. Zuza urodziła się dopiero 11 dni po terminie (niby nie wyrocznia,ale z medycznego punktu widzenia zgrzytanie zębami, straszonko i terror), Mania śladami siostry urodziła się 9 dni również po. I tak straszona przez lekarzy, uspokajana przez położoną, wspierana przez męża i przyjaciół, oraz denerwowana przez znajomych oczekiwałam drugiej córki…

Coś się dzieje

W weekend już wiedziałam, że finał jest blisko. Przepowiadające znaki bolały jak cholera, ale cieszyłam się, że ciąża dobiega realnie końca. W nocy z niedzieli na poniedziałek pojechaliśmy na Izbę Przyjęć. Moje przypuszczenia zostały potwierdzone, zostało mi tylko urodzić. Po traumie z pierwszego porodu (nie pytajcie o szczegóły 14 godzin hardkoru) byłam lepiej przygotowana. Wykupiliśmy sobie indywidualną opiekę położnej. I są to zdecydowanie najlepiej zainwestowane pieniądze w naszym życiu. Dzięki doświadczeniu Pani Agnieszki, mega organizacji i interwencji Mańka urodziła się błyskawicznie, zdrowa, dostając maksymalną liczbę punktów. Moja córa była calutka obwiązana pępowiną, nie planowana cesarka uratowała jej życie.

1,5 roku różnicy

Między moimi dziewczynkami jest dokładnie 1,5 roku różnicy. Jedna i druga postanowiła przyjść na świt 19 dnia miesiąca. Ponad rok temu pisałam wam w bardzo emocjonalny wpis o tym jak się czuje po narodzinach Zuzi. Ten post jest dla mnie również bardzo ważny, jednak tym razem emocje przybrały inny wymiar. Niesamowita ulga, że się udało, że Mańka żyje, że urodziła się zdrowa. Wewnętrznie każda moja komórka ryczała z poczucia ulgi i wdzięczności. Zewnętrznie fontanna łez, dreszcze i niemy krzyk.

Narodziny to cud

W tym przypadku nadal nie zmieniłam zdania: narodziny małego człowieka są cudem. Mój mąż był ze mną na bloku operacyjnym, wspierał mnie i zupełnie jak ja uważa, że takie „świeżo wyjęte” maleństwo z brzucha matki i tak jest najpiękniejsze mimo tego całego, dosyć makabrycznego widoku krwi, obwiązanej pępowiny i dosyć sterylnej atmosfery sali operacyjnej… Ten tekst dedykuję wszystkim kobietom, które kiedyś usłyszały coś niemiłego pod swoim adresem ze względu na to, że rodziły nienaturalnie. Nie dajcie sobie wmówić, że jesteście gorsze. Tak naprawdę jesteście jeszcze większymi bohaterkami, że dałyście radę to wszystko wytrzymać.

Mańka jest przefajna

A odnośnie moich wrażeń na temat Marysi. Jest jedno słowo, które od razu przychodzi na myśl jak na nią patrzę: przefajna. Okrągła buzia, wiecznie głodna lub śpiąca mina i idealnie gładka skóra. Noworodki to najlepsze antydepresanty w czystej postaci. Nie zrozumie tego nikt, dopóki nie nie zostanie rodzicem. Tak przynajmniej było ze mną dopóki nie miałam dzieci – nie rozumiałam jak te małe stworki mogą się podobać tuż po narodzinach… A jednak, perspektywa się zmienia, na szczęście na lepsze.

P.S Genialna grafika do wpisu została udostępniona z profilu mojej ulubionej artystki Marty Frej.

*******

„Może na trwodze polega prawdziwe szczęście matki…”

  •  Anton Makarenko
By | 2016-11-23T20:32:58+00:00 Wrzesień 25th, 2016|Categories: MAMA I DZIECKO|Tags: , , , , , , , , , , , , , |19 komentarzy

About the Author:

Pisanie dla mniej jest czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie boję się rozmawiać o trudnych tematach, dlatego często z premedytacją wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Na co dzień jestem niepoprawną romantyczką szukającą inspiracji we wszystkim, co mnie otacza. Oznacza to, że idąc ze mną na spacer będziesz zmuszony kilkakrotnie się zatrzymywać, gdyż zwrócę uwagę na najmniejszy detal, drobiazg, rzecz którą ty każdego dnia mijasz obojętnie. Prywatnie jestem spełnioną żoną, nieco zwariowana mamą i miłośniczka kotów (szczęśliwa posiadaczką pary Hektora i Hery imiona zostały nadane z miłości do antyku). Gości przyjmuję z otwartymi ramionami i pełną lodówką. Musisz wiedzieć, że moja sportowa przeszłość (13 lat uprawiania judo) ukształtowało mój charakter dzięki czemu mimo rozbrykanej duszy twardo stąpam po ziemi.